Półprzytomny w trakcie nocnej zmiany pomyliłem kosz na śmieci z niszczarką do papieru i zacząłem tam wpychać ogryzek od gruszki na oczach szefa. Dziwiło mnie dlaczego ciężko idzie, ale że o tej godzinie już nie kontaktowałem, a jestem uparty, to udało mi się wyschnąć tak, że ogryzek prawie nie wystawał.
Jak szef wyszedł z szoku, to nie był najszczęśliwszy. Dobrze, że niszczarka nie była włączona.
Powiedziałam ostatnio mojemu facetowi, że nasz samochód to złom. Teraz chodzę pieszo.
Do naszej firmy przyjechał nasz kluczowy klient z Japonii. Dyrektor postanowił przyjąć go w tradycyjnym kimonie. Klient oczywiście był eleganckim biznesmenem pod krawatem. Chyba już do nas nie wróci.
Mam 19 lat i w tym roku zaczynam studia medyczne. Codziennie od 12 lat czuję presję. Presję bycia najlepszym. Zaczęło się od tego, że zmarł mój pierwszy brat w wieku 4 lat. To był pierwszy cios. Ok. 6 lat później mój drugi brat dostał raka i do dzisiaj jest przez to niepełnosprawny. Te wszystkie wydarzenia powodują, że żyję w nieustannym stresie dlatego iż zdaję sobie sprawę, że to ja będę musiał się nim opiekować w przyszłości, a za 2100 będzie ciężko. Ponadto cały czas przeszywa mnie myśl, że nie wykorzystuję wystarczająco mojego życia, że mój zmarły brat chciałby, a nie może...
Najgorsze w tym wszystkich są wyrzuty sumienia, których mam miliony. Boję się, że kiedyś to wszystko we mnie pęknie i skończę w kaftanie bezpieczeństwa.
Przez przypadek dowiedziałem się, że mój ojciec się żeni! Nie wiedziałem nawet, że się z kimś spotyka. Zadzwoniłem, żeby pogratulować i podpytać cóż to za wybranka.
Znam ją... To moja teściowa. Moja żona jest wściekła.
Mam 23 lata, w sumie to już niedługo 24. Niebawem kończę studia, pracuję naukowo na uczelni, ale nie zasnę bez swoich ukochanych pluszaków.
Nie widziałam w tym żadnego problemu i nadal mi to nie przeszkadza, jednak dzisiejsza sytuacja dała mi do myślenia.
W swoim starym pokoju mam grono pluszaków (nie wymienię jakich, wiecie, żeby było anonimowo). Zawsze gdy zostaję u rodziców na noc sprawdzam, czy wszystkie są na swoich miejscach, zawsze gdy wychodzę z domu żegnam się z każdym z nich przytuleniem i pogłaskaniem. Dzisiaj zauważyłam, że jednego brakuje, od razu pomyślałam, że chrześniak podczas zabawy musiał go zabrać. Cała zestresowana zeszłam do mamy i zapytałam, czy nie widziała mojego pluszaka. Naprawdę kamień spadł mi z serca, jak się okazało tata schował go w szafie, by mały nie zabrał go do domu (bardzo nie lubię, gdy ktoś bez pytania zabiera moje rzeczy i rodzice o tym wiedzą).
Cała szczęśliwa przytuliłam swojego misia i zaczęłam go głaskać, za to mama spojrzała na mnie ze strasznym zażenowaniem.
Głupio, ale nie potrafię traktować pluszaków bez szacunku, bez myślenia, że też mają uczucia - chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że to rzecz materialna.
Wyznanie "spod koloratki".
Pierwsza parafia, luty, drugi rok posługi. W kościele przy jednej z kaplic była od zawsze duża skarbonka. Bardzo duża i pusta jest ciężka, a co dopiero wypchana drobniakami. Ks. proboszcz opróżniał ją co 3 tygodnie w czwartki. W takim tempie się zapełniała. Akurat tego dnia postanowił opróżnić ją 2 dni wcześniej (we wtorek zamiast w czwartek). Jeszcze tego samego dnia po 23 inny z wikariuszy wynosząc śmieci zobaczył skarbonkę przed wejściem do kościoła. Otwartą. Z kartką z napisem "co za dureń pomylił dni opróżniania skarbonki z kasy?!". No cóż... Obejrzeliśmy monitoring, skarbonka była puściusieńka jak ją ukradł, więc nie zgłosiliśmy tego na policję (złodziej był w kapturze, nie widać było twarzy). Nieźle się namęczył i się trochę pośmialiśmy z jego wyczynu. Zmieniliśmy kłódkę i odstawiliśmy skarbonkę na miejsce.
Tak więc złodzieju, niezły wyczyn, ale nie kradnij, bo to grzech. Choć dobrze, że oddałeś skarbonkę.
Rzecz działa się, gdy miałam 10 lat. Byłam wtedy na wakacjach u dziadków w Niemczech. Mieszkali w malutkim mieście, właściwie we wsi, każdy każdego znał i każdy każdego szanował. Wyszłam na dwór z trzema koleżankami.
Bawiłyśmy się nad jeziorem, kiedy zobaczyłyśmy (20-letniego w tamtym czasie) syna mojego sąsiada. Nie wiedziałyśmy, że był on zupełnie pijany, więc chciałyśmy, żeby pobawił się z nami. Zaproponował on zabawę w lekarza i w tym momencie pewnie domyślacie się co miał na myśli. Nie mylicie się. Zaczął nas obmacywać i wkładać palce w nasze miejsca intymne. Nie wiedziałyśmy, że to coś złego, więc byłyśmy zachwycone, że się z nami bawił. Dopiero gdy dziadek spytał co robiłyśmy na dworze uświadomił mnie co się stało i że to nie była zabawa.
Syn naszego sąsiada został pobity przez dziadka. Dziadek wybił mu 2 zęby. Sprawa została zgłoszona na policję przez dziadka, a syn sąsiada aresztowany. Mimo to nie mam traumy, nie chodziłam po psychologach ani nie czuję się zgwałcona. Jednak dalej nie wiem jaką bestią trzeba być, aby molestować dzieci.
Przed chwilą podeszła do mnie kobieta pochodzenia arabskiego, najprawdopodobniej muzułmanka, gdyż miała hidżab... Chodź może to nie jest aż tak ważne...
Poprosiła mnie o papierosa... Jako że miałem 2, stwierdziłem... A co mi szkodzi, jednego mogę jej dać...
Wyciągnąłem paczkę, a ona perfidnie... wzięła sobie dwa...
Zrobiłam mężowi karczemną awanturę w temacie jego braku odpowiedzialności, o jego głupocie, złym zachowaniu i skrajnym debilizmie, który może wszystkich nas zabić. Wszystko to, bo przyszedł mandat za przekroczenie prędkości. W pewnym momencie powiedział:
- Skończyłaś już te swoje pierdoły?
- To nie są pierdoły! Ale tak, skończyłam. Tobie i tak nic nie przemówi do rozsądku...
- No to dobrze, bo nie pozwoliłaś mi skończyć. Mandaty są dwa...
- No pięknie! Czymś jeszcze chcesz się pochwalić?
- No tak, obydwa są twoje.
Dodaj anonimowe wyznanie