#bQqts
Cała ta szopka nie przeszkadzała mi, do puki Ania nie zaczęła mnie wręcz męczyć tym, abym zaszła w ciążę, bo to mnie dopełni, poczuję się prawdziwą kobietą, będzie mi wręcz idealnie. Nie broniłam się przed tym jakoś szczególnie, tylko dawałam rzeczowe i prawdziwe argumenty - najpierw musimy (ja i partner) znaleźć pracę, która pozwoli nam na wychowanie dziecka. Praca znaleziona, Ania nie odpuszczała. Jeszcze trzeba skończyć studia. Studia skończone, Ania nie odpuszczała. Nie odpuszczała jeszcze bardziej wtedy, gdy byłam już na tyle ułożona i ustatkowana, że mogłam się postarać o dziecko, ale po prostu jeszcze nie chciałam, o czym Ania wiedziała - że jeszcze nie mój czas. Ale męczyła, dzień w dzień.
Była to jednak dobra i ciepła osoba i nie chciałam zrywać z nią kontaktu z powodu tego, że namawia mnie do posiadania dziecka. Miałyśmy dużo innych tematów i gdy akurat mnie nie męczyła, spędzałyśmy fantastycznie czas, nawet z jej synkiem, bo to grzeczne dziecko. Jednak w końcu byłam już dość poważnie zdenerwowana zmuszaniem mnie do posiadania dzidziusia, powiedziałam Ani, że tak na prawdę to ja nie mogę mieć dzieci. Myślałam, że odpuści, że będzie mi chwilę współczuć i skończy temat, aby mnie nie ranić. O naiwności!
Zaczęła mi podsyłać artykuły o leczeniu bezpłodności, wyszukiwała kontakty do prywatnych klinik i fantastycznych specjalistów. Bo przecież tyle osób usłyszało, że nie będzie nigdy mieć dzieci, a potem ich wyleczono! Mówiłam jej, że się nie da, że już próbowałam, że to dla mnie trudne, ale ona drążyła, szukała, chciała pomagać i wozić mnie do ginekologów. Do tego sama zaszła w drugą ciążę (ciekawe, czy synek był w tym czasie z nimi w łóżku).
W końcu się pokłóciłyśmy, co prawda nie o dzieci, ale tez z jej winy, bo poznałam ją od bardzo złej strony, ale z ust innych.. a potem twarzą w twarz osobiście poznałam ją z tej najgorszej strony, jaką chyba posiadała. Powiedziała mi, że jestem pustą wydmuszką i kobieta bez wartości i mąż powinien mnie zostawić dla kogoś, kto da mu dziecko, a nie męczyć się z kimś, kto jest tak wybrakowany...
To było takie podłe, nawet nie sądziłam, że coś takiego, nawet w największej kłótni można wykrzyczeć drugiej kobiecie, przyjaciółce...
Zerwałyśmy kontakt i nigdy jej się nie przyznałam, że mogę mieć dzieci.
Jak urodzisz dziecko, to szczena jej opadnie chyba
Nie utrzymujemy kontaktu od ponad 5 lat
A masz dziecko?
. - taktyczna kropka
To długo wytrzymałaś - ja bym tak po maks miesiącu dała sobie z taką fiśniętą babką spokój. Współczuje też jej dzieciom, bo jak tak dalej pójdzie to zrobi z nich kaleki życiowe.
"do puki" ;/
No nie twierdzę, że osoba po studiach musi być alfą i omegą, ale: „do puki” i „na prawdę”?
Przepraszam, ale "do puki" kłuje mnie w oczy.
@kogutek To idź do McDonalda i zrób mi cheeseburgera panie polonista.
Nie rozumiem jak można kogoś namawiać CODZIENNIE do posiadania dzieci. Musiałaś mieć ogrom cierpliwości autorko.
Dobra i ciepla osoba Ci tak powiedziała...
Trzeba było polecić jej lekarza od odpieluszkowego zapalenia mózgu.
Nie rozumiem jak można tak nachalnie wmuszać komuś aby "zrobił sobie" dziecko. Przecież to jest odpowiedzialność na lata a nie coś błahego.
*dopóki. PS. z radami na temat leczenia niepłodności pewnie chciała dobrze. Podobnie jak z namawianiem na dziecko - dla niej to było coś wspaniałego i chciała tego samego dla ciebie, nie rozumiejąc niestety, że możesz mieć inne spojrzenia na temat szczęścia
Autorka napisała, że ,,przyjaciółka'' chciała ją wyleczyć z bezpłodności, a nie niepłodności. Gdzie niepłodność da się leczyć, tak bezpłodności się nie da.