Sytuacja sprzed prawie dekady.
Miałam wtedy około 15 lat i byłam, mówiąc bez ogródek, płaska jak deska. Spacerujemy po mieście z siostrą i nawijamy jak najęte. Nagle mijający nas facet (mógł mieć jakieś 30-40 lat) wyskakuje w moją stronę i krzyczy: "NIE MASZ CYCKÓW!".
Żałuję, że mój młody móżdżek nie wpadł wtedy na żadną błyskotliwą ripostę, ale przeżył wtedy taki mindfuck, że jestem mu to w stanie wybaczyć. Po prostu poszłam dalej i nadal gadałam z siostrą, zupełnie ignorując gościa. Siostra zrobiła to samo. Podejrzewam, że myślała, że skoro nic nie powiedziałam, to może nie zrozumiałam, co mówił i nie chciała robić mi przykrości.
I teraz się tylko zastanawiam, jakim pajacem trzeba być, żeby krzyknąć coś takiego do zupełnie obcej małolaty, skoro wiadomo, ile dziewczyn ma straszne kompleksy z powodu małych piersi lub swojego wyglądu w ogóle. Ja na szczęście do swojej deskowatości miałam duży dystans i się nie przyjęłam, po cichu licząc, że cycki jeszcze urosną.
PS: nie urosły :)
Miałem takie swoje marzenie - służba w CBA. Zawsze byłem uczciwy i praworządny, łapówkarstwa nienawidzę z całego serca i walkę z nim uważam za jeden z najlepszych sposobów poprawy życia w Polsce.
Pomimo kilkukrotnie złożonego CV zero odzewu.
Wczoraj dowiedziałem się dlaczego.
Mój przyrodni brat, którego widuję może cztery razy w roku (i tylko dlatego, że nasz wspólny rodzic żyje, bo tego człowieka serdecznie ścierpieć nie mogę) jako policjant był kapusiem mafii...
Bez amfetaminy jestem niczym.
To przykre, ale tak właśnie jest, może zacznę od początku.
Kilka miesięcy temu pierwszy raz spróbowałam amfetaminę, to było wow, pierwszy raz od kilku lat poczułam, że jestem sobą, mogłam wszystko.
Nagle z chorobliwie nieśmiałej dziewczyny, która ma problem nawet z poproszeniem o jednorazówkę w sklepie i nie wychodzi z domu sama stałam się rozgadaną, uśmiechniętą i spełniającą swoje marzenia zajebistą sobą.
Zaczęłam poznawać ludzi, sama chętnie o każdej porze wręcz biegać do sklepu, zagadywać kasjerki z uśmiechem.
Stałam się kimś bliskim dla osób które wcześniej za mną nie przepadały przez moją nieśmiałość, zawsze staram się wysłuchać, wesprzeć, poradzić, zostałam ich przyjaciółką, która czasami robi za psychologa.
Zaczęłam realizować plany, robić to o czym marzyłam od lat bez wstydu i krępacji.
Kocham życie po amfetaminie, mimo ciągłych odwodnień, ran na dłoniach, które nie goją się, a czasem przeradzają się w skorupę suchej skóry i strupów, mimo poranionych ust i języka...
Nawet to, że dobę płakałam z bólu po kilku nocach na amfetaminie, suchość w ustach, okropna suchość, całkowity brak śliny, drgawki, nic, nic mnie nie odrzuca.
Po przeminięciu działania tego ulepszacza zaczynam żałować.. Wszystkiego co zrobiłam, powiedziałam, obiecałam pod wpływem fety…
W środku czuję dziwny strach, ale wtedy to nie ja, to nie ja żałuję, czuję jakbym miała dwie osobowości, prawdziwa ja to ta, która żyje gdy przyspiesza puls po pięknej kresce.
Ta druga jest mi obca, nienawidzę mojej nieśmiałości, tego że nie mogę nic, jakby ktoś przyłożył mi broń do skroni, związał i kazał milczeć - tak czuję się gdy jestem trzeźwa, kocham gdy ta blokada ustępuje.
Nie, nie pójdę do psychologa/psychiatry, po części oni mnie tak zniszczyli, ale o tym opowiem innym razem.
Wkurwiają mnie ludzie narzekający na swój kredyt we frankach i żebrzący o pomoc. Wziąłeś kredyt w obcej walucie? To chyba logiczne, że musiałeś się liczyć z tym, że kurs może wzrosnąć, a jeśli o tym nie pomyślałeś/aś, to jesteś debilem.
Po prostu musiałem to z siebie wyrzucić.
Mam 27 i własny dom na obrzeżach większego miasta. Pomieszkuje u mnie siostra, która studiuje i ma ode mnie bardzo blisko na uczelnię. Często zapraszała swoje koleżanki, którym braku urody nie można zarzucić, niestety z rozumem jest już gorzej.
Miałem wesele u bardzo dobrego kolegi, w związku z czym poszukiwałem osoby towarzyszącej. Siostra często powtarzała, że dwóm jej koleżankom wpadłem w oko, obie stwierdziły, że nie pójdą ze mną. OK, poszedłem sam na wesele, gdzie spotkałem swoją pierwszą miłość, jeszcze z podstawówki. Przyszła z bratem, więc mogłem się z nią bawić do woli.
Zaraz po weselu zaprosiłem ją na randkę, z której oboje byliśmy zadowoleni.
Zaprosiłem ją do domu na kolację ze śniadaniem.
Dwa dni po tym usłyszałem, jak koleżanki siostry wyrażają swoją opinię o moim zachowaniu "no bo jak on mógł tylko raz poprosić o pójście na wesele, a po tym jeszcze taką szmatę do domu przyprowadził, człowiek bez honoru". Cóż, w tym momencie nie wytrzymałem, wszedłem do pokoju i kazałem im opuścić mój dom z dożywotnim zakazem wstępu.
Siostra oburzona moim zachowaniem poskarżyła się rodzicom, jakim prawem zabraniam jej zapraszać gości i jeszcze wyganiam bezczelnie...
No cóż, teraz mieszkam razem ze swoją Zuzą, siostrę wygoniłem, a rodzice się obrazili za to, że zabroniłem im rządzić moim domem, do którego nawet 2 groszy nie dorzucili.
Niedawno zaczęłam pracę w nowej firmie, pierwsze dni są bardzo stresujące, ale okazało się, że jest tam całkiem spoko ekipa i szybko się zaaklimatyzowałam. Wszystko szło dobrze aż do feralnego dnia, w którym przez moją nieuwagę zepsułam pracę. Każdemu może się zdarzyć, prawda? Szczególnie że to mój pierwszy miesiąc w pracy. Wzięłam tę zepsutą pracę i smętnie ruszyłam do szefowej przyznać się do winy. Myślałam, że będzie na mnie krzyczeć albo poleci mi po wypłacie, ale ku mojemu zdziwieniu poszło całkiem gładko. Swoje pogadała, dała mi ustną reprymendę i kazała uważać następnym razem. Wymarzona szefowa, można pomyśleć, ja też tak myślałam aż do następnego dnia, kiedy rano przyszłam do pracy.
Zaczęło się niewinnie od natłoku pracy - cóż, myślę, może taki dzień, ale nadgodziny musiałam zrobić. Wychodząc z pracy mijałam się z szefową i westchnęłam, że dopiero teraz wychodzę, w zamian usłyszałam "to trzeba było szybciej dupę ruszać". Hmm, myślę, może zły dzień czy coś, zapomniałam o sprawie. Następny dzień również nie należał do udanych, więc po kolejnych nadgodzinach przebieram się w szatni i nagle wchodzi szefowa z teksem "mam do ciebie sprawę". Zamieniam się w słuch, a ona do mnie z teksem "nie chciałam tego mówić przy dziewczynach, ale zaprzyjaźnij się z
antyperspirantem". Ja sobie myślę WTF? Czy ona mi właśnie powiedziała, że śmierdzę? Codziennie się myję, mam czyste ciuchy i zawsze dbam o higienę.
Potem zamówiła mi specjalną odzież do pracy. Spodnie okazały się za małe, to poszły heheszki o schudnięciu i że grubsze osoby szybciej się pocą (tak dla wyjaśnienia do chudych osób nie należę, ale nadwagi też nie mam, jestem bardziej rozrośnięta w części tyłka, więc mało które spodnie na mnie pasują). Tak że od tygodnia robię nadgodziny po kilka godzin, przez co muszę wracać do domu taksówką, bo nie mam już autobusu powrotnego do domu. Słucham podśmiechujek od strony szefowej, mam jako jedyna uniform z "ortalionu" i jak idę, to szeleszczę. Umowę podpisałam na pół roku, bo nic nie zwiastowało problemów. Pracy potrzebuję, bo muszę za coś żyć, a po ostatnim miesięcznym bezrobociu jestem trochę zdesperowana, bo pracy w moim zawodzie jak na lekarstwo.
Jestem ciekawa co dalej wymyśli :)
Myślałem, że jestem bezwzględnie silnym psychicznie facetem, wszyscy tak myśleli. Do tego zawsze wiedziałem co robić, jak robić, gdzie, co i jak załatwić.
Zawsze dawałem wszystkim oparcie. Znajomi przychodzili do mnie z najgorszymi problemami. Nasłuchałem się całej masy złych historii i sam brałem udział w okrutnie złych rzeczach. Nigdy się tym nie przejmowałem. Po prostu rozwiązywałem problemy. Szedłem z punktu A do punktu B, bez większych emocji. Tylko chłodna kalkulacja zysków i strat. Żeby pomóc bliskim i potrzebującym zrobiłem rzeczy, za które siedziałbym do końca życia w pierdlu.
Nikogo nie skrzywdziłem, niczego nie ukradłem, ale robiłem inne nielegalne rzeczy, jak choćby przerzucenie kogoś przez granicę na Bliskim Wschodzie, żeby połączyć ze sobą rodzinę, czy pomoc w załatwieniu podziemnej aborcji zgwałconej dziewczynie, a to i tak jedne z lżejszych rzeczy, z jakimi się spotkałem. W żadnym miejscu nie miałem wątpliwości. Do teraz. Nagle, w jednym momencie, wszystkie te rzeczy po prostu pojawiły się w mojej głowie i poczułem wielki niepokój, strach, cierpienie. Dotknąłem w życiu tyle zła i okrutnych sytuacji, że nie jestem w stanie się z tego pozbierać. To leży mi na barkach i niesamowicie gniecie. Wydawało mi się, że jestem niezwykle silny psychicznie. To nie do końca prawda...
Myślę, że nie ma ludzi bezwzględnie silnych. Jeśli opieracie się na kimś i na jego sile charakteru, to pamiętajcie o tym, że ta osoba się poświęca, a każde poświęcenie kosztuje. W końcu przyjdzie za to wszystko słono zapłacić. Tak ja ja teraz. Od kilku tygodni jestem całkowicie rozbity emocjonalnie. Co chwilę płaczę. Nie mam się na kim oprzeć.
Nie chcę nikomu opowiadać o tych sytuacjach, bo nie chcę, żeby kolejna osoba płaciła tę cenę za zło tego świata. Proszę Was wszystkich. Pamiętajcie o tym, że nawet największy twardziel może w końcu pęknąć, jeśli położy mu się zbyt wiele na barkach.
Nie ma ludzi niezniszczalnych, każdy w końcu zalegnie w kącie ze łzami na policzkach.
Nigdy nikomu nie powiedziałem o jednej rzeczy. Jestem dużym facetem i w ogóle wszyscy myślą, że wielki ze mnie twardziel, a ja panicznie boję się myszy!
Wkurza mnie, że moi znajomi robią naprawdę głupie rzeczy, a potem tłumaczą się sami przed sobą "jesteśmy młodzi, popełniamy błędy". Bla, bla bla... Słuchajcie, jest różnica między popełnianiem przypadkowych błędów a intencjonalnym byciem kretynem. Spróbujcie być lepszymi ludźmi, bo na razie to szukacie tylko lepszych wymówek.
Pracuję za granicą. W Polsce zostawiłem swoją żonę, którą kocham nad życie i która to uczucie odwzajemnia. Ufamy sobie bezgranicznie, ale wiadomo jak to jest, gdy większość czasu spędzamy osobno.
Pewnego dnia dostałem krótkiego, ale jakże treściwego SMS-a: "Twoja żona cię zdradza. Przykro mi, życzliwy". No, zdębiałem. Niby wiedziałem, że moja kobieta nigdy by mnie nie zdradziła, ale po takiej wiadomości chyba każdego dopadłyby wątpliwości. Nie wiedziałem, co mam robić. Dzwonić do domu? Zadzwonić pod numer życzliwego?
Długo się nie zastanawiałem, bo anonimowy przysłał kolejnego SMS-a. To miało być zdjęcie mojej żony, w objęciach innego. Tylko że to nie była moja żona. To była kompletnie obca mi kobieta. Napisałem do nadawcy, że nie znam tej kobiety. W odpowiedzi dostałem równie wymowną wiadomość: "K**wa, sorry, stary, pomyliłem numery".
Mam tylko nadzieję, że ta wiadomość dotarła w końcu do odpowiedniego człowieka.
Dodaj anonimowe wyznanie