#KoXym
I mam do Was wszystkich ogromną prośbę. Pierzcie nowe ubrania zaraz po kupieniu. Nie zakładajcie ich. A najlepiej podczas przymierzania, np. koszulek, zrobić to na inną koszulkę lub na podkoszulek. Również przy przymierzaniu bielizny. Starajcie się nie robić tego na gołą skórę.
Dlaczego? Już wyjaśniam.
Wiele osób pracujących razem ze mną, w dziale pakowania ubrań w wielkie kartony, przeznaczone do wywozu prosto do sklepów, nie wiedziało co to "higiena osobista" czy zasady BHP.
Tak, byli też normalni pracownicy. Tacy, którzy po wyjściu z toalety myli ręce lub po zjedzeniu śniadania na przerwie, tacy, którzy nie kichali na ubrania, tylko odwracali się.
Jednak z tego co widziałam, co najmniej 1/3 nie dbała o produkt pakowany.
1. Kolega z działu tuż po zjedzeniu kanapki obficie pokrytej majonezem przystąpił do pracy, w międzyczasie wycierając twarz w jeden z podkoszulków. Po zwróceniu mu uwagi stwierdził, że plamy nie widać, więc można spakować.
2. Pewna młoda, niezbyt mądra dziewczyna, nowa w firmie, po wyjściu z toalety miała smugę krwi na rękach (od okresu, którym chwaliła się parę minut wcześniej), których nie umyła po skorzystaniu. Zwyczajnie przystąpiła do pracy. Gdy znajoma jej o tym powiedziała, wzruszyła ramionami i zaśmiała się, mówiąc, że po co marnować wodę, przecież to normalna kobieca sprawa.
3. Kilkukrotnie słyszałam rozmowę panów pracujących o tym, że przed chwilą spuścili się w nową dostawę koszulek czy bielizny do posortowania. Nie wiem, ile w tym prawdy.
4. Pracownik nasmarkał w pakowaną przez siebie koszulę.
5. Pracownica pod koniec zmiany zaczęła piłować i malować sobie paznokcie. Następnie z jeszcze niewyschniętymi przystąpiła do dalszej pracy.
Te sytuacje zdarzały się często i było ich dużo dużo więcej. Można by codziennie wyliczać takie sytuacje. A dni, w których nikt nie zrobił niczego niezgodnego z zasadami BHP, można było policzyć na palcach jednej ręki. Skargi do kierownictwa wpływały codziennie, nikt nic z nimi nie robił.
Teoretycznie w miejscu pracy znajdowały się kamery, jednak były one umieszczone wysoko pod sufitem (około 10 m albo więcej), przy wejściach i jedna na środku wielkiej hali. Podobno była ona zdalnie sterowana, jednak nigdy nie widziałam, aby kiedykolwiek zmieniała swoje pole widzenia.
Ochrona przychodziła na patrol raz na 3 dni. Częściej była przy odbiorze i załadunku kartonów z rzeczami do ciężarówek.
Nie wiem jak jest dziś, nie pracuje tam już od 3 lat. Nie sądzę jednak, by coś się zmieniło.
Dziwne, nie mieliście zwrotów ze sklepów, do której wysyłaliście ubrania? Pracowałam w podobnym miejscu, tyle że w anglii, i podobne zachowania nie miały prawa bytu. Dostawaliśmy zwroty nawet jeśli wysłaliśmy pomiętą koszulkę, a co dopiero mówić o osmarkanej czy brudnej. Każdy zwrot to ogromne straty dla firmy, więc dbanie o jakość pracy i pracowników była bardzo pilnowana, a za jakiekolwiek uchybienie ludzie byli zwalniani. Przy pakowaniu, każdy pracownik musiał przybić na każdym kartonie swoją pieczątkę, by było wiadomo kto pakował, gdyby przyszedł zwrot z brudnymi rzeczami, od razu byłoby wiadomo czyja to sprawka. Przed wysłaniem, inna grupa osób sprawdzała, czy każdy karton ma pieczątkę i w ten sposób nikt nie odważył się narazić na jakiekolwiek problemy.
Pracowałam w Polsce w sklepie który odbierał takie paczki, nikt się w zwroty nie bawił, trafiały do nas często koszulki z odbitym makijażem albo pomazane markerem, jeśli nie było tak widoczne to na salon i zniżka uszkodzeniowa, jeśli mocno rzucalo się w oczy to odrzut, cofnięcie, ze stanu, usunięcie metki i kontener, nawet nie czerwony krzyż, do zwykłych śmieci to szło i nie było żadnych pieczątek pracowników, jedynie podpis i zwykle nieczytelny
myślę, że wszystko zależy od poziomu sklepu, ja pracowałam dla jednej z najdroższych angielskich marek, nie dla zwykłej sieciówki i przepisy były przestrzegane bardzo rygorystycznie.
Smarki, sperme, krew widac na ciuchu. A w sklepach ciuchy są najwyzej uwalone z podkladu lub szminki na kolnieżu
Dokładnie, w sytuacjach jakie odpisałaś powstają makabryczne plamy i e niektórych przypadkach zagniecenia, a ja robiąc zakupy jeszcze nigdy nie spotkałam się z poplamionymi ubraniami, chyba że były to plamy właśnie z podkładu lub szminki
Potwierdzam. Pracuję w jednej z dużych sieciówek (Myślę, że w innych jest podobnie). Czasem jestem na dostawie i w naszych rutynach mamy napisane, że gdy po otwarciu box'a coś jest nie tak, mamy to natychmiast zgłosić i odesłać. Nigdy nie zdarzyło się, żeby ubrania były brudne, a dostawy mamy duże i częste. Parę razy ubrania były wygniecione (ale nie od miętoszenia w rękach, a coś w stylu zagnieceń, jakie idzie zrobić żelazkiem) i raz była odrobina jakiegoś płynu (obstawiamy deszczówkę) w boxie, co zostało zgłoszone do góry.
Przecież takie plamy byłyby widoczne
Tylko mnie to nie rusza? Primo, nigdy jeszcze tak brudnych ciuchów nie uświadczyłam, nawet w lumpeksach, secundo no rzeczywiście straszne, że rzecz, którą posiadam dotykał wcześniej ktoś inny. I niechby nawet były na niej jego/jej płyny ustrojowe. Tak natychmiastowo się od tego nie umiera. (Ale ja w labie pracuję, może dziwna jestem.)
Rozumiem, że komuś może to przeszkadzać, ale nie siejmy paniki.
No a teraz powiem Ci coś bardziej obrzydliwego. Wiesz, na ciuchach to wszystko byłoby widać przy zakupie, ale na produktach spożywczych takich rzeczy już nie widać.
Hm, czy ja jestem jakiś dziwny, że bielizny w sklepie nigdy nie przymierzam? Tylko po prostu biorę swój rozmiar i tyle? Zwykle jest ok.
Ok, pewnie to bardziej się tyczy kobiet i staników.
Majtek sie nie mierzy, a jeśli tak to mają takie naklejki na kroku. No i potem metodą majtki na majtki. Ja przynajmniej tak stroje kompielowe mierzę, bo jak będzie za duzy to spadnie w wodzie. A jeśli chodzi o bieliznę to biorę rozmiar i kupuję. :)
Sam fakt, że większość odzieży przypływa do Polski z Chin powinien wystarczyć do tego by ubrania prać przed założeniem. W szczególności ubrania dziecięce. Gdy pracowałam w sklepie odzieżowym, dość popularnym, zdarzały się ubrania z pieśnią i jedyne co kierownik kazał robić to zetrzeć tą nową cywilizację i na sklep
Dajcie to na główną!
Btw, po tym wyznaniu ostatecznie przekonałam się do samodzielnego szycia ciuchów...
To musisz jeszcze krosno kupić. Skąd wiesz, co się wcześniej działo z belami tkanin? :D
Mój wujek, który pracował w piekarni opowiadał, że niektórzy śmieci z szufelki wrzucali do masy na chleb.
Dobrze by było, gdybyś podała nazwę sklepu.