#AwDAg

Moja mama jest nauczycielką w podstawówce (klasy 1-3). W ostatnim roku szkolnym, będąc wychowawczynią pierwszoklasistów, z okazji Dnia Ojca zadała dzieciom napisanie krótkich listów do swoich tatusiów.

Jedna dziewczynka napisała tak:
"Kochany Tatusiu! Jesteś taki piękny, że aż ręce opadają".

#zTGnt

Mówię sama do siebie. Nie przeszkadza mi to w żaden sposób, a wręcz przeciwnie - z sobą dogaduję się lepiej niż z najlepszą przyjaciółką. Jednak uznałam, że lepiej aby świat nie dowiedział się o moim dziwactwie, dlatego wpadłam na świetny pomysł.

Zawsze gdy nachodzi mnie ochota na pogadanie do samej siebie wyciągam telefon i udaję, że z kimś rozmawiam. Proste, a jakie pomocne. Dziś wracając ze sklepu byłam lekko mówiąc zła, bo jak to kobieta - wyszłam po jajka, a wróciłam bez jajek, ale za tą z całą siatą zakupów. Czekając na czerwone światełko, które zatrzyma rozpędzone samochody, wyciągnęłam telefon i zaczęłam jak gdyby nigdy nic narzekać, że przecież mogłam kupić te jajka, nie potrzebuję kolejnego opakowania lodów...
Gadałam do siebie dobrą minutę, aż historia obrała obroty jak w dobrej amerykańskiej komedii, ponieważ nagle ktoś naprawdę do mnie zadzwonił. W pierwszej chwili szok, szybkie spojrzenie na cicho chichrających ludzi, a w drugiej... nie, nie zapadłam się pod ziemię, wręcz przeciwnie! Dostałam takiej głupawki, że prawie płacząc ze śmiechu zaczęłam krzyczeć na zdezorientowaną mamę, że przecież tyle z nią gadałam, a ta niespodziewanie się rozłączyła.

Dopiero później uspokoiłam moją mamusię tłumacząc, że była przekonana, że to moja koleżanka do mnie zadzwoniła. Przecież nikt nie musi wiedzieć, że tą koleżanką jestem ja sama :)

#r9sAq

Uwaga, będzie bardzo obrzydliwie..

Nie wiadomo skąd, nagle zaczęły wyskakiwać mi ropne i dość duże pryszcze w kroczu. Bolą, swędzą i pojawiają się średnio raz na kilka miesięcy. Wstydzę się z tym iść do ginekologa, chociaż wiem, że nie powinnam.

Poznałam pewnego faceta, spotykaliśmy się kilka miesięcy i zaplanowaliśmy kilkudniowy wyjazd w góry, aby odpocząć od pracy. Wiedziałam, że dojdzie tam do seksu (byłoby to nasze pierwsze wspólne zbliżenie) i dzień przed wyjazdem stało się coś, czego najbardziej się obawiałam, a mianowicie w kroczu dostrzegłam dawno niewidzianego pana pryszczocha, który był wielkości ziarenka grochu.
Wielki, czerwony z widoczną ropą pryszcz, który bolał mnie niemiłosiernie. Wpadłam w panikę, nie wiedziałam co mam robić i gdyby nie to, że pokój w hotelu był już opłacony, tobym nie pojechała.

Próbowałam to wycisnąć, męczyłam się z tym dziadostwem prawie godzinę i niestety musiałam się poddać. Pryszcz po tym wszystkim był jeszcze większy, twardszy i obrzydliwszy. No nic, trudno, najwyżej wymigam się jakoś od zbliżenia - pomyślałam i dokończyłam się pakować.

Nadszedł wyczekiwany dzień, przyszedł wieczór. Kończymy jeść romantyczną kolację i pić wino, które trochę uderzyło mi do głowy, on mnie łapie za nóżkę, smyra, ręce wędrują coraz wyżej i wyżej... Ja mam w głowie tylko tego obrzydliwego pryszcza, staram się panować nad popędem, jednak z każdą kolejną lampką wina coraz gorzej mi to szło. No dobra, nawaliłam się trochę i pomyślałam "zgaszę światło i nie pozwolę mu tam zjechać językiem".

Niestety on był bardzo uparty, aby mnie tam dotknąć, zjeżdżał coraz niżej i niżej, całował mój brzuch, a ja z każdą sekundą nie miałam siły już mu się sprzeciwić, było mi najzwyczajniej głupio powiedzieć "Ej, sorry ale nie idź tam, bo mam ogromnego pryszczocha wypełnionego ropą". No i się stało... Lizał go! Ssał! Tak! O mój Boże, że on się nie kapnął... On się autentycznie nie zorientował co dotyka językiem. A ja musiałam udawać, że jest mi dobrze, chociaż bolało mnie to jak cholera.

Nikt o tym nie wie i nigdy w życiu nie powiedziałabym tego nawet mojej najlepszej przyjaciółce.

#4SUrP

Dzisiaj zaprosiłem dziewczynę do siebie.
Zaczęliśmy rozmawiać, jak każdego dnia, ale moja dziewczyna (na potrzeby tej historii niech nazywa się Asia) nagle zaczęła mnie namiętnie całować. Byłem tym tak zaskoczony, że zacząłem ją rozbierać zapominając o obecności ojca w domu.

Przyhamowałem, poprosiłem ją byśmy poczekali jakieś 10 min na wyjście taty, który miał w mieście do załatwienia swoje sprawy i nie byłoby go przez jakieś 3 godziny. W tym momencie Asia wypaliła do mnie:
- To przynieś mi łyżeczkę.
- Co?
- Wiesz jak wygląda łyżka? Mała łyżka to łyżeczka, przynieś ją.
- Po co ci teraz łyżeczka?
- Zjem owoce, muszę zaspokoić którąś żądzę.

Albo jedzenie, albo seks.
Chyba właśnie przegrałem z lodówką.

#zOdEp

Mam 17 lat i akurat się złożyło, że lecę na wakacje last minute. Wiadomo, szał przed wyjazdem i wszystko na ostatnią chwilę. Zależało mi na tym żeby zrobić sobie paznokcie u kosmetyczki, bo o wiele wygodniej. Zostały mi dwa dni i żaden dobry salon nie miał wolnego terminu, więc na ostatkach nadziei dotarłam do ostatniego możliwego zakładu kosmetycznego. Salon ten wyglądał na bardzo zadbany, nowoczesny a kosmetyczka i zarazem właścicielka cudownie uśmiechnięta, miła i komunikatywna. Jednak ów salon świecił pustkami. Pomyślałam - No dobra nieważne, jest wolny termin i nic innego do szczęścia nie potrzebuję.
Przed samą wizytą sprawdziłam na internecie opinie i ani jedna nie była pozytywna, a wręcz przeciwnie. Zdziwiłam się, ale cóż.

Przychodzę na miejsce i wspomniana wyżej pani prawie mnie całuje na powitanie. Siadamy i ustalamy długość paznokci. Ja z racji, że zawsze mi się podobały bardzo długie, proszę o wykonanie właśnie takich. Wtedy od przemiłej pani słyszę takie słowa:
- Po co ci takie długie kochanie? Żeby facetowi było milej przy lodziku?
Mnie wcisnęło w fotel. Kobieta zaczęła się zanosić śmiechem, po czym dodaje:
- Pewnie to był jego pomysł z tą długością.

Ja spaliłam buraka, a szczęką dotknęłam kolan. Tak mnie zamurowało, że wzięłam tylko torebkę i wyszłam, nie wiedząc czy mam się śmiać czy płakać.
Kobieta powaliła mnie dwoma zdaniami.

Mina mojej mamy jak Jej powiedziałam była bezcenna, coś pomiędzy "Dziecko co ty ćpałaś", a "Trzymaj mnie, bo tam pojadę i jej przywalę".

Ciekawe dlaczego świeci w tym miejscu pustkami?

#bKc4Q

Kiedyś napisałem "wyznanie" a raczej historyjkę o ASG. Niedawno wydarzyło się coś, co pasuje do tematyki. Historia jak z taniego romansidła, ale zapewniam, ze autentyczna.

Repliki ASG (To takie karabiny na plastikowe kulki) często kupuję używane, albo sprzedawane w niższych cenach, bo  wolę wydać 600 zł za Scara dobrej firmy (Scar - model broni), niż 1100 zł.

I tym razem też tak zrobiłem. Z nudów szperałem sobie na pewnym forum, akurat zbierałem się do kupienia jakiegoś fajnego pistoletu. Znalazłem. Przystępna cena, na zdjęciach ładny stan, miłe dodatki w postaci jakichś tam magazynków, gazu i innych takich. Dziewczyna (bo to była dziewczyna) mieszkała niedaleko mnie, więc zadzwoniłem, umówiłem się na wizytę - wiecie, jak jest możliwość, to fajnie obmacać przed zakupem (replikę, nie dziewczynę).

Przyjeżdżam, obczajam pistolet, jak dla mnie stan taki, że przeżył może dwie-trzy strzelanki, także bardzo dobry, tylko wyczyścić i jak nowy. Chwilkę pogadałem z nią, okazała się super dziewczyną, a sprzedaje klamkę, bo był to prezent od byłego chłopaka. Chciała się pozbyć pistoletu, dlatego tak tanio. Chwilę pogadaliśmy, zapłaciłem, wsadziłem zdobycz do plecaka i poszedłem.

Była godzina 21. Gdy przechodziłem przez pewne miejsce w moim mieście, od razu spotkałem znajomych. Były to typowe drechole, ale znałem ich od gnoja, więc mimo że dres ze mnie żaden, to lubiliśmy się. No i piąteczki, teksty typu "siema mordeczko", chwila gadki i poszedłem dalej.

Nie uszedłem daleko, przechodząc przez ciemny zakamarek mojego ukochanego miasta maczet, usłyszałem krzyk kobiety. Podbiegłem do rogu budynku i widzę jak dwóch typków przyparło do ściany jakąś dziewczynę. Pomyślałem co tu robić, jak sam tam wyjdę to po mnie, jak pobiegnę po kumpli, to goście zdążą już coś jej zrobić. No to trudno, idę. Ale zatrzymałem się w półkroku i przypomniałem robię o replice. Wyjąłem pistolet z plecaka, wyszedłem na kozaka i krzyczę żeby spie*****li. Jak zobaczyli mnie z klamką to od razu wzięli nogi za pas. Podchodzę do dziewczyny i pytam czy wszystko w porządku, ale ta była zestrachana, że mam broń.

Nagle przybiegli koledzy z ławki. Zobaczyli mnie z pistoletem - "no no, stary, miałem cię za takiego nieszkodliwego". Wtedy już mogłem powiedzieć, że to tylko replika, bo nawet jakby tamci usłyszeli, to stało teraz tutaj sześciu moich ziomków, którzy przybiegli i jak tylko usłyszeli krzyk.

I co się okazało? Że to była siostra tej samej dziewczyny, od której kupiłem pistolet!
Nie, nie jesteśmy parą. Ale chyba do tego zmierza ;)

#9CSH5

Początek lipca. Słońce świeci pięknie cały dzień, czemu zatem męczyć się w spodniach? Zarzucam letnią sukieneczkę, klapki i ruszam na spotkanie z koleżanką.

Siedzimy w wiedeńskim metrze, gdzie po jakimś czasie wpada mi w oko siedzący kilka metrów dalej osobnik płci przeciwnej. Nic to, jestem typem wolącym dać się uwieść, niż sama wybrać się na łowy, zapominam zatem o niedoszłym.

Rozmowa czystym niemieckim z koleżanką ciągnie się jeszcze po wtopieniu się w tłum na ostatniej stacji. Nagle, tuż za plecami słyszę niemrawe "fajna suczka!" prosto z ust niedoszłego.

Odwracam się, stoicki spokój zachowany. Równie piękną, jak on, polszczyzną odpowiadam:
- Dziewczyna, jak już.

Prostaku, następnym razem będzie w pysk!
Dodaj anonimowe wyznanie