W 4 klasie w podstawówce miałam kartkówkę z przyrody. Zapewne każdy pamięta: Kopernik wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię.
Ja kompletnie tego nie znałam, a w miejsce kropek miałam wpisać słowa (w tym przypadku Słońce i Ziemię) . Nie wiem czemu, ale wydawało mi się to logiczne i byłam pewna, że pani mi to zaliczy:
"Kopernik wstrzymał oddech, ruszył dalej".
Dziś mam 24 lata i mówiłam o tym tylko mojemu chłopakowi. Rodzice wiedzieli, bo musieli ową kartkówkę podpisać. Wstyd.
Pewnie wielu z Was pamięta ten żenujący moment, gdy rodzice zauważyli, że nie jesteście już słodkimi niewinnymi maluszkami i warto Wam wyjaśnić, po co chłopczykom penisy, a dziewczynkom pochwy, zanim dowiecie się tego z Bravo Girl albo ze stronami z porno.
Ja też pamiętam "ten dzień".
Mama chyba uznała, że jako ogarnięte dziecko znam już podstawy, zatem, jak mawiał wieszcz, nie pierdoliła się w tańcu. Dowiedziałam się, że:
- Stosowanie pozycji z Kamasutry to żenada, bo jak ktoś jest prawdziwym wirtuozem poruchu, sam wymyśla pozycje.
- Warto być gibkim i mieć parę w lędźwiach, bo najlepsze orgazmy nie biorą się z leżenia plackiem.
- Zanim się nawet zająknę o jakimś stałym związku, mam zaliczyć gościa na każdym meblu i mierzyć mu czas, bo na pohybel z takimi, co za szybko dochodzą.
- Jeśli jednak okażę się kretynką i wyjdę za jakiegoś krótkodystansowego leszcza, mam pełne prawo go zdradzać z wytrawnym amantem, co umie jednym palcem doprowadzić kobietę do orgazmu życia.
Rady niby cenne, ale miałam coś koło dziewięciu lat.
Będąc w jednych z zachodnich miast, usłyszałem bardzo wiele obelg pod swoim adresem ze strony "miejscowej ludności" tylko dlatego, że jestem biały i noszę krzyżyk na szyi.
Mizofonia.
Nienawidzę mlaskania, chrapania, głośnego picia (takiego gul, gul, gul) i siorbania. Wpadam w wewnętrzny szał, zatykam uszy, wychodzę z pomieszczenia. Tak bardzo doprowadza mnie to do zdenerwowania.
Najbliższa rodzina o tym wie i co robią? Na niedzielnych obiadach SPECJALNIE mlaszczą i siorbią. Proszę ich, staram się ignorować. Nic nie pomaga. Wiedzą, że to dla mnie okropne i zawsze słyszę:
- Weź przestań, my se tylko jajca robimy, he, he, heh.
- Nie przesadzaj, wydziwiasz.
- Co ci w tym przeszkadza. To zabawne, ha, ha *odgłosy mlaskania* .
- Podczas seksu wagina wydaje takie same dźwięki. Jak ty będziesz się zabawiać z chłopakiem?
Chcę się tego pozbyć. Przecież wiecznie słuchawek nosić nie będę.
Jestem sobie ja, biedna studentka informatyki.
Dorabiam sobie, naprawiając ludziom laptopy czy komputery. Moja babcia o tym dobrze wie. Kiedy była u niej koleżanka z 4-letnim wnukiem, młodemu zepsuł się zabawkowy, grający i śpiewający laptop. Babcia wykonała do mnie telefon, że ta machina zaraz wybuchnie...
Przyjechałam i wymieniłam baterie...
Teraz wszystkim rozpowiada, jaki to ze mnie spec od komputerów i informatyki.
Chodzę do szkoły medycznej.
Kolega z klasy od pewnego czasu spoglądał na mnie, często pracował ze mną w grupie, zagadywał.
Dzisiaj zebrał swoje siły, podszedł, ślicznie się uśmiechnął i zapytał:
"Jaki masz czynnik krwi? Pytam, ponieważ nie chcę, aby nasze przyszłe dziecko miało z tobą konflikt serologiczny".
Podczas studiów na drugim roku miałem wykłady z profesorem X. Przedmiot nudny, trudny i kompletnie abstrakcyjny. Zdawalność egzaminu z tego przedmiotu w każdym terminie nie przekraczała 20%. Na domiar złego zajęcia były ostatnimi i odbywały się w piątki o godzinie 16. Każdy kto studiował dziennie doskonale wie, że ostatnia rzecz, o której myśli student w piątek o godzinie 16 to pójście na wykład.
Profesor X próbował zachęcić do uczęszczania na jego wykłady poprzez wprowadzenie dodatkowego terminu zaliczenia na ostatnim wykładzie dla osób, które nie miały więcej niż dwóch nieobecności. Od starszych roczników dowiedziałem się, że mimo nieludzkiej godziny warto chodzić na wykłady dla samej obecności. Ponieważ tradycją było to, że profesor X na dodatkowym terminie pozwalał studentom samym wybrać 3 pytania z dostępnych 40, z czego odpowiedź na każde to 1 strona A4 zadrukowanego tekstu, wystarczyło umówić się między sobą, aby wybrać najłatwiejsze z nich i tylko nich się nauczyć. Mimo że wszyscy o takim rozwiązaniu wiedzieli, to i tak na wykłady uczęszczało łącznie 10 osób.
Zamiast chodzić po zajęciach na piwo z kolegami, siedziałem przez cały semestr w każdy piątek o 16 przez 2 godziny na wykładzie i próbowałem nie zwariować z nudów. Bo tego przedmiotu za Chiny nie dało się zrozumieć.
Nadszedł dzień ostatniego wykładu. Pytania mieliśmy dawno wybrane i wyuczone. Lecz profesor X postanowił na ostatni wykład nie przychodzić, o czym poinformowano nas dopiero 5 minut przed jego rozpoczęciem. Gdy zapytaliśmy profesora, kiedy w takim razie będziemy mogli napisać ten egzamin, odpowiedział, że dla 10 osób nie opłaca się mu organizować sali i mamy przyjść normalnie tak jak wszyscy na egzamin w sesji.
Naprawdę, znienawidziłem profesora X. Moja obecność na każdym wykładzie nie została w żaden sposób nagrodzona. Egzamin cudem udało mi się zdać dopiero za 6 podejściem, wydając niemałe pieniądze na warunek.
Studia skończyłem kilka lat temu. Pracuję w Policji w wydziale ruchu drogowego na drugim końcu Polski. Podczas rutynowego pomiaru prędkości "ustrzeliłem" samochód jadący 125 km/h, gdzie obowiązywało ograniczenie do 70. Nawet nie wiecie, jaka radość mnie spotkała, gdy jak się domyślacie piratem drogowym okazał się profesor X. Za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabrałem mu na 3 miesiące prawo jazdy. Dostał ode najwyższy możliwy mandat. Jak się jeszcze dowiedziałem, że spieszy się na ważną konferencję, to kontrolę postanowiłem przeprowadzić w sposób wyjątkowo dokładny. Im bardziej mnie poganiał, tym wolniej i dokładniej wszystko wykonywałem. Mam nadzieję, że nie udało mu się dojechać na czas.
Bardzo ważny egzamin. Zależało od niego to, kto z najlepszych studentów z tego przedmiotu dostanie możliwość robienia w ramach pracy dyplomowej bardzo fajnych badań i będzie mógł kontynuować zagadnienie na doktoracie, ponieważ wykładowca postanowił rozstrzygnąć nasz spór o to miejsce na podstawie tego, kto lepiej zda związany z tym przedmiot. Podchodziłem do tego bez stresu, bo tak bardzo mnie to fascynowało, że przeczytałem wszystkie dostępne dla mnie teksty na ten temat, jednak na jedno pytanie nie potrafiłem odpowiedzieć. Zaćmienie. Rozejrzałem się po sali, a tam mój "główny konkurent" spisuje sobie wszystko z telefonu. Serce zaczęło mi bić szybciej, bo on będzie miał wszystko, a ja... zmarnuję szansę w taki sposób...
Tak bardzo się zestresowałem, że zemdlałem.
Dla konkurujących zrobiono dodatkowy egzamin ustny. Kolega, który ściągał nic nie potrafił powiedzieć i odpadł, więc moje omdlenie zwiększyło uczciwość konkurencji.
Ja też nie dostałem tego miejsca. Zgarnęła je nasza koleżanka z roku. Zasłużenie.
Podczas powrotu od dentysty potknęłam się i wybiłam 2 przednie zęby.
No cóż, pani dentystka była w niemałym szoku ;)
Pracuję w restauracji i ostatnio miałem niezmiernie miłą okazje gościć własnego szefa z małżonką i przyjaciółmi. Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, iż 10 minut po zajęciu miejsc przez gości potknąłem się o krzesło przy podawaniu drinków i moja własna szefowa skończyła z prosecco na głowie.
Fuck, już chyba nie jestem kierownikiem sali.
Dodaj anonimowe wyznanie