#5dZ0z
Jestem strażakiem w OSP, od roku. Widziałem jak na czas swojej służby już dość dużo, ale nigdy się nie spodziewałem, że przeżyję coś, co zaraz Wam opowiem. W czasie, kiedy ja przechodziłem na czynną służbę (możliwość wyjazdów do akcji), mój kumpel (załóżmy Dawid) był jeszcze w Młodzieżowej Drużynie Pożarniczej, w starszej grupie. Skończył wszystkie kursy półtora roku temu, tydzień przed swoimi urodzinami.
W tamtym okresie było sporo wyjazdów do ''słynnych'' podczas wiosny pożarów traw. Zaalarmowano naszą jednostkę jakoś po południu, do zabezpieczenia rejonu operacyjnego JRG-1, wyjechaliśmy po jakiejś minucie (mieliśmy wtedy dyżur). Dojeżdżamy na miejsce, puste koszary - wszystkie jednostki gaśnicze PSP na pożarach traw w kilku miejscach. Od razu po przyjeździe do koszar PSP zostaliśmy zadysponowani w ciągu 2 godzin do 9 pożarów traw. Po ostatnim tego typu zdarzeniu przyjechaliśmy do jednostki, słyszeliśmy na radiu (coś typu CB pomiędzy wozami straży), że PSP już wraca do swoich koszar, jednak mieliśmy czekać na ich dojazd do jednostki. Nagle usłyszeliśmy też wywoływanie na radiu tych jednostek - uwaga, zastęp 1, 2, 6 i 8. Macie dyspozycję, pożar tartaku na ulicy xxx. Pojechali, po dojeździe zgłaszają - potrzebne dodatkowe siły i środki! Mija może z 30 sekund i nastaje komunikat, że nasza OSP ma się tam udać. Wsiadamy, jedziemy.
Dojeżdżamy, każdy ma wyznaczone zadanie. Zadanie moje i Dawida - wchodzimy do środka i gasimy. Weszliśmy, gasimy. Nagle coś trzasło. Zauważyliśmy, że dach się zawala, to krzyczymy do kolegów z zawodowej i sami uciekamy. Wyszedłem, obracam się i widzę zawalający się dach, ale chwila - nie widzę Dawida. Wszyscy go szukamy, ale nie znaleźliśmy go. Dogaszamy stolarnię - mieliśmy podejrzenie, że dach zablokował mu drogę ucieczki, ale może gdzieś się jednak schował. Ugaszone, wchodzimy do środka - i co zastajemy? Najgorszy widok, jaki może zobaczyć strażak. Domyślcie się dalej co mogło być, bo nie umiem tego z siebie wykrztusić.
W każdym razie, była to pierwsza i ostatnia akcja Dawida. Skończył szkolenie 2 tygodnie wcześniej.
Zginął w dniu swoich urodzin, ratując kolegę z PSP.
Szacunek dla was wszystkich,podziwiam za odwagę...
Odwagę? Bo weszli do palącego się tartaku? Jak dla mnie to czysta głupota.
@IncognitoCarpeDiem Żałuję, że mogę ci dać tylko jednego minusa :')
Prawdziwy bohater...
IncognitoCarpeDiem ma trochę racji, u mnie na szkoleniu jasno mówią: bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. A co do samego gaszenia to najpierw zapobieganie rozprzestrzenianiu się ognia, potem samo gaszenie, nigdy na odwrót. Wchodzenie do budynku typu drewniana stodoła nie jest mądrym pomysłem, konstrukcja dachu z reguły jest drewniana, a jak pali się to w każdej chwili może zawalić się...
Brak mi słów....
Wyznanie delikatnie mówiąc chwyta za serce
Brak ci słów bo za mało książek czytasz.
mój znajomy miał podobną historię. w budynku po pożarze szukali zaginionego... znalazł. pod swoimi butami, kiedy kolega poświecił latarką...
Biedny chłopak... Podziwiam go, nie każdy byłby w stanie zaryzykować swoje życie dla innej osoby.
Nie za bardzo zrozumiałam pierwszą część historii ale stwierdziłam, że doczytam do końca i było warto bo koniec chwyta za serce.
Dużo osób pisze, że zmyślone, że nie ma wzmianki w internecie. Naprawdę? I teraz nad każdym wyznaniem będziecie się zastanawiać, analizować i sprawdzać wiarygodność w internecie? No to gratuluję, że macie tyle wolnego czasu i że nie macie życia poza internetem oraz, że każde wyznanie czytacie pod kątem czy aby nie jest zmyślone.
Generalnie jakby napisał że jego kolega Dawid zginął na 1 akcji ratując kolege z PSP i tyle to by było bardziej wiarygodne niż wesja z wiekiem i kursami ;)
Smutna historia:(
Nie ma nic gorszego niż śmierć brata w tej pięknej i trudnej służbie. :(
Jedyny zawód, który darzę bezgranicznym podziwem i zaufaniem. Jesteście wspaniali.
Strażacy - dziękujemy, że ratujecie nam życie.
podziwu dla was nie można wyrazić słowami ani niczym innym... kiedyś wylądujecie w niebie