Na początek dodam, że jestem 18-letnim facetem z kynofobią. To schorzenie powstało u mnie we wczesnym dzieciństwie, kiedy to kilkukrotnie zostałem zaatakowany przez psy. Nic poważnego mi się nie stało, ale strach pozostał.
Latem moja matka postanowiła kupić sobie psa - owczarka niemieckiego. Nawet ja ucieszyłem się z tego pomysłu, bo od dawna chciałem jakoś przełamać mój lęk. Na początku wszyscy byli zachwyceni Puszkiem - był taki mały i uroczy. Jednak szybko się to skończyło. Dlaczego? Otóż moja matka wyczytała gdzieś, że dyscyplina wywołuje u psa agresję. Oznajmiła wszystkim, że Puszka nie wolno karcić w żaden sposób, o wychowawczych klapsach nie wspominając. Oto kilka absurdów, które z tego wynikły:
1. Puszek często próbuje wchodzić do domu (teoretycznie mu tego nie wolno, bo lubi tarzać się w błocie). Ostatnio wbiegł prosto na świeżo umytą podłogę. Wkurzyłem się i próbowałem go wyprowadzić. Pies zaczął gryźć mnie po ręce dosyć mocno. Gdy matka to zauważyła, okrzyczała mnie, ze nie wolno go dotykać.
2. Puszek często atakuje nasze dwa koty. Matka nie reaguje i mówi, że to psia natura i nie wolno na to reagować.
3. Ostatnio Puszek pobiegł na przystanek, gdzie dzieci czekały na autobus. Zaczął na nie skakać, jednego malucha przewrócił. Wkurzyłem się nie ma żarty, bo mógł zrobić im jakąś krzywdę. Matka, widząc to przez okno, stwierdziła, że nic im nie zrobi, przecież jest mały. A ojczym zaczął się śmiać, że dzieciaki się ucieszyły, bo przecież każdy kocha pieski.
Takich sytuacji jest mnóstwo. Próbuję wyjaśnić rodzicom, żeby opanowali psa, bo to może się źle skończyć, jednak oni nie reagują. Pozostaje mi tylko czekać, aż dojdzie do jakiejś tragedii i policja zapuka do naszych drzwi.
Jakieś 15 lat temu, gimnazjum. Czasy, gdy nokia 3310 to było coś.
W mojej klasie była dziewczyna, bardzo ładna, niewysoka.
Raz poprosiła mnie, żebym dał jej wysłać SMS-a z mojego telefonu, bo ona nie ma nic na koncie.
Dałem jej telefon. Za 10 minut przychodzę go odebrać, a ona mówi, że wpisała swój numer. Patrzę, jest zdrobnienie, mówię "fajnie" i tyle, nigdy nie napisałem, bo nie załapałem o co chodzi.
Zrozumiałem sytuację jakieś 10 lat później.
Obudziłem się z bólem w nadgarstku. W szpitalu okazało się, że przez sen tak sobie uszkodziłem staw, że lekarze nawet nie wiedzą jak to poskładać. Przez sen! W łóżku!
Moja mama pracuje w dużej firmie jako księgowa. Jutro prezes firmy ma imieniny. Jej przełożona, z tej okazji, kazała upiec ciasta wszystkim księgowym, informatykom, no wszystkim, nad którymi ma władzę, grożąc zwolnieniem z pracy w razie nieprzyniesienia wypieku.
Niech ktoś mi powie, jakie są granice absurdu...
Wracając z jazd wraz z moim instruktorem, odebrałam jego syna ze szkoły. Sytuacja wyglądała miej więcej tak:
- Krystianku, to jest pani Daria.
Na co dziecko głośnym szeptem:
-To ta, o której mówiłeś, że nie umie jeździć?
Mój instruktor zrobił się czerwony... I speszony powiedział:
- To nie moje dziecko.
Wybuchłam takim śmiechem :D Nawet nie zrobiło mi się przykro przez to, że tak nieudolnie starał się wybrnąć z sytuacji :D
Ostatnio nawet w rodzinie mnie wyzywają od samolubnych zdzir, bo nie chcę mieć dzieci. Ja nie mam do dzieci teraz ani głowy, ani warunków mieszkaniowych, ani finansowych, ani w głowie nie mam na nie gotowego miejsca, ale według wszystkich to właśnie teraz, już i od razu, powinnam narobić sobie maksymalnie dużo dzieci i to wszystko załatwi.
Gdy jestem znudzona mszą w kościele, zaczynam liczyć berety starszych pań, dobieram je kolorystycznie. Ot, taki dziwny nawyk, ale polecam, pomaga :D
Moja historia...?
Miałam z 13 lat, jeździłam często do babci w weekendy autobusem do pobliskiego miasta. Kiedyś od znajomej mamy dostałam gaz pieprzowy - żebym czuła się bezpiecznie.
Pewnego razu, jak wracałam wieczornym autobusem, dosiadł się obok mnie starszy facet (ok. 40 l.). Ja zawsze siadałam z dala od okna, żeby w razie czego zwiać.
Po ruszeniu autobusu zaczął mnie smyrać po nodze. Nie wiedziałam co robić, sparaliżowało mnie. I wtedy przypomniałam sobie o gazie, wypaliłam mu nim w oczy i zaczęłam krzyczeć.
Kierowca od razu zatrzymał autobus, otworzył drzwi i wywalił gościa w szczerym polu, po czym zadzwonił na policję i poinformował o zaistniałej sytuacji.
Facet trafił do więzienia, był poszukiwany.
Teraz mam 35 lat i nadal noszę gaz przy sobie :)
Jakiś rok temu pewna osoba, co chciała chyba zostać pranksterem, dostała ode mnie mocną szkołę życia.
Gdy zwiedzałem jedno z polskich miast, nagle zobaczyłem jak jakiś koleś ubrany jak stereotypowy Arab pobiegł pod grupę ludzi, rzucił w ich stronę plecak i zaczął krzyczeć "Allah akbar". Warto zaznaczyć, że wtedy w mediach wciąż było głośno o następnym zamachu terrorystycznym na terenie Europy.
Po "żarcie" typ oczywiście zaczął uciekać. Postanowiłem go dogonić i złapać. Gdy mi się udało, zacząłem go szarpać. Ten oczywiście krzyczał, że to tylko prank. A ja na dokładkę zadałem mu jeszcze jeden cios w brzuch, tak żeby stracił oddech. Wtedy też mu powiedziałem, że to tylko prank.
Ktoś może powiedzieć, że głupi jestem, bo dałem się nabrać. Albo cierpię na brak dystansu. A ja mówię, że z wielu rzeczy można się śmiać, ale nie z aktu, w którym giną niewinni ludzie.
Znacie te facebookowe quizy w rodzaju "jakim typem pizzy jesteś?". Ostatnio wzięłam udział w takim quizie o tytule "kto jest twoim największym przyjacielem".
Już na pierwszym pytaniu się zorientowałam, że nie dam rady rozwiązać tego quizu, bo ja nie mam żadnych przyjaciół.
Dodaj anonimowe wyznanie