#uXqAR

Miałam stłuczkę - dokładniej rzecz ujmując, to wjechała we mnie jakaś laska. Strasznie spanikowała i nie miała pojęcia co ze sobą zrobić, a jedyne na co było ją stać, to zadzwonienie po chłopaka. Cóż no, niektóre laski nie ogarniają życia same i trzeba myśleć za nie i żyć za nie, szkoda tylko faceta, który z taką musi żyć. Tak pomyślałam, ale kiedy przyjechał, to zmieniłam zdanie. Przyjechał do niej MÓJ facet, z którym jestem od 3 lat! To chyba najdziwniejszy sposób na to, by dowiedzieć się o zdradzie.

Przynajmniej nie zaprzeczał, nie kłamał, po prostu się przyznał i przeprosił nas obie, po czym odszedł w kierunku zachodzącego słońca. Pewnie do trzeciej...

#XR83G

Natchnęło mnie, żeby napisać, jak wygląda leczenie zaburzeń odżywiania w psychiatryku, sama na to nie chorowałam, ale podczas 3 pobytów zdążyłam się napatrzeć i nasłuchać. Jako tło muszę napisać, że jedzenie jest ohydne i niezdrowe, ludzie tam chudną, bo nie są w stanie nic przełknąć, a ci mniej wybredni, co jedzą wszystko, tyją. Ci z zaburzeniami odżywiania musieli jeść wszystko. My mieliśmy obowiązkową poranną gimnastykę, ci z zaburzeniem odżywiania mieli jednak zakaz jakiegokolwiek ruchu, bo jeszcze by schudli od rozgrzewki godnej emerytów.


Dziewczyna, która kiedyś miała anoreksję i bulimię, na chwilę się wyleczyła, a jak tylko znowu zaczęła wymiotować, sama się zgłosiła gdy jeszcze miała dobrą wagę, bo chciała być zdrowa. Opowiedziała, że podczas jej poprzedniego pobytu anorektyczki chodziły się kąpać parami i nawzajem pilnowały, by nie patrzeć na swoje tuczone ciała i się nie załamać.


Jedna anorektyczka dostała przepustkę na spacer z mamą. Poszły razem na obiad, a ona zjadła 15 smacznych pierożków, bo chciała sprawdzić, czy potrafi, bo jedzenie szpitalne jej nie wchodziło. Potrafiła i była z siebie dumna.

Dwie bulimiczki. Jedna na oko miała rozmiar 40/42 i można by ją uznać za pulchną, oczywiście chciała schudnąć, lekarz jej tego zabronił. Druga całkiem OK, ale chciała zrzucić 5 kg, mieściłaby się w normie, więc jej lekarz pozwolił, pod warunkiem, że zdrowo, ale wsparcia nie otrzymała. Podczas pobytu obie przytyły.


Pojawiła się nowa anorektyczka, dostał ją lekarz, który nigdy nie brał anorektyczek, ale inni nie mieli miejsc. Przez 2 dni jadła pełne porcje, dopóki ktoś nie zwrócił uwagi lekarzowi, że przecież ona ma skurczony żołądek i powinna zacząć od 1/3.
Podczas porannej gimnastyki anorektyczka szła umyć zęby, dla jaj przechodząc obok wykonała razem z nami machanie ramionami (skrzydełka), została ukarana.

Dziewczyna, która miała depresję, zaczęła być leczona na anoreksję, bo miała BMI 18, od początku jadała normalnie, po prostu miała taką urodę.


Leczono na anoreksję dziewczynę, która moim zdaniem jej nie miała. Po śmierci matki jej organizm się zbuntował i dostała biegunki i wymiotowała, a potem w depresji nie widziała sensu w jedzeniu. Podczas posiłków bez protestów jadła normalnie to, co dostała, siedziała 3 miesiące i mimo odżywek wciąż nie miała wagi uprawniającej do wypuszczenia jej, bo nie tyła prawie wcale. Miała zostać przeniesiona do specjalnego ośrodka dla anorektyczek, jak okazało się, że chwilowo nie ma miejsc, rozryczała się, bo miała dość szpitala.


Były przypadki, gdzie anorektyczki się buntowały i nawet masło zdrapywały, ale ja się im nie dziwię, zmuszali je do szybkiego tycia, chodź niedowaga często wynosiła tylko 2-3 kg, nikt nie dał im czasu na podleczenie chorego umysłu.
Ten system to porażka.

#yoPvW

Niby nic w tym anonimowego, ale postanowiłam się podzielić z wami moimi spostrzeżeniami.

Pracuje w małej piekarni, wiecie, świeże bułeczki, drożdżówki i te sprawy, za niewielkie pieniążki, gdzie głównymi klientami są seniorzy 60+. W większości przypadków wchodzą do piekarni i ani „dzień dobry”, ani ”spier...”, pokrecą nosem, ponarzekają na ceny, próbują się targować, a jeżeli mówię, że niestety nie mogę nic spuścić, wyzywają mnie od bezczelnych gówniar, a gdy w końcu coś kupią, wychodzą bez słowa trzaskając drzwiami.

Na dodatek, zdarza mi się usłyszeć, że jestem bezczelną siksą, bo nie mówię im pierwsza dzień dobry. No tak, bo gdy wchodzi jego wysokość emeryt, powinnam rozkładać czerwony dywan, sypać kwiaty, dąć w fanfary i całować stopy? Nie. To ja jestem w sklepie gospodarzem, a Ty gościem, a kultura wymaga tego, że to gość wita się z gospodarzem (info sprawdzone u wujka google), więc jeżeli Ty nie potrafisz się nią wykazać, nie oczekuj, że ja zrobię to samo. Dla kontrastu, gdy do sklepu przychodzi młoda osoba, zawsze się przywita, podziękuje i pożegna, mimo, że często są to moi rówieśnicy i najzwyczajniej w świecie mogliby odpuścić sobie takie formalności.

Jaki wniosek? Ano taki, że ta „niewychowana młodzież”, na którą tak namiętnie narzekają emeryci, często wykazuje znacznie większą kulturę i maniery. Starsze osoby stają się coraz bardziej roszczeniowe i bezczelne, oczekując, że wszystko im się należy tylko ze względu na ich wiek. Nie chce generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka, jednak niestety to właśnie takich staruszków spotykam najczęściej. Przykre.

#aVUp1

Wracam sobie spokojnie od znajomka. Godziny wieczorne, weekend. Po browarku, albo kilku, taki stan, że czuje się procenty we krwi, ale nie jest się totalnie naprutym, żeby się zataczać i tracić równowagę. Skorzystałem ze skrótu prowadzącego koło dwóch domków jednorodzinnych, ogrodzonych. Przechodząc koło jednego z nich widzę za ogrodzeniem psiaka. Owczarek niemiecki, ale młody, taki już nie szczeniak, a jeszcze nie w pełni wyrośnięty pies. Przystaję, by się przyjrzeć. Piesek dwa razy do mnie szczeknął. Nie był wkurzony ani nic, tak sobie zagadał. Ja niewiele myśląc odpowiedziałem "Bark !, bark!, szczek, szczek, miauuuu" (po kociemu). Pies na mnie popatrzył, przekręcił głowę, odwrócił się i odszedł. Dopiero teraz zauważyłem, że obok koło takiego drzewo-krzewu stała jakaś kobieta z sekatorem i toto przycinała. A raczej stała z sekatorem podniesionym do drzewka i wyrazem dużeeeeego zdziwienia na twarzy widokiem jak "rozmawiam" z jej psem. Powiedziałem: "Dzień dobry. Witałem się z kumplem".

Dopiero w tym momencie załapałem, jak dziwnie to musiało zabrzmieć. Zwiałem. Od dwóch lat tamtędy nie chodzę na wszelki wypadek.

#l5Z6N

Miałem wczoraj problemy żołądkowe, więc spędziłem sporo czasu w łazience. Dosłownie nie wychodziłem z niej całe popołudnie. Gdy jestem sam w domu, to lubię „robić to” przy otwartych drzwiach, dlatego „zapach” wylał się na cały przedpokój.

Wyczołgałem się z toalety, gdy akurat moja dziewczyna wróciła z pracy. Powitała mnie bananem na twarzy i okrzykiem: „Ale wspaniale, zrobiłeś kolację!? Co tak pięknie pachnie, WOW!”.

Sprawnej odpowiedzi nie znalazłem, na szczęście po chwili sama się domyśliła. Przepraszam, kochanie.

#GOshw

Umówiłem się z moją dziewczyną na randkę z okazji rocznicy związku. Odpicowała się – pomalowała i ubrała piękną sukienkę. Powiedziałem jej więc, zgodnie z prawdą, że wyjątkowo pięknie wygląda w takim wydaniu.

Stwierdziła, że „muszę uważać ją za brzydką na co dzień, kiedy nosi delikatny makijaż i zwykłe jeansy”. Wpadła w histerię i wybiegła z restauracji. Nie odzywa się do dziś.

Serio?

#Q5AWc

Musiałam wyjść do sklepu wieczorem, żeby kupić jakieś pierdolety dla dzieciaków typu serki, parówki itp. Nie chciało mi się specjalnie myć głowy, choć włosy trochę już wymagały odświeżenia, ani przebierać ze swoich ulubionych domowych spodni - czarnych dresów. Po kilku latach użytkowania i wielu, wielu praniach trochę się skróciły i sięgały mi w okolice kostki. Myślę sobie - ch*j, nikt na mnie specjalnie patrzeć nie będzie. Założyłam na szybko kurtkę sportową kupioną za jakieś śmieszne pieniądze, więc wyglądu eleganckiego nie miała zbytnio. Wiatr pizgał na prawo i lewo, więc założyłam czapkę męża - takiego tzw. smerfa. Siłą rzeczy była ciut za duża. Do tego pierwsze lepsze buty, a były to również nieco "schodzone", ale jednak markowe adidasy. Jeszcze torebka - moja ulubiona, którą maltretuję codziennie bez względu na okoliczności, ponieważ nigdy nie chce mi się przekładać tych wszystkich klamotów do innych, bardziej pasujących. Tak więc wszystko pasowało w sumie jak pięść do nosa.

Dziarskim krokiem przemierzyłam odległość od domu do sklepu, zrobiłam zakupy, po czym tuż za drzwiami wyjściowymi zaczepiła mnie sąsiadka studentka z kolegą. Młodzi ludzie. Zaczęli się zachwycać, że jestem super hipsterska i modna i podoba im się mój styl i na pewno zrobiłabym furorę u nich na uczelni. Podziękowałam i wróciłam do domu.

Czy bycie hipsterem polega na tym, że wyglądasz jak sto nieszczęść, bo zakładasz na szybko co masz pod ręką? W takim razie jestem codziennie mega zajebistym hipsterem. Zwłaszcza idąc z dziećmi do piaskownicy.

#lMVo3

Praca zdalna - wymarzona dla chyba większości, ale nie każdy chyba ten temat rozumie. Moi rodzice na przykład totalnie nie potrafią tego pojąć.

Studiuję zaocznie, przez prawie dwa lata pracowałem w handlu. Zmiany w sklepie układane były tak, że w sumie na wiele innych rzeczy brakowało mi czasu. W weekendy szkoła naprzemiennie z pracą. No i w ten sposób zaniedbałem więzi rodzinne, które zawsze były dla mnie ważne.

Udało mi się pracę zmienić. Teraz mogę pracować w domu - od 10 do 18 jestem pod telefonem służbowym, mam laptop, na którym wykonuję większość swoich obowiązków, do szefostwa wysyłam sprawozdania i dzięki temu mogę być w sumie wszędzie. Wakacje poświęciłem na odpoczynek, czas dla siebie - odwiedziłem parę miejsc, na które wcześniej nie miałem czasu.

Problem pojawił się dopiero, kiedy we wrześniu postanowiłem przyjechać do rodziców, spędziłem tam dwa tygodnie (ważne dla historii jest, że w wakacje na urodziny tata wysłał mi dosyć sporą sumę pieniędzy, żebym sobie dołożył do oszczędności).

I tak po kilku dniach zacząłem słyszeć, że:
- nic nie robię,
- siedzę w domu i nawet nie posprzątam,
- nie pomagam rodzeństwu w lekcjach, a przecież jestem w domu,
- tylko „bawię się” tym komputerem i poza nim świata nie widzę,
- ja pewnie nie pracuję i przyjechałem do nich, bo nie mam gdzie mieszkać i chcę być na ich utrzymaniu,
- pewnie na tych wszystkich swoich podróżach straciłem pieniądze, które dostałem, a że według nich nie pracuję, to nic nie mam.

Uwielbiam moich rodziców, nie są jacyś ograniczeni, to wykształceni ludzie, ale chyba po prostu nie mogą zrozumieć, że żyjąc samotnie, bez kredytów, bez dzieci, z całkiem solidnym wynagrodzeniem mogę sobie pozwolić na więcej niż oni, a praca zdalna to tylko udogodnienie w tym wszystkim.

Jednak nie wytrzymałem codziennego wysłuchiwania takich głupot i wróciłem do siebie. Siedzę sam w swojej kawalerce i chociaż mam znajomych, to jednak brakuje mi po prostu rodziny. Nie wiem jak mam się w tej kwestii zachować.

#q65P5

Wiele lat temu, jako uczennice szkoły podstawowej, odkrywałyśmy z koleżanką "swoją seksualność". Leżenie na sobie i naśladowanie ruchów kopulacyjnych przestało nam już wystarczać. Pewnego razu zaprosiłam ją do siebie na wspólną zabawę (lalkami, to wtedy miałam na myśli). Szybko przeszłyśmy jednak do naszej ulubionej zabawy. Nie wiem, która z nas na to wpadła, ale w końcu postanowiłyśmy zrobić coś więcej. Tak więc moja koleżanka ułożyła się nago na kanapie z szeroko rozłożonymi nogami, a ja gwałciłam ją kijem od szczotki - takiej dużej, do zamiatania. Długo i intensywnie... potem jeszcze ją obie wąchałyśmy. O ile pamiętam, po tym zdarzeniu nasze zabawy dobiegły końca.

Tak, ona to pamięta. Pewnego dnia mnie o to zapytała. Starałam się jej wmówić, że to chyba jej sen. Nie wiem, czy uwierzyła...
Dodaj anonimowe wyznanie