#L1JT5

Z moim mężem poznałam się na studiach. Po ślubie przeprowadziliśmy się do jego rodzinnego miasta, ponieważ są tu niższe koszty utrzymania niż w mieście, w którym studiowaliśmy. Mąż pracuje w delegacji. A ja jestem w tym małym miasteczku sama i mam beznadziejną pracę bez perspektyw, mimo że skończyłam parę fakultetów. Jak mam już w końcu wolny weekend (raz na miesiąc) to chciałabym zrobić coś razem, ale mąż wracający na weekend chce sobie po całym tygodniu odpocząć. Najlepiej tylko i wyłącznie biernie.

Ciągle jestem sama i sama muszę sobie radzić. Finansowo radzimy sobie bardzo dobrze, ale żadne zakupy nie zrekompensują mi samotności. Rodzice i teściowie twierdza, że inni maja gorzej od nas. Nie mam tu żadnych znajomych. Żadnych. Więc siedzę codziennie sama ze sobą i popadam w coraz większa depresję. Mąż niestety tego nie widzi, mimo że mu o tym mówię. A ja nawet nie mam komu o tym powiedzieć, brak kogokolwiek znajomego mnie dobija.

#gcFD9

Zawsze byłam dzieckiem "błądzącym w chmurach". Moja pamięć działała jak sito, zapominałam wszystkiego, od tego, gdzie mam zadanie domowe po godzinę zbiórki pod szkołą. Nauka trwała dwa razy dłużej, bo zanim nauczyłam się wymaganego materiału rozpraszało mnie absolutnie wszystko. Potrafiłam zawalić sprawdzian, bo zagapiłam się w okno i tak uciekło mi pół godziny. W trakcie opowiadania czegoś potrafiłam zapomnieć o tym co aktualnie mówię, bo myślałam już o ciągu dalszym.

Trafiłam do poradni pedagogicznej, z podejrzeniem o dysleksję, gdzie skończyłam z diodami zaczytującymi moje fale mózgowe. Okazało się że te fale były tak 4 razy poza skalą 'normalności'. Diagnoza: Attention Deficit Disorder czyli ADD. To takie ADHD, tylko bez hiperaktywności. Terapia biofeedback dla polepszenia koncentracji w szkole i praca nad samą sobą do końca życia.

Czy miałam w szkole jakieś przywileje z tego tytułu? Po co, przecież nie sprawiam problemów wychowawczych. Nie sprawiałam, ale dla dziewczynki w czwartej klasie podstawówki ważne jest, żeby nauczyciele nie wyśmiewali twoich marnych wyników w nauce, na które nie masz wpływu, przy całej klasie. "Bo te wszystkie orzeczenia to pic na wodę" - aha.

#DGR1g

Po drodze na uczelnię miałem stłuczkę, z winy tego drugiego kierowcy. Jak się okazało, mojego profesora. Nie dziwię się, że się śpieszył, bo miał zaraz przeprowadzić egzamin. Skończyło się to tak, że ja zostałem odwieziony do szpitala, profesor spóźnił się 10 minut, ale egzamin zrobił, a ja, jak się później okazało, nie zaliczyłem z powodu "nieuzasadnionej nieobecności".

#A4J47

Jakieś 3 miesiące temu zamontowali u mnie w bloku domofon na breloczek. Wciąż można zadzwonić do którego mieszkania się chce, albo otworzyć sobie kluczem, po prostu dodatkowo była jeszcze ta jedna opcja. Poprzednio te drzwi były wiecznie otwarte, a drzwi z przedsionka trzeba było sobie otworzyć kluczem lub domofonem, teraz jest na odwrót.

Z tego względu moi leniwi sąsiedzi zaczęli zostawiać drzwi wejściowe otwarte na oścież i zablokowane nóżką na cały dzień, tak, że dało się wejść normalnie bez niczego. Nic nie pomogły tłumaczenia, że po coś ten domofon był założony i te drzwi mają być zamknięte - nie, bo kluczy/breloczka nosić się nie chce, jak się wychodzi ze śmieciami/do samochodu. Nie trzeba mieć czoła szerokiego na 10 cali, żeby się domyśleć jakiego typu ludziom to ułatwia "pracę", ale jak się za tym czołem nic nie ma, to ciężko o wyobraźnię. Te drzwi czasem zostają otwarte przez całą noc, bo ktoś zapomni zamknąć.

Zdenerwowało mnie to nieprzeciętnie, więc podumałem sobie i wpadłem na szatański plan. Którejś nocy, kiedy drzwi były otwarte jak zawsze, poczekałem aż wybije druga w nocy. Następnie zszedłem po cichutku na sam parter i kulturalnie położyłem wcześniej przygotowany świeży kawałek stolca na podłodze i rozlałem trochę moczu.

Następnego dnia słyszę pukanie, otwieram drzwi, a tam sąsiad mówi, że jakiś menel wszedł do naszej klatki przez otwarte drzwi i zostawił prezent. Nie obwiniał o to mnie, bo wszyscy w bloku wiedzą, którzy sąsiedzi te drzwi zostawiali otwarte.

Od tej pory drzwi są zawsze zamknięte, a cały blok spokojny.

#ZOThk

Mam żal do swojej mamy, która wychowała mnie, bym była skromną osobą, ale patrząc z perspektywy czasu wyszło bardziej na to, że mam bardzo małe poczucie wartości. Gdy tylko ktoś mówił do niej, że jej córka jest piękna, ona odpowiadała, że może nie jest piękna, ale raczej niebrzydka. Przed każdym testem czy klasówką uczyłam się jak szalona, na co ona zawsze mówiła, że zawsze będzie ktoś lepszy, a gdy jednak okazywałam się najlepsza mówiła, że miałam szczęście. Przez jej wychowanie byłam też nie w porządku w stosunku co do moich chłopaków, których tak naprawdę tylko lubiłam, ale ciągle z tylu głowy miałam myśl, że lepsze to niż nic, bo na nikogo lepszego nie zasługuję. I tak trafiłam na mojego obecnego męża, który jest najlepszym co mnie w życiu spotkało i dzięki niemu moje poczucie wartości wzrosło, choć nadal są momenty, gdy nie wierzę w siebie i ciągle czuję się brzydka. Dlatego dziś mówię swojemu synowi, że jest cudowną osobą i staram się nie popełniać błędu rodziców.

#a9hlO

Kiedy skończyłam 18 lat, postanowiłam pierwszy raz pójść do ginekologa.
Byłam trochę zestresowana wizytą, a jak się stresuję, to moja zdolność słuchu w dziwny sposób spada i wszystko przekręcam. A może po prostu jestem głucha.

Pani doktor robiła notatki i przeprowadzała wywiad. I wtedy padło pytanie:
- Stróżyła pani?
Ja na to zrobiłam zdziwione oczy, chrząknęłam, zaczęłam się zastanawiać... W końcu doszłam do wniosku, że musiałam coś źle zrozumieć.
- Słucham?
- Czy stróżyła pani?
Nie no, chyba jednak znowu się przesłyszałam. Swoim błyskotliwym tokiem rozumowania wywnioskowałam, że mniejszy wstyd będzie, jak udam, że nie rozumiem pytania.
- Przepraszam, nie wiem, co to znaczy...
Pani doktor spojrzała na mnie wymownie, powoli zdjęła okulary, po czym zabrała się za wyjaśnienia z nutą zniecierpliwienia w głosie:
- Czy uprawiała pani seks, miała stosunek z drugą osobą.
Spaliłam buraka i bąknęłam tylko:
- Nie, nigdy!
Przy pierwszej okazji wyleciałam jak torpeda z jej gabinetu. :D

#P8dyQ

Człowiekowi zęby trzy razy nie rosną, więc trzeba korzystać z usług dentystów.

Tak więc trafiłem na Panią X. Pani X, dentystka z polecenia. Pół rodziny mojej małżonki zęby u niej leczyło. Więc i ja stwierdziłem, że można. Wypada dodać, że Pani X starała się wklepywać co tylko się dało na NFZ, więc tak naprawdę płaciło się tylko za to, czego NFZ nie pokrywał.

Dwa zęby na spokojnie, ale do trzech razy sztuka, jak to mówią.

Wtorek.
Ząb leczony kanałowo "na raty", X wyczyściła kanał, ale że całość się troszkę przeciągała, następny klient już czeka, więc kanał zaklejony fleczerem. Dostaję informację, że będzie bolało, bo zatruty. Następna wizyta za dwa tygodnie we wtorek.
Znieczulenie schodzi i zaczyna się ból. Spoko, tabletka i po sprawie, zgodnie z zaleceniem.
Problem w tym, że zamiast boleć coraz mniej, boli coraz bardziej.
W środę wstaję ze sporym bólem, który daje się załatwić następną dawką tabletek. Przez całą pracę jakoś się trzymam.
W czwartek nie wytrzymałem i zajrzałem do X. Pani przyjęła mnie między pacjentami, wysłuchała, dała antybiotyk i kazała w razie czego dalej lecieć na tabletkach.
W piątek wizyta u rodzinnego, dostałem silniejszy lek przeciwbólowy, który trzymał mnie przez weekend na nogach.
W poniedziałek z bólu chodzę po ścianach. Pół twarzy spuchnięte, że poznać się w lustrze nie mogę. Po dwóch godzinach dobijania się do X słyszę w słuchawce "Jestem w (miasto oddalone 400 km), wrócę w piątek. Jak pan chce, może pan iść do innego dentysty".
Nie no, urwał!
Szybki telefon do siostry, wiem, że ma jakąś dentystkę zaznajomioną, może przyjmie od ręki. Numer w ręku, więc dzwonimy do pani dentystki, przedstawiam sytuację - "Przyjeżdża pan od razu".
Pani A - przemiła starsza pani w okularach, zrobiła szybki wywiad.
Ląduję na fotelu "Ostrzegam, muszę robić na żywca, żeby wiedzieć jak daleko jest żywa tkanka".
Półtorej godziny później, po otworzeniu i wyczyszczeniu kanału, odciągnięciu sporej ilości ropy, siedzę z ulgą na krześle i rozmawiam z Panią A:
A: "Kiedy miałeś mieć następną wizytę?"
JA: "W przyszły wtorek".
A: "Nie dożyłbyś, chłopcze. To jest zgorzel, w tym tempie byłbyś trupem w piątek".

Zmiana antybiotyku, wata w zębie jeszcze przez ponad miesiąc. Ząb zrobiony do końca po dwóch miesiącach wizyt co dwa tygodnie każda.

#uXqAR

Miałam stłuczkę - dokładniej rzecz ujmując, to wjechała we mnie jakaś laska. Strasznie spanikowała i nie miała pojęcia co ze sobą zrobić, a jedyne na co było ją stać, to zadzwonienie po chłopaka. Cóż no, niektóre laski nie ogarniają życia same i trzeba myśleć za nie i żyć za nie, szkoda tylko faceta, który z taką musi żyć. Tak pomyślałam, ale kiedy przyjechał, to zmieniłam zdanie. Przyjechał do niej MÓJ facet, z którym jestem od 3 lat! To chyba najdziwniejszy sposób na to, by dowiedzieć się o zdradzie.

Przynajmniej nie zaprzeczał, nie kłamał, po prostu się przyznał i przeprosił nas obie, po czym odszedł w kierunku zachodzącego słońca. Pewnie do trzeciej...
Dodaj anonimowe wyznanie