Po 9 latach mojego związku widzę, że to chyba jednak nie jest to... Żyjemy bez ślubu, ale mamy dziecko, które tak naprawdę sprawia, że codziennie jest uśmiech na mojej twarzy. Mój partner jest ciężkim człowiekiem, ma charakter tyrana – to zrób, zrób tamto, to brudne, to źle zrobione... Czasem patrzę na niego i się zastanawiam: co ja jeszcze robię w tym domu?! Nie jestem typem panny, co siedzi ciągle przy lustrze. Owszem, dbam o siebie, ale i gotuję – codziennie jest ciepły obiad, jak książę wróci z pracy. Sprzątam również codziennie, od kurzy po podłogi, ale wiadomo, dziecko jak to dziecko, jak się bawi, to rozrzuci klocki, tam coś zje, to pokruszy itd., więc słyszę pretensje. Sama też pracuję, mam elastyczny grafik, do budżetu domowego rzecz jasna się dokładam. Ale jestem zmęczona tym cyrkiem – podaj obiad, podaj to... Walentynki? Nawet słowa nie usłyszałam. Wyjście do kina? Film to mam w tv. Wyjścia razem to tylko po zakupy...
Dzisiaj doszłam do wniosku, że to nie ma sensu i się wyprowadzę. Że latem zabiorę się z maluchem na wakacje, zacznę robić to, co lubię. Tylko boję się, że nie dam sobie sama rady. Mieszkanie przecież zostawię dla tyrana – bo z jego pieniędzy jest cały sprzęt i wyposażenie.
Mam nadzieję, że cisza w domu go zmieni.
Musiałam to napisać, bo tak naprawdę to komu mam to powiedzieć? Koleżance, która powie: „Daj spokój, macie dziecko, dom, auto, idealne życie, finansowo również OK, nie wymyślaj”? Tiaaa, super życie... A gdzie marzenia? Gdzie uczucie? Może jestem inna, ale jestem człowiekiem i mam serce.
Dodaj anonimowe wyznanie
Wiadomo, że na początku będzie ciężko finansowo, ale chcesz do końca życia być nieszczęśliwa? Poza tym, jak pozbędziesz się tego faceta, to będzie Ci lżej pod innymi względami - mniej obowiązków, mniejsze obciążenie psychiczne, bo nikt nie będzie Cię krytykował.
Tylko nie licz na jego zmianę, bo zmieni się na 5 minut i jeśli wrócisz, to za jakiś czas znowu będzie to samo.
Dobrze ujęte. Na początku będzie ciężko, ale lepsze to i mieć szansę na związek z kimś normalnym niż marnowanie czasu na osobę, która Cię nie szanuje.
Te pieniadze, ktore zarobil mogl zarobic, bo nie musial gotowac, wychowywac dziecka i zajmowac domem. Szczerze podziwiam cie, wiekszosc kobiet nic nie zmienia i siedzi w tym co ma. To dobrze, ze dbasz o siebie i sie nie zatracilas.
A Ty już odeszłaś od brodatego przemocowca?
nie wiem czy dobrze rozumiem - chcesz zorganizować "terapię pod tytułem będę milczeć i niech się domyśli"? XD Ty normalna jesteś? XD Powiedz mu bezpośrednio, nie wiem, daj ultimatum albo się przeprowadź, a nie organizuj gierki na poziomie przedszkola "bo może się domyśli i cudownie dzięki temu zmieni" XD
Ale to od początku taki był czy co? Ja mam podobny staż bo jestem 11 lat w zwiazku 6 po slubie i mam trójkę małych dzieci.
I ale to jak wygląda nasza codzienność mieliśmy dogadane gdzieś na początku związku. Zaś całą resztę jak zamieszkaliśmy razem po ślubie. Przecież na tym polega poznawanie się. Żeby zobaczyć jak spędzacie niezorganizowany czas wolny. Jakiego mamy szwędacza w kwestii wyjazdów i zwiedzania. Czy to bardziej all-in-clusive czy bardziej górskie schroniska, namioty i kabiny jachtów.
I jak teraz chcesz rozmawiać? Na zasadzie "Ty stary knurze zmarnowałeś mi 9 lat życia"?
Dodatkowo dlaczego macie rozdzielny budżet, czemu jesteście bez ślubu. Gdzie wasze wspólne ustalenia na temat codziennego życia. My już po paru latach ustaliliśmy, że np. na wszelkie rocznice/urodziny nie dajemy sobie prezentów, ale za to po prostu razem gdzieś wychodzimy. A nawet jak nie mamy jak wyjść po trójka małych dzieci, to zamawiamy pizze i wiśniowe picolo...
Też kwestia budżetu domowego. Nie wiem czemu nie macie wspólnych pieniędzy. Nie wiem czemu nie macie ślubu.
To Twój Partner. Jesteście 9 lat razem. Weź z nim jakoś porozmawiaj. Wzięłaś sobie ciężkiego człowieka to teraz z nim żyj. Jak tak dalej pójdzie i będziesz go przeklinała we własnych myślach, to naprawdę za chwilę nic do niego nie będziesz czuła i ze związku nie będzie co zbierać.
Tak więc Ty go znasz i spróbuj porozmawiać że trochę Ci brakuje wspólnych wyjść, i może byście coś ustalili by np. na każdą rocznicę/dzień kobiet wyjść na obiad do restauracji? Oraz że trochę Ci brakuje bliskości z nim. I żeby przemyślał i dał Ci znać co o tym sądzi. Jesteście dorośli spróbujcie to jakoś rozwiązać...
Ciebie porypało do reszty? Co to za ciemnogród "wzięłaś sobie ciężkiego faceta to teraz z nim żyj". Nie, nie musi. Ma prawo zawalczyć o siebie i nie być służącą we własnym domu. Gadanie z takim nic nie da najczęściej. A żeby jej córka nie wyniosła z domu wzorca bycia posłuszną służącą przyzwyczajoną do traktowania bez szacunku, to nawet autorka powinna się ewakuować z tej chorej relacji. Ślub i wspólny budżet nie są koniecznością. Też mam 8 letni staż związku i nie mamy wspólnego budżetu. Nawet sobie tego nie wyobrażam. Każde dokłada się po równo do wspólnych wydatków jak jedzenie czy opłaty, ale poza tym to co zostaje jest indywidualnie wydawane przez osobę, która to zarobiła. Proste.
A próbowałaś z nim o tym porozmawiać? O jego zachowaniu i o tym, co Cię w tym zachowaniu boli, denerwuje, drażni? Bo jakby już podjęłaś decyzję, że odejdziesz - i nawet sobie wszystko jakoś tam przemyślałaś i ułożyłaś - zostawiasz mu dom, zabierasz dziecko - tylko wiesz... czasami taka poważna rozmowa naprawdę wystarczy. Powiedz mu czego Ci brakuje w związku, czego byś chciała, etc. - zapytaj też go czego on by chciał. Domyślam się, że 9 lat w związku to trochę późno na rozmowy o tym czego się chce i oczekuje od życia - ale jeśli problemem w związku jest brak randek, brak Walentynek, brak słowa dziękuję za to co robisz w domu - to może poważna rozmowa jednak pomogłaby w naprawie waszej relacji. Wyprowadzić się zawsze zdążysz.