Sytuacja miała miejsce w przychodni, kiedy czekałam na wizytę u lekarza. Byłam przedostatnia, za mną była jeszcze jedna pani. Z racji tego, że z domu wyniosłam, że dobrze jest pomagać starszym, powiedziałam tej pani:
- Proszę sobie teraz wejść, ja poczekam.
A ona.....na mnie z buzią, że nie będę jej mówić co ona ma robić i żebym się zajęła swoimi sprawami, a nie rozkazywała komuś kiedy ma do lekarza wejść...
Powiem Wam, że wszystkiego bym się spodziewała, ale tego nigdy. Nie wiem jakie ta pani bierze lekarstwa, ale na pewno nie jest to pigułka MIŁOŚCI...
I weź tu bądź człowieku miły...
Ostatnio rozmowa z moją rodziną zeszła na temat mojej starszej koleżanki, która w najbliższym czasie wyprowadza się do Japonii.
Tata: To fajnie...
Mama: Może ciebie też tam wyślemy...
Ja: Jeśli chcecie się mnie pozbyć...
Mama: Tak.
Siostra: Tak.
Druga siostra: Tak.
Brat: Mogę ci nawet bilet kupić.
...
Dzięki kochana rodzinko! ;)
Kiedy miałam dziesięć lat, zjeżdżałam po poręczy. Kiedy rodzice przyłapali mnie na tym czynie, obydwoje zaczęli na mnie krzyczeć. Szkoda, że z różnych powodów.
Mama mówiła: "Złaź z tej poręczy, bo spadniesz". Tata krzyczał: "Złaź z tej poręczy, bo zepsujesz".
Kiedy byłam mała mój brat ganiał mnie po podwórku ze zdechłą myszą grożąc, że wsadzi mi ją za koszulkę. Opowiadałam o tym mojemu dziecku.
Zdziwiłam się, gdy brat zadzwonił do mnie z pretensjami, że Franek (czyt. mój syn) wsadził zdechłą mysz za koszulkę mojemu bratankowi.
Brat nie odzywa się do mnie od 3 tygodni.
Dziś podszedł do mnie mężczyzna koło 40 i poprosił mnie o autograf.
Zamurowało mnie i gapiłam się na niego jak na idiotę. Okazało się, że pomylił mnie z jakąś gwiazdą porno.
Po tym zdarzeniu zniknął szybciej niż się pojawił. A ja do tej pory nie wiem czy mam się śmiać czy płakać.
Wakacje. Piękny, słoneczny dzień. Razem z moimi koleżankami wybrałyśmy się rowerami na plażę, oddaloną 5 kilometrów od naszej miejscowości. Cieszy się ona ogromną popularnością, toteż spotkałyśmy tu kilku dobrych znajomych. Im więcej osób, tym lepsza zabawa, więc rozłożyliśmy się wszyscy razem i korzystaliśmy z uroków lata.
Postanowiliśmy, że powrót również odbędziemy większą grupą. W sumie było nas 11. Gdy już wszyscy byliśmy gotowi do drogi, ustawieni gęsiego, (ja na samym końcu) ruszyliśmy. Po przejechaniu kilku metrów, poczułam, że coś jest nie tak. Szybko zsiadłam z roweru i okazało się, że mam przebitą oponę. Krzyknęłam do znajomych, by na mnie poczekali, niestety, byli już tak daleko, że nie usłyszeli mojego wołania. Zadzwonić również nie mogłam, gdyż nie było zasięgu. Po przejściu dość długiego odcinka prowadząc rower, zirytowana tym, że nikt po mnie nie wraca, w końcu złapałam zasięg. Od razu zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, która była bardzo zdziwiona.
Wszyscy byli już w naszym mieście i siedzieli na ławkach w parku. Nikt nie zauważył, że mnie nie ma.
Wieczorem, 7 marca, dziadek wszedł do mojego pokoju z różą i czekoladkami. Powiedział, że chce mi teraz złożyć życzenia, żeby mnie rano nie budzić (on wyjeżdża do pracy o 6:30, ja wstaję 7:30)
Mam cudownego dziadka :)
Od dzieciaka chciałam pracować jako lekarz. Nie dało mi się przetłumaczyć innych zawodów. Medycyna i koniec! Ja będę lekarzem i będę pomagać innym ludziom.
Do czasu. Pod koniec gimnazjum trzeba było się rozejrzeć za liceum. Patrzę jakie są wymagania na medycynę - załamka. Z czego i jakie wyniki trzeba mieć. Przecież matematyka to dla mnie kula u nogi!
Więc zdecydowałam. Poszłam do liceum o profilu wojskowym. Stwierdziłam, że w policji też się dobrze zarabia i się pomaga słabszym.
O bzdurności moich przemyśleń dowiedziałam się pod koniec pierwszej klasy.
Zostałam przejechana przez samochód. Dosłownie. Ledwo mnie odratowano (dwa razy się "zatrzymywałam"). Ocknęłam się na Oddziale Intensywnej Terapii.
Rodzice opowiedzieli mi o nieuczciwej pracy policji w mojej sprawie. Stwierdzono, że byłam winna (mimo że przechodziłam w dozwolonym miejscu, a osoba prowadząca bawiła się telefonem podczas jazdy! SIC!). Ale miałam okazję poznać pracę szpitala "od środka" ze względu na uprzejme pielęgniarki. Dzięki czemu nauczyłam się nazw paru leków, ich działania oraz zezwolono mi na "pomoc" (alarmowanie pielęgniarek, jeśli pacjentowi obok będzie się coś działo) i lekką naukę (głównie na moim przypadku) co i jak działa.
Pobudziło mnie to do działania i myślenia. Jeśli nie dostanę się na medycynę - rozpocznę ratownictwo medyczne. A po ratownictwie znów będę próbować z medycyną. Jeśli jednak od razu dostanę się na uczelnię - wybieram dwa najgorsze (do zniesienia psychicznego) specjalizacje - Anestezjologia i Intensywna Terapia oraz Medycyna Ratunkowa.
Czyżby powołanie się odezwało wtedy, kiedy na siłę chciałam iść w drugą stronę?
Kupiłem psa, by nie czuć się mniej samotnie.
Co tu dużo gadać - tego samego dnia uciekł. Nie wrócił do tej pory.
Po kilku tygodniach kryzysu w związku (który mi wydawał się już być zażegnany), mój chłopak stwierdził, że jednak powinniśmy się rozstać i na razie musi się przynajmniej wyprowadzić, żeby ochłonąć i wszystko przemyśleć.
Kiedy sama, w dość dużym szoku uświadomiłam mu, że właśnie rzucił mnie w walentynki, ten stwierdził, że kompletnie poplątały mu się daty i zapomniał, więc jeśli chcę to walentynki w takim razie możemy jeszcze spędzić jako para, a rzucanie przełożymy na jutro...
Właśnie straciłam ogromnie 'wielkodusznego' faceta!
Dodaj anonimowe wyznanie