#jKI4I
Główny problem polega na tym, jak się zachowuje stosunku do domowników - nie tylko do mnie, ale również do dziadka. Z nim toczy zaciekłe boje i wściekłe awantury - o to, że postawił szklankę z napojem w złym miejscu (to nie żart, dokładnie o tym była jedna z kłótni), o to, że wszedł do łazienki, a ona w tym momencie chciała się umyć, o to, że wstawił kaszę do nie tej szafki, o to, że powiesił na krześle koszulę... Wrzaski, lamenty. Przy czym to ona wszystko mu zawsze przestawia, mimo że on wielokrotnie mówił jej, że sobie tego nie życzy. Ona jest głucha. Zabiera mu talerz z połową porcji sprzed nosa, bo ona W TYM KONKRETNYM MOMENCIE chce pozmywać naczynia i to, że jeden talerz będzie nieumyty "ją razi". Bez pytania pierze ciuchy, które on zostawił sobie na krześle do ubrania następnego dnia rano. Przestawia mu - ach, przepraszam, "układa" - wszystkie jego rzeczy.
Jej stosunki ze mną wyglądają podobnie. Wielokrotnie przyłapywałam ją na grzebaniu w mojej torebce, bo "ona chciała w niej posprzątać". Wynikały z tego dyskusje, listy, awantury, ale wszystko zostało po staremu. Najgorzej jest jednak, gdy ona prosi o coś, czego nie jestem w stanie zrobić "teraz zaraz". Powody są różne - jestem zmęczona po pracy i chcę najpierw odpocząć i wziąć prysznic, albo - bagatela - coś zjeść. Nie, ona musi mieć zmyte naczynia/wyniesione śmieci/odkurzone mieszkanie/przesuniętą szafę TERAZ.
Co się dzieje, jeżeli nie wykonam "polecenia" TERAZ? Ano - ona ostentacyjnie robi je sama. Ze zwichniętą ręką, upewniwszy się, że wszyscy ją widzą, przesuwa szafki. Zapłakana, lamentując jacy to ludzie są dla niej okropni, myje naczynia.
Taka sytuacja miała miejsce dzisiaj. Chciałam upiec ciasto dla ojca na urodziny. Zapomniałam polewy. Powiedziałam jej, że zmyję naczynia, jak tylko wrócę ze sklepu i dokończę ciasto. Co zastałam po powrocie (dodam, że sklep jest dosłownie 5 minut drogi od domu)? Ją stojącą zapłakaną nad zlewem, myjącą naczynia. Zwymyślała mnie, że ona dla mnie nic nie znaczy, że nie spodziewała się po mnie żadnych ludzkich odruchów, że jestem leniwa, okropna itd.
Wiecie, co jest ciekawe? Już mnie to nie rusza. Po tych wszystkich latach, kiedy mimo wielokrotnych długich rozmów wszystko zostało tak samo - nie rusza mnie to.
Eh skąd ja to znam. Codziennie wieczorem stawiam koło zlewu pojemniki na śniadanie żeby rano bez problemu tylko zapakować i zabrać. Natomiast moja babka wpada do kuchni i swoim jakże wyniosłym tonem głosu mówi, że "mam pochować naczynia, bo ona nie życzy sobie żeby stały koło zlewu, bo to wstyd i nieład, burdel itp.". Przeszkadzają jej dwa pudełka i bidon stojące w rogu kuchni (bo do jasnej cholery, na pewno gości bedzie miała pomiedzy 22.00-5.00.) Aż się kurde znowu zdenerwowałam -,-.
No więc ten tego, rozumiem cię.
Wypisz wymaluj moja matka.
Ale to przecież ja jestem zła.
Jezus Maria, jak z tym żyć...
JHI skąd ja to znam... Kiedyś miałam do załatwienia jedną sprawę (związaną z zajęciami dodatkowymi na które nie chciałam chodzić ale mnie zmusiła) i trzeba było dostarczyć papiery, podpisać inne itd. Zwróciłam jej uwagę, że mnie samej pewnie nie przyjmą (byłam nieletnia). Zrobiła mi awanturę i kazała jechać samej. Oczywiście nie przyjeli mnie samej. Jak jej o tym powiedziałam to nawrzeszczała na mnie bo to przecież ja uparłam się aby jechać sama i ona mi mówiła, że mnie jako nieletniej nie przyjmą.
I tak jest całe moje życie. Nie zliczę godzin które spędziłam na zastanawianiu się czy to może ze mną jest coś nie tak, czy może mam jakieś zaburzenia czy rozdwojenie jaźni. Jednak mój tata miał z nią ten sam problem.
Rebeka13. No... I takiej osobie nawet nic nie wytłumaczysz, żadna dyskusja nie pomorze bo ona i tak powie że białe było czarne byle by tylko w aktualnej dyskusji wyjsc na swoje.
Moja matka po mojej wyprowadzce na studia potrafiła nawet zaprzeczać temu że ojciec przepił i przeawanturował niemal 20 lat naszego życia "rodzinnego"
Nie, to nie ty masz problem a ona, i to poważny. Niestety jej nie przegadasz, bo to już taki upierdliwy charakterek wpadający w choleryka... Straszne kombo! Pozostaje olewka lub wyprowadzka, bo jej nic się nie przetłumaczy, nawet jakby jej świat mowił, że ty masz rację.
Moja matka ma to samo, nie jesteś sama :v
Nazwałam to sobie syndromem męczennicy
No i nie powinno ruszac. Przykro mówić, ale pora ją olać. Niech sobie radzi sama. I jeszcze powiedzieć jej, żeby przestała się nad siba użalać.
Uważaj, moja babcia zaczęła od takich akcji jak opisujesz, a pół roku temu notorycznie zostawiała odkręcony gaz. Szybko do specjalisty, wiadomo że nie będzie chciała iść to spróbuj zastosować "No dobra to chodź do lekarza, może faktycznie się mylimy i masz rację ale i tak będziemy spokojniejsi."
Po kij jeszcze z nią mieszkasz.
Chyba dostalabym pierdolca z taka babcią.
Pora na psychiatrę i leki uspokajające lub na demencję. Ja z tym zwlekałam i nabawiłam się nerwicy z powodu babci...
Podobna do mojej babci. Ostatnio mój dziadek kupił sobie elektryczny czajnik bo nie mógł wytrzymać najnowszego "arcydzieła" jakie babcia Bóg wie gdzie dorwała. Ja zresztą też nie mogłem i praktycznie przestałem pić herbatę, bo jest na za dużym gazie (to trzeba było nie kupować czajnika który się zwęża przy dnie bo jest przeznaczony dla kuchenek indukcyjnych przez co już drugi najmniejszy palnik powoduje topienie się plastikowej rączki, która zachodzi na bok), się opala, za mało wody, i wogóle zaraz mi wybuchnie.
Widząc położenie nowego czajnika, od razu zaczęła lamentować jak to para zacznie rozklejać jej szafki i wogóle zaraz cała kuchnia się przez niego rozpadnie.
Jedynym sposobem jej komunikacji z dziadkiem jestem ja. Sama do niego nic nie powie, no chyba, że chce wszcząć awanturę. Z jej relacji, dziadek to grubas, śmierdziel, co tylko siedzi w tyj swojej jamie, do której nie można wejść bo się rzygać chce, tak samo jak do jego samochodu. Skarpety wymienia raz na 2 tygodnie i nawet raz na 2 miesiące wykąpać się nie potrafi (tu akurat prawda) i wiele wiele innych.
Jest bardzo impulsywna (rodzinne), sprzeciwić się jej nie można.
Ale na szczęście nie przeszkadza jej jedną szklanka w pokoju.
Sprzeciwić się można, ale dostaniesz w spadku od niej foch na cale życie, opier*ol raz na 3 dni oraz wygnanie na pustynię. A! No i jeszcze zwali na ciebie swoją winę za własne wybory życiowe.
Dzisiaj zaczęła się na mnie wydzierać, że przez jakieś 3 minuty nie zdążyłem się uszykować na cmentarz.
Siedziała w łazience chyba z godzinę, w jedynej łazience w domu...
Słyszałaś o demencji?
To nie jest demencja, bo kobiety po 40 też tak się zachowują... To charakterek a nie choroba.