#Nlt4V

Nigdy nie zaznałam od rodziców miłości, a przynajmniej nigdy tego nie odczułam.
Zaczynając od początku:

Naszej rodzinie zawsze się dobrze wiodło finansowo, nigdy nam niczego nie brakowało, chodziłam razem z moim bratem do jednej z najlepszych szkół w mieście, rozwijaliśmy swoje hobby.
Jednak za tą iluzją idealnej rodziny kryła się niestabilna psychicznie matka, pracoholik ojciec oraz dwójka dzieciaków z depresyjnymi stanami.

Rodzice nie uznawali spokojnej rozmowy, każda, nawet najmniejsza próba cywilizowanej dyskusji kończyła się na groźbach typu, że zrobią nam piekło na ziemi. Po wszystkim opowiadała całej rodzinie jakie potwory ma za dzieci (oczywiście spadała na nas fala nienawiści z ich strony). Wyzwiska, krzyki nie miały końca. Kiedy raz wyznałam mojej mamie co czuję, jedyne co od niej dostałam to kolejna porcja krzyku, gróźb.

Raz próbowałam powiedzieć zaufanej mi osobie, co się dzieje. Kiedy moi rodzice się o tym dowiedzieli, było tylko gorzej. Dali mi ostro do zrozumienia, że to co się dzieje ma zostać tajemnicą i NIKT nie może się o tym dowiedzieć. Oczywiście, przed znajomymi mam być idealną córeczką, a mama idealną rodzicielką. W sumie to nie wiem po co to tu piszę, może chcę to wreszcie z siebie wyrzucić? Dzięki moim rodzicom jestem zamknięta w sobie, boję się ludzi i nie panuję nad nerwami.

Mówią, że przemoc psychiczna boli bardziej niż przemoc fizyczna i czasem mam wrażenie, że mają rację.

#9np3k

Było to parę lat temu. Mama była w pracy, a ja z siostrą takie głodne... Kombinujemy co by tu zjeść na szybko. I jest. Pięknie pachnąca mortadela. To ja ją cyk na patelnię, smażę na złociutki kolorek. Ten zapach, mmm... poezja.
Jemy z siostrą. Z ketchupem, musztardą i świeżym chlebkiem, popijamy herbatką. Ona do mnie:
- Młoda, jak ty fantastycznie gotujesz!
Najedzone czekamy na mamę, kiedy wróci z pracy. Wreszcie wraca i przeprasza, że nie zostawiła za bardzo nic do jedzenia itp. W końcu pyta:
- A kto zjadł karmę dla psa?

Kiedyś pakowano karmy dla psa podobnie jak mortadelę...
Nie żałuję, była zajebiście dobra. Siostra też nie :D

#QnNpR

To nie będzie jedno z tych wyznań o seksie, zdradzie itp. Będzie o miłości.

Dzisiaj na przystanku czekałam na autobus. Po kilku minutach na ławeczce obok mnie, usiadł starszy pan. Jak to starsi ludzie mają w zwyczaju, zaczął mnie zagadywać. Od tematu makijażu, kiedy akurat go poprawiałam - "Nie wiem, dlaczego taka ładna kobieta się maluje ;)", przeszedł do rozmowy o miłości.

Opowiedział o swojej pierwszej żonie, która go zdradzała, a później wyrzuciła z domu. Niedługo po tym poznał swoją drugą żonę, miłość swojego życia. Ten osiemdziesięcioletni pan ze łzami w oczach powiedział, że tej miłości nie da opisać się słowami, takie coś trzeba przeżyć. Zaraz potem dodał, że jego "kochanie" odeszło 2,5 roku temu. Ale on ciągle czuje jej obecność, ona jest jego Aniołem Stróżem. Nigdy się nie kłócili, ona była jego całym światem. Powiedział, że oddałby wszystko, żeby móc zamienić z nią kilka słów. Każdemu życzę takiej miłości jaką przeżyli oni.

Akurat tak się złożyło, że niedawno zostałam potraktowana jako dziewczyna na jedną noc, dałam się perfekcyjnie omotać tego wieczoru. I właśnie to spotkanie uświadomiło mi, że nie warto zaprzątać sobie głowy i serca takimi dupkami, bo na każdą z nas czeka ktoś, kto pokocha nas jak ten starszy pan, który kochał swoją kobietę ponad życie.

#guuE7

Gdy byłem mały, prześladował mnie pewien sen. Znajdowałem się blisko jakichś budynków, z daleka widniał płot z drutu kolczastego. Czułem się strasznie, targały mną jakieś niewytłumaczone wyrzuty sumienia. Obok stał żołnierz, który wzruszył ramionami i wskazał na jeden z budynków. Wsiadłem do samochodu w pobliżu i włączyłem silnik, chociaż nie ruszyłem z miejsca. Auto wydawało warkot, a ja powtarzałem w głowie „to nie są ludzie, to nie są ludzie!”. W oddali widziałem jakichś wspinających się na budynek mężczyzn w maskach gazowych.

Czasem miałem inny sen, gdy chodzę po jakiś drewnianych pokojach, czuję spokój i zadowolenie, chociaż gdy już wychodzę z owych pokoi, odczuwałem nagle przerażenie. Cały czas słyszałam swój głos w głowie mówiący „ale to nie są ludzie, pamiętaj, nie przejmuj się, to podludzie”.

Gdy w liceum byliśmy na wycieczce w Oświęcimiu, doznałem szoku. Nie wiem skąd, ale mniej więcej znałem rozkład budynków, chodząc po wnętrzach czułem się, że już tu byłem, a gdy przewodniczka powiedziała, że Niemcy czasem odpalali auto, aby zagłuszyć krzyk ludzi z komór gazowych, myślałem, że zwymiotuję. Nie wiem skąd te moje sny, tłumaczę sobie, że będąc dzieckiem musiałem oglądać jakiś film dokumentalny, bo innej opcji nie widzę. Co nie zmienia faktu, że gdy patrzę na zdjęcia przedstawiające Oświęcim, robi mi się słabo.

#Utqx8

Gdy miałem osiem lat, dostałem od rodziców na urodziny chomika dżungarskiego. Kochałem go nad życie. Zajmowałem się nim w każdej wolnej chwili. Sprzątałem, dekorowałem klatkę, mówiłem do niego, głaskałem go, brałem razem z klatką na podróże po domu i opowiadałem różne historie. Często robiłem mu wybiegi na swoim łóżku. Był bardzo spokojny, więc czas spędzał na wolnym przemieszczaniu się lub na "spłaszczaniu", gdy głaskałem go po mięciutkiej sierści. Nigdy nie uciekał. Był bardzo mądry i jak potrzebował się załatwić, szedł do klatki pozostawionej na łóżku. Budowałem mu z klocków różne domki, samochody itd. Pamiętam, że zbudowałem mu nawet prowizoryczną zjeżdżalnię z klocków i "tytki" z papieru. I oczywiście, karmiłem go ziarenkami słonecznika, jego ulubionymi. Często zostawiałem go samego w pokoju, gdy był zajęty i szedłem zrobić coś np. w kuchni, co chwilę zerkając. Zawsze grzecznie był w obrębie łóżka i nigdzie się nie wybierał. Był to naprawdę cudowny chomik.

Pewnego razu, bawiąc się z nim na łóżku, nie wiem co mnie napadło i podniosłem na niego rękę. Leżał sobie taki "niskopoziomowy" - jak to nazywali moi rodzice - i był głaskany. Zamachnąłem się, z nieznanego mi powodu. Chomik był tak samo zdziwiony jak ja. Szczęśliwie nie uderzyłem go mocno, bo tylko lekko zafalowała jego sierść. Od razu się rozpłakałem i zacząłem go całować po główce, po grzbiecie. Zacząłem go przepraszać...

Nie żyje już od wielu lat... A mi nadal jest tak bardzo źle, jak sobie przypomnę, że podniosłem rękę na zwierzaczka...

Kocham Cię, Bob, tęsknię!

#pPStv

Pierwszej miesiączki dostałam bardzo wcześnie, bo w wieku 9 lat. Gdy powiedziałam mamie, że coś jest nie tak, ta dała mi podpaski nic nie tłumacząc. A jak jej się dopytywałam, to zawsze mówiła, że wszystkiego dowiem się w szkole.

Gdy dostawałam okresu, to za każdym razem bałam się, że byłam w ciąży i właśnie poroniłam, a mama nie chce ze mną rozmawiać na ten temat, bo to jest dla niej zbyt przykre.

W końcu przestałam jej mówić kiedy dostawałam miesiączkę, żeby jej nie smucić. Ale za to sama byłam smutna.

Sprawa wyjaśniła się, kiedy przestałam ćwiczyć na wf-ie, bo bałam się, że to dlatego nie mogę donosić dziecka. Mama została poinformowana o tym unikaniu ćwiczenia na wywiadówce i przyszła ze mną pogadać.

Możecie sobie wyobrazić, jaką minę miała moja mama, kiedy spytała mnie czemu nie ćwiczę, a ja odpowiedziałam jej ze łzami w oczach: "To moje dziecko i chcę je urodzić!''.

#aLWCu

Gdy byłam trochę młodsza, byłam wprost uzależniona od kryminałów Agaty Christie. Wtedy miałam bardzo ciężko z pieniędzmi, a w bibliotece nie było zbyt wiele jej książek, więc zbierałam bardzo powoli (do dziś brakuje mi chyba jeszcze z 3-4 tytułów do pełnej kolekcji).

Byłam wtedy w odwiedzinach u babci z jedną książka, którą aktualnie czytałam. Była to "Noc i ciemność". Zajęta różnymi rzeczami odłożyłam książkę na stół i zapomniałam o niej. Przypomniało mi się po jakimś czasie, ale na miejscu książki nie było. Zapytałam babcię, czy ją widziała. Okazało się, że babcia... spaliła książkę w piecu (takim starym, kaflowym jeszcze), bo przeczytała opis i widziała przy tym, że książka nakłania do satanizmu (???) i wierzenia w jakieś zabobony. O co chodziło? O ten fragment opisu "A przecież gdyby posłuchano rad starej Cyganki, zamiast kilku zgonów mielibyśmy romantyczny happy end". Czyli według babci, książka nakłaniała do wierzenia w cygańskie wróżby zamiast w Boga.

I tu dochodzimy do wyznania właściwego. Zdenerwowana, ponieważ z kasą było ciężko, kazałam babci oddać mi w takim razie za tę książkę. Odmówiła... Więc kiedy nie widziała, ukradłam jej z portmonetki 50 zł. Zamierzałam wziąć tylko tyle, ile książka kosztowała, jednak babcia nie miała drobniej. Przynajmniej kupiłam sobie za to dodatkowo nie tylko stracony, ale też całkiem nowy tom, którego jeszcze wtedy nie czytałam.
Nie wiem, czy kiedykolwiek się dowiedziała, najpierw było mi wstyd i miałam wyrzuty sumienia... Ale wiecie co? Z biegiem czasu nie żałuję!

#qsRmK

Gdy miałem osiemnaście lat, pierwszy raz poszedłem do psychologa z własnego pomysłu i planu. Chciałem pomocy, bo sam już sobie nie radziłem. Na spotkania uczęszczałem dwa razy w tygodniu, do tego miałem terapię co dwa tygodnie oraz przyjmowałem leki uspokajające. Nikt o tym nie wiedział, nawet moja dziewczyna, która myślała, że chodzę pomagać młodszemu koledze w lekcjach. Chciałem, by była to tajemnica, wstydziłem się tego.

Jednak wyznanie będzie o tym, co usłyszałem od swojej pani doktor na pewnym spotkaniu. "Zajęcia" prowadzone były dość luźno, rozmawialiśmy o wszystkim jak leci, nawet znajomych, przemyślenia wychodziły same z siebie.

Pewnego razu zapytała się mnie, czy chętnie bym teraz wyszedł i poszedł do domu. Odpowiedziałem jej "Tak", bo faktycznie, byłem już zmęczony na tyle, że chciałem ciągle uciekać i kryć się po kątach. Odpowiedziała mi wtedy: "Ja też. Mam ochotę wrócić do domu, zawinąć się w kłębek i płakać do samego rana" - trochę mną to wstrząsnęło - następnie dodała, "Raz jest lepiej i raz gorzej. Czasem tak tu siedzę, słucham i wiesz co? Jest mi tak bardzo przykro. Wracam do domu jak zbity pies i ratuje mnie kawa i porządny sen."

Przerwałem wtedy leczenie. Pozostałem przy lekach, jednak chciałem się usamodzielnić. Poza tym, chciałem być jednym problemem mniej dla tej miłej pani.

Ta praca naprawdę musi być cholernie trudna.
Dodaj anonimowe wyznanie