#gMVDr

Nigdy nie miałam dobrych kontaktów z ojcem. Kiedy kończyłam podstawówkę i zmarła moja matka, musieliśmy zacząć się do siebie odzywać, współpracować chociaż trochę ze sobą. Chyba właśnie w tamtym okresie zaczęło się piekło.

Wydaje mi się, że wtedy (dość szybko) zaczęłam żyć "na własną rękę" - między innymi nigdy nie prosiłam o pieniądze (zarabiałam je dzięki sprzedaży ubrań), bo wiedziałam, że tata nie będzie zadowolony. Nie zapytałam w życiu, czy załatwiłby mi korepetycje, czy też żeby zrobił mi kanapki do szkoły. Nie oczekiwałam od niego zbyt dużo, bo zdawałam sobie sprawę, że nie jest zbyt uczuciową jednostką. Nie raz kiedy płakałam, on nic nie powiedział - jedynie zaśmiał się i poszedł. Nie wiedział (i do dziś nie wie) do której klasy chodziłam, co lubiłam jeść i na co miałam uczulenia.

Nigdy nie zabił pająka, którego się bałam, nie zapytał jak szło mi w szkole i czy miło spędziłam dzień. Nie lubił, kiedy wychodziłam na dwór, nieważne czy sama, czy ze znajomymi. Uważał, że są priorytetem jest nauka. Nauka i tępe wgapianie się w książki. Przewracanie strony wilgotnym od śliny palcem, czytanie, odwracanie się za siebie i sprawdzanie, czy mnie obserwuje, czy przypadkiem nie stoi w wejściu do mojego pokoju i nie przygląda mi się.

Przez odizolowanie od świata zewnętrznego nie miałam dużego kręgu znajomych. Jedna, czy dwie osoby zawsze były w pobliżu, ale nigdy nie zaprosiłam ich do siebie chociażby ze względu na to, że nie podobał mi się mój pokój. Co prawda, było w nim czysto i znajdowało się w nim to, co w normalnym pokoju nastolatka być powinno, jednak obdrapane biurko i szafy obklejone okleiną, czy fotel kompletnie odbiegający stylem i kolorem od ścian i mebli, które kupiono mi, gdy miałam 5 lat, kompletnie mi się nie podobały. Tak czy inaczej, ojciec zawsze oszczędzał, ale nie na wszystkim. Codziennie stawiał się na cmentarzu z drogimi zniczami, żeby pokazać jakim to przykładnym mężem nie był, a w kościółku grzecznie wrzucał pieniążki o dużym nominale do tacy - do czasu, bo potem przestał.

Niedawno powiedział mi o kobiecie, z którą jest w związku od kilku miesięcy. Nie jestem zła, czy obrażona, ale nie rozumiem jednego: człowiek, który układa sobie życie na nowo, kompletnie nie myśli o mnie, o jakiejkolwiek mojej przyszłości (jest święcie przekonany, że nie puści mnie na studia do innego miasta niż to, w którym mieszkam - mimo, że nie ma tu uczelni) wydaje całą wypłatę na rachunki i obcą kobietę, a mi (pomimo moich prawie skończonych 18 lat na karku) nie pozwala spotkać się z moim chłopakiem - "bo go nie akceptuje, bo po prostu nie", nie mogę zostać u znajomej na noc, a także spotykać się z rodziną od strony matki, bo on uważa, że oni wcale już nie są ważni.
Pointy nie ma.

#En1X8

Ostrzegam, wyznanie niesamowicie dziwne, aczkolwiek w stu procentach prawdziwe.

Kilka lat temu poszliśmy z kolegą w miasto, coby napić się troszeczkę i rozluźnić po ciężkim tygodniu. Wybraliśmy bar, zasiedliśmy i po kilku drinkach mój kumpel wpadł na pomysł, żeby poopowiadać sobie różne śmieszne historie z życia. To okej. Do czasu. To, co usłyszałem, na zawsze pozostanie w mojej pamięci...

Kumpel miał psa, owczarka. Pewnego dnia, gdy wrócił mocno podchmielony do domu, nabrał ochoty na igraszki. Niestety, dziewczyny wtedy nie miał, a zwykłe marszczenie freda przy porno wydało mu się zbyt nudne. Na jaki pomysł więc wpadł?
Zawołał zwierzaka, przywołał go do siebie, po czym ściągnął bokserki i zaczął się zabawiać ze swoim pupilem. Po całej akcji, przez kilka kolejnych dni, pies zachowywał się dość dziwnie, nie chciał jeść, wychodzić na spacer (chociaż, po takiej traumie to ja mu się nie dziwię). Jednak kilka dni po owym "incydencie" stało się coś strasznego. Siostra kumpla wyszła z psiakiem na spacer, pierwszy raz po tamtym wydarzeniu. Na początku wszystko było okej, wielokrotnie spacerowała z nim w okolicach dość obleganego przez ludzi, samochody i wszelkie inne pojazdy, placu (mieszkają w centrum miasta, a to jedyna droga do ich mieszkania), i nigdy nie było problemów, zwierzak zachowywał się grzecznie i nie sprawiał kłopotów. Tym razem jednak, nagle, wykorzystując nieuwagę właścicielki, psiak wyrwał się i pomknął przed siebie, wprost pod koła tramwaju...

Brzmi nieprawdopodobnie? Wiem. Sam nie mogłem uwierzyć. I do tej pory nie mogę.
Współczuję jedynie psu..

#ASRO8

Kojarzycie akcje ze ścinaniem włosów i oddawanie na peruki dla dzieci chorych na raka? Właśnie o tym będzie.

Logika BAAARDZOOO wielu zwolenniczek tej akcji wygląda tak: "Oddałaś włosy? Jesteś taka uczynna, dobra, altruistyczna, jesteś bohaterką!". "Nie chcesz oddać włosów?! Ty egoistyczna szmato!".

Jestem tym drugim typem. I tak, spotkałam się z podobnymi komentarzami. Mam bardzo długie brąz włosy i wiele osób mi mówi, że powinnam je oddać na te peruki, a jak mówię, że je lubię i w jak najbardziej grzeczny sposób oświadczam, że wolałabym ich nie ścinać od razu jestem postrzegana jako egoistka.

Czy ludzie na prawdę nie rozumieją, że niektórzy po prostu lubią swoje włosy, zapuszczali je przez długie lata i jest to po prostu trudne od tak się ich pozbyć?

Jak już w rozmowie druga strona mówi coś w stylu "No ale przecież to są tylko włosy, po co Ci one, niektórzy ich bardziej potrzebują a ty nie chcesz ich oddać", to mnie już naprawdę krew zalewa. Wtedy zazwyczaj pytam dlaczego ty nie zetniesz to naprawdę nigdy nie usłyszałam odpowiedzi: "Ja już ścięłam" tylko zawsze "Bo ja zapuszczam, a Ty już masz i tak długie".

I teraz apel do tych wszystkich ludzi:
Jeśli będę chciała ściąć, zetnę i oddam na peruki ale póki co lubię moje włosy i nie mam w planach ich ściąć.

#ILgOW

Od dziecka chciałam być lekarzem. Naprawdę, odkąd pamiętam interesowały mnie rzeczy związane z medycyną- wszystkie sezony dr. Housa, tysiące przeczytanych blogów(oczywiście o medycynie) itd.

W szkole uczyłam się raczej średnio. Dopiero w 2 gimnazjum zdałam sobie sprawę, że jeżeli chcę zostać lekarzem muszę zdać bardzo wysoko maturę z biologii i chemii. Zaczęło się nadrabianie, a w 3 klasie doszły jeszcze egzaminy. Dodatkowym( i chyba największym) stresem był wybór szkoły. Nigdy nie chciałam iść do liceum- może inaczej- moi rodzice nigdy nie chcieli żebym poszła do liceum (nie są zamożni i bali się, że jeżeli mi nie wyjdzie nie będę miała nic). A wiadomo, że w technikum raczej trudno wyciągnąć 80-90% z obu matur (egzaminy zawodowe, inne rozszerzenia).

Tak więc byłam już niemal pewna, że nie spełnię swojego największego marzenia. I to mnie dobijało do tego stopnia, że żyłam na syropkach na uspokojenie. Przeszedł czas składania wniosków do szkoły. Byłam niemal pewna, że wybiorę jakieś technikum. Ale coś mnie ruszyło i praktycznie parę dni przed zdecydowałam, że zaryzykuję. Mama to zaakceptowała, ale tato nie za bardzo. Twierdził, że i tak mi się nie uda. Pamiętam jego słowa: Ty nawet nie idź na tego lekarza bo i tak nic z tego nie będzie.

Zabolało mnie to tak bardzo, że przez pierwsze miesiące liceum wypruwam z siebie flaki, żeby tylko pokazać im, że jednak mi się uda.
Najbardziej bolało mnie to, że nikt we mnie nie wierzył.
Po co to piszę?

Aktualnie kończę 1 liceum( jest to liceum na naprawdę wysokim poziomie). Mam naprawdę dobrą średnią( najlepszą w moim życiu), ale psychicznie jestem wykończona. Już teraz nie umiem odpoczywać, zawsze znajdzie się coś do nauki. Często jestem tym wykończona, a strach przed maturą odczuwam już teraz. Wiem, że będzie ciężej ale muszę dać radę, udowodnić im... Że się mylili. Moja pasja zamieniła się w obsesję- zdaję sobie z tego sprawę, ale nie umiem inaczej. Nie mogę.

Rodzice chwalą się jak to ja się dobrze uczę, że zostanę lekarzem itd. Rodzina rzuca teksty: „No nie wierzyłam, że dasz sobie radę”. „Lekarz w rodzinie. Ho ho ho!”
Więc tym bardziej nie mogę zwolnić.
Kochani czytelnicy. Trzymajcie kciuki, żebym dała radę. Może przyjemnej wy we mnie uwierzcie.

#t3pe8

Uwaga, jeśli drażni Cię tak zwana "homopropaganda", scrolluj dalej.

Jestem gejem, no trudno, takie życie, nic na to nie poradzę. Moi znajomi i rodzina o tym nie wiedzą, nie dlatego, że boję się im o tym powiedzieć, ale jakoś nie widzę w tym sensu. Oni nie zwierzają mi się ze swojego życia erotycznego, więc i ja nie czuję takiej potrzeby.

Ostatnio z paczką przyjaciół zorganizowaliśmy grilla. Alkohol lał się strumieniami, więc rozmowy zaczęły być coraz bardziej "intymne". W pewnym momencie znajoma, która jest nad wyraz emocjonalna, wypaliła, że szalenie ubolewa nad losem biednych par homoseksualnych, które nie mogą założyć rodziny. I wtedy się zaczęło, jeden kumpel oświadczył, że gdyby jakiś gej (z jakiejś przyczyny uczepili się gejów, o lesbijkach ani słowem) się do niego odezwał, od razu dostałby w gębę. Drugi uspokoił go, mówiąc, że z nim nie grozi mu bliskie spotkanie z owymi, bo "ma antygejowski radar" i potrafi rozpoznać geja tylko na niego patrząc. Dwie inne koleżanki oświadczyły, że takich to do więzienia albo psychiatryka. Ja słuchając tego (nie jestem jakiś wrażliwy na takie opinie, każdy ma swoją), niewiele myśląc zapytałem, co by zrobili, gdyby okazało się, że jakiś nasz znajomy okazałby się homoseksualistą. W odpowiedzi usłyszałem, że takiego osobnika czeka natychmiastowe i permanentne usunięcie z listy znajomych.

Pomijając już fakt, jak bardzo ograniczonym trzeba być, żeby zerwać znajomość tylko ze względu na to, kto z kim sypia, postanowiłem się przyznać. Skutki były natychmiastowe. Następnego dnia okazało się, że dwie koleżanki przestały się do mnie odzywać, a kolega usunął mnie ze znajomych na fb... Została przy mnie tylko nadwrażliwa koleżanka i kumpel od "gejradaru", bo jak sam powiedział, ja jestem gej oswojony.
Hejtujcie jeśli chcecie, jeśli nie chcecie to nie hejtujcie, ot, anonimowe wyznanie.

#kRThc

Moja mama zawsze była smutna, przygnębiona. Starała się to przy nas ukrywać, ale nie da się udawać cały czas. 

Rok 2010, katastrofa w Smoleńsku, cala Polska w żałobie i ja, uśmiechnięta i po prostu szczęśliwa dziewięciolatka. Cieszyłam się tym jak głupia, bo moja mamusia w końcu się uśmiechnie, może nawet będziemy się razem bawić. Przecież musi się cieszyć, zawsze tak bardzo narzekała na polityków. A tu proszę! Zginęli, no nic tylko świętować!

Nie uśmiechnęła się. Tego jak bardzo się zawiodłam nie mogę zapomnieć do dziś.

#asg6u

Drodzy anonimowi lekarze!
Nie piszcie w komentarzach, że autor/autorka ma np. depresję, arachnofobię, czy jakieś inne zaburzenia. Rozumiem doradzenie wizyty u lekarza, ale nie stwierdzanie choroby. Większość z Was NIE JEST LEKARZEM i nie ma pojęcia, że choroba która opisuje ma zupełnie inne objawy.
Pozdrawiam lekarz psychiatra!

#xZJKE

Opowieść o tym jakim ścierwem może być mężczyzna. Na moim własnym przykładzie.
Większość z was pewnie wie jak to jest w liceum ze sprawami sercowymi: związki są szybkie i wybuchowe jak laska dynamitu. Co chwile ktoś się rozstaje i ponownie schodzi, tak w kółko. Ze mną było inaczej.

Znałem Ją od podstawówki. Miła, zawsze uśmiechnięta i co najważniejsze niezwykle delikatna w swej naturze i urodzie. Wydawałoby się, że są to szczeniackie podrygi, ale aż do połowy liceum, robiłem wszystko by Ona była jak najszczęśliwsza. Nawet, gdy pustka zaglądała mi i moim rodzicom do kieszeni, wyskubywałem parę złoty przeszukując stare spodnie, by móc jej kupić na urodziny ulubiony tort. Komplementowałem, chodziłem z nią po sklepach, pomagałem nosić zakupy, rodzice kazali jej kupić. Nie liczyło się nic oprócz jej towarzystwa i orzechowych oczu.

W liceum ostatecznie się stało: powiedziałem wprost co czuje. Znacie to uczucie ulgi, gdy po długim nurkowaniu bierzecie pierwszy wdech nad wodą? Tak właśnie się czułem, gdy Ona uśmiechając się odparła, że czuje to samo. Potem było niesamowicie. Ojciec zawsze mi powtarzał, że mężczyzna musi się w emocjach powstrzymywać, lecz nawet jego twarde słowa nie spowalniały walącego serca, jak gdybym miał zaraz runąć w przepaść, gdy Ona szła w moją stronę przywitać się jak to robiła codziennie.
W pamięć najbardziej zapadł miodowy zapach jej włosów, gdy ją przytulałem.

Ona nie została dłużna mojej wylewności w miłości do niej. Gdy tylko mogła, pomagała mi w języku Polskim, którego jako ścisłowiec szczerze nienawidziłem, sama wprowadzała poprawki krawieckie do mojego garnituru na studniówkę, rozumiała i nawet częściowo podzielała moją fascynację militariami. Gdy przed egzaminem maturalnym poprawiała mi krawat i włosy, chciałem się dosłownie zapaść w jej oczach na zawsze.

Nie wiem co we mnie wstąpiło w pomaturalne wakacje. Zacząłem na nią warczeć, potem wybiórczo ignorować, aż w końcu całkowicie odciąłem kontakt. Nie wiem czemu się tak zachowałem. Śmiałem się, gdy moja mama kazała mi wyjść przed dom, gdzie stała Ona , która chciała porozmawiać o tym co mi się stało. Myślałem że jestem twardy, gdy wyglądając przez okno widziałem jak Ona siada na schodach i zaczyna płakać.

Teraz po czterech latach czuje się jak ostatnie ścierwo. Oto ja, wydawałoby się, przeciętny facet, złamał totalnie i bez powodu serce jednej z najpiękniejszych istot na Ziemi. Nie mogę normalnie spać, z myślą jaki naprawdę okazałem się w środku.

Wyrywam sobie włosy z głowy, chcąc cofnąć czas i naprawić wszystko jak to tylko możliwe. Gdybym tylko mógł, walnąłbym siebie z przeszłości serdecznie w pysk.
Boże, jeżeli istniejesz: pokaraj mnie za to draństwo wieczną samotnością.

#mTxhi

Od około roku regularnie chodzę na siłownie. Moim marzeniem jest sześciopak. Pewnego dnia wkurzyłam się stojąc przed lustrem, nie widząc żadnych efektów. Niewiele myśląc chwyciłam za kredkę do oczu i wysmarowała na brzuchu mięśnie. Zapominając o tym udałam się na wizytę u dietetyka.

Po krótkiej rozmowie pani mówi, abym się rozebrała i stanęła na wadze. W tym momencie uświadomiłam sobie co zrobiłam kilka godzin wcześniej. Zmieszana chciałam wybiec do łazienki, ale niestety nie udało mi się. Koniec końców zrobiłam to... Jakieś było zdziwienie pani kiedy ujrzała mój fake sześciopak. Jedyna rzecz, która wpadła mi do głowy to było przebranie na imprezę.

Pamiętajcie. Myjcie się przed wizytą u lekarza!

#X6Lsl

Wymiotując jak kot i cierpiąc katusze już którąś godzinę, uświadomiłam sobie coś. Nie mogę tyle jeść. Objadanie się zostało smutnym, wyniszczającym nałogiem. Wcześniej tego nie dostrzegałam, nazywałam siebie samą "wesołym grubaskiem". Teraz miarka się przebrała. W końcu widzę, co ze sobą zrobiłam. I czas to naprawić. Jeżeli przyjdzie mi do głowy zjeść coś nieodpowiedniego w kosmicznej ilości, przypomnę sobie co przeżywałam tej nocy, pisząc to wyznanie o drugiej... Wierzę, że potrafię coś zmienić!
Dodaj anonimowe wyznanie