A propos wychowania.
Historia z placu zabaw.
Jakaś matka "tarmosiła" dziecko, bo chciało po zjeżdżalni wejść na górę. Moja córka też chciała i patrzy na mnie, a ja mówię "chcesz to wchodź, tylko miej na uwadze, że inni mogą cię nie widzieć". Tamta matka do mnie, że spadnie, krzywdę sobie zrobi itede. Ja na to, że moja córka nie jest upośledzona ani fizycznie, ani umysłowo. Zobaczymy co się stanie.
Córka zaczęła wchodzić, ale po kilku kroczkach się oczywiście poślizgnęła, uderzyła głową w zjeżdżalnię i zjechała rakiem. Wstała, otrzepała się i poszła na drabinki.
Ja wiem, że to jest podobne do tej historyjki z kaloryferem, co krąży po internetach, ale co zrobić.
PS. Tamten dzieciak już nie chciał wchodzić.
Sytuacja z laboratorium w dużym mieście wojewódzkim: siedzę, czekam, jestem trzecia. Przede mną dwóch miłych panów gejów. Mają kupiony pakiet badań on-line, nie podglądam, widzę, bo zajmują tymi papierami krzesło, a ja chcę usiąść jako ciężarówka na wylocie. Siadam, czekamy. Wchodzi pierwszy pan i już słychać popłoch laboranta, bo to i krew i wymazy, a dodatkowo jeden pan chce upoważnić drugiego, a RODO tego nie przewiduje, bo nie są małżeństwem, rodzicem ani opiekunem prawnym. Trwa to długo, bo pakiet, i pani nie wie, ile ma tej krwi pobrać ani dokładnie do jakich probówek wymazy, więc pobiera więcej asekuracyjnie. Jakoś poszło, wchodzę ja i co? Na biurku i tablicy korkowej ze wszystkimi danymi panów wielki czerwony wykrzyknik i dopisek "pakiet seks rozszerzony" - taka to ochrona danych.
Będzie naprawdę anonimowo, gdyż nikomu bym się do tego nie przyznała.
Jestem tak samotna, że kupiłam sobie mega realistyczną, podgrzewaną sex lalkę z cyberskóry za kilka tysięcy złotych tylko po to, aby mieć się do kogo przytulić przed zaśnięciem. Oprócz tego kupuję jej ubrania, czeszę ją, a nawet do niej mówię. Zdaję sobie sprawę, że może to nie być do końca normalne. Co prawda nie widzę w niej prawdziwego człowieka i nie traktuję jej w taki sposób, ale coraz bardziej obawiam się o swoje zdrowie psychiczne. Nie wyobrażam sobie jednak powiedzieć o tym nawet lekarzowi.
Jestem nastolatką. Zaobserwowałam u siebie problemy z koncentracją i pamięcią. Podczas kąpieli np. myję włosy, siebie, itd., po czym za kilka minut nie pamiętam, czy umyłam już te włosy, nie wiem co już zrobiłam, a czego nie i muszę powtarzać czynność. Kiedy robię sobie w kuchni śniadanie, wynoszę je do swojego pokoju i zajmuję się chwilowo inną rzeczą. Potem wracam do kuchni i namiętnie szukam swojego śniadania, a gdy znajduję je w swoim pokoju, moje zdziwienie nie ma końca, bo totalnie nie zarejestrowałam tego, że zmieniłam jego lokalizację. W szkole przy odpowiedziach ustnych wiem, że muszę odpowiedzieć to, to i tamto, a po chwili nie mam bladego pojęcia, czy odpowiedziałam już to co chciałam, czy w ogóle coś powiedziałam, ba! Nawet zapominam pytania, jakie zadał nauczyciel, a głupio mi tak pytać pięć razy przy jednej odpowiedzi "przepraszam, może profesor powtórzyć pytanie?", bo dopiero wziąłby mnie za ułomną. Wsiadając do autobusu potrafię zapomnieć, gdzie chciałam pojechać. Zaczyna mi to sprawiać coraz większy problem, wcześniej tak nie miałam. Paradoks? Kupiłam sobie tabletki na pamięć, a nie pamiętam, żeby je brać :)
Dostałam skierowanie do onkologa. Mój ukochany mówił: "Kochanie, przejdziemy przez to razem". Dziś ze mną zerwał ,ponieważ "ja nie mogę być z tobą i patrzeć jak cierpisz".
Mam narzeczonego, którego kocham ze wzajemnością, ślicznego, zdrowego trzyletniego synka, pracę, którą mogę wykonywać w domu, ładny dom po babci. Narzeczony też ma pracę, od niedawna w swoim zawodzie, nieźle zarabia. I to właśnie przez nową pracę Marcina nie jestem tak szczęśliwa jak powinnam.
Konkretnie chodzi o jego szefa. Często wyciąga Marcina na jakieś niby służbowe wyjścia, na których szef imprezuje na całego, a narzeczony czeka na niego i odwozi pijanego do domu. A z opowieści Marcina wiem, że bardzo mało tam spraw służbowych. Nawet w weekendy tak się zdarza, raz musieliśmy z tego powodu zmienić plany.
Oczywiście rozmawiałam o tym z narzeczonym, ale on uważa, że powinniśmy trochę zaczekać aż spłacimy remont domu. Niestety coraz częściej mam wrażenie, że jemu takie coś imponuje. Zbywa mnie, kiedy do niego coś mówię, wraca późno, przestał liczyć się z tym, że ogarniam swoją pracę, dom i małego. Wcześniej dzieliliśmy się obowiązkami.
Po ostatniej sytuacji jednak nachodzą mnie myśli o rozstaniu. Dwa tygodnie temu były urodziny Marcina. Zaprosiliśmy naszych przyjaciół, którzy też mają dziecko, nasze maluchy lubią się razem bawić. Niestety szef Marcina też się wprosił, razem z żoną i synami w wieku 5 i 7 lat. Dzieci wychowują na zasadzie ,,doświadczeń i indywidualnego stawiania granic", co w praktyce oznacza samowolkę. Przygotowałam tort i kolację, był też szampan. Szef narzeczonego przywiózł mnóstwo alkoholu typu gin, koniak, whisky, wszystko z wysokiej półki. W dodatku ciągle gapił się na mnie i na Jolę (naszą przyjaciółkę), robił dwuznaczne gesty i rzucał tekstami typu ,,najlepsze lody są z samego rana", w ogóle nie krępował krępował się dziećmi. Prośby by odpuścił kwitował jakimiś żartami.
Na kolację zrobiłam zapiekankę i sałatki. Poza Jolą i Adrianem (maluchów nie liczę) wszyscy byli zawiedzeni, bo liczyli na coś typu stek, kawior czy homary. No cóż, nie zamierzałam szaleć, zrobiłam ulubione danie narzeczonego. Niestety poparł szefa i jego żonę. Poza Adrianem, panowie totalnie się upili. Gdyby nie przyjaciele, nie wiem jak wyprawiłabym gości, posprzątała, położyła Marcina i małego spać.
Następnego dnia strasznie się pokłóciliśmy z narzeczonym. On mi zarzuca, że się nie postarałam i byłam niemiła, ja się złościłam że mi nie pomógł. Teraz mamy ciche dni, Marcin wychodzi do pracy o siódmej, wraca późno. Prawie się nie odzywa. Kiedy próbuję rozmawiać, mówi że pogadamy jak ,,wyjmę kij z tyłka". Z małym prawie już się nie bawi.
Coraz częściej chcę spakować mu torbę i kazać iść do szefa. Nawet nasi znajomi i przyjaciele są dla niego nudni. Nie poznaję go.
Kocham go, ale męczy mnie ta atmosfera, o tym jak cierpi nasz synek nie wspomnę.
Czytając historie kobiet nie mogłam się nadziwić, jak mogą być takie naiwne. Aż stałam się jedną z nich...
Męża poznałam na studiach. Opowiadał, jak go kobiety skrzywdziły, jak potrafił wszystko dla nich poświęcić. No właśnie, dla nich. Bo ja mogę oczywiście jedynie pomarzyć o jego atencji. Przez te lata kiedy studiowaliśmy zawsze mógł na mnie liczyć, zarówno finansowo, jak i psychicznie. Zawsze wszyscy się na niego uwzięli, wykładowcy, koledzy... Ja nie mogłam narzekać, bo zawsze on miał gorzej. Studiowałam dziennie dwa kierunki, chodziłam na kurs prawa jazdy, wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie. Nigdy jak skończyłam zajęcia, nie czekał na mnie obiad... Smutne, teraz to widzę. Na wakacjach zawsze pracowaliśmy. Ja 6 dni w tygodniu, on 5. Jego praca zawsze była cięższa, ważniejsza...
Po studiach podjęliśmy decyzję, że wyjeżdżamy za granicę. Jemu kolega załatwił pracę, więc przyjechał na gotowe. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia. W końcu znalazłam, ale zarabiam mniej od niego. Zaczęły się przytyki. Nieważne, że wcześniej to ja mu się dokładałam. A najgorsze jest to, że nie mam od niego wsparcia. Jestem sama jak palec w obcym kraju. On ma takie szczęście, że jego dalsza rodzina mieszka niedaleko. Jak pojechaliśmy do nich na święta, to nawet nie zauważył, kiedy z płaczem wyszłam do łazienki. Bo ile można próbować wbić się do rozmowy, robić dobrą minę do złej gry? Może brzmi to dziecinnie, ale postawcie się w sytuacji, gdy jedziecie do obcej rodziny na Wigilię, a własny mąż nie zada sobie trudu, żebyś się dobrze czuła, przerywa ci w połowie zdania. Na co dzień też nie mamy dla siebie czasu. Wieczorami jest zmęczony, a w wolne woli odespać. Ja to rozumiem. Tylko ja potrafię się poświęcić i zawsze go wysłuchać, wesprzeć. O co nie poprosi, to zawsze to ma. Ja głupiego śniadania nie mogę się doprosić od kilku lat... Najgorsze jest to, że jak ktoś inny poprosi, to jest w stanie zrobić wszystko. Wszystkich mu szkoda. Szefa, kolegów, babki. Potrafił zostać w pracy, bo szef ma trudno. Babka jest sama (tylko wyłącznie ze swojej winy), wiec w każdy urlop jest na jej skinienie.
Przez ostatni dwutygodniowy urlop spędziłam z nim może 3 dni. Za każdym razem się łudzę, że jednak znajdzie dla mnie czas... Umawia się ze mną na kolację, spóźnia się, bo szkoda koledze odmówić. Wszystkich szkoda, tylko nie mnie. Inna by nie narzekała, bo przecież pracuje, dobrze zarabia. No i co z tego? Ja nie potrzebuję sponsora, bo sama sobie dobrze radziłam i radzę. Zamiast być w związku i mieć lepiej, lżej, jest ciężej.
Rozwód to chyba najlepsze wyjście. On i tak nie widzi problemu, ja już nie mam siły tłumaczyć.
Kupiłam sobie ćwiczeniowy program-grę na konsolę, żeby schudnąć. Wiecie, że się tam ćwiczenia jakieś wykonuje, wyzwania zalicza itd. Pierwszą rzeczą jakąś się tam robi jest wprowadzenie swoich szczegółowych danych. Po przejściu tego etapu dostałam komunikat, że jestem za gruba, żeby używać tej aplikacji. Rozumiecie... jestem za gruba nawet żeby schudnąć.
Napisałam fanfiction na podstawie "Pana Tadeusza".
Jestem nienormalna.
Impreza w domu koleżanki z liceum, sporo ludzi, większości nawet nie poznałam. Napiłam się wtedy pierwszy raz w życiu wódki. Ludzie podzielili się na grupki. Palacze siedzieli w ogrodzie, osoby pijące przy stole w jadalni, a część w sypialni, gdzie graliśmy w butelkę. Był to już ten moment imprezy, kiedy każdy był solidnie wstawiony.
Nie zaskoczę Was, przespałam się na tej imprezie z chłopakiem. Dwie kreski na teście zwiastowały kłopoty. Od koleżanki dostałam numer telefonu do przyszłego tatusia. Umówiliśmy się na spotkanie jeszcze tego samego dnia. Podaliśmy sobie rękę i przedstawiliśmy się sobie. Wiem, jak to brzmi. Tomasz był zaskoczony informacją o ciąży, ale ku mojemu zdziwieniu nie uciekł, nie wypierał się i nawet nie zarządzał testu na ojcostwo. Przez cały okres ciąży był dla mnie ogromnym wsparciem. Zakochaliśmy się w naszym dziecku... i w sobie również.
Dziś, po paru latach, pierścionek zaręczynowy błyszczy na moim palcu, a w planach pojawia się nawet siostra lub brat dla naszej małej księżniczki. Tylko nigdy dzieciom nie opowiem, jak się z tatą poznaliśmy ;)
Dodaj anonimowe wyznanie