Jestem nauczycielem języka angielskiego w liceum.
Nie znam dni tygodnia, choć nie wiem jak bym się nie starał zapamiętać, to zawsze mi się myli wtorek, środa i czwartek.
Takie kompromitujące wyznanie.
Przegryw?
Październik.
Na pierwszą randkę z facetem umówiłam się na różaniec.
Wiecie co mnie najbardziej denerwuje?
Gdy palacz (jak np. mój szwagier) wypowiada się na temat samobójców i mówi, że to "je***i egoiści, którzy niszczą nie tylko siebie, ale też rodzinę, osoby z otoczenia"...
Paląc, robią dokładnie to samo.
Moja babcia, odkąd tylko pamiętam, była zawsze religijna. Codziennie do kościoła, potem na cmentarz, w domu różaniec, a w telewizji wiecznie Trwam na zmianę z Familiadą i jakimś latynoskim serialem dla niepoprawnych romantyczek.
Nie rozumiałem, dlaczego babcia chodzi do konfesjonału - przecież nie ma się z czego spowiadać, na pewno papież kiedyś ogłosi ją świętą! Nawet kiedyś zapytałem o to babcię - z czego ona może się spowiadać, skoro nie grzeszy? Odpowiedziała, że jest grzesznicą, ale miło jej, że uważam ją za świętą.
I jak tak się teraz zastanawiam, to moja świętej pamięci babcia święta wcale nie była. Kochałem ją zawsze, miło wspominam zabawy z nią, ale... nikt nie zrobił mi i mojej rodzinie większej krzywdy niż ona. Całe życie nastawiała mnie przeciwko mojej mamie i siostrze, moją mamę posądziła nawet raz o pedofilię, bo "zbyt dokładnie mnie myła". Dziecięcy psycholog na szczęście zapewnił, że nic takiego nie miało miejsca, ale do dziś pamiętam kłótnie rodziców z tego okresu. Siostry przez wiele lat szczerze nienawidziłem, bo wierzyłem babci, że rodzice kochają ją bardziej niż mnie i że wszystko co robi, robi aby mi w jakiś sposób dopiec. W plotki, które babcia rozsiewała do dziś jeszcze niektórzy sąsiedzi wierzą, a nigdy przyjemne nie były i zawsze mocno uderzały w siostrę i mamę. Jedna z nich głosiła, że moja siostra w wieku 13 lat miała usuniętą ciążę. Wszystko dlatego, że po lekach, które brała, drastycznie schudła.
W oczach ludzi z małej miejscowości, w której mieszkamy, jesteśmy patologią.
Nie wiem kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że moja babcia nie jest do końca normalna, ale wiele, wiele lat żyłem w przeświadczeniu, że jest to jedyna osoba, która chce mojego dobra. Czemu tak bardzo nienawidziła mamy i siostry nigdy się tak naprawdę nie dowiem, choć tata twierdzi, że uważała, że mama zabrała jej syna, a moja młodsza siostra miała jej zabrać mnie. W dodatku siostra wygląda jak mała kopia mamy.
Morału nie ma. Mogę tylko na koniec dodać, że jej czyny nie umniejszały mojej straty po jej śmierci.
W liceum, a także na studiach miałem dobrego kolegę, nazwijmy go Piotr, o aparycji i charakterze geja. Piotrek ubierał się bardzo schludnie i trendy, mówił lekko podwyższonym głosem, miał długie włosy, należał na Facebooku do grup LGBT i się tam udzielał, chodził do klubów dla gejów, ogólnie obracał się w tym towarzystwie itd.
I oprócz tego miał wiele psiapsiółek, z którymi chodził na zakupki, doradzał. No ogólnie typowy gej-przyjaciel z seriali pokroju "Seks w wielkim mieście". Z tą jednak różnicą, że jego koleżanki były znacznie ładniejsze niż pani koń.
Do czego zmierzam. Mój kolega dochodził do takiej zażyłości z tymi laskami, że one bez problemów pokazywały mu się u siebie w mieszkaniu w bieliźnie i pytały, czy ładna itd. Oczywiście w tym czasie pojawiało się winko i ciekawsze tematy. I również temat jego pociągu do kobiet. I wtedy też wiele jego psiapsiółek chciało sprawdzić, czy da się zaciągnąć geja do łóżka - on dawał się zaciągać, po wszystkim mówiąc, że to nie to i jednak woli facetów, ale wiele z nich miało satysfakcję, że zaciągnęło geja do łóżka. Jak sam mi opowiadał, dziewoje godziły się na każdy rodzaj seksu, typu anal, BDSM, mimo że swoim chłopakom odmawiały.
"Zaliczył" tak ponad 30 kobiet. Piszę ponad 30, bo wtedy przestał liczyć.
No i jak się domyślacie, Piotrek nie był żadnym gejem, a 100% hetero - po prostu wykminił sobie ten sposób na zaliczanie kolejnych dziewczyn i szło mu to znakomicie.
Zawsze chciałem złapać żywą muchę do rury odkurzacza. Dziś mi się to udało. Mam 20 lat.
Przez całe swoje młode życie nie mogłam przekonać się do Boga. Mając już sześć lat, oznajmiłam, że ja do Kościoła chodzić nie będę, co spotkało się z obojętnością moich rodziców, dzięki czemu na mszę musiałam wędrować tylko w święta, bo "wypada". Do komunii przystąpić jednak przystąpiłam.
Gdy byłam w cudownym wieku 12 lat, wpływy moich dziadków na moje wychowanie znacznie wzrosły, przez co wręcz zostałam zmuszona do przystąpienia do scholi kościelnej, śpiewającej na najwcześniej mszy w niedzielę. Lubiłam śpiewać i nie chciałam kłócić się ze starszymi, więc ich posłuchałam, choć nie było mi to na rękę, bo nie mogłam korzystać z weekendu, czyli dłużej pospać. Starałam się jednak szukać pozytywów i wtedy zobaczyłam Go. Nie był to Bóg czy ksiądz, a lektor, dwudziestolatek, który mógł być samym Jezusem, taki przystojny był. Mogłam patrzeć się na niego całą mszę, bo nasza schola występowała tuż przy ołtarzu, gdzie kryjówkę miał mój ukochany. Czasem się orientował, że na niego patrzę, wtedy oblewałam się zdradzieckim rumieńcem i odwracałam wzrok, ale te sytuacje tylko przybliżały mnie do niego.
Zaczęłam niecierpliwie wyczekiwać niedziel, rodzina była zadowolona, ja byłam zadowolona, tylko on nie wpasowywał się w całą sielankę. Bywał na mszach coraz rzadziej, biorąc pewnie te późniejsze, aż przestałam go widywać. Straciłam motywację, rzuciłam to wszystko i wróciłam do mojego ateistycznego świata. Czas zrobił swoje, przeprowadziłam się i dorosłam, zapominając o mojej miłości. Po powrocie do rodzinnej wioski, poznałam nowych znajomych moich rodziców, którzy okazali się być... rodzicami mojego dawnego bóstwa! Jak się o tym dowiedziałam? Temat zszedł na religię, więc opowiedziano mi historię o tym, iż ich syn miał zostać księdzem, był nawet lektorem za młodu, lecz na mszach zaczął objawiać mu się diabeł, który wpatrywał się w niego cały czas pod przebraniem małej scholistki. Podobno wyczuwał od niego zło, bo dziewczyna była brzydka jak czort, a kiedy się na nią patrzył, ta odwracała wzrok, uśmiechając się złowrogo pod nosem. Unikanie porannych mszy mu nic nie dawało, bo widywał ją czasem w pobliżu swojego domu albo w sklepie i uciekał wtedy najszybciej jak mógł. Ostatecznie uznał to za znak, więc wybrał inną drogę życia i odtąd przestał widywać zmorę.
Mama ciągle męczyła mnie bym znalazł sobie dziewczynę, w końcu nie wytrzymałem i na odczepne rzuciłem, że jestem gejem...
Teraz mama kibicuje mi w znalezieniu chłopaka i nie da sobie wytłumaczyć, że żartowałem. Auć...
Mój mąż wpadł na genialny pomysł - zaczniemy oszczędzać. Nie mamy problemów finansowych, po prostu naczytał się jakiegoś poradnika jak się wzbogacić, gdzie twierdzą, że najważniejsze jest oszczędzanie i że ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. No i niby ok. Niestety jego pomysły to dramat.
Oszczędzanie wody - nie załatwiamy "jedynki" do kibla, tylko do zlewu/umywalki. Nie tracimy na spuszczanej wodzie. Myślałam, że żartuje. Nie. Robi to.
Pomysł z wczoraj - "dwójki" załatwiamy do toalety, ale wodę spuszczamy dopiero, aż zbierze się kilka "dwójeczek". Oszczędnie. Zapach zabije się odświeżaczem.
W mieście widział rowerek treningowy, na którym pe*ałując można naładować sobie telefon. Już przebąkuje gdzie taki można dostać i czy inne urządzenia też da się podłączyć.
To się kwalifikuje do lekarza, czy od razu do egzorcysty?
Za młodu chodziłem do pewnego gimnazjum w Łodzi. Miałem paczkę przyjaciół, z którymi lubiliśmy robić śmieszne, w naszym odczuciu, żarty.
Jednym z takich żartów było sabotowanie szkolnego radiowęzła. W każdą środę, podczas przerw, z głośników dolatywała okropna muzyka (wybierana przez dyrekcję), która wybitnie nam nie leżała. Głośniki były usytuowane pod sufitem, lecz nasz kumpel X (210 cm wzrostu) radził sobie z odłączaniem wtyczek bez problemu. Tylko był jeden problem, tj. nauczyciel na dyżurze.
Tego dnia akurat była to nasza wychowawczyni, więc wpadłem na "genialny" pomysł, że ją odciągnę, a X zrobi robotę. Podszedłem. I tu problem, co powiedzieć? Stoję, robi się niezręcznie, więc wypaliłem:
Ja: - A wie pani, że gość od muzyki jest pe*ofilem?
Ona: - Co???
Ja: - Bo on zamyka się z uczniami i każe grać na flecie...
W tej chwili odwróciła się i pobiegła do pokoju nauczycielskiego. My szczęśliwi, że poszło gładko, idziemy na lekcję, a tu policja wbija do szkoły. Przypał. Nagle podchodzi do nas nauczyciel WF (świetny wychowawca i obecnie mój dobry przyjaciel) i mówi, że to po Muzyka i że my do tego doprowadziliśmy. Wszystkie kolejne godziny obsrani, obmyślaliśmy co powiedzieć na bagietach. Pod koniec zajęć poszliśmy do wuefisty, przygnębieni żeby wszystko odwołać, a on do nas, że z tą policją to był zbieg okoliczności i nas wkręcił.
Wychowawczyni opowiedziała mu wszystko, a on słysząc kto oskarża Muzyka o miłość do dzieci, od razu wiedział, że coś tu nie gra. Uspokoił ją, ale nie mógł darować sobie szansy zrobienia nam żartu, a policja nadawała się do tego świetnie. Muzyk o niczym się nie dowiedział, ale co się najedliśmy strachu to nasze.
Dodaj anonimowe wyznanie