#7lFSz

Mama jest pielęgniarką środowiskową, to akurat była sobota, wypadł jej niezapowiedziany wyjazd do pacjentki, a że była wczorajsza, poprosiła mnie, abym odwiózł ją na miejsce.
W drodze do centrum dowiedziałem się że jedziemy na tzw "Aleje Wpierdolu".

Będąc na miejscu, poprosiła mnie, abym poczekał na zewnątrz, czterech dresów bawiło się bejsbolem, jakiś tam pił browarka, na moje wielkie szczęście nikt się mną nie zainteresował. Brakowało mi chyba wrażeń po 30-minutowej nieobecności mamy, więc postanowiłem wyjść z podwórka na papierosa. Po chwili odbiło mi się to czkawką, ponieważ trzech koleżków pofatygowało się, aby zapytać, czy wszystko ze mną w porządku. Niewiele myśląc zacząłem spieprzać w podwórko, a oni za mną.

Z początku myślałem o klatce z uchylonymi drzwiami, licząc, że uda mi się przeżyć, jednak dres od browarka krzyknął w moją stronę: zatrzymaj się. Posłuchałem. Spoglądając na ziemię, stałem na linii wymalowanej kredą, za mną jedni, przede mną kolejni. Miałem zacząć odmawiać paciorek, ale panowie zajęli się sobą. Zamknąłem się w samochodzie czekając na mamę, długo czekać nie musiałem, wyszła z klatki, zorientowana co się dzieje, wystartowała w ich stronę, przywaliła jednemu, drugiemu torebką i zaczyna ich opieprzać "Zobaczysz, powiem ojcu, dostanie ci się dopiero!", każdego znając z imienia, wyzwała i postraszyła.

Wyobraźcie sobie kobietę 1,5 m wzrostu, szczupła, max 50 kg wagi, a 7 dresów pod ścianą, prawie zapłakani "Niech pani nie mówi mamie...".

#oOs7m

Dzisiaj mój starszy brat wszedł do mojego pokoju, powiedział znaną wszystkim formułkę, mianowicie "po co trzymać bąka w dupie, niech se lata po chałupie" i puścił najgłośniejszego i najbardziej śmierdzącego bąka w swojej karierze.

Nie wiem, kto był bardziej zniesmaczony: ja czy jego dziewczyna, która chciała mu zrobić niespodziankę i schowała się za moimi drzwiami xD

#Nk3US

Kiedyś za dzieciaka jeździłam z rodzicami i bratem do rodziny od strony mamy. Mianowicie do Białegostoku. Jeździłam tam tak często i gęsto, że pociągi były moim drugim domem.

Jako dzieciak przyzwyczajony do PKP i opóźnień, problemów, tłumów i dzikich hord (teraz tego już nie ma) rozszalałych ludzi biegnących do miejsc siedzących w pociągu, wiedziałam co mnie czeka, kiedy wracałam z Białegostoku. Niby zwykła podróż.

A jednak przed wejściem i ogólnie przed przyjazdem pociągu zaczęłam płakać, rzucać się i krzyczeć, że pociąg się wykolei. Jak nigdy rodzice nie wiedzieli co zrobić ani jak się zachować, więc wzięli mnie pod pachy i zagarnęli na peron, ja przerażone dziecię posłusznie czekałam z nimi i bratem na ten nieszczęsny pociąg, ale ciągle się zanosząc i nie chcąc jechać. Błagałam wręcz, żeby chociaż pojechać późniejszym, ale rodzice nieugięcie się nie poddali i wrzucili do pociągu.

Myślicie, że to koniec? Otóż po jakichś 40 minutach jazdy było słychać huk, pisk i mocne hamowanie, że prawie walizki pospadały. A moje oczy wyglądały jakby widziały co najmniej hordę duchów. Okazało się, że z powodu oblodzenia torów i trakcji nad torami (była wtedy sroga zima), pękło to coś nad lokomotywą, co łączy z trakcją... Czyli pociąg mógłby się wykoleić, gdyby była większa prędkość (tak to odbieram).

Rodzice po tamtej sytuacji już nigdy więcej mnie nie lekceważyli i zyskałam miano wiedźmy rodzinnej, ale warto było, bo się przydało kilka razy później :D

#rNBUZ

Sytuacja wydarzyła się tydzień temu, gdy spędzałam weekend u mojego chłopaka.

Budzę się, patrzę na zegarek godzina 11:30 postanowiłam więc, że nie będę budziła swojego lubego i pójdę wziąć prysznic, pech chciał, że poprzedniego dnia teść wymieniał drzwi i jeszcze nie było zamka. Zadowolona, że zaraz się rozbudzę odkręciłam prysznic, rozebrałam się i zaczęłam się kąpać, akurat odwrócona tyłem słyszę, że ktoś wchodzi do łazienki, pomyślałam, że mój chłopak bo zawsze lubił mi robić nalot na łazienkę akurat, gdy się kąpałam (wieloletni związek, norma) nic sobie z tego nie robiąc kontynuowałam w najlepsze, gdy wyszłam nikogo w łazience jednak nie było a drzwi zostały uchylone, doprowadziłam się do porządku, wchodzę do pokoju a luby śpi w najlepsze i nie wyglądał tak jakby kilka minut wcześniej wstał ( dosłownie jak Szopen po koncercie ) zeszłam więc na dół a w kuchni siedział tato mojego chłopaka nieco speszony ale jak zwykle w nastroju do żartów i sypie do mnie tekstem:
- mój syn ma szczęście, co do tego się nie myliłem ale siodło to Ty masz kochana
nie z tej ziemi.

Lekko w szoku nie wiedziałam co powiedzieć, więc na szybko odpowiedziałam ' dziękuje ' i uciekłam na górę, uwierzcie że do dzisiaj staram się unikać prysznicu w łazienkach bez zamków a na teścia patrzę inaczej niż zazwyczaj -_-

#cqSLt

Rok temu będąc na SORze ze złamaną ręką, zmęczona i generalnie brak chęci do życia (była godzina 23) spotkało mnie coś czego nie zapomnę do końca życia.

Siedzę tam już chyba z 2 godziny i nagle wchodzi kobieta, na oko lat może z 25 i szepta coś do lekarza. Jego mina bezcenna, wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem. Kazał się jej zarejestrować wiec ja chcąc nie chcąc usłyszałam jaki ta kobieta ma problem.

Podaje tam swoje dane i rejestrujący pyta się co się stało. Kobieta opowiedziała cichym głosem, że zabawiała się kiełbasą i się złamała na pół w jej pochwie. Mina ludzi dookoła bezcenna!

Nie wiem jak to się skończyło, bo szłam na założenie gipsu, ale tego dnia nie zapomnę do końca życia. Pobyt na SORze momentami wygląda ciekawie :)

#fHXrE

Jako że ostatnio twierdzenie: ,, Nie oceniaj dresa po dresie" jest na anonimowych wręcz kultowe postanowiłam trochę je obalić. Przejdźmy zatem do historii.

Łódź, śnieżyca, moje urodziny, słynne autobusy.

Wchodzę, wszystko kulturalnie. Nawet stałam, żeby tego dnia nie wchodzić w drogę moherom bo zwyczajnie nie miałam zamiaru sobie zaprzątać tym głowy. No ale w przypadku wiecznego pechowca czyli mnie, oczywiście nie obyło się bez wpadki - kupiłam bilet. Nie byłoby to nic takiego gdyby nie bohaterowie wyznania - dresy. Lekko podpici wkurzył się że rzekomo wepchnelam się przed nich do automatu. Na co zaczęli się rzucać i grozić że INO wyjdziemy to się policzymy. Ale najlepszy i tak jest finał. Kto stanął w mojej obronie?

Uwaga! MOHERY!

Momentalnie jakiś bordowy beret wstał z siedzenia i powiedział(a) do typka: A ładnie to tak damie tak mówić? Ty bezczelny gówniarzu!

A morał z tego taki: Nie oceniaj mohera po wyglądzie na +40 i 'seksownej' beretce ;)

#ovrV9

Jakiś czas temu czekałam na przystanku na autobus, jak zwykle ze słuchawkami na uszach. Stał oprócz mnie jeden pan i zaczął coś do mnie mówić, więc zdjęłam słuchawki z uszu myśląc, że pewnie to jeden z tych którzy lubią sobie głupio pogadać. Do głowy by mi nie przyszło, że to co usłyszę tak mną wstrząśnie, że będę wspominać przez długi długi czas.

Powiedział mi, że dopiero co wyszedł z więzienia, że żona przez te lata na niego czekała, a teraz on jedzie na spotkanie z synem, który przyjeżdża z innego miasta, żeby spotkać się z ojcem. Mówił, że chce go przeprosić i że ma nadzieję, że syn mu wybaczy. Opowiadając mi o tym popłakał się a ja oczywiście razem z nim. 

W końcu przyjechał autobus i każde poszło w swoją stronę.
Mam ogromną nadzieję, że syn wybaczy ojcu i odnowią utracone relacje.

#Yjha6

Mój tata opowiedział mi kiedyś historię o tym, jak miał 13-14 lat i był na wycieczce szkolnej.
Od rodziców dostał 100 zł, bardzo dużo pieniędzy. Miał za to kupić sobie jakąś pamiątkę czy coś do jedzenia. Gdy szli ulicą zobaczył pewnego pana, który siedział z boku z puszką i zbierał pieniądze. Nie miał on jednej nogi. Tacie zrobiło mu się go bardzo żal, więc oddał mu 60 zł - większość tego, co dostał. Był to bardzo hojny dar, ale tata wiedział, że zrobił coś dobrego.
Niestety, pod koniec dnia, gdy wracali już do domu, spotkał tego pana, który jakby nigdy nic szedł na dwóch nogach...

#D4zF1

Historia wydarzyła się mojemu starszemu bratu, który był jeszcze małym brzdącem, wiec znam to tylko z opowiadań (może mnie jeszcze nawet nie było na świecie).

Przechodząc do sedna, mój braciszek biegał sobie po domu, tak po prostu i niczym się nie przejmował. Po kilku minutach zabawy niefortunnie uderzył w futrynę drzwi i jak to dziecko rozpłakał się.

Mama od razu na ratunek, ruszyła do brata z zimnym nożem w ręku, aby przyłożył sobie do głowy. Mama najwyraźniej szła w taki sposób, że jej synek się przestraszył i krzyknął tylko: "MAMO, NIE!", po czym odwrócił się i uderzył drugi raz w tę samą futrynę.

Na szczęście zrozumiał swój błąd i skończyło się tylko na 2 guzach i płakaniu z nożem przy głowie :D
Dodaj anonimowe wyznanie