#L9ICk

Pracuję w sklepie.
W sklepie, jak to wiadomo, sprzedaję różne rzeczy, a wśród nich prezerwatywy. Za każdym razem, kiedy to robię, nie mogę się powstrzymać od tego, żeby sobie nie wyobrażać, jak będą "to" robiły osoby, które kupują gumki. Faceci, kobiety, pary - bez wyjątku.

Pewnego razu, kiedy dałem kobiecie prezerwatywy, schowała je do torebki i płaciła, ja obserwowałem ją i robiłem to, co zwykle, nie mogłem się od tego powstrzymać, bo kobieta była naprawdę 10/10, a ona nagle na cały sklep: "Czy pan rozbiera mnie wzrokiem? Proszę tego nie robić!".

Myślałem, że zapadnę się pod ziemię przy całej reszcie klientów. Kiedy tylko odeszła, ja zacząłem udawać, że czegoś szukam i uciekłem na magazyn.

#1JqSi

Z serii mój prawie pierwszy raz.

Mając jakieś 17 lat, byłam szaleńczo zakochana w pewnym chłopaku. Wakacje na wsi, jeziora, łąki, pełen klimat, no i on. Zrobiło się miło, coraz milej, on odpina guzik w moich spodniach i w tym momencie zapala mi się czerwona lampka. Szybki koniec zabawy, gadka o tym, że nie jestem jeszcze gotowa, on niby rozumie.
A co się stało naprawdę?

Dopiero co skończył mi się okres, dla bezpieczeństwa wsadziłam sobie w majtki kawałek papieru toaletowego (wkładek brak), jakby jeszcze jednak coś poleciało :)) To chyba ostatnia rzecz jaką chciałabym, aby wtedy zobaczył :p

Dla ciekawskich: nie jesteśmy razem. Mój ideał przestał się do mnie odzywać :D

#EESV1

Kilka lat temu pracowałam w niewielkiej firmie - ja, szefowa i jej brat. Oni bardzo często wychodzili wcześniej lub przychodzili szybciej albo brali urlop pięćdziesiąt razy do roku. Mi to oczywiście nie przeszkadzało, siedziałam sobie sama, spokojnie pracowałam. Ale firma zaczęła upadać, moich współpracowników praktycznie nie było, a ja nie miałam totalnie co robić. Zamykałam biuro na klucz i:
1) ćwiczyłam z Chodakowską (potem trochę byłam spocona, ale i tak siedziałam sama, a po powrocie do domu prysznic, a siłownia odwalona)
2) spałam na podłodze (rozkładałam sobie kurtkę, kładłam się na niej, przykrywałam się swoim wielkim szalikiem i już)
3) szperałam po szafkach szefowej (sporo się dowiedziałam o sytuacji w firmie i wiedziałam, by szukać nowej pracy)
4) masturbowałam się.

#9ZIK5

W szkole podstawowej uczęszczałam do klasy z oddziałem integracyjnym.
Mieliśmy w klasie osoby chore, mniej lub bardziej. Nigdy nie miałam problemu z takimi dziećmi, nawet bardzo się z nimi lubiłam, zawsze starałam się pomagać.
Z tego co słyszałam, kilka lat po opuszczeniu podstawówki jeden z chorych chłopaków wspomniał o mnie.
Jest jednak sytuacja, za którą wstydzę się do dzisiaj.

Mieliśmy w klasie chorą dziewczynkę, która pochodziła z biedniejszej rodziny, sama nie spałam na pieniądzach, więc tym bardziej mi wstyd.
W klasie panowała tradycja przynoszenia cukierków i częstowanie nimi kolegów z okazji urodzin.
Dziewczyna, o której pisałam wcześniej, w swoje urodziny przyniosła ogromną torbę z drożdżówkami, nie wiem dlaczego, ale nikt z nas nie chciał brać drożdżówki, w dodatku każdy podśmiewał się z faktu, że dziewczyna przyniosła coś innego niż cukierki. Nie mam pojęcia dlaczego, bo aktualnie chętnie przyjęłabym taką drożdżówkę. Być może jedna osoba zaczęła się śmiać i reszta nie chciała być gorsza.

Co jakiś czas wraca do mnie ta sytuacja i za każdym razem odczuwam ogromny wstyd. Aktualnie mieszkam w innym kraju, ale mieszkając w Polsce czasem spotykałam na ulicy tę dziewczynę i było mi jeszcze bardziej wstyd.

#i7yzU

Długo wahałam się, czy napisać wyznanie. Nie będzie ono ładne i składne (zerowy talent) i będzie zawierało apel. Czyli wszystko, czego nie lubicie.

Jestem prostytutką. Ale to nie do końca będzie wyznanie o mnie, więc nie potrzebuję ocen.

Jest pewien typ klienta, który powtarza się zaskakująco często. Są to panowie przychodzący ze specyficzną prośbą, przynoszą rajstopy, bieliznę, czasami inne ubrania swoich córek, chrześnic itd. A potem zwracają się do mnie ich imionami, proszą o udawanie różnych sytuacji. Po wszystkim opowiadają o swoich żonach, które kochają, rodzinie, o którą dbają.

Proszę was więc, abyście nie ignorowali waszych najmniejszych przeczuć i wątpliwości, nawet wobec waszych ukochanych czy członków rodziny. Nie oceniam ich jako ludzi, ale co gdy nie będą mieli możliwości skorzystać z usług lub nie będą potrafili zapanować nad sobą?

#wrsDC

W LO chodziłam do żeńskiej szkoły.
Szkoła prowadzona przez zakonnice, duże ograniczenia dotyczące wyglądu. Niektóre dziewczyny miały pogadanki za kolczyki, farbowanie włosów niedozwolone. Dużo ograniczeń.
Większość dziewczyn, zwłaszcza tych zamkniętych w internacie, stęskniona była za widokiem mężczyzny. Panowie nauczyciele, których było niewielu, owiewani byli tęsknymi spojrzeniami, nawet jak mieli 65 lat i gruby brzuch...
Jedyna rozrywka to dyskoteki z męskim LO.
Dziewczyny po jednej stronie, chłopcy po drugiej, zalotne spojrzenia rzucane nad głowami nauczycielek.
Trzymanie się za rękę - czyn niewybaczalny.

Strategie zdobycia chłopaka były różne. Dużo związków zawiązywało się w Oazie czy innych grupach młodzieżowych. Jednak stosunek chłopaków do dziewczyn był wysoce niezadowalający. Braki rynkowe...
W grę wchodzili bracia - takie wymiany były ciekawe. "Lubię cię, to cię bratu przedstawię", ale na uwagę zasługuje strategia pewnej dziewczyny - nazwijmy ją Agata.

Agata szybko zorientowała się, że trudno będzie jej znaleźć chłopaka w obecnych warunkach. Z internatu można było wychodzić tylko na zajęcia dodatkowe lub za zgodą siostry wychowawczyni (to musiały być ważne powody, np. obiad u cioci).
Agata wykminiła więc, że najlepiej szukać na zajęciach pozalekcyjnych. Nie miała szczególnych zainteresowań, więc zapisała się na angielski. Jednak grupa składała się w większości z dziewczyn. Agata zatem usiadła i zastanowiła się gdzie można znaleźć ciekawych, mądrych chłopców, a potem przejrzała możliwości i zdecydowała się na zajęcia z modelarstwa. Była jedyną dziewczyną w grupie. Nie ciekawiło jej to w ogóle, ale uznała, że chłopak, który jest dostatecznie cierpliwy, by sklejać modele, będzie także cierpliwy w innych sprawach. Dodatkowo nie miała zbyt wysokich umiejętności do sklejania modeli, klej zawsze się jej rozlewał, elementy źle pasowały do siebie. Szybko koledzy zaczęli jej pomagać.
Jeden z nich wykazał się największą cierpliwością, dużą wiedzą, życzliwością. Koniec końców zostali razem. Na zajęcia modelarskie Agata chodziła do końca LO i nawet nieźle zaczęło jej iść.

Niedawno ich spotkałam. Drugie dziecko w drodze. Ot, taka strategia sukcesu.

#7K9ZF

Mieszkam za granicą. Ostatnio na informatyce byłem świadkiem dosyć dziwnej sytuacji.

Otóż pewna ciemnoskóra dziewczyna zrobiła sobie test DNA, żeby dowiedzieć się z jakich konkretnie krajów pochodzą jej przodkowie. W związku z tym, że byliśmy w sali komputerowej, dziewczyna postanowiła sprawdzić swoje wyniki przy wszystkich. Wokół niej oczywiście zgromadzili się wszyscy zainteresowani. Po chwili usłyszałem tylko krzyk i zobaczyłem, jak dziewczyna wybiega z sali. Od innych ludzi dowiedziałem się, ze dziewczyna była zszokowana tym, że jest w 40% Europejką! Tak bardzo to przeżyła, że przesiedziała następną lekcję u psychologa szkolnego.

Następnego dnia nie mogłem się oprzeć i zapytałem ją, dlaczego tak bardzo ją to zdenerwowało. W odpowiedzi zostałem zwyzywany, że jak mogę ją nawet o to pytać, że przecież to MOI przodkowie gwałcili afrykańskie kobiety i to przez takich ludzi jak ja ona teraz musi "cierpieć". Próbowałem jej wyjaśnić, że jestem Polakiem, ale niewiele to pomogło, bo przecież "Polacy też gwałcili niewolników".

Po tej dyskusji stwierdzam, że straciłem większą część szarych komórek.

#BhYLS

Miałam w klasie pewnego chłopaka Tomka, który wszystkich poniżał, dokuczał i ogólnie robił co chciał. Mimo że jesteśmy w liceum, to on nie miał żadnych zahamowań przed niczym. Równo poniewierał prawie wszystkich uczniów i nauczycieli, poza kilkoma, którzy by sobie na to nie pozwolili, jak polonistka czy fizyk; oraz dyrektorem. Ale przy nich zachowywał się na tyle dobrze, więc mimo że słyszeli o jego wybrykach, to za bardzo nie mieli nic do zrobienia. Poza tym jego ojciec jest bardzo bogaty i wspiera szkołę, np. pod koniec zeszłego roku zasponsorował szkole stypendia sportowe, naukowe i plastyczne na ponad 30 tys. złotych. W sumie sama dostałam takie stypendium (plastyczne), ale przejdźmy do sedna.

Ostatnio jego wybryki były na taką skalę, że przeprowadzono przy całej klasie cykl spotkań z psycholog szkolną. Jest to przemiła kobieta, ale nie była sobie w stanie z nim poradzić. No i mimo obiecanek znowu dręczył wszystkich, zwłaszcza pewnego chłopaka. Opowiedziałam o tym w domu bratu, mój brat świetnie słucha, jedno mu trzeba przyznać: w rozmowach nie ma sobie równych. Po tym wszystkim powiedział, że porozmawia z Tomkiem za kilka dni, jak nie będzie miał wykładów. Byłam przeciwna, bo to skończyłoby się bójką, Tomek nie odpuści, a mój brat nie należy do ludzi, co pozwalają sobie wchodzić w interesy. Chodził do tego liceum co my, był laureatem z dwóch olimpiad i finalistą z trzech, do tego był nawet przewodniczącym po tym, jak 6 osób ''odpuściło'' kandydowanie po rozmowie z nim, a dwie pozostałe pokonał w wyborach. Jednym słowem ideał, do którego mnie przyrównują całe życie. Nigdy nie byłam jak on i ciągle cierpię słysząc, "twój brat nigdy nie miał czwórki z matmy", "twój brat robi licencję pilota" (szybowcami latał już mając 16 lat z instruktorem) i "studiuje dwa kierunki jednocześnie"... Aż się rzygać chce.

Ale brat przyszedł do szkoły, znalazł Tomka i zamknął się z nim w pustej klasie na rozmowę. Pod drzwiami ustawiło się kilku nauczycieli i ze 30 uczniów. Polonistka zabroniła przeszkadzać, bo była ciekawa jak jej ''ukochany geniuszek'', tj. mój brat, doprowadzi tego dziadygę Kowalskiego (Tomka) do porządku. A jest to kobieta, której nikt nie chce podpaść, bo potrafi ud#pić wszystkich i wymaga bardzo.

Po około 30-40 minutach Tomek zapłakany wyszedł z sali, oczy czerwone jak królik, ten sam Tomek, który kiedyś spisującym go policjantom kazał zamknąć p#zdy, a anglistce (28 lat, niedawno po studiach) na lekcji sugerował, że ma apetyczny tyłeczek. Wziął plecak i mówiąc, że się źle czuje wyszedł do domu. Następnego dnia wszystkich zaczął przepraszać, a mnie wręczył bukiet róż, bombonierkę i naszyjnik z Apartu. W ciągu następnych kilku dni zauważyliśmy, że zmienił ubrania na normalne, zamiast markowych za kilka stów. No i zachowanie.

Zaczęłam się bać mojego brata. Nie chcę mu podpadać.

#q923W

Od zawsze miałam długie włosy, gęste, grube, wszystkie fryzjerki tylko ciężko wzdychały, kiedy marudziłam przy podcięciu tych 3-5 cm co jakiś czas :).
W końcu nadszedł czas na zmiany - z włosów "za pośladki" postanowiłam zrobić do trochę za ramiona. I się zaczęło...

Ostatnio dosyć modne jest oddawanie ściętych włosów fundacjom wspierającym dzieci i osoby w walce z nowotworami. Wiele moich (już byłych) koleżanek wstawiało piękne, wzruszające teksty na Facebooka o tym, jak przekazały swoje włosy właśnie na takie akcje. Sama idea mi się bardzo podoba, jednak w tamtym momencie potrzebowałam zastrzyku gotówki, a firma, którą znalazłam, zaoferowała bardzo dobrą cenę za mój "ogon".
Najpierw nasłuchałam się u fryzjera, że teraz są takie fundacje itp., a po co dawać firmom, które i tak wystarczająco zarabiają. To co oni mi wypłacą to tylko mały ułamek peruki jaką zrobią, więc to tak jak bym oddała za darmo.
No nie do końca, bo mi ten mały ułamek pozwoliłby przeżyć "na poziomie" jakieś 2-3 miesiące łącznie z opłaceniem mieszkania.

Później wstawiłam zdjęcie w nowej fryzurze na Fb. Oprócz wielu pozytywnych komentarzy pojawiły się również takie o treści "Oznacz R&R, żeby wszyscy widzieli, ile nas pomaga!". Kiedy odpowiedziałam, że nie oddałam włosów fundacji, poszła fala oburzenia i krytyki, że zawsze byłam pazerna na kasę, że ciężko zrobić coś dla innych, skoro ja mogę mieć lepiej i  że nie mam serca, bo jakaś dziewczynka z nowotworem by się teraz cieszyła z takich włosów, a przeze mnie inne dzieci będą się z niej śmiać (wtf?!). Następnie było tylko gorzej, bo nawet na spotkaniach słyszałam uszczypliwe komentarze.

Żeby nie było - w pełni popieram różne działania fundacji, oddaję w miarę możliwości krew, jestem zarejestrowanym dawcą szpiku, biorę udział w innych akcjach charytatywnych (biegi, loterie itp. - nie tylko jako uczestnik, ale też wolontariat przy samej organizacji). Tylko nie chwalę się tym w każdym poście i nie wszyscy znajomi o tym wiedzą, ale jestem zła, bo wolałam dostać pieniądze (które uratowały mnie od wyrzucenia z mieszkania i jedzenia chleba z wodą przez najbliższe tygodnie).
Czy to ze mną jest coś nie tak?
Dodaj anonimowe wyznanie