#ZRRkw

Żal mi swojego ojca.

Mój tato ma dwójkę braci i dwie siostry. Co ważne, siostra i brat wciąż mieszkają z babcią. O ile siostra ułożyła sobie jakoś życie, to brat został zwykłym alkoholikiem/menelem. Ot, taki Zbysiu, co pracuje na budowie, ale tylko latem, nie dokłada się do niczego i dużo pije. Naprzeciwko mojej babci w bloku mieszka kolejny syn, Jurek wraz z żoną. Też alkoholik. Dwa bloki dalej mieszka ciotka Wiesia - znana alkoholiczka.

Nie zliczę, ile było awantur, pijackich wybryków, wypadków, jazdy po pijanemu i znęcania się nad własną rodziną z udziałem rodzeństwa ojca. Każda z nich na osobne wyznanie. Aż wstyd się przyznać, kto jest naszą rodziną.

Za każdym też razem, gdy dzieje się coś niedobrego, babcia lub ta ogarnięta siostra (Julia) dzwonią po mojego ojca, płacząc i prosząc, by on przyjechał i "zrobił porządek". Z mamą zawsze odwodziłyśmy go od tego, przecież z takimi o wypadek nietrudno. Jednak ojciec, czując się w obowiązku bronić rodziny, jechał i sytuacje załagadzał. Czy to przytrzymał pijanego, czy zawiózł na pogotowie (babcia ani Julia nie mają prawka), albo siedział i rozmawiał z pijanym lub kładł go do łóżka. Przykry obowiązek, lecz tata prawie nigdy się nie skarżył, choć czasami widziałam, że ma dość, a telefony były średnio dwa razy w tygodniu.

Kiedyś babcia zadzwoniła z prawdziwą histerią, że ma NATYCHMIAST przyjeżdżać. Jak tata wszedł do pokoju, to aż go zamurowało. Zbysiu leży na siostrze w przedpokoju i ją dusi, ona sina się robi i się szarpie, a babcia obkłada go tłuczkiem do mięsa. Ogólnie: ambaras. Ojca w pierwszej chwili zamurowało, a potem (jak mówił) jasna cholera go zalała. Nie panując nad sobą, podniósł brata, wypchnął na dwór i zlał. I to bardzo mocno go pobił. Sam mówił, że nie panował nad sobą już. Po tylu latach wybryków i załagadzania sytuacji, nie wytrzymał. Babcia w tym czasie zadzwoniła na policję, co zawsze było dla niej największym wstydem (co ludzie powiedzą itp.) i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby zadzwoniła, żeby zabrali Zbysia. Ale nie, zadzwoniła na policję, bo mój ojciec pobił brata aż do krwi!

Policja przyjechała, zebrała zeznania, ojca wzięła na dołek, a Zbysia na obdukcję. One zeznały, że Zbysiu był grzeczny, że tylko trochę wypił, a mój tata go pobił bez powodu. Ojciec dostał zawiasy i sporą grzywnę. Jeszcze zadośćuczynienie gnojowi musiał płacić.

Od tamtego czasu telefonów od rodziny nie odbiera, a jak ktoś się go pyta co u mamy, to odpowiada, że on matki nie ma. Mi jest go strasznie żal, bo tyle lat pomagał, był dobry, na każde zawołanie, a tu taka przykrość go spotkała ze strony ludzi, dla których zawsze był podporą. Morał taki, że nie warto pomagać rodzinie, tylko od razu dzwonić na policję, gdy dzieje się podobna awantura.

#sXdOk

Ponoć faceci nie płaczą, ale dziś, kiedy prowadziłem psa do uśpienia, rozkleiłem się jak nigdy dotąd. Gdzie nie spojrzę widzę jego ulubiony kocyk, zabawkę czy jego legowisko; mimo że jest już na tamtym świecie pochowany na cmentarzu z innymi psami, wciąż czeka na niego w domu miska z wodą i chrupkami...

#ir0uy

Rozmawiamy sobie z wujkiem o tym, co będę robić po liceum. Ja szczerze mówiąc jeszcze nie wiem co dokładnie chcę robić. Wujek wkurzony, że jak to tak:
- Jak nie zarobisz na miesiąc 10 tysięcy zł, to się nie liczysz. Pieniądze są bardzo ważne!
- A wujek to chyba jako nauczyciel to nie zarabia 10 tysięcy na miesiąc?
- Pieniądze nie są ważne! Pracę trzeba kochać.

To jak to w końcu jest?

#GTqUW

Moja prababcia postanowiła zasiać iskrę żaru w osiedlowym domu kultury. Nie żeby się nudziła, bo to dzika kobieta, której czasu zawsze, wszędzie i na wszystko jest za mało. Ona stwierdziła, że to jej obowiązek "poruszyć te stare, plotkujące prukwy spod jej balkonu, bo ma dość ich gęgania". Jak powiedziała, tak zrobiła.

Poprosiła o lekcję obsługi dysku USB, podpinanego do przenośnego radia. Potem o nauczenie jej jak ściągać z Internetu wybrany utwór i go na ten dysk nagrywać. Prababcia wnuki kocha, szanuje, miłuje, ale przez niemal rok, poza świętami, ani moja mama, ani ja, z prababcią niemal nie miałyśmy kontaktu, bo wiecznie była zajęta.
Po tym roku, w okresie karnawału, babcia prosi mojego tatę o filmowanie oraz ew. o montaż. Mnie o makijaż odmładzający i mamę o pomoc w szyciu. Każde z nas prosiła też o dyskrecję, nie "wysypanie" się przed innymi. Całokształt prababcinego planu poznaliśmy dopiero w TEN dzień...

Na scenę domu kultury wyskoczyły ubrane w pasiaste, mocno dopasowane i falbaniaste suknie panie. Wykonały one WSZYSTKIE figury kankana, włącznie z pionowym oraz poziomym szpagatem i gwiazdą. Babcie dały czadu tak, że aż mi prawie majtki spadły. Twarze mimo makijażu może i nie te, ale ruchy... jak ja bym tak chciała umieć!

Prabcia zapytana o całą sytuację stwierdziła, że pradziadka poznała jako tancerka (szesnastoletnia!), i tak dobrze tańczyła, że dziadek wracał, i wracał, a ona czekała i czekała, tylko na niego. Co więcej, znalazła takie babki w mieście, które miały podobną przeszłość. Z nimi się umówiła i zaczęły treningi.

''Owdowiała" po roku znajomości z pradziadkiem. Nie mieli ślubu, nie mieli nic, tylko te wieczory w burdeliku co dwa tygodnie. Jedyne co prababci zostało, to jego szelki, zdjęcie i zagnieżdżona w jej macicy moja babcia, mama mojej mamy.

Prababcia nikomu nigdy wcześniej się nie przyznała, jak to naprawdę było. Zawsze powtarzała nieco bardziej moralną, heroiczną historyjkę. Wtedy coś się w niej pękło, tak samo jak tętniak w mózgu dwa tygodnie później.

#EL0TQ

Moja mamusia potrafi otworzyć sobie piwo podczas prowadzenia samochodu, nie widzi w tym nic złego, bo jej zdaniem zostało jej tylko 10 km do domu.
Po wielu kłótniach, tłumaczeniach i grożeniu policją przeze mnie, bliższa i dalsza rodzina uważa mnie za wyrodne dziecko. Ja pie#dolę.

Zgłosiłam policji tę sytuację, żeby zwracali uwagę na ten samochód. Mam nadzieję, że kiedyś ją złapią.

#XChY3

Mój chłopak jest rolnikiem. Przyznam szczerze, że świetnie mu to wszystko idzie. Rolnictwo to jego hobby, można by rzec, że całe życie. Codziennie musi oglądać jakieś filmiki na jutubie, gdzie inni rolnicy pokazują jak pracują. Niedawno byliśmy na jakichś targach rolniczych, to kuźwa musiałam mu robić zdjęcia chyba ze wszystkimi maszynami, jakie tylko tam były. Jest tak porąbany na tym punkcie, że nawet jako budzik ustawił sobie dźwięk traktora.
Gdy ostatnio jedna z jego maszyn odmówiła posłuszeństwa, obraził się na wszystkich i płakał w swoim pokoju. Nie dało się go uspokoić, dopiero jak zadzwoniłam po jego matkę, to z jakimiś tabletkami na uspokojenie przyjechała.
Kiedyś jechaliśmy razem w góry, to przy jakimś polu się zatrzymał i zaczął wąchać ziemię. Dodam też, że maksymalnie się przy tym wzruszył. Mówił, że o takiej ziemi właśnie marzy.
Do pracy ma swój specjalny strój. Bluzkę z napisem "Najlepszy rolnik w mieście". Ma nawet majtki w traktory...

Jest szalony, ale i tak go kocham :)

#63BbN

Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Zawsze wiedziałam, że nie będę ich mieć. Nie każdy przecież musi. Kiedy między mną a moim chłopakiem zaczęło się robić poważnie, to mu o tym powiedziałam. Odpowiedział, że to świetnie się składa, bo on nie lubi dzieci i też nie chce ich mieć.
Jakiś czas później się zaręczyliśmy. Obecnie jesteśmy już po ślubie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nagle mój mąż zaczął mówić, że czas na dziecko.
Zaskoczona zapytałam, co on wygaduje. Odparł, że owszem, kiedyś nie chciał mieć dzieci, ale teraz już do tego dojrzał. To przecież normalne, że KAŻDE młode małżeństwo stara się o dziecko.

Byłam w szoku. Powiedziałam, że ja nie chcę. On przecież doskonale o tym wiedział! Stwierdził, że myślał, że "tylko tak gadam". Jak już urodzę, to włączy mi się instynkt macierzyński i nagle zechcę dziecka.
Jakby to był jakiś przełącznik w głowie! Pstryk i już.

Kocham tego człowieka. Byłam pewna, że spędzę z nim resztę życia. Nie potrafię jednak dla niego zmienić... no cóż, wszystkiego, całej siebie. Jeśli zdecydowałabym się na dziecko z przymusu, to wszystkich bym nas unieszczęśliwiła. Najbardziej to dziecko, które czułoby się niechciane przez własną matkę. To przecież straszne! Jak można kogoś dobrowolnie skazywać na taki los?

Wiem, że mąż nie odpuści. Tak więc oto po niecałym roku małżeństwa najprawdopodobniej czeka mnie rozwód. Serce mi pęka, ale nie potrafię inaczej. Na razie powiedziałam o tym tylko mojej matce. Stwierdziła, że nie miała pojęcia, że wychowała kogoś tak samolubnego jak ja.
Reszta rodziny pewnie powie to samo. Kobieta, która nie chce mieć dzieci, to przecież potwór.
Na najbliższy czas będę więc potrzebowała dużo siły. Mam nadzieję, że dam sobie radę, bo zdania nie zmienię.

#sXfoC

Chciałam coś napisać jako dorosła już córka wegan i ekologów. Gdyby moi rodzice były w tym wszystkim normalni, nie byłoby tego wyznania, ale normalni zdecydowanie nie byli, nawet ich znajomi z tego samego kręgu uważali, że przesadzają.

Wszystko co było nienaturalne, a miało jakikolwiek naturalny odpowiednik, było u nas w domu zakazane. Wiadomo, że naturalne rzeczy są strasznie drogie, więc wszystkie moje ubrania mieściły się w jednej szufladzie, a o makijażu mogłam pomarzyć. Książkę bym mogła napisać o tych wszystkich chorych zakazach i nakazach i o tym, jak dostawałam biegunki za każdym razem, gdy cichcem zjadłam coś pysznego i niezdrowego. Wychowywana byłam właściwie pod kloszem. Znaków by zabrakło, żeby opisać to wszystko, dlatego skupię się na jednej rzeczy.

Po usamodzielnieniu się od razu porzuciłam ekologię, a swoją dietę rozszerzałam przez długi czas. Mimo to wciąż są rzeczy, których zjeść niestety nie mogę. Gdy już mogłam, poszłam do lekarza, aby w końcu dowiedzieć się skąd te duszności, które pojawiły się w czasie gimnazjum.
To nie brak kondycji, co mi wmawiali rodzice, tylko astma oskrzelowa, prawdopodobnie na tle nerwowym, gdyż rozwinęła się w momencie, gdy znęcano się nade mną w szkole z powodu świrniętych rodziców. Mogę mieć inhalator, ale na szczęście nie muszę, bo duszności pojawiają się tylko po wysiłku, którego powinnam unikać.
Podczas diagnozowania tego co mi jest, byłam odsyłana od lekarza do lekarza, bo ciągle coś komuś nie pasowało. Okazało się, że mam również problemy spowodowane niedożywieniem w okresie dojrzewania oraz wrodzoną wadę zastawki serca. Teraz już wiadomo, że wada jest niezbyt groźna, jednak jeśli moi rodzice pozwolili by mnie zbadać, gdy byłam niemowlakiem, lekarz kazałby przez kilka lat przychodzić na kontrole, bo wtedy nie było jeszcze wiadomo, co z tej wady wyniknie. Mogło się to dla mnie źle skończyć. Szczepiona też oczywiście nie byłam.
Tak to się kończy, gdy szpitale to zło, leki to zło, suplementy diety to zło, markety to zło i ogólnie pół świata to zło.
Gdyby moi rodzice nie ześwirowali z powodu eco życia, a robili to z głową, wszystko wyglądałoby inaczej.

#jKI4I

Parę lat temu przeprowadziłam się do babci. Z racji jej wieku miałam jej pomagać w pracach domowych, wychodzić na spacery (boi się chodzić sama) itd. Pominę tu fakt, że na spacery babcia chodzić nie chce i stale narzeka, jak to by chętnie wyszła, ale jest schorowana i nie ma z kim (przy czym na każdą propozycję wspólnego wyjścia odpowiada, że jest zmęczona/nie ma czasu/jest za późno/jest za wcześnie/ułożenie gwiazd jest nieprawidłowe dla wychodzenia na spacer. Zawsze ma jakąś wymówkę, a sama też nie zaproponuje).
Główny problem polega na tym, jak się zachowuje stosunku do domowników - nie tylko do mnie, ale również do dziadka. Z nim toczy zaciekłe boje i wściekłe awantury - o to, że postawił szklankę z napojem w złym miejscu (to nie żart, dokładnie o tym była jedna z kłótni), o to, że wszedł do łazienki, a ona w tym momencie chciała się umyć, o to, że wstawił kaszę do nie tej szafki, o to, że powiesił na krześle koszulę... Wrzaski, lamenty. Przy czym to ona wszystko mu zawsze przestawia, mimo że on wielokrotnie mówił jej, że sobie tego nie życzy. Ona jest głucha. Zabiera mu talerz z połową porcji sprzed nosa, bo ona W TYM KONKRETNYM MOMENCIE chce pozmywać naczynia i to, że jeden talerz będzie nieumyty "ją razi". Bez pytania pierze ciuchy, które on zostawił sobie na krześle do ubrania następnego dnia rano. Przestawia mu - ach, przepraszam, "układa" - wszystkie jego rzeczy.
Jej stosunki ze mną wyglądają podobnie. Wielokrotnie przyłapywałam ją na grzebaniu w mojej torebce, bo "ona chciała w niej posprzątać". Wynikały z tego dyskusje, listy, awantury, ale wszystko zostało po staremu. Najgorzej jest jednak, gdy ona prosi o coś, czego nie jestem w stanie zrobić "teraz zaraz". Powody są różne - jestem zmęczona po pracy i chcę najpierw odpocząć i wziąć prysznic, albo - bagatela - coś zjeść. Nie, ona musi mieć zmyte naczynia/wyniesione śmieci/odkurzone mieszkanie/przesuniętą szafę TERAZ.
Co się dzieje, jeżeli nie wykonam "polecenia" TERAZ? Ano - ona ostentacyjnie robi je sama. Ze zwichniętą ręką, upewniwszy się, że wszyscy ją widzą, przesuwa szafki. Zapłakana, lamentując jacy to ludzie są dla niej okropni, myje naczynia.

Taka sytuacja miała miejsce dzisiaj. Chciałam upiec ciasto dla ojca na urodziny. Zapomniałam polewy. Powiedziałam jej, że zmyję naczynia, jak tylko wrócę ze sklepu i dokończę ciasto. Co zastałam po powrocie (dodam, że sklep jest dosłownie 5 minut drogi od domu)? Ją stojącą zapłakaną nad zlewem, myjącą naczynia. Zwymyślała mnie, że ona dla mnie nic nie znaczy, że nie spodziewała się po mnie żadnych ludzkich odruchów, że jestem leniwa, okropna itd.
Wiecie, co jest ciekawe? Już mnie to nie rusza. Po tych wszystkich latach, kiedy mimo wielokrotnych długich rozmów wszystko zostało tak samo - nie rusza mnie to.
Dodaj anonimowe wyznanie