#lyOd1

Postanowiłam napisać, bo chciałam w końcu podzielić się z kimś moją historią. Bardzo krótka, bo mam dopiero 15 lat. 

A więc zaczęło się od momentu, w którym poszłam do szkoły. Wiadomo, każdy rodzic chce, żeby jego dziecko świetnie się uczyło, było grzeczne, idealne. Tylko że można tym kogoś zniszczyć, jako mała siedmiolatka spędzałam na nauce więcej czasu niż teraz będąc w 3 gimnazjum (oceny mam bardzo dobre), nie mogłam nigdzie wychodzić, bo rodzice mi nie pozwalali (żeby czasem ich "idealna" córeczka nie wpadła w patologię w wieku 7 lat...).

Zdarzało mi się płakać nad książkami, kiedy już nie dawałam rady. Właściwie nie miałam przyjaciół, tylko znajomych, którym szybko utarło się, że jestem kujonem, sztywniakiem itd. Miałam przyjaciółkę, ale rodzice zakazali mi z nią kontaktu, bo mówiła "se". Jako małe dziecko szybko to podłapałam, zaczęłam tak mówić, a wtedy rodzice stwierdzili, że to nie jest towarzystwo dla mnie. Mama wpajała mi, że muszę o wszystkim mówić nauczycielom, więc równie szybko przyklejono mi nalepkę skarżypyty. Tak mi przeminęły trzy pierwsze lata podstawówki. Byłam załamana, już w tym okresie zaczęłam nienawidzić swojej mamy. Stała się dla mnie symbolem problemów, kłamstwa. W okresie klas 4-6 zaczęłam pisać pamiętnik, niedawno go znalazłam. Miałam tam zaplanowane 3 próby samobójcze, po prostu czułam się sama, nie wiedziałam jak mam się zachowywać wśród rówieśników, rodzice trzymali mnie bardzo krótko. Czułam się jak w pułapce, z której nie mogłam uciec.

W gimnazjum coś we mnie pękło, powiedziałam DOSYĆ. Dla was teraz wyda się to oczywiste, ale zaczęłam sama wracać do domu (czego wcześniej nie mogłam robić pod żadnym pozorem), spotykać się ze znajomymi. Wtedy zaczął się mój koszmar. W domu czekały mnie tylko wrzaski, jeszcze wtedy byłam na nie wrażliwa, ile ja się osłuchałam o tym, że jestem patologią, że nie mam przyjaciół, wszyscy mnie nienawidzą (tylko przez to, że właśnie tych przyjaciół miałam). Teraz wydaje mi się, że to ile łez wypłakałam mogłoby wypełnić morze. Naprawdę. I wtedy zaczęłam pić, to była taka moja ucieczka, ale niestety kiepsko się sprawdzała. 

Przez pewien czas paliłam papierosy, ale one nie pomagały zapomnieć chociaż na chwilę. Przeniosłam się na coś mocniejszego, rodzice nie znali zapachu marihuany, nie było ryzyka, że wyczują. I wreszcie jest coś, co przynosi ulgę. Nauczyłam się perfekcyjnie kłamać, w szkole dalej uchodzę za grzeczną dziewczynę z "dobrej" rodziny. Przeraża mnie to kim się stałam, a jednocześnie czuję ulgę. Usłyszałam kiedyś, że im bardziej rodzice starają się trzymać swoje dziecko na przysłowiowej smyczy, tym bardziej ono stara się uciec. Według mnie to prawda. 

Apeluję tylko do rodziców, żeby pozwolili swoim dzieciom żyć, nie zabili relacji z nimi, dopóki mają z nimi jakikolwiek kontakt.
zulugula Odpowiedz

Z tą smyczą to prawda. Sama mocno walczyłam żeby móc wreszcie wyprowadzić się z domu.

zulugula

@aston122 wyprowadziłam się na studia w wieku 19 lat, od ok 22 roku życia sama się utrzymuję

aston122a

To ja mam teraz 20 i sie zastanawiam nad wyprowadzeniem bo mnie juz szlag jasny trafia, nigdzie nie moge wychodzic i totalna inwigilacja

zulugula

A studia? To chyba najłatwiejszy sposób na wyprowadzkę

DontSummonTheDevil

Fakt, studia to chyba najprostsza droga. Sama się wyprowadziłam w wieku 18 lat i nie żałuję :)

Ryoka

Ja niedługo będę miała pewnie podobna sytuacje ze swoim chłopakiem....

ImStillHereeA Odpowiedz

Pewnie zdajesz sobie z tego sprawę, ale naprawdę nie powinnaś tego robić :(

Sensimilla

'każda próba zerwania z tym kończy się jeszcze silniejszym powrotem do tego syfu' dobrze powiedziane. ;)

Nevii Odpowiedz

Świetny przykład do czego doprowadza takie traktowanie dzieci. Efekt odwrotny do zamierzonego. Współczuje...

zastrzelilamsie Odpowiedz

Do mnie rodzice zawsze mieli zaufanie, sami zachęcali do wychodzenia na ogniska, imprezy, wyjazdy na Woodstock itp itd. I dzieki temu, ze duzo moglam zawsze imprezowalam z głową. Nie chcialam, zeby sie mnie potem wstydzili skoro dali mi wolnosc. Kontrolowaną co prawda. Udalo im sie jakos niby beztrosko a jednak odpowiedzialnie mnie wychowac:)

Biola

Też to obserwowałam zawsze u moich znajomych,ktorych rodzice byli tacy "luźni"-że mają głowę na karku i nie robią głupot :)

Esmahan Odpowiedz

Wydawać by się mogło, że jesteś osobą ,,głupią", ale mimo tego co napisałaś jesteś bardzo dojrzała. Teraz pewnie polecą hejty, bo przecież dojrzała osoba nie sięgnęła by po używki.. bzdura!!! Zobaczcie ile dorosłych i odpowiedzialnych osób ucieka w nałogi! Oczywiście to nie usprawiedliwia autorki, ale dziewczyna rozumie swój problem. Gdyby miała oparcie w rodzicach może nigdy nie musiałaby się zmagać z nałogami, albo chociaż wyszła by z tego. Mam nadzieję, że jakoś sobie z tym poradzisz autorko, trzymam kciuki. :)

Linux Odpowiedz

Marihuana przynosi ulgę? Mało prawdopodobne. Psychodeliki pogłębiają stan w jakim się człowiek znajduje, czyli w takim wypadku czuje się jeszcze gorzej.

Linux

Raz w życiu zajarałam jak miałam doła, i płakałam przez bite 4h. Za to sport w tym wypadku dużo lepiej działa, nie tylko jest zdrowy, ale też powoduje wyrzut serotoniny. Sama jak mam zły humor potrafię przebiec parę km, pomimo, że na codzień nie biegam.

Standpipe Odpowiedz

Jestem troche starsza, ale czytając twoją historie, miałam wrażenie ze czytam swoje słowa parę lat temu. Z tą jednak różnicą, że mi udało sie trzymać z dała od nałogów. Pamiętaj, że problem jest nie tylko w twoich rodzicach, ale i w znajomych. Prawdziwy przyjaciel zrozumiałby. Też nie miałam znajomych, masę wymagań ze strony rodziców, jednak zacisnęłam zęby, przeczekałam. W liceum poznałam wspaniałych ludzi. Wierzę, że Ty tez na takich traisz. Dasz radę, trzymam kciuki!

Shoxss Odpowiedz

Ty tu pisz gdzie znalazłaś dilera

xkalibur3 Odpowiedz

Ja bym na twoim miejscu wytworzył sobie mocną barierę mentalną zamiast się truć... Polega to na tym że się po prostu znieczulasz na dane odzywki czy osobę, to co mówi czy robi przestaje dla ciebie mieć znaczenie. Moim zdaniem jest to skuteczniejsza metoda, rozumiem że dziewczynom, które zwykle są wrażliwsze może się to wydawać trudne, ale myślę że warto nad tym popracować.

Inukashi Odpowiedz

Cześć druga
Swoje skończyły się szybko. Więc zaczęła kraść. Rodzice, ja, koleżanki, sklepy.. co za różnica? I ciągle brakowało jej coraz więcej. Próba odizolowania jej od takiego towarzystwa, danie możliwości na spełnianie pasji. Ale to nic nie dało. Liczyło się dla niej by w danym momencie być "szczęśliwą". Nie ważne co byłoby za rok, za dwa. Ona po prostu chciała mieć pieniądze tu i teraz. Wagary i rzucenie dobrej szkoły na rzecz zawodówki, do której i tak nie chodziła. Zaczęły się rozprawy sądowe i wyroki. Umieszczenie w ośrodku wychowawczym. A to nic nie zmieniło. Uciekła z tamtąd i przez dwa miesiące nie wiedziano gdzie jest. Uciekła do 30-letniego gościa. Potem wpadła na kradzieży. Teraz odsiaduje do 18-ych urodzin w innym ośrodku. Bez wykształcenia i z wyrokami. A niedługo urodziny. I znów pójdzie świat. Ale boję się, że nic dobrego na nią tam nie czeka.
Jest moją siostrą. Bardzo starałam się pomóc w zobaczeniu czegoś wiec niż tylko czubka własnego nosa. Niestety nie udało mi się i czuję się winna. Ale muszę poczekać aż ona sama poprosi nas o pomoc.
Nie sugeruje, że jesteś taka jak moja siostra. Ale chcę żebyś na spokojnie to przemyślała. Co chcesz robić jak będziesz dorosła? I co musisz zrobić teraz by to osiągnąć? Takie cele pozwalają się nie zgubić. Dzięki nim, tak jak dzięki kompasowi dotrzemy tam gdzie chcemy.

Zobacz więcej komentarzy (28)
Dodaj anonimowe wyznanie