#X15Ip

Od roku mieszkam ze swoim narzeczonym i jego bratem. Jego brat - no przyznam - nie grzeszy mądrością i jest żartownisiem. Ale jest jeszcze coś - jest gejem. Ich rodzice o tym jeszcze nie wiedzieli do niedzieli. Nie wiedział jak im o tym powiedzieć. Obawiał się ich reakcji. Ale przejdźmy do rzeczy. :)

Jak typowa polska rodzina zaprosiliśmy moich przyszłych teściów na obiad. Z okazji tego, że to ja i mój narzeczony im to zaproponowaliśmy mój przyszły szwagier oznajmił, że nie zamierza spędzić niedzielnego popołudnia w domu i że o takich rzeczach powinniśmy mu mówić wcześniej, a nie w ostatniej chwili. Przymknęliśmy na to oko i sami wszystko przygotowaliśmy, a on poszedł się bawić.

Rodzice narzeczonego przyszli. Zaczęły się pogawędki i te sprawy. Nadszedł dość późny wieczór. Słyszmy jak ktoś otwiera drzwi (mamy jadalnie naprzeciwko drzwi, więc od razu widzieliśmy, że to mój przyszły szwagier). Nie przyszedł sam. Był z nim jakiś chłopak (Mateusz) i widać, że obydwoje mało nie wypili. Moj szwagier zaczyna coś śpiewać i mówić do Mateusza. Wszyscy byliśmy zdezorientowani i nie wiedzieliśmy co zrobić, ale mama mojego narzeczonego od razu wkroczyła do akcji. Zaczęła krzyczeć, że czemu wraca tak pijany do domu itp. Facet nie fatygował się.
- Mamo, tato! Jestem pedałem.
Po tych słowach chwiejnie zaczął wychodzić po schodach i śpiewać do chłopaka, którego zostawił przy drzwiach
- Mateuszku, czekam na ciebie w łóżku.
Mina moich przyszłych teściów była bezcenna, a mój narzeczony nie mógł powstrzymać śmiechu.

#bQqts

Miałam przyjaciółkę Anię. Poznałam ją, gdy miała już jedno dziecko. Dziecko, które przez chyba 3 lata nigdy nie zostało z babcią, dziadkiem czy ojcem. Ania i jej syn byli od siebie uzależnieni. Mąż spał osobno, bo przecież chwila bliskości z własnym facetem powodowała chwilowy brak bliskości z synkiem. Spali razem, bawili się razem, srali razem i szczerze mówiąc, Ania miała szajbę na punkcie dziecka, jednak na szczęście dało się z nią pogadać na życiowe tematy, tyle, że zawsze w asyście synka.

Cała ta szopka nie przeszkadzała mi, do puki Ania nie zaczęła mnie wręcz męczyć tym, abym zaszła w ciążę, bo to mnie dopełni, poczuję się prawdziwą kobietą, będzie mi wręcz idealnie. Nie broniłam się przed tym jakoś szczególnie, tylko dawałam rzeczowe i prawdziwe argumenty - najpierw musimy (ja i partner) znaleźć pracę, która pozwoli nam na wychowanie dziecka. Praca znaleziona, Ania nie odpuszczała. Jeszcze trzeba skończyć studia. Studia skończone, Ania nie odpuszczała. Nie odpuszczała jeszcze bardziej wtedy, gdy byłam już na tyle ułożona i ustatkowana, że mogłam się postarać o dziecko, ale po prostu jeszcze nie chciałam, o czym Ania wiedziała - że jeszcze nie mój czas. Ale męczyła, dzień w dzień.

Była to jednak dobra i ciepła osoba i nie chciałam zrywać z nią kontaktu z powodu tego, że namawia mnie do posiadania dziecka. Miałyśmy dużo innych tematów i gdy akurat mnie nie męczyła, spędzałyśmy fantastycznie czas, nawet z jej synkiem, bo to grzeczne dziecko. Jednak w końcu byłam już dość poważnie zdenerwowana zmuszaniem mnie do posiadania dzidziusia, powiedziałam Ani, że tak na prawdę to ja nie mogę mieć dzieci. Myślałam, że odpuści, że będzie mi chwilę współczuć i skończy temat, aby mnie nie ranić. O naiwności!

Zaczęła mi podsyłać artykuły o leczeniu bezpłodności, wyszukiwała kontakty do prywatnych klinik i fantastycznych specjalistów. Bo przecież tyle osób usłyszało, że nie będzie nigdy mieć dzieci, a potem ich wyleczono! Mówiłam jej, że się nie da, że już próbowałam, że to dla mnie trudne, ale ona drążyła, szukała, chciała pomagać i wozić mnie do ginekologów. Do tego sama zaszła w drugą ciążę (ciekawe, czy synek był w tym czasie z nimi w łóżku).

W końcu się pokłóciłyśmy, co prawda nie o dzieci, ale tez z jej winy, bo poznałam ją od bardzo złej strony, ale z ust innych.. a potem twarzą w twarz osobiście poznałam ją z tej najgorszej strony, jaką chyba posiadała. Powiedziała mi, że jestem pustą wydmuszką i kobieta bez wartości i mąż powinien mnie zostawić dla kogoś, kto da mu dziecko, a nie męczyć się z kimś, kto jest tak wybrakowany...

To było takie podłe, nawet nie sądziłam, że coś takiego, nawet w największej kłótni można wykrzyczeć drugiej kobiecie, przyjaciółce...
Zerwałyśmy kontakt i nigdy jej się nie przyznałam, że mogę mieć dzieci.

#KU1sS

Zazwyczaj mówi się ofiarom przemocy, by szukały pomocy, np. poprzez policję.
Nie.
Mam 16 lat. Od około dziesięciu, ojciec znęca się psychicznie jak i fizycznie nade mną i moją matką.

Kilka dni temu czara goryczy się przelała. Zabrał mi drzwi od pokoju, a jako, że nie umiem zasnąć w otwartym pomieszczeniu, przeniosłam się do pokoju brata, który w wieku 10 lat nadal śpi z matką. Ojcu bardzo się to nie spodobało, więc poszarpał mnie i poddusił, delikatnie uszkadzając mi szyję (Nic poważnego, nadal troszkę boli, ale to normalne). Wezwałam policję. Panowie przyjechali po około dwóch godzinach. Wysłuchali obu wersji, po czym stwierdzili, że jestem chora psychicznie i powinno się mnie leczyć, bo z nerwów się rozpłakałam. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że ojciec tłucze mnie i matkę od dawna, że mam na to świadków. Zostało to skwitowane krótkim "To słowo przeciw słowu, musisz mieć dowody." Po czym stwierdzili, że to nie jest sprawa dla policji (tak, użyli takich słów) i pojechali.

Jak już mówiłam, mam problem z zasypianiem przy otwartych drzwiach, więc wzięłam kołdrę i poduszkę i poszłam do łazienki. Ojciec kilka sekund później tam wparował i stwierdził, że... Zadzwoni po pogotowie! Karetka przyjechała po kilkunastu minutach. Panowie porozmawiali ze mną i z nim, on powiedział, by zabrali mnie do szpitala psychiatrycznego na obserwację.
Karetka mnie tam zawiozła, porozmawiałam z psychiatrą, który stwierdził, że nie widzi żadnej choroby psychicznej. Zapytana, czy zgadzam się na pozostanie w szpitalu - odmówiłam. Wróciłam do domu.

Na następny dzień poszłam na pogotowie, gdyż ból szyi był coraz bardziej uciążliwy. Zrobiono mi USG, zalecono zimne okłady. Mam papier, potwierdzający obrażenia, ale nie mam ochoty nic dalej z tym robić.
Przecież to nie jest sprawa dla policji...

PS. Drzwi mi zabrał, ponieważ, gdy kazał mi posprzątać, powiedziałam, że zrobię to zaraz, bo najzwyczajniej w świecie byłam chwilowo zajęta czymś innym.
PPS. Matka powiedziała policji, że kłamię, kiedy pojechali zostałam nazwana "pie****onym konfidentem".

#rIpTm

Jestem Hindusem. W Polsce mieszkam od dwudziestu lat. Początki życia w tym kraju nie były łatwe. Nie znając języka, zostałem zatrudniony w dużej firmie mieszczącej się w starym biurowcu. Z racji tego, że płynnie posługiwałem się angielskim, niemieckim i francuskim, dostałem fuchę w dziale obsługi międzynarodowych klientów.

Pewnego razu, kiedy miałem odebrać kolejny telefon, ku mojemu zdziwieniu usłyszałem pod drugiej stronie faceta drącego się na mnie po polsku, a następnie rzucającego słuchawką. Bardzo się zdenerwowałem tą sytuacją i, będąc wówczas osobą palącą, od razu poleciałem rozładować stres za pomocą dymka.

Kiedy wyszedłem z palarni, zauważyłem, że korytarze opustoszały, biura też były puste, nawet w na stołówce nikogo nie spotkałem. I kiedy tak się kręciłem, szukając śladów życia, nagle natrafiłem na… strażaków, którzy robili wrażenie bardzo zdziwionych moją obecnością.

Nakrzyczeli na mnie po polsku, owinęli jakimś dziwnym kocem i zaczęli eskortować do wyjścia z budynku. Na parterze było pełno, gęstego, gryzącego dymu. Okazało się, że wybuchł pożar w kuchni i od kilkunastu minut trwała akcja ewakuacyjna. Facetem, który na mnie nawrzeszczał przez telefon był ochroniarz, który poinformował mnie w nerwach o pożarze i kazał „spierdalać czym prędzej”.

A ja obraziłem się ciężko i zamiast ratować siebie i innych pracowników, poszedłem sobie na fajkę…

Dziś pewnie ktoś po prostu włączyłby alarm zamiast dzwonić do najbardziej nieogarniętego Hindusa w budynku. Chociaż przyznaję - dzięki temu incydentowi podjąłem decyzję o zapisaniu się na przyspieszony kurs języka polskiego.

#RBIi5

Mam 24 lata i jestem gejem, nikt o tym nie wie, nawet najbliższa rodzina, mam dziewczynę, wyglądam jak typowy dres i żyję normalnie jak każdy. Sęk w tym, że naprawdę kocham tą kobietę, jestem z nią, bo to moja najlepsza przyjaciółka, czuję się przy niej wspaniale i wiem, że z nikim nie będzie mi lepiej, seks uprawiamy często, ale mnie to nie podnieca, robię to tylko po to, żeby ona była zadowolona i czuła się spełniona i z tego co wiem to jest, cieleśnie nic do niej nie czuję kompletne zero.

Podniecają mnie jedynie faceci, zadowalam się oglądając porno z udziałem panów, na siłowni walczę ze sobą, żeby nie patrzeć na męskie ciała i nie wiem ile tak wytrzymam, nigdy nie zdradziłem mojej kobiety, ale wyobraźcie sobie co czuję, gdy spełnienie seksualne jest w tej sytuacji nie do osiągnięcia, nie chce jej zdradzić, bo ją kocham, nie chce jej o tym mówić bo jak by to brzmiało? „No słuchaj skarbie jesteśmy razem 4 lata i chciałem ci powiedzieć, że mnie nie kręcisz, ale za to twojemu bratu chętnie bym zrobił loda”, przecież ona by zwariowała.

Całe życie żyję w kłamstwie, okłamuję rodzinę, przyjaciół, swoją kobietę i przede wszystkim samego siebie. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mogę być w 100% szczęśliwy.

#tXjqH

Mam 24 lata, dostałem w życiu już kilkanaście koszy i aktualnie dalej jestem samotny.

Należę do tych "miłych" facetów, a miałem niestety niesamowitego pecha natrafiania na kobiety, które we mnie widziały "przyjaciela", natomiast szalały za "bad boyami". Ileż to razy słyszałem, że "byłbym idealnym mężem", "jesteś taki dobry i ciepły", a nagle przeskakiwały na zupełne przeciwieństwo. Nigdy nie pokazuję również tego, że mam trochę grosza, delikatnie mówiąc.

Mam ogromną satysfakcję z tego, jak owe kobiety później do mnie piszą, chcąc odnowić kontakt lub się spotkać i narzekając na owych bad boyów...

"To był błąd, naprawimy to?", "Nie chciałam, żeby tak wyszło", "Głupia byłam, przepraszam"

...widząc moje zdjęcia z egzotycznych wakacji.

A ja wtedy wysyłam im zapętlony fragment (refren) starej piosenki zespołu Boys - Łobuz. I na tym kończy się rozmowa.

#pZ6lw

Od niedawna spotykam się z Maćkiem. To niemalże archetypowy, liberalny lewak wychowany w rodzinie, która jak sam mówi „nie uznaje tabu w relacjach międzyludzkich”. Parę dni temu przed południem po raz pierwszy zaprosił mnie do siebie do domu. Rodziców nie było, więc od razu przeszliśmy do sypialni, bo od ostatnich tygodni, z racji braku prywatności, chodziliśmy dość wyposzczeni.

W chwili, gdy mój chłopak brał mnie od tyłu, drzwi do pokoju otworzyły się i do środka, jak gdyby nigdy nic, wparował jego ojciec z patelnią w dłoni:
- Siema - zakrzyknął wesoło. Będę robił jajecznicę, więc raz dwa i zejdźcie na dół, żeby wam nie wystygła!
- Spoko. Zaraz kończę! - wysapał mój, zupełnie niespeszony zaistniałą sytuacją, chłopak, który nawet nie przerwał wykonywanej przez siebie czynności.

Myślałam, że spłonę ze wstydu, kiedy przyszłam na to śniadanie. Tata Maćka podał mi talerz z jajecznicą i poklepawszy mnie kumpelsko po plecach zaśmiał się:
- Cieszę się, że tym razem, dla odmiany, mój kochany syn znalazł sobie dziewczynę!

#1XuiT

Cierpię na trądzik odwrócony. Jest to choroba objawiająca się obrzydliwymi, ropiejącymi guzami, pojawiającymi się pod pachami, pod piersiami i w pachwinach. Niedługo będę miał zabieg usunięcie tych ropni spod pach. Bez niego zostałbym kaleką, bo nie mógłbym ruszać rękoma. Szanse na to, że nie pojawią się tam znowu są niewielkie, niecałe 10%.

Wytrzymam ból, leki, ciągłe wizyty u lekarzy i smród wydobywający się z guzów. Najbardziej przeraża mnie myśl, że nie znajdę kobiety, która zaakceptuje to i będzie wspierać. Która chciałaby kogoś takiego? Kogoś śmierdzącego, z dziwnymi naroślami na ciele. W prawdziwym świecie dostałem już przez to niejednego kosza, więc próbuję w internecie. Większość znika jakiś czas po dowiedzeniu się o chorobie.

Poznałem w końcu dziewczynę. Znamy się od pół roku, ona coraz bardziej chce się spotkać. Wie o chorobie, wie z czym się wiąże, ale mimo to boję się, że gdy zobaczy to na żywo, to zniknie.

#p4N5A

Od zawsze straszliwie bałam się wszelkich pajęczaków, lecz nigdy żadnego nie zabiłam. Zakryta od stóp do głów w goglach i chuście cierpliwie łapałam wszystkie w miskę i gazetę wynosząc na dwór. Tydzień temu siedząc około 3 w nocy na fotelu poczułam gilgotanie na udzie, gdy spojrzałam zobaczyłam dość dużego, ale chudego pajączka. Nie myśląc wiele wzięłam go do ręki odstawiając na podłogę patrząc jak oddala się w kierunku stolika do kawy. Chwilę zajęło mi rozumienie, co właśnie zrobiłam, nigdy nie byłam z siebie równie dumna niż w tej chwili.
Dodaj anonimowe wyznanie