#22cSx

Było to jakiś czas temu, ale jak sobie o tym przypomnę to ze wstydu mnie policzki palą.

Wprowadziliśmy się z narzeczonym do mieszkania w bloku. Wiadomo, pierwsza noc, to trzeba to uczcić. Na następny dzień masa butelek i puszek do sprzątania, ale udało się. Wyszłam wyrzucić śmieci i koło śmietnika stał pan w brudnym, podartym dresiku. Ja niewiele myśląc, chcę mu dać tą reklamówkę z puszkami, coby grzebać nie musiał i mówię:

- Proszę wziąć tą reklamówkę, może się panu przydać.

On się patrzy na mnie jak na idiotkę i mówi:

- Pani, ja tylko śmieci swoje przyszedłem wyrzucić!

Z tego wstydu nawet go nie przeprosiłam, tylko uciekłam do domu.

#lBXVz

Po śmierci babci mój dziadek nieco zdziwaczał. Mieszkał na wsi, hodował jakieś dziwne odmiany agrestu i dorabiał sobie do swojej mizernej emerytury naprawiając wszelkiej maści żelastwo - od rowerów po kosiarki. Wiejska społeczność bardzo dziadka lubiła, więc roboty miał dość sporo.
Była to wigilia 1995 roku. Zjechaliśmy się całą mieszczuchową rodzinką do seniora naszego rodu, aby wspólnie spędzić z nim wieczór i posłuchać jego opowieści (a musicie wiedzieć, że te zawsze były warte posłuchania!). Plan był taki, że gdzieś tak koło 19 nasz opasły wuj Wiesio wymknie się niepostrzeżenie, przebierze w strój Mikołaja i wejdzie do domu z workiem prezentów. "Dzieci będą miały radochę, że hej!" - pomyśleliśmy.
Zanim wybiła ta godzina, dziadunio odpalił parę flaszeczek agrestówki wyprodukowanej z owoców dziadkowych upraw. W każdym razie o 19 wujek Wiesio cichaczem czmychnął z chałupy. Po kilku minutach usłyszeliśmy pukanie do jednego z okien. Wiadomo - wujek budował atmosferę. Moment później, zastukał do innego okienka. "Kto to może być?" - podpuszczaliśmy dzieciaki. "Czyżby Mikołaj?" - wszyscy podchwycili naszą gierkę. Małolaty piszczały ze szczęścia, dorośli cieszyli się z ich radochy. Wesoło wszystkim było. Wszystkim, tylko nie dziadkowi. Ten siedział na swoim fotelu, skupiony i napięty jak struna, żując coś w swojej bezzębnej paszczy. Nie zwracaliśmy na niego uwagi, aż do chwili, kiedy niczym jakiś ninja, energicznie zerwał się z miejsca i krzycząc:
"Pierona! Bedzie mi ladaco, złom wykradoł! Psi wytrysk jeden! Czort zatęchły! Lebioda przebrzydła!".
Zanim się zorientowaliśmy co jest grane, dziadek biegał już na bosaka po podwórku trzymając w dłoniach wiatrówkę, którą najwyraźniej musiał mieć ukrytą gdzieś przy samych drzwiach. Rzuciliśmy się za nim, ale było już za późno. Usłyszeliśmy rozpaczliwy wrzask. Na miejscu zbrodni leżał wujek Wiesio ze śrutem w dupsku. Dziadek tymczasem porzucił swoją broń i chwyciwszy za jakiś szpadel biegł właśnie w stronę kwilącego z bólu wujka. W porę powstrzymaliśmy go przed rękoczynami.

Okazało się, że nasz senior od ostatnich kilku miesięcy stał na czele zbrojnej organizacji lokalnych dziadków, która za punkt honoru postawiła sobie złapanie złodzieja kradnącego ludziom sprzed chałup złom, czyli stare rowery, jakieś przyrdzewiałe sprzęty rolnicze, czy inne śmieci.
Wujek wylądował na oddalonym o 50 km od domu dziadka pogotowiu, gdzie lekarz usunął mu śrut z dupy. Dziadzio tymczasem nie poczuwał się do winy. Mało tego - na spotkaniu z innymi zbrojnymi dziadkami opowiadał, że udało mu się poważnie ranić złodzieja, ale skubaniec niestety dał dyla brocząc krwią...

#7BL39

Miałam wtedy około 3 lat. Jako niezwykle dociekliwa dziewczynka zaglądałam wszędzie, i to dosłownie.
Któregoś dnia znalazłam pudełeczko, w środku były dość małe, podłużne cosie. (Teraz wiem, że to tampony). I pędem do mamy: Mamo, mamo, a co to jest? Mama lekko się zarumieniła i tłumaczy mi, że to zatyczki do uszu i że wkłada je, jak tata chrapie. Wiedza wydawała się zaspokojona, ale stwierdziłam, że w sumie nigdy nie wkładałam sobie zatyczek do uszu.

Tak, wpakowałam te tampony do uszu.
Gdzieś w domu jest zdjęcie radosnej dziewczynki, której z uszu zwisają śliczne, niebieskie sznureczki...

#WJtEH

Ostatnio dużo tu wyznań świątecznych, więc jakby kogoś od tego zemdliło, wrzucam historię zupełnie niezwiązaną z tzw. "magią świąt".

Jestem 24-letnim punkiem. Studiuję dziennie, pracuję, normalnie funkcjonuję w społeczeństwie, na co dzień nie obnoszę się z moim postrzeganiem świata. Ktoś kiedyś powiedział, że punk rock nosi się w sobie, nie na sobie, ma się go w głowie. Nie mam irokeza, tatuaży, nigdy nie wziąłem narkotyków, mimo że nieraz mi proponowano, ale lubię wypić piwko w większych ilościach. Gdyby ktoś spotkał mnie na ulicy, nie pomyślałby czym tak naprawdę żyję. Jeżdżę na koncerty. Weekend bez koncertu jest czasem zupełnie straconym. Zdarzały się miesiące, kiedy każdy piątek, sobota i niedziela był równoznaczny z wyjazdem na koncert, nieważne jak daleko.

W miniony weekend też byłem na koncercie. Jedno z większych miast na południu kraju, klub znany w tym środowisku, zdecydowanie nie była to melina, sprzęt, wnętrze, obsługa pełna profeska. Cztery zespoły, sporo ludzi, punkowcy, skini, licealiści i 60-latkowie, wszyscy zjednoczeni w imię muzyki. Zabawa była przednia.
Nad bezpieczeństwem czuwała ochrona. Kilku napakowanych kolesi było na sali, trzech między sceną a barierkami. Zdarzało się, że ludzie byli "wrzucani" za barierki, zadaniem ochrony było ich wyprowadzić z powrotem na salę. Dwóch gości wywiązywało się z swoich obowiązków świetnie (mimo że wyglądali na mega znudzonych i zniesmaczonych taką muzyką), ostrzegali nawet dziewczyny, które stały w pierwszym rzędzie, że zaraz mogą dostać z glana w głowę xD ale jeden był wyjątkowo wredny. Nawet nie starał się łapać ludzi lądujących u jego stóp, nieważne czy to była dziewczyna czy chłopak. Nie pomógł wstać, tylko odtrącał ich ręce, żeby go nie dotykali, a potem BRUTALNIE łapał za ramię i CIĄGNĄŁ ZA WŁOSY, POPYCHAŁ i UDERZAŁ, mimo że nie stawiali oporu. Po jednej z takich akcji wokalista zespołu świętującego swoje XXX-lecie podszedł ze sceny do niego i bardzo dosadnie dał do zrozumienia, że tak się ludzi nie traktuje.

To smutne, że 50-letni punkrockowiec musi zwracać uwagę napakowanemu smarkaczowi, że każdemu człowiekowi należy się szacunek.

#RpCbI

Na drugim roku studiów miałam przez pół roku faceta, nasz związek zakończył się po tym jak odkryłam, że umawiał się z jakąś inną panną. Jako powód swojego zachowania podał moją oschłość względem niego i brak seksu. Owszem - seksu nie było, byłam dziewicą, on natomiast nie był już prawiczkiem. Temat współżycia nigdy nie został w naszym związku poruszony. Ze swojej strony zakładałam, że to samo z siebie jakoś wyjdzie, natomiast wszelakie zbliżenia, które do owego mogłyby doprowadzić były przez niego tłumione. Na różne sposoby.

Zdarzało się, że gdy już robiło się miło i wodziłam rękami po jego ciele, odsuwał mi je z okolicy bokserek albo mówił, żebyśmy przestali, bo obudzimy kogoś ze współlokatorów, lub po prostu był nieziemsko zmęczony, obracał się na bok i szedł spać. W ciągu dnia natomiast nagle przypominał sobie o czymś, co niezwłocznie musiał załatwić i odsuwał się ode mnie lub po prostu wychodził. Każde pytanie co się do cholery dzieje, zbywał mówiąc, że nic, że jest okej i nie zrobiłam niczego nie tak.
Smaczku dodaje fakt, że nosił w portfelu prezerwatywę żartując, że nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.

Kiedyś wróciliśmy po imprezie lekko pijani, nikogo nie było w mieszkaniu. Cały wieczór pożerał mnie wzrokiem i czułam, że może to ta noc, której coś w końcu ruszy. Nie zakładałam od razu stosunku, ale że chociaż pozwoli się dotknąć poniżej pasa.
Wzięłam prysznic, pod T-shirt, w którym spałam założyłam koronkową bieliznę i czekałam, aż on się wykąpie i do mnie przyjdzie. Gdy tylko się pojawił, zaczęliśmy się przytulać i wszystko było pięknie, dopóki nie wyczuł koronek na moim tyłku. Jego dłonie momentalnie opuściły to terytorium i zaczął się odsuwać udając sennego. Cóż, wtulając się w niego na łyżeczkę próbowałam jeszcze ratować sytuację. On natomiast poocierawszy się przez bieliznę penisem o moje pośladki zasnął, nadal w stanie erekcji.
I to właśnie była najbardziej erotyczna przygoda w naszej relacji.

#gGuLG

Opowiem Wam o tym, jak podczas intymnego zbliżenia poczułam się niezręcznie, a co najmniej dziwnie.

Z moim ówczesnym chłopakiem spotykałam się od długiego czasu. Podczas jednego z miłosnych uniesień, urozmaiconych dodatkowo wibratorem, zaproponował mi seks analny. Nie byłam do tego przekonana, wcześniej podejmowaliśmy kilka takich prób, ale wszystkie kończyły się dla mnie bólem trwającym nawet kilka dni po stosunku. Dobrze o tym wiedział.

Odmówiłam, jednak tego wieczoru nie odpuszczał i ciągle dobierał się do mojej pupy. W pewnym momencie poirytowana powiedziałam, że nie wie jakie to uczucie, gdy ma się coś wpychanego w tyłek.

Przyznał mi rację... Po czym wziął pokaźnych rozmiarów wibrator, którym się zabawialiśmy i zaaplikował sobie do tyłka. Ale to jeszcze nie koniec. Najwyraźniej mu się to spodobało, bo zabawiał się tym wibratorem sam ze sobą dopóki nie skończył.

Chciałabym widzieć wtedy swoją minę...

#NzODf

Opowiem wam historię jak uwierzyłem w coś, sam nie wiem co to i jak to nazwać.

Przydarzyło mi się to bowiem 2 razy w sytuacji zagrożenia życia. A więc do rzeczy.

Było to jakieś 5 lat temu. Gdy miałem jakieś 17 lat, zostałem wyrzucony z internatu - brak pieniędzy, a zima była, więc i szybko ciemno się zrobiło, bałem się reakcji rodziców, więc postanowiłem przespać się w piwnicy i rano obmyślić jakieś sensowne wytłumaczenie. Poszedłem spać opatulony rzeczami jakie miałem w torbie, niestety i tak było zimno. Pamiętam to dokładnie: o 4 w nocy usłyszałem to coś, słowa "Obudź się, bo zginiesz, obudź się (moje imię), wstawaj, bo zginiesz" i się obudziłem. Piwnica była dość mała, lekko przerażony sprawdziłem wszystko dookoła, nikogo nie było, a słyszałem głos kobiety, jakby się pochyliła nade mną i szeptała mi to do ucha. Byłem mocno wyziębiony, w całym ciele miałem skurcze z zimna.

I tu najlepsze, w tym roku, był to listopad, byłem zmuszony spać w aucie, do firmy miałem jeszcze spory kawałek i nie dawałem rady już jechać, byłem zbyt zmęczony, zatrzymałem się więc na stacji benzynowej z parkingiem dla tirów. Nagrzałem porządnie kabinę i poszedłem spać, pech tak chciał, że tego dnia nie wziąłem ze sobą żadnego kocyka, bo w praniu. Spałem jak później obliczyłem około 4 godziny, w aucie było już zimno i znowu coś mnie obudziło. Samochód miałem zamknięty, znowu słyszałem głos kobiety, jak się pochyla nade mną i szepcze mi do ucha "obudź się, bo zginiesz". Obudziłem się niemal natychmiast, z tą różnicą od wcześniejszego wydarzenia, że teraz czułem coś, kogoś, ciężko to opisać, ale czułem czyjąś obecność, że coś, czego nie widzę jest obok. Siedzi przy mnie...

Od tego czasu zacząłem bardzo dogłębnie się interesować religiami naszymi i tzw. pogańskimi, chcę znaleźć rozwiązanie co to mogło być, ale powiem wam jedno - coś mnie pilnuje, nie wiem co to czy też kto to. Ale mam stróża. Rozmawiałem ze znajomym księdzem, z jego słów wynikało, że jest to jakaś osoba zmarła z mojej bliskiej rodziny i mnie pilnuje. Jedyna osoba taka to była moja kochana babcia ze strony taty.
Lecz rodzi mi się coraz więcej pytań niż mam odpowiedzi. A wy co o tym sądzicie?

#W4buE

Wróży się z fusów, z wosku, z kart, a ja wróżę z... kupy. Codziennie rano jak zasiądę na porcelanowym tronie i wydalę z siebie cały ciężar, to to co zostanie po spuszczeniu wody, przyklejając się dookoła muszli, jest moim przepisem na najbliższy czas. Ot, po prostu pierwsze skojarzenie z powstałym kształtem. Później to oczywiście czyszczę :p
Dzisiaj pojawiło się coś ala serduszko, trzymajcie kciuki, żeby ta moja wywróżona miłość nie była tylko gówniana...

Pozdrawiam cieplutko!

#Dz2IO

W wieku 12 lat wylądowałam ponownie w szpitalu z powodu problemów kardiologicznych. Tam poznałam jego: wysoki brunet, brązowe oczy i... prawie 18 lat na karku. Na początku było miło, graliśmy w karty, jedliśmy, oglądaliśmy TV razem z mnóstwem innych osób. Po pewnym czasie zostałam sama na sali, wszystkie dziewczyny zostały wypisane na weekend do domu.

Przyszedł w nocy, głupia myślałam, że chce porozmawiać, ale niestety nie tego chciał. Namawiał, żebyśmy poszli do łazienki, bo on chce mi sprawić przyjemność, nie będzie bolało, nadal będę "czysta" (domyślam się, że chodziło mu o seks analny). Oczywiście nie zgodziłam się na to, a on... sam zaczął się do mnie dobierać. Nie, nie zgwałcił mnie ale to, co zrobił, ten koszmar pamiętam do teraz. Bałam się krzyczeć, bałam się wołać o pomoc, bałam się, że wytkną mnie palcami i powiedzą, że to moja wina, że prowokowałam, że to ja jestem zła i niedobra. Na szczęście coś zaczęło się dziać na oddziale, więc szybko uciekł do siebie i nie skrzywdził mnie do cna. Tak oto swój pierwszy intymny kontakt przeżyłam z 18-letnim wówczas zboczeńcem.
Dodaj anonimowe wyznanie