#egfZw

Nie lubię dzieci, nie bardzo potrafię się z nimi dogadać, peszy mnie fakt, że zadają tyle pytań i wymagają ciągłej uwagi. Mimo to dorabiam sobie jako opiekunka do dzieci, bo mogę dzięki temu bezkarnie chodzić na poranne "bajkowe" seanse do kina i to za darmo - rodzice mojego podopiecznego wysyłają nas tam co sobotę, kiedy chcą pobyć sami w domu.

#EnUcS

Nasi sąsiedzi nie cierpią kotów. Jest to problematyczne, gdyż te futrzaki zawsze były częścią naszej rodziny, co - jak można się domyślać - prowadziło do spięć.

Pewnego słonecznego, letniego dnia, mama była na kawie u naszej drogiej sąsiadki. Oczywiście rozmowa musiała zmienić się w narzekania na naszych wąsatych pupili. Gadka była dokładnie taka sama co zazwyczaj - nasze koty sikają na kwiaty, drzewka, krzewy, czy co tam jeszcze mają w ogródku. W czasie tej rozmowy popijały sobie kawkę na tarasie, mając doskonały widok na wyżej wymieniony ogródek. Nie mogły więc przegapić wychodzącego na dwór kilkuletniego syna sąsiadki.

Więc w niezakłóconej niczym ciszy patrzyły, jak chłopiec zdejmuje spodnie, rozstawia nogi i żółtym strumieniem podlewa ukochane kwiatki swojej mamy.

Nasze koty już nigdy więcej nie miały postawionych zarzutów o dewastowanie okolicznej flory. :D

#KktrB

Zabiłam kiedyś jeża. Ale od początku.


Mieszkałam kiedyś z chłopakiem na osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie z jednej stratny były łąki i różne krzaki. I właśnie w zimie z tej łąki, na drogę osiedlową przypałętał się mały jeżyk. Nie był to już mój pierwszy tak uratowany. Wzięłam więc malucha do domu, naszykowałam mu specjalny domek, nakarmiłam i tak sobie żył, czekając na pojawienie się roztopów i wyższej temperatury.


Miałam też ją w sypialni łóżko, które "wędrowało". Był to tapczan, który po nocy odsuwał się od ściany na odległość jakąś 5-7cm. Później rano jak ścieliłam łóżko, dosuwałam tapczan do ściany.

Ale przejdźmy dalej do historii.


Pewnego dnia zauważyłam, że ręcznik, który wisiał na grzejniku (w celu wysuszenia) leży na podłodze, zwinięty w kłębek. Pomyślałam że ów jeżyk się w nim zakopał i smacznie sobie śpi. Nie myślałam, żeby faktycznie to sprawdzać, bo już nie raz tak było. Tak więc zajęłam się łóżkiem i oczywiście przysunęłam je do ściany. Nie poczułam nic dziwnego, żadnego oporu ani nic.


Dopiero chyba na drugi dzień, jak nie słyszeliśmy charakterystycznego tuptania, zaczęliśmy zwierzaka szukać.
I tak po dłuższych poszukiwaniach znalazł go chłopak. Jeżyk niestety był ściśnięty między łóżkiem a ścianą. Nie było szansy na odratowanie. Chłopak tak się tym przejął, nie zważając na moje tłumaczenia i wszystko wyrzucał sobie. Wziął więc zwierzaka i zakopał go gdzieś za domem. A mi do tej pory pojawiają się wyrzuty sumienia, że nie spojrzałam za łóżko.
Wybacz jeżyku.

#n5MeV

Lubię spać na podłodze. Wolę ją niż łóżko z kołdrą. Nie wiem czemu ale łatwiej mi na niej zasnąć i jest mi wygodnie.

Anonimowe jest to, że nad tym nie panuję.

Kiedy siedzę na podłodze i robię cokolwiek, to i tak w końcu obudzę się mając twarz na panelach. Czasem śpię 5 minut, a czasem nawet 2 godziny. Ostatnio tata mnie tak znalazł w pokoju i udawałam, że to była tylko chwila, a tak naprawdę leżałam tam prawie półtorej godziny...

#wkP2z

Jako młody chłopak byłem ministrantem i podczas mszy świętej zawsze bałem się, że wierni widzą moje myśli w dymku nad moją głową (swoją drogą, gra w simsy z pewnością odcisnęła swoje piętno na tym).
A co takiego mogliby zobaczyć? Otóż często wówczas fantazjowałem o tym, jak przystojny ksiądz z naszej parafii robi ze mną "miłe rzeczy". Skąd mogłem wiedzieć o czymś takim? Z telewizji, oglądałem mnóstwo telenowel, więc sceny miłosne (owe miłe rzeczy) nie były dla mnie niczym obcym, a przynajmniej takie nieszczegółowe.

Mimo tego, że o aktach miłosnych dowiedziałem się więcej na przełomie paru lat, nie chciałbym, żeby ktokolwiek w kościele oglądał moje śmiałe myśli. A co do księdza, to po prostu zmienił parafię; do niczego nigdy nie doszło między mną a żadnym duchownym.
Dzisiaj chce mi się z tego śmiać, a z drugiej strony zastanawia mnie fakt, że już w tak młodym wieku przejawiałem chęć do tej samej płci.

#cu6cV

Pewnego pięknego dnia mój kochany dziadzio odwiedził mnie i mojego męża. Jako że mieszka na wsi oddalonej od naszego miasta o jakieś 40 km został na noc, bo wcześnie rano miał udać się do naszego szpitala do jakiegoś specjalisty. I tak siedzimy sobie wieczorkiem, oglądamy wiadomości i było coś o gejach. I tu się zaczęła tyrada mojego dziadzia, że to pojęcie ludzkie przechodzi, że chłop z chłopem i parę innych jeszcze niewyszukanych obraźliwych tekstów. No nic... pogadał, pogadał, koniec tematu. Idziemy do łóżek.

Wstałam rano, robię kawę, a do kuchni wchodzi dziadek w koszulce z napisem I LOVE SWEDISH BOY. Zaczęłam krztusić się ze śmiechu, gdy w końcu odzyskałam oddech i wytłumaczyłam dziadkowi co głosi jego koszulka, w której wybierał się do lekarza, zagotował się i ruszając w stronę łazienki mruczał coś o zabiciu babci.

Kocham tego starego nietolerancyjnego wariata :D

#Nrm69

Czekałem sobie na autobus i dokarmiałem swoje zwierzątko nowotworowe. Wtem zobaczyłem ją. Drobne dziewczę, złotowłose, z zacnym tyłkiem, przeglądające coś w telefonie. No czego chcieć więcej, powiedzcie mi ,szanowni panowie? W mym pustym łbie zostało postanowione, że podejdę do niej i spróbuję ją poderwać, bo w kokonie przegrywa nie wolno wiecznie żyć. Tak więc rozpoczynam swe mierne zaloty i podchodzę. Zauważyłem, że czyta coś na Anonimowych i... No właśnie... I wypaliłem niechcący legendarny tekst: "kalafijor...".

Ta jedyna, wymarzona, złotowłosa, Roszpunka odwróciła się i uśmiechnąwszy się, zainicjowała rozmowę z najbardziej rasowym debilem, jakiego świat widział (czytaj mną). Z burakiem onieśmielenia na twarzy zapytałem, czy umówi się ze mną na herbatkę. Ze swym uśmiechem aniołka odpowiedziała, że tak i następnie wymieniliśmy się numerami. Cały w skowronkach wróciłem do domu.
Tydzień potem spotkaliśmy się. I tak drugi, trzeci, czwarty raz... Po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Czuliśmy się ze sobą nadzwyczaj dobrze, a wzajemne spotykanie się uszczęśliwiało nas. Żeby oszczędzić wam nudnie opisywanego love story...

Tak. Dziś mijają trzy miesiące, odkąd jesteśmy małżeństwem. I nasz potomek jest w drodze. Jeżeli Anonimowe będą żyły za ileś lat, to chyba zaszczepię w mym synu/ mojej córce uwielbienie do tej strony. Bo w gruncie rzeczy to ona i herbatka sprawiły, że nie jestem przegrywem i mam kochającą żonę, a za jakieś 7 miesięcy będę miał własne dziecię. :)
Dodaj anonimowe wyznanie