#7m7rT

Będzie o służbie zdrowia...
Jakiś czas temu upadłam tak niefortunnie, że połamałam nogę w kostce.
Karetka zabrała mnie do szpitala.
Już na izbie przyjęć spotkałam się z niesamowitą życzliwością.
Potem było już tylko lepiej. Jako że złamanie było paskudne i czekała mnie operacja, nie było mowy o jakimkolwiek wstawaniu.
Przemiłe siostry cierpliwie przychodziły, podkładały basen, a widząc moje zawstydzenie żartowały i tłumaczyły, że to normalne.
Jedna z nich przyniosła mi nawet swoje prywatne kosmetyki, abym mogła zmyć makijaż i odświeżyć się zanim mąż z moimi rzeczami dojedzie do szpitala.

Podczas operacji byłam przytomna.
Na sali leciały piosenki, pielęgniarki operacyjne podśpiewywały, lekarze żartowali... W sumie trzygodzinna operacja minęła jak z bicza strzelił, a ja wyjechałam z niej bogatsza w kilka nowych dowcipów, bo z anestezjologa straszny śmieszek był.
Opieka po operacji też była wspaniała.
Dostałam od sióstr gazetki do czytania, pani rozwożąca jedzenie robiła mi kanapki i kroiła na małe kawałki, widząc, że każdy ruch sprawia mi ból...

Nie, to nie był żaden prywatny szpital.
Zwykła państwowa placówka, do której miałam szczęście trafić.
Jak widać, nie wszystkie szpitale są złe.

#uiKRJ

O nauczycielu roku z podstawówki.
Słowem wstępu:
Za to jak zachowywałem się w podstawówce nieraz się wstydzę, mimo iż nie była to do końca moja wina. Gdy byłem jeszcze mały, wszędzie była swoista mania stwierdzania różnych chorób psychicznych typu ADHD itp. - wiecie, to nie dziecko było niegrzecznym bachorem, to choroba psychiczna. Z tego powodu faszerowano mnie różnymi prochami w różnych ilościach i mieszankach. Dawały one różne efekty - czasem nie było zmian, czasem byłem otępiały, czasem senny, czasem jeszcze coś innego.
I właśnie o jednym z efektów tego prochu i nauczycielu stulecia będzie ta historia.

Pewnego dnia dano mi kolejną kombinację jakichś tabletek, gdy poszedłem do szkoły czułem się dość słabo i sennie, i gdy mieliśmy WF na dworze, usiadłem sobie na ławce, którą ktoś przyniósł ze szkoły. Zaczęło mi ciemnieć przed oczami i zrobiłem się niesamowicie senny, przez co po prostu osunąłem się na ławkę, i według kolegów wyglądałem jak nieprzytomny albo martwy.
Co zrobił nauczyciel, który był wtedy chyba stażystą?
Kompletnie nic. Obudziłem się po ponad trzech godzinach, gdyż po prostu zebrał klasę i mnie na tej ławce zostawił.

Można jeszcze od biedy zrozumieć, że stażysta, więc to że dziecko osunęło się na ławkę i leży jak nieprzytomne mogło mu się wydać dziwne, choć to dość naginane usprawiedliwienie.
Ale zostawić je potem leżące tak na ławce i sobie pójść?
I nie, nie mógł mnie nie zauważyć. Gdy siadałem na tej ławce, był blisko niej, a koledzy mówili, że zauważył, że tak leżałem, lecz nie zareagował, a potem po prostu wrócił z klasą do szkoły, a na ich pytanie co ze mną odpowiedział "A niech sobie leży".
Szczerze mam nadzieję, że po stażu postanowił jednak nie zostawać nauczycielem.

#qvp9e

Uwielbiam od czasu do czasu wybrać się do sklepu i kupić kilka kwiatuszków, różnych różnistych, często nawet nie wiem jak się zwą. Stawiam je wtedy w specjalnym miejscu, równiuteńko koło siebie. I czekam. Miesiąc, dwa, trzy, a czasem to nawet jeszcze dłużej. Usychają w różnym czasie, ale ja cierpliwie czekam, aż ostatni z nich uschnie. Wtedy biorę konewkę i podlewam je wszystkie. I znów czekam, aż któryś z nich będzie na tyle silny, by odżyć. Czasem mojej próby nie przechodzi żaden kwiatek, a czasem jednemu lub dwóm uda się przetrwać. Mój rekord to trzy odratowane kwiatki. Kupuję im wtedy piękne doniczki, przesadzam do "świeżej" ziemi i stawiam na zaszczytnym parapecie tuż obok innych zwycięzców. Podlewam je wtedy regularnie, a one często odrastają jeszcze piękniejsze niż przed moim wyzwaniem.

Właściwie to nie wiem po co to robię, zaczęło się na studiach, gdy po raz pierwszy (przez przypadek) zasuszyłam kwiatki. Próbowałam je odratować i gdy jeden z nich stojąc koło wora na śmieci zaczął wypuszczać listki, wpadłam w jakąś dziwną euforię.Tak jak nie lubię kwiatków, tak tego pokochałam. Do dziś on sobie stoi w moim własnym mieszkanku i pięknie wygląda (jedyna rzecz, jaką w życiu ukradłam). Tak się zaczęło, a mija już dziesiąty rok mojej eliminacji.

Wszyscy moi goście zawsze chwalą moje kwiatki, mówią, że mam do nich dobrą rękę. Nikt nie wie co muszą przejść, żeby zasłużyć na to wszystko. Kurcze... co jest ze mną nie tak?

PS Kaktusów i większości kwiatków odpornych na brak wody nie kupuję (chyba że przez przypadek), bo nie mogę pozwolić im na fory.

#1N7hJ

Miałem wtedy 16 lat. Był koniec lat 90. Piękne czasy - kto je przeżył ten wie o czym mówię. Mieszkaliśmy w jednorodzinnym domku pod Warszawą. Tego dnia odwołano ostatnie dwie lekcje i mogliśmy wcześniej opuścić szkołę. Zamiast szlajać się z kumplami, wróciłem do chaty. Rzuciwszy plecak na fotel, rozwaliłem się niczym basza na sofie w salonie i włączyłem VIVĘ. Rodzice mieli wrócić dopiero za dwie godziny, więc miałem czas dla siebie.
Akurat zaczynał się teledysk Britney Spears - ten, w którym paraduje ona w takiej kusej spódniczce i mundurku szkolnym. Prawdziwy mokry sen pedofila i marzenie każdego dorastającego, targanego hormonalną burzą, gołowąsa. Niewiele myśląc ściągnąłem spodnie, rzuciłem je na plecak i zacząłem gmerać przy moim interesie, wlepiając maślane oczy w telewizor.
I wtedy stało się najgorsze - drzwi od salonu otworzyły się i kątem oka zobaczyłem wchodzących rodziców w towarzystwie jakichś znajomych. Zajęci byli rozmową, więc udało mi się zsunąć głębiej na sofkę, dyskretnie przykryć się kocem i udawać, że śpię.
Udało się - kupili to. Jednak nie zamierzali zostawić mnie w spokoju.
- Synu, wstawaj, raz dwa. - powiedział tata, szarpiąc mnie za koszulkę. - Chciałbym, abyś poznał mojego przełożonego.
Pan Wiesław - szef mojego taty. Facet znany nam głównie z opowieści. Mój staruszek miał z nim dobre relacje. Czasem chodzili na ryby i na strzelnicę. Teraz był u nas w domu. W najgorszym możliwym momencie...
- No, już raz dwa. Podnoś się! Od kiedy to pokładasz się w salonie? - tata nie odpuszczał.
- Idź sobie tato. - mruknąłem teatralnym głosem, licząc na to, ze coś zdziałam.
I wtedy stało się - ojczulek, chwycił mnie za wystające spod koca nogi i podniósł do góry, myśląc, że to zabawny sposób na popisanie się przed szefem.
Kiedy zorientował się, że jestem goły od pasa w dół niczym kaczor Donald, było już za późno. Wisiałem z fujarką w pełnym w zwodzie dosłownie przed nosem szefa mojego taty.
Zapadła cisza. Grobowa. Rodziciel postawił mnie na ziemię, a ja czerwony jak burak, chwyciłem za poduszkę i żałośnie usiłowałem zasłonić moje klejnoty. Mama z żoną pana Wiesia, blade jak ściana umknęły do kuchni.
- Hue hue... - mruknął tata po dłużącej się w nieskończoność ciszy - Co ty, młody? Konia walisz do Britney Spears? Jeszcze, hue hue, nie zorientowałeś się gdzie świerszczyki trzymam?
- Ta jest! - roześmiał się pan Wiesio - Jak już założysz gacie i się poznamy w "normalny" sposób, to skoczysz ze mną do auta i dam ci płytę z seks-taśmą Pameli Anderson!
I faktycznie tak zrobił! Zatargał mnie, spoconego i czerwonego niczym piekielna lawa, do samochodu i wyjął ze schowka płytę ze wspomnianym nagraniem. Cena, którą za ten skarb zapłaciłem boli mnie jednak po dziś dzień.

#xk0qm

Uroki bycia starszym rodzeństwem.

Sytuacja miała miejsce jakiś rok temu. Przez dłuższy czas zbierałam pieniądze na nowy telefon, ponieważ stary był już praktycznie niezdolny do użytku. Kieszonkowe dostaję od dziadków, nie rodziców. W ponad pół roku uzbierałam ok. 400 zł. Mój telefon padł całkowicie, więc nowy musiałam kupić jak najszybciej. Poprosiłam mamę o dołożenie do komórki, która byłaby przynajmniej średniej jakości. W odpowiedzi usłyszałam, że jakiego bym nie miała, wytrzymałby tyle samo (miałam wcześniej tylko jeden telefon, jeden z najtańszych możliwych, wytrzymał 2 lata), poza tym nie ma pieniędzy, budowa na głowie, opłacenie mi szkoły itd. Zrozumiałam, nie nalegałam.

Tydzień później mój (wówczas sześcioletni) brat dostał prezent bez okazji. Klocki LEGO. Zestaw za 800 zł.

Zatrudnię na stanowisko starszego rodzeństwa, ktoś chętny?

#hrlvS

Grałam z moim chłopakiem w karciankę dla par. Wiecie, pytania na temat siebie nawzajem itd. Kolej na mnie, a więc pytanie dotyczyło mojej osoby. "Co robiłabym w czasie nudnego wieczoru?"
Wiecie co napisał? 
"Czytałabyś anonimowe". 

Niby nic, oprócz tego, że mój chłopak, to Szwed...

Chyba jestem już uzależniona.
Pozdrowienia ze Szwecji! :D

#6pvrb

Może zacznę od tego, że czasem zdarzają mi się tzw. "mokre sny".

Pewnego pięknego słonecznego dnia, mając 14 lat, pojechałam razem z rodzicami do domu mojej przyjaciółki na imprezę rodzinną, kuzyni, wujkowie itd.

Spałam wtedy z już wcześniej wymienioną przyjaciółką i jej kuzynką. Tej nocy miałam sen, że siedzę w łazience i załatwiam swoje sprawy, podczas snu obudziłam się z mokrą plamą na prześcieradle. Oczywiście panika, co zrobić? Dziewczyny na szczęście jeszcze spały, więc próbowałam to jakoś wytrzeć, no ale bez skutku. Aż nagle do pokoju wchodzi mój pies, którego całe szczęście wzięliśmy ze sobą. Więc wołam go, żeby do mnie wskoczył, powiodło się. W tym momencie koleżanki obudziły się, a ja siedzę z cieszącym się psem i nagle uruchomiły się moje zdolności aktorskie i zaczynam krzyczeć na mojego psa, że zsikał się na łóżko. Dziewczyny oczywiście uwierzyły i do tej pory nie wiedzą jak było naprawdę.

Z tego miejsca z całego serca chciałam podziękować mojemu psu, w końcu pies to najlepszy przyjaciel człowieka! :)

#QpUYs

Wiecie jak się kończy zabawa ze średnio odpowiedzialnym i mało przewidującym ojcem? Nabiciem się czołem na żeberkowy kaloryfer podczas gonienia się po domu w sposób widowiskowy - bo jadąc na dywanie po parkiecie. Krew wszędzie, pisk i bek. Co stwierdza tata? "No, leje się faktycznie trochę, ale przecież się zagoi, nie?".
Dzięki tato, dzięki temu wyglądam jak Harry Potter.

P.S. Wydaje mi się, że dzieci kiedyś były pancerne, bo teraz bez szpitala i zeznań na policji by się nie obeszło :D.
Dodaj anonimowe wyznanie