#XmKMB

Przeczytałam właśnie historię na anonimowych http://anonimowe.pl/43UQh i też chcę wam o podobnej opowiedzieć.
Z 6 lat temu, miałam wtedy 11 lat (byłam strasznie ciekawska), mój starszy brat (18-latek) oglądał dużo zboczonych filmów w tv (oglądałam to razem z nim, tylko że ja przez dziurkę od klucza) i gdy przychodzili do niego koledzy, siedziałam i tylko podsłuchiwałam jak mówili kiedy był ich pierwszy raz, ile się najdłużej "lizał" z laską etc... Ja poprzez te filmy i rozmowy kolegów mojego brata już nieco wiedziałam jak to się wszystko odbywa.

No to specjalnie przyszłam do przyjaciółki i sama opowiedziałam jej o tym i również ją to zaciekawiło. Chciałyśmy tego wszystkie spróbować, więc rozebrałyśmy się, przytulałyśmy się, próbowałam ją "posuwać", a ona mnie, niczym w lesbijskim porno...
Doszło do całowania się, wręcz lizania, kiedy nagle jej mama weszła do pokoju. Jej miny nie zapomnę do końca życia.
Kazała nam się natychmiast ubierać i nakrzyczała na nas, my zdziwione o co jej chodzi, skoro każdy tak robi.

Opowiedziałam to mojemu bratu, że chciałam być jak on i jego koledzy, taka zboczona, ten zrobił minę jakby Jezusa zobaczył. Powiedział o tym mamie, ta spotkała się z mamą mojej przyjaciółki i dostałyśmy zakaz spotykania się. Mimo wszystko spotykałyśmy się, ale po kryjomu.

Minęło tyle lat i niewiele zmieniło się od tamtej pory (czyt. nadal jestem zboczona), tylko że już nie posuwam przyjaciółki.

#ttRB5

Pewnego dnia wracałam autobusem ze szkoły do domu. Słowem wstępu, nasz kierowca to miły, opanowany pan po 60.

Jak zwykle założyłam słuchawki i nie zawracałam uwagi na nic. Dłuższy czas nie ruszaliśmy, więc spojrzałam w kierunku korytarza między siedzeniami i zobaczyłam coś bardzo dziwnego...

Na jednym z siedzeń siedział facet, koło trzydziestki, popijał sobie piwko i popalał fajeczkę. Kierowca tłumaczy mu, że nie może tego robić. W pewnym momencie zaczęli na siebie krzyczeć. Zamknęłam oczy na kilka sekund i nagle FACETA NIE MA. Co się stało?!

Obraz sześćdziesięcioletniego "mistrza karate" obalającego na glebę faceta w sile wieku i mina cwaniaczka były bezcenne 😂

#UqLFF

Zakupy z siostrą. Widzę całkiem przyzwoite japonki za 6 zł. Biorę zdobycz do koszyka i zadowolona podchodzę do siostry:
- Ty! Patrz! Za 6 zyla całkiem przyzwoite klapery sobie kupię! - i macham jej nimi przed oczami.

To nie była moja siostra... Dziewczyna popatrzyła na mnie jak na idiotkę, a ja bez słowa odeszłam.

#M2aLU

Jadę z moim 3-letnim synem z przedszkola autobusem. Jest w fazie komentowania całego świata nie zważając na to co mówi i jak głośno. I tak oto na jednym z przystanków dosiada się do nas typowy dres. Metr osiemdziesiąt wzdłuż i wszerz, do tego łysy i z blizną nad okiem. Strach zobaczyć w dzień. Staje ramię w ramię z naszym siedzeniem. Nagle mój syn wychyla się, mierzy go z góry na dół i mówi:
- Mamusia, pac, jaki duzy chłopcyk! On tez zjadł obiad w przedskolu!
Parsknęłam śmiechem i ukradkiem spoglądam na dresa oceniając poziom jego zdenerwowania. A tu bach! Uśmiechnął się!.... i wysiadł na najbliższym przystanku :D

#nsES8

Zdarzenie miało miejsce na początku wakacji. Koniec szkoły, więc człowiek chciał zaszaleć. Miałam wówczas 16 lat. Czasy były takie, że telefonów komórkowych nie posiadał każdy. Ale do sedna.

Pewnego wieczora z ekipą się zgadaliśmy na wielkie ognisko. Każdy ze swoim prowiantem i piciem. Ja z moimi przyjaciółkami postanowiłyśmy, że zarobimy same na szaleństwo. Stwierdziłyśmy, że pójdziemy na jagody do lasu, nazbieramy po pełnym wiaderku i sprzedamy na skupie, a kilogram jagód dobrze wtedy stał.

Wczesnym rankiem wyruszyłyśmy. Pół dnia zbierania. Szczęśliwe, umorusane jagodami, zmęczone i pogryzione przez komary wracamy do domu ze swoim urobkiem, w myślach jedząc już kiełbaskę z ogniska i popijając zimnym piwkiem. Aż nagle na skraju lasu słyszymy chrachanie... przed nami dzika locha z małymi, z dala widać, że nie w pokojowych zamiarach, zmierza wprost na nas.
My ze strachu porzucałyśmy wiadra i niewiele myśląc wdrapujemy się na drzewo, w takim szoku byłyśmy, że wlazłyśmy na bardzo wysokie drzewo bardzo wysoko. I żadna ze strachu nie chce zejść. I tak siedzimy zapłakane bite 2 godziny, dzwoni telefon (fakt, że byłyśmy bardzo wysoko, to i był zasięg) - rodzice jednej z koleżanek zaczęli się martwić. Opowiedziała naszą historię.
Nie minęła godzina - słyszymy wycie syren. Rodzice zawiadomili Ochotniczą Straż Pożarną, żeby nad ściągnęli.
Wstyd nieziemski, bo sami młodzi chłopcy, do tego mega przystojni, najpierw stoją i się brechtają, po czym nas z tego drzewa zdejmują.
Finał tej historii jest taki, że byłyśmy w lokalnej gazecie, wieczór spędziłyśmy na opatrywaniu otarć oraz ze cztery lata nabijali się z nas na wsi. Więcej do lasu nie poszłyśmy...
A teraz tą historią raczymy nasze rodziny, żeby się było się z czego pośmiać :)

#VNehQ

Prowadziłem w sklepie rok temu z kolegą zbiórkę karmy dla zwierząt. Nagle drzwi sklepowe uchyliły się pod wpływem silnego pchnięcia blisko dwumetrowego, ubranego całego na czarno "Sebka", za którym szło jeszcze dwóch nieco kruchszych, aczkolwiek równie prawilnych kompanów.
Jako że kłopoty były ostatnią rzeczą, jaka nam w tym dniu była potrzebna, szybko odwróciliśmy od nich wzrok i skupiliśmy się na dalszym zaczepianiu typowych "Januszów" z żonami i dziećmi.
Jaki jest koniec tej historii, pewnie większość się domyśla. Otóż zaraz potem przywódca grupy stał już przy kasie, trzymając w jednej ręce butelkę piwa znanej polskiej marki, a w drugiej półkilową paczkę karmy dla psa. Z dwoma kolegami nie mogło być inaczej. Na znak od swojego guru posłusznie wrócili pod regał z karmą i przyszli do kasy z podobnymi paczuszkami.
Na koniec życzyli nam tylko powodzenia i dumni z siebie wyszli ze sklepu.

#a9DPJ

Jestem lekarzem, pracuję na oddziale ratunkowym w jednym z większych miast w naszym pięknym kraju. Nie będę tutaj komentował stanu służby zdrowia w Polsce (bo nie ma czego komentować), jednak podzielę się historią swojego życia.

Baaardzo dawno temu uczęszczałem do liceum ogólnokształcącego w swoim niewielkim, rodzinnym mieście. Byłem raczej słabym uczniem, acz ambitnym i mającym przebłyski mobilizacji do nauki. Znajomi i rodzina powtarzali mi, że bardziej nadaję się na prawnika niż na lekarza. Ja jednak chciałem być lekarzem, uważałem, że taka jest moja misja.

Miałem też wychowawcę - a dokładniej panią, która powtarzała mi, że ze mnie nic nie będzie. Po skończeniu ostatniej klasy LO - przez chwilę - uwierzyłem jej. Nie dostałem się na kierunek lekarski. Postanowiłem wtedy pójść i porozmawiać z nauczycielami.

Znalazła się jedna nauczycielka - nazwijmy ją panią Ewą. Powiedziała mi, że tak naprawdę jeśli sobie coś postanowię, to przezwyciężę wszystko i jeśli będę się uczył, to dostanę się za rok. Wierzyła we mnie, tak naprawdę, od pierwszej klasy. Razem z nią kibicowała mi moja rodzina - chociaż rodzice od zawsze mi powtarzali, że mam robić to co lubię. W końcu podszedłem drugi raz do egzaminu i dostałem się na medycynę. Ciężko pracowałem na to, by być tym, kim jestem teraz.

Jednak oto historia właściwa:
Niespełna dwa tygodnie temu na ostry dyżur do nas trafiła pani Ewa, z bólem zamostkowym, pytam ile boli już w klatce: "wczoraj wieczorem się zaczęło", im dłużej naczynia wieńcowe zamknięte, tym większe ryzyko zgonu, zatem na szybko zrobiliśmy EKG, troponinę, CRP - w EKG i badaniu krwi: rozległy zawał mięśnia sercowego. Serducho niestety nie wytrzymało, wpadło w niebezpieczny dla życia rytm i tak reanimowaliśmy przez 15 minut. OK, rytm powrócił, serce bije, adrenalina podana, ustabilizowaliśmy, szybko na hemodynamikę. Tam żyłki odetkali, a ja udałem się w odwiedziny do pani Ewy. Czego się dowiedziałem ciekawego? Otóż podczas rozmowy pani Ewa powiedziała mi, że uratowałem jej życie, że od zawsze we mnie wierzyła, a moja "ukochana" pani wychowawczyni została źle zdiagnozowana, co doprowadziło do jej śmierci - przez mojego kolegę z klasy, nefrologa, tak bardzo faworyzowanego przez wychowawcę.
Karma wraca.

#FGoLk

Mam siostrę bliźniaczkę. Kiedyś, jak byłyśmy małe, pojechałyśmy do znajomych naszych rodziców i dali nam oni do zjedzenia po bananie. Nie wiedziałam gdzie wyrzucić skórkę. Chodzę po domu, szukam siostry, patrzę, jest!
- Hej siostra, gdzie wyrzucamy skórki?

Okazało się, że.. to nie była ona. Stanęłam przed lustrem...

#3LGxr

Kiedy byłam małym brzdącem, podczas coniedzielnych odwiedzin w kościele często się nudziłam (jak to dziecko). I jak to dziecko często spacerowałam sobie po wszystkich nawach, zaglądając w różne ciekawe zakamarki.

W kościele, do którego chodziłam z rodzicami konfesjonały miały bardzo ciekawą budowę - wyglądały jak wielkie, dwuoosobowe sławojki, taka duża drewniana klatka, do której wnętrza wchodzili i ksiądz, i biedny grzesznik.
Konfesjonały te miały kratkę na wysokości twarzy siedzącego w środku księdza. Wnętrze było też podświetlane.

I tak więc podczas jednej z moich przechadzek po kościele, dotarłam pod ten fascynujący, drewniany przybytek. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, do czego on służy, ale bardzo mnie zaciekawił.

Podeszłam pod samą kratkę i zajrzałam do środka - moim oczom ukazał się brodaty mężczyzna ubrany na czarno, miał bardzo smutny i przejęty wyraz twarzy.
Mężczyzna wyglądał dość przerażająco w słabej poświacie wiszącej mu nad głową jarzeniówki. Przestraszyłam się, a moim małym móżdżku zakiełkowała pewna myśl.

Otóż ubzdurałam sobie, że te drewniane klatki stoją w kościele po to, żeby różnej maści przestępcy na co dzień przebywający w więzieniach, mogli czasem przychodzić na mszę. A siedzą w tych klatkach, ponieważ muszą być odseparowani od reszty ludzi.
Od tamtej pory, kiedy przychodziłam z mamą do kościoła i mijałyśmy te "klatki", kurczowo ściskałam ją za rękę i ukradkiem spoglądałam do środka przez kratkę.
Zawsze widziałam tam jakiegoś mężczyznę ze smutną miną (księdza), co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że to jakiś żałujący swoich ciężkich win zbrodniarz i nawet trochę było mi żal tych "przestępców", że przez całą mszę muszą siedzieć w tych drewnianych klatkach.

#PH7FO

Historia sprzed miesiąca.
Mam 22 lata, i od zawsze lubiłem sport, już jako szczyl zapisałem się na sztuki walki, bo mnie to kręci do teraz. Obecnie mogę powiedzieć, że jestem wysportowany.

Ostatnio spotkało mnie pewne zdarzenie, wracając w nocy z treningu muszę przechodzić koło ciemnych miejsc w moim mieście. Przechodząc tam usłyszałem krzyki, jakaś laska się darła, pomyślałem, że pewnie typowa Andzia krzyczy na swojego Sebka. Lecz po chwili usłyszałem, że wzywa ona pomocy, więc ruszyłem w miejsce skąd dochodziły krzyki.

Podchodząc bliżej zobaczyłem jakiegoś gościa, który przystawiał nóż do tej dziewczyny. (Pierwszy raz zobaczyłem anioła). Podleciałem do gościa od tyłu, dostał buta w nogi i w rękę, tak, by wybić mu nóż. Gdy gość leżał na ziemi trzymany przeze mnie, dziewczyna próbowała się uspokoić, temu typowi powiedziałem że ma spieprzać, i jeżeli jeszcze raz coś zrobi komuś tutaj, to inaczej się z nim policzę.

Z dziewczyną porozmawiałem chwilę i postanowiłem, że odprowadzę ją do domu, bo i tak szła w moim kierunku.
Dowiedziałem się, że mieszka 10 minut ode mnie, że jest 2 lata młodsza i że mieszka tu od niedawna.

Po całej tej akcji nie liczyłem w sumie na nic, bo zachowałem się jak większość by się zachowała. Lecz ze 2 tygodnie temu, idąc przez miasto, spotkałem ją, nie powiem, ucieszyłem się, gdy do mnie podeszła.
Powiedziała, że w sumie to nawet mi nie podziękowała i w ramach tego zaprasza mnie na kawę :D Moje sprzeciwy były na nic. No i tak wyszło, że się umówiliśmy :D

A teraz to, na co czekają ludzie na anonimowych. Zakończenie.

Tak, jesteśmy razem, gdy opisuję to wydarzenie mój aniołek leży kolo mnie :)
Dodaj anonimowe wyznanie