#rR60f

W wieku 17 lat zakochałam się w pewnym chłopaku z mojej szkoły, byliśmy ze sobą rok, a ja ciągle bałam się uprawiać z nim seks. Gdy w końcu się przemogłam, robiliśmy to coraz częściej, wiadomo - jak to nastolatki, które próbują życia.

Pewnego razu tyle "szczęścia" nie mieliśmy i zaszłam w ciążę. Po długich rozmowach z chłopakiem, postanowiłam urodzić, ale oddać. Nigdy jej nie widziałam, wiem tylko, że ma udane życie. Wiem, że nie byłabym dobrą matką. Najbardziej śmieszy mnie, gdy ktoś zarzuca mi że jestem złym człowiekiem, że po co uprawiałam seks. Tak, po części mają rację, ale nie uważam się za złego człowieka, oddałam córkę, żeby w życiu miała lepiej. Żeby wyrosła na dobrą kobietę, która w dzieciństwie była otoczona miłością swoich PRAWDZIWYCH rodziców. Adopcja to nie aborcja, a wielu ludzi to porównuje.

Piszę to tylko dlatego, że dzieci adoptowane często maja żal do rodziców, którzy ich oddali. Możliwe, że oddali je, bo nie chcieli dzieci, przyczyny mogły być różne. Ale jednak oddali, żeby miały lepsze życie.

#xrBqC

Moje koleżanki całą grupą w mediach społecznościowych gratulują koleżance
nowo narodzonego syna. Robią to jakby były naprawdę zachwycone i szczęśliwe.
A w rozmowie prywatnej obgadują ją i wypominają jej wpadkę.

Podkreślają, że nie była w związku nawet 12 miesięcy i zaszła w ciążę,
mówią, że zdradziła byłego, wpadła z nowym i oszukuje je, że ma wesołe życie.

Ponadto wypominają jej jakieś wady, brak matury i wyśmiewają jej aktywność
w mediach społecznościowych gdzie już teraz wrzuca tylko zdjęcia dziecka.
Nazywają ją madką. Można by było pomyśleć, że kompletnie się od niej odwróciły, ale przy niej stają się nie szczere i milutkie.
Nawet jeśli mają rację to dorośli ludzie nie powinni chyba być tacy dwulicowi.
Albo mówisz szczerze ale siedzisz cicho, nie? Nie mogę na patrzeć, to jest tylko moja znajoma, ale może powinnam jej powiedzieć. Jak myślicie?

#8GQwU

Historia z wesela z wyznania DyrS8.

Zanim przejdę do głównej historii, muszę wspomnieć że jestem osobą kreatywną. Piszę opowiadania, zajmuje się hobbystycznie fotografią, trochę rysunkiem, w sumie nic wielkiego i głównie dla siebie nie dla świata naokoło. Wie o tym kilkoro moich znajomych, wiedział pan młody i wiedziała spora część ekipy z kawalerskiego.

Na ślub i wesele dojechać musiałem z mą małżonką samochodem. 400km jest już męczące, no i przed ceremonią wypada przebrać się w coś bardziej galowego. W porozumieniu z panem młodym zajechaliśmy do domu weselnego na kilka godzin przed ślubem żeby odświeżyć się po trasie, troszkę odpocząć i przebrać. W wirze przygotowań przekazał ten obowiązek swojej mamie. Przy okazji opowiedział trochę o mnie i moich pasjach. Pracownicy na miejscu zostali poinformowani, dostaliśmy pokój i wszystko przebiegło miło i przyjemnie

Ślub, sakramentalne "Tak", i szybko na wesele.

Na weselu, miłe przywitania ze znajomymi, co ciekawe nikogo z rodziny ani pani młodej, ani pana młodego nie znałem nigdy wcześniej. Z dwustu osób znało mnie łącznie z dziesięć, wliczając w to parę młodą i matkę pana młodego. Gdy impreza się już trochę rozkręciła, wszyscy byli po pierwszych głębszych, ja stałem przy barze i czekałem na drinka dla mnie i mej lubej.

I podchwyciłem strzępek rozmowy: "No podobno jest tutaj gdzieś pan X. Słyszałem że pisarz."
Ja mam na imię X (imię dość rzadkie, więc nie umieszczam i nie podmieniam), przyjąłem to ze zdziwieniem, może jest tutaj jeszcze jakiś X.
Jednak sytuacja dość szybko eskalowała. Ciągle słyszałem o "Panu X". Dowiedziałem się że jest artystą i/lub pisarzem, żyjącym na prowincji, z dala od wielkomiejskiego zgiełku przeszkadzającemu twórczej pracy. Następnie X urósł do wymiaru Wyspiańskiego, co to ma opisać to wesele, jak nie w poemacie, to choćby w opowiadaniu. Oczywiście opisując upadek narodu, czy obyczajów...

Jakiś czas później stałem znowu przy drink barze, w oczekiwaniu na upragnione drinki, gdy jak z pod ziemi wyrosła matka pana młodego. Razem z matką pani młodej. Jak mnie zobaczyły, pierwsza od razu wystrzeliła:
- Ooo! Jest Pan X! Opowiadałam ci o nim...
Potem nastąpił monolog którego nie zapamiętałem. Nie zwracałem na niego uwagi, bo skupiłem się na tym, że całkiem spory tłumek właśnie przyjął mnie za obiekt zainteresowania. I mógłbym przysiąc, że muzyka przestała na chwilę grać...

Sporą część wesela zajęło mi spokojne dementowanie plotek, które niestety spowodowało, że zostałem uznany za osobę skromną i tylko pogłębiło wiarę w historię, która żyła już swoim życiem.

#LPRkr

Nadeszły czasy, w których chyba już nic mnie nie zdziwi. Praca za miskę ryżu, czy święto księży męczenników... Polityka niczym już mnie nie zaskoczy.

Obecnie jestem w ciąży. Że tak powiem, ostatnia prosta. Myślę, że to istotne. Ale do brzegu.

Wychodzę na spacer - przed blokiem, w którym mieszkam, na ławce siedzą dzieci. Trójka. Ona i dwóch chłopców w wieku 9-10 lat. Przechodzę koło nich swoim powolnym, ciążowym krokiem (ból bioder, pachwin i d**y jak po ostrym treningu na pośladki z Mel B) i czuję zapach... Spoglądam dokładniej, a młody zapodaje bucha z e-papierosa - tego z efektem super dużej ilości dymu - mój mąż marzy o takim, ale szkoda mu wydać ok. 500 zł.

Czaicie? 10-latek na legalu w biały dzień pali e-fajkę. Nie kryje się z tym w ogóle. Tak mnie korciło, aby się odezwać... Ale strach miałam, powiem szczerze. Już raz zwróciłam gówniakom uwagę, że chyba są za młodzi na te wszystkie brzydkie słowa na k i ch... Tak na mnie wsiedli, że zrezygnowałam.

Ja się siebie i was pytam: gdzie są rodzice? Skąd dzieci mają e-fajkę, skąd maja liquid do niej i gdzie ich poczucie strachu, że ktoś ich zobaczy? Podkabluje rodzicom i czekać będzie sroga kara. Kiedyś paliło się fajki po kryjomu. A teraz?

Stąd końcowe pytanie: Córko moja nienarodzona: co z ciebie wyrośnie? Już zaczynam się bać... Czy ja w tym zapier*** na miskę ryżu znajdę czas, aby Cię wychować na dobrego, mądrego i rozsądnego człowieka?

#CctZV

Idę sobie w piątkowy wieczór na randkę z nowo poznaną dziewczyną. Wystroiłem się, założyłem nowiutkie buty. Elegant. Zaprosiłem ją do restauracji niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Poszedłem na skróty przez park. No i kurde mać nie zauważyłem na swojej drodze psiej kupy, a przez podniecenie nawet tego nie poczułem.

Poczuła ona podczas kolacji, wtedy to i ja się skapnąłem, że coś śmierdzi. Widziałem grymas na jej twarzy. Stwierdziłem, że obrócę tę wpadkę w żart, a przynajmniej miał być żart. Powiedziałem, że tak pachnie środek na śmierdzące stopy, którego użyłem. To był duży błąd. Szybko zakończyła nasze spotkanie i więcej się już nie spotkaliśmy.
Dodaj anonimowe wyznanie