#dttGE
Kilka lat temu pojechałam na kolonię. Wcześniej także spędzałam wakacje w podobny sposób, jednak ten wyjazd różnił się tym, że wszystko było tam nowe – organizatorzy, uczestnicy i miejsce (jechałam o wiele dalej niż w poprzednich latach). Generalnie nieznane doświadczenie. Byłam tym podekscytowana... do czasu.
Na wspominanej kolonii był jeden chłopak, dość wycofany, cichy, czym najwidoczniej naraził się „kolegom”, nastoletnim samcom alfa, którzy za wszelką cenę chcieli wszem wobec udowodnić światu, jacy to oni nie są super. Więc zaczęli owego chłopaka gnębić. Historia, niestety, dość standardowa. Ja akurat przez to poczułam sympatię do tego chłopca, ponieważ sama byłam gnębiona (dziewczyny z mojego domku ukradły mi podpaski i ponaklejały je na kibel – nie wiem, w jakim celu, nie pytajcie – a potem były wielce oburzone, że muszą mi odkupić całą paczkę, a nie tylko tyle podpasek, ile zużyły do tej niesamowitej instalacji artystycznej).
Jednak ten chłopiec chyba miał bardziej przewalone.
To, co najbardziej mnie zaskoczyło i rozsierdziło, to fakt, że na tego chłopca uwzięła się także jedna z opiekunek. Żeby dobrze zarysować jej postać, wspomnę, iż kobiecina miała około czterdziestu/pięćdziesięciu lat, a temat, który niesamowicie ją interesował, miał związek z wszelakimi zjawiskami paranormalnymi. Babka często serwowała nam jakieś historie o duchach, tak po prostu. I byłoby to całkiem niewinne, gdyby pewnego razu nie stwierdziła, że przecież można jakiemuś niewinnemu dzieciakowi schrzanić życie. Pewnego dnia obwieściła, że widziała, jak ten gnębiony chłopiec jadł trawę i mówił w nieznanym języku (w domyśle: był opętany). Reakcji pozostałych uczestników chyba się domyślacie...
Nie wiem, dlaczego to zrobiła, czym jej ten chłopak zawinił, ale dla mnie było tego wszystkiego za wiele. Nie dość, że sama byłam gnębiona, to jeszcze ktoś, kto w teorii powinien bronić słabszych, sam tych słabszych pogrąża. Nie wiem, jak skończyła się tamta historia, ponieważ wkur***na do granic rzuciłam telefonem o bruk i zażądałam, aby NATYCHMIAST zadzwonić do mojej mamy. Pragnęłam uciec stamtąd jak najszybciej. Mama nie była zadowolona, ale odebrała mnie.
Co najlepsze, jedna z opiekunek powiedziała: „Ale wiesz, że jak wrócisz przed ukończeniem turnusu, to już nigdy z nami (tą organizacją) nie pojedziesz?”. Hm, rzeczywiście, tak strasznie chciałam z nimi pojechać kolejny raz...
Jestem tylko ciekawa, co stało się z tym chłopcem.
Rzucanie telefonem więc to było bardzo niedawno. Jeśli opiekunka była jednocześnie nauczycielką to konsekwencje dla niej by były raczej nieciekawe. Tylko trochę dziwne że robiła to przy tylu świadkach - no chyba że sama była paranormalna.