#bWc8c

Ważne info: Moja mama jest bardzo religijną osobą i jest przekonana, że jej kochana córcia zostanie dziewicą aż do ślubu.

Wczoraj wróciłam z kilkumiesięcznego wyjazdu. Rozpakowałam część bagażu, ale byłam umówiona ze znajomymi, więc zostawiłam część do rozpakowania po powrocie. Moja mama postanowiła mi pomóc i rozpakować resztę i znalazła paczkę prezerwatyw, którą kupiłam, jak chłopak przyjechał w odwiedziny, a o której zapakowaniu zapomniałam.

Kiedy tylko weszłam do domu, mama zaczęła podchody, ale gdy tylko zobaczyłam rozpakowaną walizkę, przypomniałam sobie o gumkach. Gdy tylko mama napomknęła o swoim znalezisku spanikowałam, ale wymyśliłam na szybko wymówkę życia: Na początku roku akademickiego każdy w moim akademiku dostał po paczce trzech prezerwatyw w ramach propagowania bezpiecznego seksu. W pudełku nadal znajdowały się 3 gumki (trochę nas z chłopakiem poniosło i poszliśmy bez zabezpieczenia), które zaprezentowałam, więc jak widać nie skorzystałam. Mama wydawała się być przekonana.

Nie wiem tylko, czy naprawdę aż tak dobrze idzie mi kłamanie - może pójdę do szkoły aktorskiej? - czy moja mama jest gotowa uwierzyć we wszystko oprócz tego, że nie jestem aż tak cnotliwa jak jej się wydaje...

#HeJKt

Gdy miałam jakieś 8 lat, bardzo interesował mnie temat seksu. Gdy nikt nie widział, oglądałam gazetki dziadka, karty z nagimi paniami. Zaczęłam też robić sobie dobrze słuchawką od prysznica, nakierowując strumień wody - najlepiej opcją bicza wodnego (swoją drogą bardzo polecam, robię to do dziś). Szczytem wszystkiego było, gdy ukradłam swojej siostrze modelinę i zrobiłam z niej długiego, grubego penisa i chciałam go wysuszyć, aby zastygł na kaloryferze.

Zobaczyła go moja mama, zrobiła wielką aferę i skończyło się na tym, że miałam blokadę rodzicielską na komputerze, a mama przestała mi ufać :(

#epHFB

Ostatnio przed szkolną imprezą, kiedy niosłem głośnik (jako jedna z osób zajmująca się sprzętem), to zaczepiła mnie nauczycielka i zapytała się mnie kim jestem i czy przeniosłem się do tej szkoły, bo mnie nigdy nie widziała. Niby nic dziwnego, tylko, że od trzech lat prawie dzień w dzień mam z nią lekcje biologii.

Tak samo jest z gościem od informatyki, który tyle lat nie był wstanie zapamiętać mojego imienia, mimo, że co czwartek chodzę na kółko informatyczne i jestem odpowiedzialny za sprzęt jako jeden z 6 osób, których jest opiekunem.

Ale to jeszcze nic, dyrektor to dopiero całkowite przegięcie. Niby ma on prawo nie znać wszystkich uczniów, bo w większości szkół dyrektor nie uczy i nie ma kontaktu z prawie nikim poza samorządem, ale jednak chłopaka własnej rodzonej siostrzenicy powinien znać. I nie jestem jej chłopakiem od tygodnia, tylko od początku pierwszej liceum i jest to na tyle poważny związek, że jakiś miesiąc temu byłem jej osobą towarzyszącą na ślubie w ich rodzinie, na którym "dyro" też był. A żeby to były wszystkie sytuacje, no niestety nie.

Na okazjach rodzinnych też jestem zbędny, wyjdę w środku Wigilii czy nawet własnych urodzin, bo kto to by to zauważył. Kiedyś na wycieczce szkolnej zapomnieli o mnie i musiałem 3 kilometry iść piechotą do domków, kiedy wszyscy w 3 minuty byli tam autokarem.

#hodj2

Moja mama jest dla mnie wzorem. Psycholog z wykształcenia i z powołania. Zawsze możemy z nią porozmawiać o wszystkim - swoją wiedzę potrafi wykorzystać również w sytuacjach domowych. Nigdy nie krzyczała na swoje dzieci, zawsze spokojnie tłumaczyła każdą sytuację i pomagała nam samodzielnie znaleźć rozwiązanie. Jest oazą spokoju i opanowania, próbuje zaszczepić w nas poczucie własnej wartości (choćby wbrew całemu światu) i zrozumienie dla drugiego człowieka.

W związku z tym, kiedy oboje moi rodzice byli w domu, postanowiłam zwierzyć się im z moich problemów z pewnym młodzieńcem. Spytałam mamy, czy kiedy tata się o nią starał, to czy od razu wiedziała, że jest Tym właściwym. Na co tata parsknął śmiechem mówiąc, że wręcz przeciwnie - w pierwszym podejściu z miejsca dostał kosza. Bardzo się zdziwiłam (bo wiem, że naprawdę się kochają) i licząc na jakieś drugie dno spytałam mamy, dlaczego tak zareagowała. Na co ona, nie odkrywając wzroku od zlewu i naczyń stwierdziła: "A bo mnie wk*rwiał".

#lXSnw

Wszyscy mi mówili, że wystarczy pójść na oddział onkologiczny, by docenić swoje życie. I że jak będę miała raka, to dopiero będę chciała żyć.
Kilka tygodni temu odebrałam wyniki cytologii, kolposkopii i posiewu (chciałam wreszcie wyleczyć bolesne stosunki, nie zależało mi na zdrowiu). Mam wirus HPV najgorszego typu - tego, który najczęściej powoduje raka.

Poczułam smutek tylko z jednego powodu. Kiedy się dowiedziałam, że rak nie atakuje od razu, tylko po kilku latach od zarażenia wirusem.

#EI3dv

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że od małego boję się wszystkich psów. A to dlatego, że na własne oczy widziałam, jak owczarek niemiecki mojego wujka rozrywa ucho mojemu kuzynowi.

Czwartek, rano. Jestem sama w domu, bo mama wyjechała do babci, a siostra pojechała na uczelnię. Z racji, że miałam na godzinę 8:45, wyszłam z mieszkania (mieszkam w bloku) o godzinie 8:30. Zamykam drzwi na klucz, wychodzę z klatki. A tu nagle, z drugiego końca bloku zaczyna do mnie biec dość nieduży pies, prawdopodobnie rasy beagle. Wbiegam z powrotem do klatki i w duszy modlę się, żeby nie zdążył wbiec do klatki, bo chyba zejdę na zawał. Całe szczęście, udało się, i byłam od niego odgrodzona. Pies zaczął skomleć i drapać drzwi. Wszystko fajnie, tylko jak ja teraz wyjdę? Po pierwsze, nie uda mi się otworzyć drzwi, po drugie, nawet jeśli, to na pewno wejdzie do klatki, a po trzecie nie mam najmniejszego pojęcia, co zrobić w takiej sytuacji. Po kilku minutach z myślą, że sobie nie pójdzie, wróciłam do mieszkania. Poczekałam jakoś 10 minut i znowu postanowiłam spróbować wyjść.
Klapa.

Pies wyłożył się i zasnął. Poszłam do domu, rozebrałam kurtkę i buty, a następnie położyłam się do łóżka, gdzie zasnęłam. Postanowiłam, że w tym dniu nie pójdę do szkoły, bo nie mam jak.
Mama miała ubaw, gdy zauważając na dzienniku elektronicznym nieobecność, musiałam się tłumaczyć. Z jednej strony się cieszyłam, bo miałam wtedy sprawdzian z historii, ale z drugiej wychowawczyni dziwnie na mnie patrzyła czytając na usprawiedliwieniu, że byłam nieobecna "z powodu psa śpiącego pod drzwiami".

#7gC1q

Czytałam książkę z biblioteki. Była dość popularna, długo czekałam, żeby ją dostać. W połowie, na przeciętnej stronie poprzyklejanych było wieeeele łoniaków, a przez całą stronę ciągnął się napis "TOMEK I ZUZA. POZDRAWIAMY".

Czytam dalej i czekam, czym jeszcze mnie ta książka zaskoczy.
Dodaj anonimowe wyznanie