Podnieca mnie zapach potu.
Ale nie takich spasionych nie dbających o siebie ludzi. Tylko kiedy widzę, że ktoś się spocił w wyniku pracy albo jakiś ćwiczeń, to od razu się podniecam i specjalnie staram się być jak najbliżej tej osoby by czuć jej zapach. Najlepiej jak mamy w szkole wf, a potem siedzę z moim kolegą. Po prostu nie umiem usiedzieć z podniecenia...
Jestem uzależniona od... aplikacji randkowej. Wchodzę tam, bo podoba mi się zainteresowanie jakim obdarza mnie płeć przeciwna. Często też zgadzam się na spotkanie (było ich tak wiele, że chyba nie jestem w stanie policzyć). Przeważnie to jakiś spacer po mieście. Nigdy nie doszło do seksu. Czasem do kilku spotkań, ale z reguły na tym się kończy.
Z wyjątkiem trzech krótkich związków w międzyczasie. Ale jak tylko dochodziło do zerwania, to apka automatycznie wracała na telefon. Nie potrafię przestać na niej być. Lubię taki stan rzeczy, ale nie jestem w stanie przyznać się nawet swoim przyjaciółkom jak często się umawiam się na randki z facetami z apki.
I to nie tak, że nie mam swojego życia. Mam mnóstwo znajomych, z którymi spędzam czas, często wychodzimy i uwielbiam wtedy poznawać nowych ludzi, ale można by rzec, że spotkania z internetu weszły mi już w krew. Co robić, jak żyć...
Gdy poznaliśmy się z moim mężem, oboje paliliśmy. Nie zliczę ile to razy padały teksty "od jutra rzucamy", które oczywiście nie przynosiły efektów. W końcu któregoś razu wyjechaliśmy do Niemiec z premedytacją nie biorąc ze sobą fajek. Tam papierosy są bardzo drogie, więc liczyliśmy na to, że będzie nam szkoda wydawać aż tyle kasy.
Pierwsze dni były ciężkie ale udało się! (Pewnie dlatego, że w pobliżu nie było żadnego sklepu, ale pozwalam sobie łudzić się, że to moja silna wola). Przez dwa tygodnie pobytu w Niemczech ani razu nie zapaliliśmy, w końcu czułam się wolna!
Tak dla jasności, zawsze inicjatorem naszego "rzucania" był mój mąż, to on zawsze narzekał, że tyle kasy idzie na fajki, że to nic fajnego itd. Kiedy więc jakiś miesiąc po powrocie mój mąż zaczął dziwnie często wynosić z własnej woli śmieci, co chwilę miał coś do zrobienia w piwnicy, a na moje ciche "zjadłabym coś słodkiego" od razu leciał do sklepu - nabrałam podejrzeń. No dobra, nie podejrzeń, tylko pewności, że znów pali.
W pierwszym odruchu chciałam mu zrobić awanturę, bo przecież już dwa tygodnie nie palił, najtrudniejszy okres przebrnął i znowu się pcha w to świństwo, ale pomyślałam sobie, że przecież jest dorosły i nie mogę mu mówić co ma robić, a gdy się dowie, że ja wiem - zacznie palić oficjalnie w domu. Siedziałam więc cicho korzystając z tego, że mam własnego posłańca gotowego lecieć do sklepu po jedno jajo :)
W końcu po jakimś czasie zaszłam w ciążę i urodziłam śliczną córeczkę. Kilka dni po powrocie ze szpitala uknułam diaboliczny plan...
Za każdym razem, gdy mój mąż wracał ze sklepu czy piwnicy (czyli fajeczki) i podchodził do nas, nasza córcia (jeśli nie spała akurat) zaczynała płakać. Zawsze kiedy podawałam mu ją na ręce - płacz. No to my w Google od razu "dlaczego dziecko płacze tylko u mnie" i wyszło, że dziecko może reagować na zapachy. Ja oficjalnie o jego paleniu nic nie wiedziałam, więc sugerowałam, żeby się nie perfumował jakiś czas, zmienił żel pod prysznic. To oczywiście nie pomogło. Gdy w końcu któregoś dnia cały ranek mąż siedział na tyłku i nigdzie nie wychodził - podałam mu naszą córcię, a ta spokojna jak aniołek. Mąż chyba sam doszedł do wniosku, że młodej przeszkadzał smród fajek i przestał palić.
Dziś młoda ma 5 lat, a mężuś już chyba raczej do nałogu nie wróci.
Pomyślicie: to nie historia na Anonimowe? Szczypałam naszą dzidzię za każdym razem, gdy podawałam ją tatusiowi, żeby płakała...
Mam 29 lat, jestem po rozwodzie. Wychowuję sam córkę od 4 lat. Była żona się nie interesuje. Pracuję na etacie, a w dni wolne idę do drugiej pracy. Pracuję tylko od 7-15, żeby mieć opiekę przedszkola dla córki. Po pracy oczywiście sprzątanie, gotowanie, pranie, zabawa i nauka z młodą.
Co jest w tym anonimowego? Często wracając z pracy jadę dużo dłuższą drogą, żeby chociaż te pół godziny spędzić w aucie w ciszy i spokoju. Te pół godziny pozwala mi przetrawić codzienne wstawanie o 5 rano, daje mi cierpliwość do dziecka i siłę na zajmowaniem się domem.
Jestem tatą, mama i dwoma pracownikami w jednym, którzy w wolnych chwilach starają się zapanować nad porządkiem i kuchnią w domu.
PS Nie, nie jestem brzydki i mógłbym znaleźć sobie kobietę, która weźmie na barki część obowiązków, ale która tak mocno pokocha obce dziecko?
Zawsze gdy jadę samochodem i widzę przy drodze kapliczki upamiętniające śmierć tragiczną, układam sobie w głowie historię jak do tego doszło.
Po tym, jak zmarł mój partner biznesowy (nazwijmy go Pan X), jego żona poprosiła mnie, bym pomógł jej posprzątać garaż. Wówczas znalazłem dziwne pudełko schowane w stosach rupieci (wiecie już do czego zmierzam?). Warto dodać, że Pan X był lubianym i szanowanym obywatelem naszego miasteczka.
W pudełku były kasety video i zdjęcia, na których był on ubrany w kobiece ciuszki. Filmiki były groteskowe. Rozpoznałem na nich pewną kobietę z naszego miasta. On, przebrany w ciuchy swojej matki, uprawiał z nią seks w dziwnych pozycjach. Mówimy tu o parze 60-latków. Zapewniam was, że oglądanie tego nie było przyjemne ani też podniecające. Na kasetach były również akcje SM, oddawanie kału i inne paskudztwa.
Pośród zdjęć znalazłem również zdjęcia jego pierwszej żony, która od niego uciekła. Zawsze powtarzał mi, że była wariatką i odebrała mu dzieci. Dzięki mojemu znalezisku dowiedziałem się, czemu tak naprawdę go zostawiła.
ALE TO NIE WSZYSTKO!
Zabrałem pudło do siebie, bo nie chciałem, aby jego żona i dzieci zobaczyły zawartość. Zadzwoniłem do zięcia Pana X (który zresztą był moim dobrym kumplem). Teść nienawidził go i mówił, że córka popełniła wielki błąd wychodząc za niego za mąż. Poprosiłem go, aby podczas sprzątania domu zwrócił dyskretnie uwagę na jakieś dziwne rzeczy i w razie czego od razu je schował. Nie chciałem, żeby np. wnuki to widziały. Za kilka dni zięć Pana X przyniósł mi kolejne pudełko ze skrytki pod schodami. Na filmach był nie tylko koleś, który przebierał się za swoją matkę, ale i żona Pana X!
ALE TO WCIĄŻ NIE WSZYSTKO!
Wspólnie doszliśmy do wniosku, że wszystko zniszczymy. Nagle zadzwonił telefon. Była to kobieta, która pojawiła się na pierwszych filmikach i powiedziała „Ja i Pan X mieliśmy długoletni romans. Lubiliśmy przebieranki i pikantny seks, a on czasem to nagrywał. Gdyby te filmy wyszły na jaw, moja opinia zostałaby zrujnowana i musiałabym wyjechać z miasta. Chyba bym się zabiła, gdyby ktoś to upublicznił”. Płakała mi w słuchawkę. Lubiłem ją i nie chciałem, żeby się zabijała (parę lat temu jej tata popełnił samobójstwo), więc obiecałem jej, że JEŚLI coś znajdę, od razu to zniszczę. Kilka dni później poinformowałem ją, że znalazłem filmy i zdjęcia i wszystko wrzuciłem do ognia (co było prawdą).
Żałuję, że znalazłem te rzeczy. Od tamtej pory mój stosunek do byłego współpracownika i jego żony całkowicie się zmienił. Trudno mi było słuchać ludzi wychwalających go pod niebiosa. Nikt nie znał jego ciemnej strony. Nie mogę patrzeć na jego żonę, która kreuje męża na świętego.
Nienawidzę go za to, iż mimo że wiedział o swojej śmiertelnej chorobie, nie zadał sobie trudu, żeby zniszczyć to wszystko. Miałby pewność, że nie trafi w ręce jego dzieci. Nadal przyjaźnię się z nimi, bo nie są niczemu winne.
Jestem kucharzem w dużej kuchni przemysłowej. Czasem mam do zrobienia około 300 kotletów schabowych, a co za tym idzie, trzeba je wszystkie opanierować.
Dziś w nocy nie mogłem zasnąć, miałem odczucie, że jestem tradycyjnym, polskim schaboszczakiem. Całym ciałem czułem, że jestem nieopanierowany i ta myśl nie dawała mi zasnąć przez kilka godzin.
Ostatnio coraz częściej poruszany jest temat aborcji, a dokładniej jej zakazu przez rząd. Długo się zastanawiałam, czy w ogóle jest jakiś sens pisać to tutaj, lecz w końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam podzielić się moją historią, a raczej wspomnieniem.
Z Jolą przyjaźniłyśmy się od dziecka, mieszkałyśmy w jednym bloku, a że była rok starsza, to nie chodziłyśmy do jednej klasy. Mimo tego spędzałyśmy ze sobą prawie każdą wolną chwilę.
Był sierpień, prawie koniec wakacji. Jola miała wtedy 13 lat, ja 12. W wiosce obok organizowane były dożynki na boisku, na których niestety nie mogłam być obecna, bo od dawna rodzice mieli zaplanowany wyjazd wakacyjny do rodziny, a mi nie robiło to w sumie żadnej różnicy. Jola natomiast potrafiła bardzo ładnie śpiewać, więc jak co roku występowała na scenie, wszyscy ogólnie ją znali. A jak wiadomo, na takich imprezach często sprzedawane jest piwo, więc i niektórym upić się nietrudno.
Nastał wieczór, Jola poszła do toi toi, które były oddalone kawałek od imprezy. Na scenie grała muzyka, ludzie tańczyli, głośno było, a przy toi toi niestety ani oświetlenia. I jak się już pewnie domyślacie, Jola została zgwałcona i pobita. Przez 3 podchmielonych, przeszło pięćdziesięcioletnich facetów. Po wszystkim sama wróciła na imprezę, zawiadomiono pogotowie i policję.
Gnoje zostali aresztowani, ale nie o sam gwałt chodzi.
Jola trafiła do szpitala. Lekarze oczyścili ją, w szpitalu spędziła tydzień. Ja zdążyłam wrócić z wyjazdu, odwiedziłam ja w szpitalu. I mimo że wiedziałam przez co przeszła, Jolka w miarę dobrze sobie z tym radziła, miała kilka siniaków, była trochę przestraszona, ale nic poza tym. Po wyjściu ze szpitala dochodziła do siebie w domu, odwiedzałam ją prawie codziennie, a 2 tygodnie po całym zdarzeniu wróciła do szkoły.
Wszystko wróciło do normy, aż tu nagle szok. Jolka jest w ciąży. Wiadome było, że to z gwałtu, bo Jolka nigdy wcześniej nawet się nie całowała, a co dopiero mówić o świadomym współżyciu.
I koszmar się zaczął, gdy dowiedzieli się o tym jej rodzice. Dlaczego? Nie, nie dlatego, że ich córka jest ciąży. Koszmarem stało się to, że Jolka musiała to dziecko urodzić. Jej rodzice byli typowymi fanatykami religijnymi, co sąsiedzi i ludzie z miasta pomyślą, jeśli oni pozwolą na aborcję. Jolka prosiła, błagała, mówiła, że nie chce tego w brzuchu, nie chce demona, który w jej rośnie, ale jej rodzice byli stanowczy. Z każdym dniem było z Jolką gorzej, popadła w depresję, biła się po brzuchu, krzyczała, ale dalej nic.
4 miesiące. Tyle wytrzymała. W 7 miesiącu ciąży uciekła z domu, znaleźli ją 3 dni później w lesie z podciętymi żyłami szkłem z butelki. A rodzice? Rozwiedli się, wyjechali za granicę, ojciec się zapił. A ja nie potrafię nie porównywać rządu do jej teraz zniszczonych rodziców. Oby tylko zakończenie było inne.
Ostatnio dużo tutaj wyznań o tym co ludzie robią, kiedy nie mogą się wysikać. Niektórzy wyobrażają sobie wodospad, inni wydają ustami dźwięk plusku kropelek wody, a jeszcze inni odkręcają kran.
Ja zaś opanowałem inny sposób. Zawsze kiedy stoję i chce mi się sikać a nie mogę, odliczam. Tak, odliczam. Jest to odliczanie od powiedzmy 10,20 do 0. Zawsze kiedy skończy się odliczanie otwiera się maszyna losująca i cała jej zawartość wylatuje.
Jeszcze nigdy nie zdarzyła się sytuacja, gdzie ten sposób by nie zadziałał.
Polecam każdemu anonimowemu sikaczowi :D
To było kilka lat temu, chodziłam wtedy do gimnazjum.
Nie chciało mi się dłużej siedzieć w szkole, więc postanowiłam zerwać się szybciej do domu. Niestety wyjścia pilnowała woźna, nie było szans, żeby przejść (dużo uczniów uciekało, więc nie mogliśmy wychodzić przed szkole nawet na przerwach). Szybka decyzja - uciekam przez okno w łazience.
Niestety coś poszło nie tak. Musiałam wejść na kibelek, żeby tego okna w ogóle dosięgnąć. Kiedy już wszystko zmierzało ku sukcesowi, już stałam na zbiorniku tylko jedną nogą... plastik się pode mną złamał. Ja spadłam na podłogę, a ze zbiornika niczym tsunami na wszystkie strony zaczęła lecieć woda. Przerażona uciekłam z tego "basenu" na lekcje, nie przyznając się nikomu co zrobiłam.
Jakie były efekty? Przez godzinę próbowali zatamować wodę, zalałam dwie łazienki - tę, którą zdemolowałam i tę pod spodem na parterze (wody było tak dużo, że zaczęło się lać z sufitu). Dodatkowo dwa apele dyrektora, na których kazał przyznać się osobie, która to zrobiła, "bo oni i tak się dowiedzą, a straty są naprawdę duże".
Nie, nie dowiedział się o tym nikt.
Przepraszam panie sprzątaczki i szkolnych konserwatorów!
Dodaj anonimowe wyznanie