#HAxzA

Czytając najróżniejsze wyznania natrafiłam na jedno o dziewczynie, która przerobiła pokój na Narnię. Jako że sama mam coś podobnego, postanowiłam podzielić się swoją historią:

Od wielu lat miałam w domu dwa puste pokoje. Nie widziałam, co z nimi zrobić. Narzeczony też nie mógł wpaść na żaden pomył. Dzieci mieć nie możemy, więc pokój dla nich odpadał. W końcu, po wielu rozmowach, wpadliśmy na pewien pomysł:
Wyburzyliśmy jedną ścianę (tym samym połączyliśmy pokoje), zamurowaliśmy drzwi. Zrobiliśmy dziurę w naszym pokoju tak, by dało się przejść do połączonych pokoi, a potem zaczęliśmy je dekorować. Kupiliśmy mnóstwo sztucznych roślin (i kilka prawdziwych), wiele ozdobnych półek na książki, chińskie lampy, nawet udało nam się stworzyć z kamieni i innych materiałów miniwodospad (woda w nim nie płynie, ale wygląda ślicznie). Na końcu kupiliśmy podwieszane łóżko, naklejki na ścianę w kształcie motyli i biedronek oraz dywan przypominający trawę i ładną, czarną ławkę.
W pokoju (w miejscu, gdzie była dziura) powiesiliśmy obraz, który namalowałam na starej, białej zasłonie (pewnie za jakiś czas przejście będzie bardziej "tajne" :))

Cztery lata zajęło nam skończenie tego. Nikt z rodziny nie wiedział, wszyscy myśleli, że jedynie pozbyliśmy się dwóch pomieszczeń. I tu zaczyna się historia.

Leżałam na podwieszanym łóżku, narzeczony siedział na ławce i czytaliśmy książki. W pewnym momencie ktoś zaczął pukać do drzwi, ale nie chciało nam się wstawać. Nagle ktoś wszedł do mieszkania, a po chwili słychać głos mojej matki (później okazało się, że zostawiłam klucze podczas ostatniej wizyty).
Mamuśka i tata obeszli cały dom, aż w końcu dotarli do pokoju. Matka zaczęła marudzić (jak to ja i narzeczony nie dbamy o dom), wyzywać (zwyzywała mnie i narzeczonego), zaczęła komentować wystrój. W końcu "zmęczona marudzeniem" oparła się o zasłonę. Oczywiście wywaliła się i wpadła do pokoju, w którym byliśmy my. Jej mina - bezcenna.

#NXXmb

Moja historia wydarzyła się ok. 10 lat temu. Byłam wtedy studentką, mieszkałam z rodzicami. Mój tata miał firmę i całkiem nieźle mu szło, więc pieniędzy miałam pod dostatkiem. Poznałam wtedy chłopaka z biedniejszej rodziny. Postanowiłam mu pomóc, bo go polubiłam. Był bardzo fajny, szybko się zaprzyjaźniliśmy, a ja kupowałam mu różne prezenty.
Niedługo potem zakochałam się, zostaliśmy parą. Jemu przeszkadzały moje pieniądze. Gadał tylko o nich, że moi rodzice są bardzo bogaci itp. Później na spotkaniach z kolegami chwalił się, że kiedyś to wszystko będzie jego, bo mój tata przyjął go do pracy. Z dnia na dzień widziałam coraz wyraźniej, że ja jestem na bocznym torze, a pieniądze to priorytet. Jego rodzina lubiła się bawić i wydawać wszystko na bieżąco, więc ciągle" pchali" go do mnie, kazali mu częściej przyjeżdżać itp. Oprócz tego musiał oddawać im sporą część wypłaty. Zaczęłam wątpić w jego miłość, ale zawsze mówił, że kocha itd. W końcu oświadczył mi się, a ja się zgodziłam.

W dniu ślubu powiedziałam, że chcę rozdzielności majątkowej. Oczywiście oburzył się i wyszedł.
I wiecie co? Ślubu nie było. Więcej go nie zobaczyłam, a jego rodzina nadal ma mi za złe, że tak się stało.

#FIHUS

Gdy miałam 15 lat postanowiłam uprawiać seks (myślcie co chcecie).
Jako uświadomiona dziewczyna, poszłam do mamy, aby wybrała się ze mną do ginekologa po tabletki antykoncepcyjne. Wszystko ładnie...

Do czasu kiedy pani ginekolog stwierdziła, że jestem bezpłodna i mam zacząć brać tabletki na płodność.
Nie zdążyłam ich wziąć, ponieważ prezerwatywa pękła a ja zostałam mamą wieku 16 lat.

Uznajcie to jako przestrogę, jeżeli usłyszycie coś podobnego idźcie do jeszcze innych lekarzy, aby upewnić się czy taki stan rzeczy jest faktyczny.

PS. Teraz jestem szczęśliwą mamą już 2 dzieci i ja jako ja, nie żałuje tak młodej ciąży. Lecz niech to nie będzie jako zachęta do bycia nastoletnim rodzicem, bo sama nie chciałabym, aby moje dzieci nie skorzystały z życia. Bedę robiła wszystko, aby im ułożyło się trochę bardziej po kolei!

#t4al8

Wszyscy rodzice już pewnie wiedzą, że znowu w biedronce pojawiły się swieżaki. Między innymi o nich będzie to historia. Po tej sytuacji mogę spokojnie się uważać już za byłego pracownika tego sklepu mimo że jeszcze kilka dni do końca umowy mi zostało. Ale do rzeczy. Jako kasjer pytałem klientów czy zbierają naklejki, jak klient odpowiadał "nie", to pytałem czy ja mogę z nich skorzystać. Jak klient się zgadzał, to wbijałem swoją kartę biedronkową poprzez numer telefonu.

Gdy uzbierałem odpowiednia ilość na juniora chciałem go odebrać i zostałem przez kierownictwo potraktowany jako złodziej. Stwierdzili, że jeśli nie oddam świeżaka, to zwolnienie dyscyplinarne, że jak się zatrudnię gdzie indziej, to zadzwonią i mu doniosą. Ja się chciałem zapytać gdzie tu jest kradzież? Jak klient zbierał, to wydawałem, a jak nie, to pytałem. Powiedzcie mi drodzy anonimowi co wy o tym myślicie.

#mGaTn

Ja mieszkam w Polsce, ona w Hiszpanii, gdzie pracuje. Przez najbliższy rok nic się nie zmieni - muszę skończyć moje wymęczone studia.
Nasze kontakty ograniczają się do codziennych, wielogodzinnych rozmów na Skypie i robienia sobie niezapowiedzianych wizyt. Do perfekcji opanowaliśmy sztukę wyhaczania ekonomicznych biletów oferowanych przez tanich przewoźników. Czasem jej uda się ustrzelić jakiś tani lot i w ciągu kilku godzin ląduje w moich ramionach. Czasem to ja mam szczęście i uda mi się załapać na jakąś promocję, dzięki której już wieczorem razem idziemy na jakąś dziką fiestę.
Był akurat sobotni poranek. Jak zawsze zerknąłem na aktualne promocje lotów. Pam! Udało się. Podróż tego samego dnia, pod wieczór, za jakieś śmieszne grosze. Zarezerwowałem powrót na poniedziałek. Najwyżej oleję kilka wykładów - pomyślałem. Raz, dwa spakowałem plecak i już chwilkę po zmroku stałem pod drzwiami domu mojej ukochanej trzymając w dłoniach wielką pizzę z jalapeno (uwielbia ją!).
Drzwi otworzyła jej współlokatorka i od razu zrobiła wielkie oczy na mój widok. Okazało się, że wybranka mego serca rano zarezerwowała bilet do Polski, aby zrobić mi niespodziankę...

Weekend spędziłem paląc trawkę z jej znajomymi. A ona? Dobrze, że miała klucze do mojej chaty. Przez cały pobyt siedziała w domu, jadła pizzę, piła gorącą czekoladę i oglądała komedie romantyczne. Spotkaliśmy się w biegu na lotnisku i obiecaliśmy sobie, że następnym razem będziemy uzgadniać ze sobą nasze "niespodzianki".

#jwtSj

Jestem fizjoterapeutą. Kiedy pracuję nad czyimiś plecami lub je po prostu masuję, a widzę na nich pryszcza, wągra lub coś, co da się "wycisnąć", nie mogę się oprzeć, żeby tego nie zrobić. Dopóty się nie mogę skupić na pracy, dopóki nie wycisnę tego potwora. Tylko podczas pracy nad plecami mam ten problem. Po prostu muszę wycisnąć. Takie dziwne natręctwo.

Zawsze robię to na tyle dyskretnie, żeby pacjent się nie zorientował. Póki co nikt się nie zorientował, a wycisnęłam już sporo tych wągrów...

#23PLJ

Będzie krótko. Jakiś czas temu, nie mając nic do roboty, wszedłem na jakże popularną stronę 6obcy. Po długich, bezskutecznych poszukiwaniach przyszłej żony postanowiłem porobić sobie "jaja" z obecnych tam (w zbyt dużej ilości) stulejarzy. Na początku rozmowy zacząłem przedstawiać się jako piękna dwudziestoparoletnia kobieta. Oczywiście po kilku minutach rozmowy z danym gentlemanem, kiedy wyobrażał sobie nie wiadomo co, po protu się rozłączałem. Po jakimś czasie trafiłem jednak na wyjątkowo miłego i uprzejmego 22-letniego prawiczka. Po rozmowie, która trwała ok. 40 min zaproponował spotkanie, na które oczywiście się zgodziłem. Nie pojawiłem się tam jednak... Zamiast mnie na spotkaniu obecna była dość ładna i młoda prostytutka, z którą omówiłem sytuację oraz uregulowałem "rachunek" ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś, stary :D


PS Uprzedzając pytania: usługa pani do towarzystwa kosztowała 200 zł i nie, nie podam linku do oferty tej pani dla ciekawskiego kolegi.

#ueJU6

W gimnazjum po lekcjach, aby zabić nudę, wchodziliśmy ze znajomymi na czata naszego miasta, z nickiem coś w stylu "SexiBlondi18". Oczywiście od razu byliśmy bombardowani wiadomościami od facetów, czasem bardzo jednoznacznymi już od pierwszego zdania.
Z tymi najbardziej napalonymi prowadziliśmy dłuższe rozmowy, umawialiśmy się na czat na następny dzień na konkretną godzinę, wysyłaliśmy fejkowe zdjęcia z internetu itp., aby wreszcie po kilku dniach umówić się na spotkanie.
Nasza seksowna blondynka miała wtedy wolną chatę i zapraszała nowo poznanych zalotników do siebie. Podawaliśmy wtedy adres do nielubianego kolegi lub osiedlowego żula itp. i czyhaliśmy na podekscytowanych amantów, udając na przykład, że robimy zakupy w sklepie naprzeciwko albo czekamy na autobus na pobliskim przystanku.

Hitem był koleś z ogromnym papierowym planem miasta w ręce, wypytujący przechodniów, jak znaleźć dany adres :D
Dodaj anonimowe wyznanie