Jestem Polakiem żyjącym w Czechach (urodziłem się tutaj). Moje dzieci i ja uczęszczaliśmy tutaj do polonijnych szkół. Jeżdżę do Polski, mam w Polsce rodzinę, rozmawiam i czytam po polsku. W domu rozmawiamy po polsku.
Na pytanie: "jsi víc Čechem, nebo Polákem" odpowiadam: "jsem Polák". To nie takie proste, bo Czesi Polaków specjalnie nie uwielbiają. Za swoje pochodzenie absolutnie się nie wstydzę. Kocham polski język, filmy, zespoły, historię...
Ale...
Na moment nie pomyślałem, żeby przeprowadzić się do Polski. Tak samo brat. Ma firmę w Polsce, ale codziennie jeździ 100km z Czech, tam i z powrotem. A co jest powodem? Polacy. Przynajmniej niektórzy. Na urlopie często nawet nam wstyd (w Alpach wyprzedzanie w kolejkach, w Egipcie "wypite" bary all/inclusive). Wiem, że to może tylko czarne owce, ale chamstwo bardzo widać.
Dewocja (porównując z ateistami Czechami to rower zostawiłbym nie zamknięty raczej w Ostrawie niż w Katowicach).
W Polsce jest fajnie, ale irytacja powoli narasta. Są to raczej drobiazgi, ale długofalowo to mega uciążliwe. Np. ten potoczny język. Jak można tak często kląć? Słów: kurwa, chuj, pierdolić, używają nawet wykształceni ludzie. Irytacja. Jak tak można?
Czesi nie są lepsi, ale są bardziej ehm... zachodni. Stonowani. Chamstwo jest mniej częste lub ewidentne. Mniej przekrętów, mniej przepychanek. Bardzo bezpiecznie.
A co na koniec? Zostaje tylko trzymać kciuki. Życie w Polsce to bitwa. Potrzeba stalowych nerwów. No i oby było lepiej...
W 4 klasie podstawówki wykonywaliśmy na lekcji plakaty propagujące zdrowe odżywianie czy coś w tym stylu. Najbardziej kreatywny kolega umieścił na swoim plakacie hasło "Chcesz mieć cycki jak Pamela? Pij codziennie actimela!".
Kiedy miałam 5 lat i byłam w przedszkolu, dokuczał mi taki chłopak (nazwijmy go X). X dokuczał mi do tego stopnia, że codziennie wracając do domu płakałam. Nie tylko mnie się uczepił, bo większości grupy także. Jego rodzice sobie nic nie robili z licznych skarg na niego i uwag. A pani przedszkolanka próbowała załagodzić jakoś tę sytuację. Nie powiem, lubiłam przedszkolankę.
Pewnego dnia, gdy wróciłam do domu ze łzami w oczach, tata powiedział do mnie coś takiego: "Jeżeli X będzie ci jutro znowu dokuczał, to weź go za włosy i o ścianę nim". Ja oczywiście, taka głupia, wzięłam to na serio.
Następnego dnia X przegiął. Uderzył mnie w nogę. Więc wzięłam go za włosy (które miał długie) i walnęłam nim z całej siły o ścianę.
X więcej się do mnie nie zbliżał, a jak komuś douczał, to gromiłam go wzrokiem i od razu przestawał.
Do dzisiaj pamiętam mojego tatę, kiedy przedszkolanka mu tłumaczyła moje zachowanie, jego mina była bezcenna. Oczywiście nikt na mnie nie krzyczał ponieważ postąpiłam dobrze ;)
Idę do pracy. Mijam wszystkie znajome miejsca, już jestem blisko punktu docelowego, a tu... Nie ma tegoż budynku. Rozglądam się, okolica się zgadza. Nazwa ulicy też. Ale chwila, moment - to tu powinno stać, tu zaraz obok powinna być stacja paliw... A ja widzę wodę. Długi kanał wodny, dwa wieżowce przy sąsiedniej ulicy i most. Stary, ceglany, który nie zachęca do przejścia. Uświadamiam sobie, że nie widzę żadnych samochodów, tym bardziej tramwajów ani samej linii. Jest tylko dąb.
To ten moment, gdy się budzę. Nie moje miasto, nie znam jego historii, ale zaczynam szukać jakichkolwiek informacji. I znajduję. Śniła mi się przeszłość, lata 60.-70.
Obecnie jedynym świadkiem minionych lat są te dwa wieżowce i drzewo. I może kawałek mnie.
Nie pierwszy raz to przeżywam, ale za każdym razem moje przerażenie jest identyczne. Nie wiem, ile znam takich historii miejsc.
Jestem zadbaną, drobną młodą kobietą o bardzo delikatnej urodzie. Często zaczepiają mnie mężczyźni, tego wieczoru nie było inaczej.
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, a ja stoję na przystanku.
Dobra, nie przeciągając... okrąża mnie czterech facetów. Padają teksty w stylu "ale cię wygrzmocimy".
Co robię ja? Puszczam tak głośnego bąka, że dwóch z nich podskoczyło. Pierd okazał się być równie śmierdzący, co głośny, więc chyba zdegustowani goście postanowili się oddalić bez słowa.
Cóż... zwykle nie przeszkadzają mi moje gazy, ale tym razem to i ja musiałam odejść kawałek, tak piekło po oczach.
Wiele było podobnych wyznań. To pokazuje, że nie zawsze można ufać własnej rodzinie.
Gdy miałam 13 lat, zaproszono mnie wraz z ojcem na ślub kuzyna (rodzice byli po rozwodzie, a ślub był w rodzinie ojca, więc byłam tam z nim). Ucieszyłam się, bo miała tam być cała dzieciarnia i starsi kuzyni, których uwielbiałam. Jeden z nich był mi zwłaszcza bliski w dzieciństwie, opiekował się mną i bardzo go lubiłam. Gdy ja miałam 13 lat, on był już po trzydziestce, miał żonę i dwójkę małych dzieci, które były zresztą na weselu.
Wesele trwało w najlepsze, wujkowie pod stołem, ciocie kładą spać młodsze dzieci. Podszedł kuzyn i z konspiracją w głosie pyta mnie i mojego starszego o rok brata, czy chcemy drinka. Oczywiście zgodziliśmy się, nigdy wcześniej nie miałam alkoholu w ustach. Zrobił nam te drinki i wypiliśmy. Chciałam się popisać jaka jestem dorosła. potem zrobił drugiego, którego także wypiłam. Widział, że jestem pijana i zaproponował mi papierosa. Poszłam z nim za budynek, żeby nikt nie widział. Musiał mnie prowadzić, taka byłam pijana. Za budynkiem zaczął mnie dotykać i całować bardzo napastliwie. Nie wiedziałam co się dzieje i próbowałam się bronić, ale nie potrafiłam. Dotykał mnie wszędzie, a ja zaczęłam płakać, to go tylko podnieciło. W momencie gdy zaczynał się robić coraz to pewniejszy siebie, ktoś go zawołał. Wystraszył się i zwiał, zostawiając mnie za budynkiem na wpół rozebraną.
Po jakimś czasie i litrach wylanych łez pozbierałam się i poszłam do hotelowego pokoju. Tej nocy nie spałam. Nikomu o tym nie powiedziałam, bo bałam się skandalu w rodzinie i tego, że ktoś się dowie, że byłam pijana i będzie awantura (logika dziecka). Dwa lata później się zebrałam i powiedziałam o sytuacji ojcu.
Usłyszałam tylko "no i co ja mam z tym niby zrobić?" Powiedziane z ironicznym uśmieszkiem. I tyle. Uwierzył, ale po prostu postanowił nic z tym nie zrobić. Pogodziłam się z tym i jakoś żyję.
Czasy gimnazjum dla niektórych bywają trudne, szczególnie były dla mnie, nieśmiałego chłopaka o ryżej aparycji. Wszelkie docinki i teksty o wiadomej treści mocno obniżyły moja pewność siebie co powodowało że wszelkie próby flirtu paliły na panewce.
W połowie nauki w gimbazie w końcu znalazłem kogoś kto wydawał się naprawdę mną zainteresowany i znaleźliśmy wspólny język.
Moja nieśmiałość spowodowała to że bałem się spotkać, porozmawiać w szkole czy wyjść na spacer, bo spodziewałem się docinek z każdej strony. Ten stan trwał przez dobre 2-3 miesiące. Kiedy zebrałem się całkowicie by zrobić ten krok, podejść, zdarzyło się coś czego kompletnie się nie spodziewałem.
Pewnego dnia w szkole widziałem, że wszyscy na mnie spoglądali i byli rozbawieni. Aby dowiedzieć się i co chodzi, a jednocześnie przełamać barierę podszedłem do ów dziewczyny i poprosiłem ja na stronę by pogadać. Ona odmówiła podkreślając, że nie ma ochoty ze mną rozmawiać, bo wygrała zakład, który polegał na poderwaniu mnie i zrobienie mi nadziei.
Ta sytuacja totalnie mnie zniszczyła psychicznie przez co nie mogłem się pozbierać, a wszelkie próby nawiązywania intymniejszych relacji powodowały u mnie paraliż poprzez tamtą sytuację.
Na całe szczęście ten stan udało mi się przełamać na studiach i aktualnie posiadam wspaniałą kobietę, z którą spotykam się od kilku lat i mamy przed sobą wiele wspólnych planów. Lecz te kilka lat, które straciłem przez zabawę głupich nastolatek mi nikt nie odda.
Morałem tej historii jest przekaz dla wszystkich, którzy doświadczali werbalnej przemocy, by porozmawiać o tym z najbliższymi osobami i nie wstydzić się, bo samemu tocząc wojnę wewnątrz głowy możemy stracić najlepsze lata swojego życia.
Wczoraj chciałem dziewczynie wyznać miłość wieczorem w jakiejś restauracji po filmie w kinie. Spóźniła się na to spotkanie, bo zadzwonił do niej chłopak, którego ma od wczoraj.
Echhh...
Zawsze gdy gram w gry komputerowe i mam ekran ładowania, to zamykam oczy w nadziei, że jak je otworzę to będę już w grze.
Mam problemy że spaniem, gdy nie mogę zasnąć czytam anonimowe. Ostatnio postanowiłam, że poczytam pierwsze wyznania na tej stronie. Oto moje obserwacje j ciekawe „okazy” z tej wycieczki w przeszłość:
- anonimowe liczą obecnie 1484 strony
- po 3 godzinach czytania najstarszych stron boli mnie brzuch od śmiechu ;)
- nick pierwszego anonimowego trolla to „chleb”
- na początku popularne były wyznania o myleniu jednych osób z innymi
- tu jest pierwsze wyznanie*: #qThXe
- a tu drugie (kto by się spodziewał, o kupie): #39dBh
- znalazłam także 4000 komentarz ToTylkoJa90 (#ECIyd :))
Podsumowując, było dużo przypałów, paląca się dupobroda (#YNcnp) podcieranie chlebem (#tXegR), jedzenie bananów (#FkVfU) i wiele więcej.
Nie znalazłam też ani jednego depresyjnego wyznania, co trochę mnie zdziwiło (naprawdę super się bez nich czytało.)
*Na ostatnich stronach anonimowych co jakiś czas pojawiają się komentarze pod wyznaniami, które nie są pierwsze, o końcu internetu i że już więcej wyznań nie ma 🤔 Nie udało mi się tego wyjaśnić. Liczę na Waszą pomoc, Sherlocki! :D
Dodaj anonimowe wyznanie