Po drodze na uczelnię miałem stłuczkę, z winy tego drugiego kierowcy. Jak się okazało, mojego profesora. Nie dziwię się, że się śpieszył, bo miał zaraz przeprowadzić egzamin. Skończyło się to tak, że ja zostałem odwieziony do szpitala, profesor spóźnił się 10 minut, ale egzamin zrobił, a ja, jak się później okazało, nie zaliczyłem z powodu "nieuzasadnionej nieobecności".
Dodaj anonimowe wyznanie
To było mu dać zaświadczenie od lekarza i byś miał uzasadnioną nieobecność.
Wybacz, ale ni cholery w to nie wierzę. Śpieszył się na egzamin, a potem spóźnił się 10 minut? A gdzie godzina czekania na policję, godzina czynności policyjnych i oczekiwanie na potwierdzenie Twojego stanu zdrowia ze szpitala? Śpieszył się na egzamin 3 godziny przed nim :D? A co do "nieuzasadnionej nieobecności" to nie dali Ci papierka na SORze?
Otóz to. Po raz kolejny zgadzam się z Tobą, Marianie. :)
No pomyślcie, a może się dogadali bez udziału policji hmm?
Skoro wylądował w szpitalu to musiały być służby. Choćby przyjechało tylko pogotowie to musieli zawiadomić i policję, i straż by zająć się samochodem.
Nie bronię autora, bo cała historia brzmi głupio, ale co w sytuacji, gdyby po stłuczce, autor widząc, że to jego profesor, machnął by ręką na wzywanie policji, mówiąc mu, że nic się nie stało i "się wyklepie", a po chwili, gdy szok minął i poczuł się źle, sam do siebie wezwał karetkę?
Bardzo mozliwa jest wersja diq. We mnie kilka lat temu przy wyjezdzie z parkingu wrąbał sie mój szef. A ile bylo prosb zeby tego nie zglaszac, obiecywanek, ze pokryje koszta naprawy... Takiego wala. Do dzis ani grosza nie zobaczylam...
W życiu takich bzdur nie widziałam. Po pierwsze jeśli by Cię zabrali do szpitala, to by profesora nie wypuścili ot tak i na egzamin by nie zdążył, chyba, ze to było kilka godzin przed nim,a le wtedy po co się spieszyć. Po drugie ze strony formalnej kwestii akademickich to albo autor jest pierwszakiem, który nie wie jak działa ta instytucja ale wymyślił śmieszną historię i postanowił wrzucić do internetów albo w życiu nie studiował. W przypadku, gdy zabierają Cie do szpitala to chyba nie ma lepszego uzasadnienia, jeśli profesorek robi problem to idziesz do prodziekana i mówisz jak sprawy stoją. Dodatkowy termin w takim przypadku należy się jak psu buda i jeśli nie jesteś w stanie się dogadać to załatwiasz sprawy drogą formalną własnie poprzez prodziekana wydziału jednocześnie robiąc trochę syfu wokół profesora.
Heh najpewniej nie zna was i nie wie nawet że potrącił swojego studenta
Może wstrząs mózgu od stłuczki spowodował u profesora amnezję, a wy się śmiejecie.
Co za buc!
Nie musiał być od razu bucem, u nas każde zaświadczenie lekarskie musi zostać zeskanowane i dołączone do dokumentacji, inaczej jest dwója i koniec, żadnych usprawiedliwień ustnych.
Jak autor uznał, że to oczywiste, że skoro go potrącił, to wie gdzie był, to się zdziwił.
Odwołaj się do dziekana/rektora i jako uzasadnienie dołącz dokumentację wypadku, wskazującą na winę profesora.
Tak to je jak se za duzo uczy a malo modli
Poproszę jeszcze o wyjaśnienie "Nie dziwię się, że się śpieszył, bo miał zaraz przeprowadzić egzamin", bo nie rozumiem
Pozwij go.