#CIErp

Cześć! Historia chłopca z irysami zainspirowała mnie do podzielenia się swoją historią. Tak więc chciałam Wam przedstawić kolejne, ale krótkie opowiadanie z serii: "Jak to nieśmiałe dzieci nie mają zbyt fajnie w życiu".

Było to w czasach tuż przed podstawówką. Mam starszą siostrę, która wracając ze szkoły, kupiła sobie loda - a dokładnie świderka. Trochu jej pozazdrościłam, więc stwierdziłam, że ja też chcę!
Jako że mam sklep niedaleko domu, dostałam od mamy fortunę (5 zł bodajże) w celu kupienia sobie i rodzicom tego przysmaku i udałam się po zakupy. Wchodzę do sklepu i nieśmiało mówię do pani sprzedawczyni: "Poproszę 3 świderki". Zgadnijcie, co dostałam... Makaron Lubella świderki. Co ja z tym zrobiłam? Wzięłam diabelski makaron, grzecznie podziękowałam i wróciłam do domu. Wyobraźcie sobie minę mojej rodzinki na widok zapłakanej mnie z makaronem w reklamówce. Po prostu mieli i mają nadal ze mnie niezłą bekę. Na szczęście mój tata jest moim bohaterem i poszedł chwilę po tym po lody. W sumie mama ucieszyła się z całej sytuacji, bo miała zapas makaronu...

#MWlTA

Jako iż jestem wierzący i praktykujący, w czasie każdej mszy podchodzę do eucharystii. W pewną niedzielę jak to zwykle podszedłem do ołtarza, gdy nasz proboszcz rozdawał komunię. Kiedy nadeszła moja kolej, ksiądz majestatycznie wybrał jeden z opłatków, powiedział "Ciało Chrystusa" i...
Dźgnął mnie komunią w oko. Drugi ksiądz, już emeryt, siedzący wówczas za amboną, wybuchł niepohamowanym śmiechem. Moje prawe oko zaczęło łzawić, a zażenowany proboszcz potknął się o swoją sutannę i upuścił szkatułkę z eucharystią na podłogę. Wszyscy ministranci wybuchnęli śmiechem, podobnie jak połowa zgromadzonych w kościele.

Tak oto przeżyłem najzabawniejszą mszę w moim życiu.
Nie, z księdzem nic mnie nie łączy.

#Ot6th

Tak bardzo anonimowe, że bardziej się nie da.

Pokłóciłem się z moją siostrą o to, kto pierwszy idzie się kąpać. W czasie, gdy oboje siedzieliśmy w łazience sprzeczając się, moja dorosła prawie 20-letnia siostra zsikała się do wanny i krzyknęła "zaklepane!".

Życie już nigdy nie będzie takie samo.

#AEi6y

W dniu wczorajszym, po długiej podróży, wreszcie zajechaliśmy z kumplem na miejsce. Mieliśmy ze sobą sporo bagaży, więc ja poczekałem z nimi pod blokiem, a on szukał miejsca parkingowego.

Stoję tak i przeglądam Facebooka na telefonie, podbija do mnie łysy, wysoki facet. Woń alkoholu dobiegająca od niego (wskazująca na minimum 3-dniową libację) od razu postawiła mnie do pionu. Prosto z mostu, z charakterystyczną chrypą w głosie i wytrzeszczonymi oczami, zapytał mnie:
- Którędy dotrę do Biedry?
- Cały czas prosto - opowiedziałem bez zastanowienia.
Jego twarz rozpromieniła się niczym słoneczko z czołówki Teletubisiów, po czym zaczął swoją dziękczynną mowę:
- Dzięki, stary! Tak mi to wytłumaczyłeś... po chłopsku! Kobita by mi tak nie wytłumaczyła, a ty mi to tak... wytłumaczyłeś... tak po chłopsku.
Zacisnął swoją dłoń w geście zwycięstwa, obrócił się elegancko, po czym powolnym krokiem odszedł przed siebie w podskokach.
Tak oto stałem się dla tego człowieka drogowskazem w jego skacowanej, porannej podróży.

#9HbNz

Jestem śpiewaczką operową. To mój zawód, więc ćwiczyć muszę. Zawsze wydawało mi się, że skoro mieszkałam w domu na przedmieściach, to nikt z sąsiadów nie słyszał jak trenuję.

Trzy lata po powrocie z tygodniowych wakacji także zabrałam się za ćwiczenia. Standardowo zaczęłam od rozśpiewania się, po czym płynnie przechodziłam od mniej skomplikowanych utworów do tych trudniejszych. Trwało to około dwóch godzin. Godzinę po tym, jak skończyłam, usłyszałam dzwonek do drzwi. Jak się okazało był to mój nowy sąsiad - Filip, który wprowadził się do domu obok dwa dni wcześniej, więc nie miałam jeszcze okazji go poznać. Wręczył mi wielki bukiet czerwonych róż i powiedział, że nigdy wcześniej nie słyszał tak pięknego głosu i zaprosił mnie na kawę.

Odkąd jesteśmy razem śpiewam mu codziennie. W tamtym roku, w rocznicę naszego pierwszego spotkania, wzięliśmy ślub, a niedługo urodzi nam się córeczka.

Pozdrawiamy bardzo gorąco anonimowe - Hania, Filip i ja. ;)

#DxvlZ

Sytuacja wydarzyła się 2 lata temu. Ze swoją dziewczyną byłem już długo, będzie ze trzeci rok. Oboje mieliśmy wtedy po 23 lata i dwa miesiące wakacji między semestrami na studiach przed sobą. Spędzaliśmy je w rodzinnym mieście. Któregoś pięknego dnia lata dostaję telefon od lubej, że rodzice właśnie wyjechali na jakąś uroczystość rodzinną, jest w domu sama, więc mogę wpaść, spędzimy razem miły wieczór, jakaś kolacja, film i te sprawy.

Przyjechałem, kolację ugotowaliśmy, zjedliśmy, oglądamy jakieś romansidło. Widzę, że dziewczyna coraz częściej rzuca mi namiętne spojrzenia. Nie trzeba mnie długo namawiać, więc decydujemy się troszkę zabawić. I w tym momencie trzeba dodać, że moją dziewczynę bardzo podnieca widok mnie jedynie w samych skarpetkach (nie pytajcie...). Mimo tego, że zdaję sobie sprawę, że musi być to dość żałosny widok, to nie mam z tym problemu, w końcu skoro jej się podoba, to czemu nie?
Stwierdziła, że jeszcze tylko skoczy do łazienki, a ja w tym czasie mogę się "przygotować". Więc zostałem sam w salonie, rozbieram się do samych skarpetek, tak jak lubi... Trochę jej schodzi, w międzyczasie żołnierz staje na baczność mamiony wizjami tego, co ma się tu zaraz dokonać.

W końcu słyszę odgłos otwieranych drzwi, więc wyskakuję na korytarz i mruczę do ukochanej, że co tak długo, już nie mogłem się jej doczekać i zaraz pokażę jej co to znaczy prawdziwa rozkosz, czy coś w tych klimatach.

I nagle staję jak wryty. Przede mną w drzwiach wejściowych stoi matka mojej dziewczyny i dusi się ze śmiechu, a zza jej pleców wygląda ojciec i z wielkim bananem na twarzy woła "Dobry wieczór! Szybciej się niestety nie dało".

Ja próbuję się nieumiejętnie zasłonić tam na dole, co jest utrudnione z wiadomych powodów. W geście rozpaczy łapię z szafki jakiś szal, który jak na złość później okazał się być własnością matki mojej lubej. Na domiar złego kompletnie nieświadoma tego, co się dzieje wypada z łazienki moja dziewczyna, rycząc niczym dzika tygrysica, kompletnie naga, na co ojciec z jeszcze większym bananem wypala "Dobry wieczór, córeczko. Nie mówiłaś, że będziesz miała gościa". Kompletnie zbita z tropu wydała z siebie tylko jęk i schowała się za mnie i tak we dwoje małymi kroczkami udało nam się wycofać do jej pokoju.

Okazało się, że rodzicielka dziewczyny zapomniała prezentu dla którejś z ciotek i ku wielkiemu niezadowoleniu męża musieli wrócić w połowie drogi. Po całej sytuacji stwierdził, że jednak warto było się wrócić.

Dzisiaj jesteśmy zaręczeni, powoli planujemy ślub, a ja ciągle nie umiem spojrzeć w oczy teściowej i teściowi i wymyślam najróżniejsze wymówki, byle tylko nie zostać z nimi sam na sam.

#Syz3B

Mam 16 lat, co jest kluczową informacja w tej historii...

Zdarzyło wam się zemdleć z bólu? Mi zdarza się to co miesiąc w trakcie miesiączki. Ból jest tak ogromny, że tracę świadomość tego, co dzieje się wokół mnie. Po kilku takich sytuacjach mama zdecydowała zabrać mnie do lekarza... Pani doktor (na pierwszy rzut oka miła pani koło 40) po badaniu i kilku pytaniach powiedziała coś, czego nigdy bym się nie spodziewała...
- Znajdź sobie chłopaka, daj mu się przelecieć i niech zrobi ci dziecko. Problemu nie będzie przez 9 miesięcy.

Straciłam wiarę w lekarzy.

PS Nie znalazłam sobie chłopaka i nadal jestem dziewicą, a brzuch co miesiąc boli tak samo.

#SZMtS

Od zawsze byłam pulpetem, na zdjęciach z dzieciństwa wyglądam jak pączuś z lukrem w dziecięcych ubrankach. Jednak nigdy nie miałam problemu ani z kondycją, ani z wynikami, ciśnieniem - no wyniki książkowe. Cały czas jednak spotykałam się z docinkami od osób przeróżnych, nawet od rodziny. Do tego gnębienie w szkole, delikatne sugestie znajomych, że wyglądałabym super jakbym schudła. Nigdy się jakoś specjalnie tym nie przejmowałam, raz na jakiś czas stosowałam jakieś ścisłe diety, treningi, ale nic to nie dawało, więc rzucałam to w cholerę i żyłam jak dalej.

Ostatnio jednak schudłam. Każdy, kto mnie spotka, jest zachwycony tym, jak wyglądam, tak ładnie, pięknie, Misia, cud, tak ZDROWO w końcu.

Ooops, schudło mi się, bo dorwał mnie rak.

#exxLs

O tym, jak bycie bucem nie popłaca.

W liceum chodziłam do klasy z pewnym chłopakiem. Prostak i debil, tak najlepiej można było go opisać. Każdej dziewczynie jakoś dokuczał, rozpuszczał plotki lub po prostu był chamski. Szczególnie dla mnie (pewnie ze względu na moją inną orientację).

Nadszedł wyczekiwany czas matur. Egzamin z matematyki. Miałam to szczęście, że z tym przedmiotem nigdy nie miałam problemu, a moja grupa, z którą pisałam egzamin miała szczęście, że jestem z nimi. Jedną z tych osób był właśnie szanowny buc. Jako dziewczę o dobrym serduszku starałam się dać ściągę osobom, które naprawdę z matematyki były słabe. Więc po sprawdzeniu odpowiedzi i pod nieuwagę komisji puściłam kilka karteczek po klasie.

Nie spodziewałam się tylko tak wielkiej żeńskiej solidarności. Po egzaminie dowiedziałam się, że każda dziewczyna siedząca dookoła buca miała ściągę, ale ponieważ każdej z nich sprawił on przykrość, żadna z nich mu jej nie podała.

Efekt? Cała grupa zdała. Z wyjątkiem buca. Zabrakło mu 1%.
Dodaj anonimowe wyznanie