Dostałam skierowanie do onkologa. Mój ukochany mówił: "Kochanie, przejdziemy przez to razem". Dziś ze mną zerwał ,ponieważ "ja nie mogę być z tobą i patrzeć jak cierpisz".
Nie zgadzam się z komentarzami, jaki z tego chłopaka niewdzięczny kretyn bla bla bla. Uważam, że każdy ma prawo nie unieść pewnego ciężaru i może twoja choroba to było dla niego za dużo. Chamem byłby, gdy powiedział autorce coś w stylu "już nie pracujesz, a ja wolę wygodne życie" albo "już nie chcesz się ruchać przez tego całego raka to znalazłem inną", ale w przedstawionej w wyznaniu sytuacji uważam, że chłopak miał pełne prawo nie dać rady.
KucykZniwiarza
Podpinam się pod Twoją wypowiedź. Czasem ludzie po prostu nie dają rady i odsądzanie ich od czci i wiary po prostu jest nie na miejscu.
TheDarkestLarrie
@DwaNastroje Może chłopak naprawdę myślał, że da radę być wsparciem dla dziewczyny? Jednak czasem to, że coś nam się wydaje nie wystarczy, kiedy życie weryfikuje nasze przekonanie i dokładają się nam kolejne zmartwienia.
karinuredo
@DwaNastroje paradoksalnie ludziom chorym na raka wmawia się jak mantrę, że wszystko będzie dobrze, a często jednak nie jest...
Sealover
Ciekawe, czy bylibyście tak wyrozumiali dla swoich partnerów, przyjaciół czy rodziców, gdyby zostawili was samych w takiej sytuacji. Tak się po prostu nie robi. I nie uważam, że chłopak powinien być z Autorką na siłę ze względu na jej chorobę, ale nie powinien był budować relacji, jeśli do tego nie dorósł.
RosaVarAttre
Sealover osoba chora ma prawo w takiej sytuacji czuć się zdradzona, ale obiektywnie to nie zmienia faktu, że ktoś mógł nie dać rady. Kierując się twoją logiką nigdy nie powinniśmy tworzyć żadnych związków, bo nie możemy być pewni jak się zachowamy w tak ciężkiej sytuacji. Widać chłopak przecenił swoje możliwości.
Sealover
RosaVarAttre jest to bardzo ciężka sytuacja, ale jeśli się kogoś kocha, to chce się być jego siłą, mimo własnej słabości. Tu ewidentnie miłości nie było. Swoich uczuć tworząc związek też nie był pewien?
RosaVarAttre
Sealover to nie jest takie czarno-białe. Mógł być ich pewny jednak życie takie rzeczy weryfikuje. Uczucia często się wypalają i bez takich problemów, a choroba to bardzo ciężka próba.
Sealover
RosaVarAttre Dojrzała osoba, która zauważa, że uczucie się wypala, nie ucieka, tylko robi wszystko co się da, żeby rozpalić je na nowo. Każdy związek to sinusoida, ma swoje szczyty i upadki. Prawdziwa miłość nie wypala się z powodów niezależnych od drugiej strony. Pozostawienie partnera niepełnosprawnego czy oszpeconego w wyniku wypadku albo z nieuleczalnie chorym dzieckiem też nazwiesz „wypaleniem”? Mam wrażenie, że idea miłości po grób na dobre i na złe ulega „wypaleniu”. A co z honorem, trwaniem przy sobie według złożonej przysięgi? Lepiej wziąć nogi za pas, kiedy pojawiają się pierwsze przedzkody i tłumaczyć to wypaleniem?
Shadowcat7
To by działało, gdyby pierwsza osoba, z którą zaczynamy się spotykać, zawsze okazywala się miłością życia. Jeśli okaże się, że jednak to nie to, to powinniśmy tkwić w związku z kimś, kogo nie kochamy w imię szeroko pojętej odpowiedzialności? Nie mówię tylko o chorobach, ale ogólnie o związkach. Uważam, że lepiej się rozstać i dac sobie i partnerowi szansę na znalezienie miłości. Niepełnosprawność lub choroba partnera mogą wiele zweryfikować.
RosaVarAttre
Po pierwsze, jak już napisałam w poprzednim komentarzu - życie zweryfikuje, która miłość jest prawdziwa.
Po drugie, jeśli uczucia się wypalą to tak, nazwę to wypaleniem. Jednak będę mówić przede wszystkim o nie udźwignięciu ciężaru.
Odnoszę wrażenie, że już wyobrażasz mnie sobie jako osobę, która kopnie każdego w dupę po zderzeniu z rzeczywistością :) Nikt tu nie mówi o uciekaniu przy pierwszych problemach. Trzeba w miarę swoich możliwości pracować nad związkiem, ale też pamiętać, że nie ma sensu reanimować martwego.
Dużo osób hejtuje takie zachowanie jak chłopaka w tym wyznaniu. A zastanówmy się kto Z NAS byłby w stanie się tak POŚWIĘCIĆ i być przy chorej ukochanej/ukochanym..
Cero
Ja ;) masa osób mi mówi, że gdy się zakocham to brakuje mi zdrowego egoizmu i takie poświęcenie się było by w moim "stylu".
Jednak chłopaka nie hejtuję za to, że ten egoizm ma. Skoro by nie dał rady to szkoda by się wykańczał psychicznie. Nie byłoby to też korzystne dla autorki - mieć faceta, który jest psychicznym wrakiem i tylko dodaje zmartwień zamiast pomóc. Coraz gorzej czuliby się oboje. Przez chorobę i przez siebie.
Nie będę ani chłopaka usprawiedliwiać, ani oczerniać. Jeżeli nie był to mąż czy narzeczony taka prawda, że nic nie przysięgał. Ciężar choroby to naprawdę jest trudny temat. Możliwe, że kiedy mówił, że będzie przy Autorce nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Może było tak, że żył nadzieją, że to jakaś łagodna zmiana, operacja i po krzyku, że będzie trochę dłuższa "grypa". Faktycznie jego uczucie może nie było na tyle silne, on był za słaby na to albo faktycznie za wygodny na długą i wyczerpującą walkę razem z Autorką. Nie pozostaje nic innego jak życzyć siły i odwagi aby stawić czoła temu paskudnemu choróbsku. Trzymaj się Autorko i walcz!
Tak naprawdę nie brali z sobą ślubu kościelnego i on jej nie przysięgał, że nie opuści jej aż do śmierci (czyli w domyśle: będzie z nią również i w chorobie). Może faktycznie też widział swoją dziewczynę łysą, bezsilną, płaczącą i bolało go to, że sam nie może nic zrobić.
A ja z kolei nie zgadzam się z komentarzem stającym w obronie tego „biednego chłopaka, niezdolnego do uniesienia tak wielkiego ciężaru, jakim jest cierpienie ukochanej osoby”. Tworzenie związku jest deklaracją bycia z kimś na dobre i na złe. Czy autor/autorka wspomnianego komentarza tak samo usprawiedliwia kogoś, kto odchodzi od rodziny z powodu ciężkiej choroby dziecka? Jak dla mnie ten CHŁOPIEC nie dorósł do uczucia, jakim jest miłość, bo oprócz motylków w brzuchu niesie ona ze sobą odpowiedzialność za drugą osobę. Wszystkim obrońcom z całego serca nie życzę takiego zawodu, jakiego doznała Autorka ze strony tego dzieciaka. A Autorce życzę zdrowia i ogromu siły.
Dojrzałe, doprawdy. Może lepiej, że z Tobą zerwał, przynajmniej wiesz, że był kretynem i niewarto marnować czasu na niego.
Dużo dużo zdrowia!!!
Pozdrawiam
Dojrzał do związków jak nic. Jak ktoś kogo kocha to się go wspiera, a nie " nie mogę patrzeć jak cierpisz". To głupia wymówka. Dziewczyna potrzebowała wsparcia, a on ją po prostu zostawił. Ludzie ponyślunku trochę, a nie go bronicie.
Nie zgadzam się z komentarzami, jaki z tego chłopaka niewdzięczny kretyn bla bla bla. Uważam, że każdy ma prawo nie unieść pewnego ciężaru i może twoja choroba to było dla niego za dużo. Chamem byłby, gdy powiedział autorce coś w stylu "już nie pracujesz, a ja wolę wygodne życie" albo "już nie chcesz się ruchać przez tego całego raka to znalazłem inną", ale w przedstawionej w wyznaniu sytuacji uważam, że chłopak miał pełne prawo nie dać rady.
Podpinam się pod Twoją wypowiedź. Czasem ludzie po prostu nie dają rady i odsądzanie ich od czci i wiary po prostu jest nie na miejscu.
@DwaNastroje Może chłopak naprawdę myślał, że da radę być wsparciem dla dziewczyny? Jednak czasem to, że coś nam się wydaje nie wystarczy, kiedy życie weryfikuje nasze przekonanie i dokładają się nam kolejne zmartwienia.
@DwaNastroje paradoksalnie ludziom chorym na raka wmawia się jak mantrę, że wszystko będzie dobrze, a często jednak nie jest...
Ciekawe, czy bylibyście tak wyrozumiali dla swoich partnerów, przyjaciół czy rodziców, gdyby zostawili was samych w takiej sytuacji. Tak się po prostu nie robi. I nie uważam, że chłopak powinien być z Autorką na siłę ze względu na jej chorobę, ale nie powinien był budować relacji, jeśli do tego nie dorósł.
Sealover osoba chora ma prawo w takiej sytuacji czuć się zdradzona, ale obiektywnie to nie zmienia faktu, że ktoś mógł nie dać rady. Kierując się twoją logiką nigdy nie powinniśmy tworzyć żadnych związków, bo nie możemy być pewni jak się zachowamy w tak ciężkiej sytuacji. Widać chłopak przecenił swoje możliwości.
RosaVarAttre jest to bardzo ciężka sytuacja, ale jeśli się kogoś kocha, to chce się być jego siłą, mimo własnej słabości. Tu ewidentnie miłości nie było. Swoich uczuć tworząc związek też nie był pewien?
Sealover to nie jest takie czarno-białe. Mógł być ich pewny jednak życie takie rzeczy weryfikuje. Uczucia często się wypalają i bez takich problemów, a choroba to bardzo ciężka próba.
RosaVarAttre Dojrzała osoba, która zauważa, że uczucie się wypala, nie ucieka, tylko robi wszystko co się da, żeby rozpalić je na nowo. Każdy związek to sinusoida, ma swoje szczyty i upadki. Prawdziwa miłość nie wypala się z powodów niezależnych od drugiej strony. Pozostawienie partnera niepełnosprawnego czy oszpeconego w wyniku wypadku albo z nieuleczalnie chorym dzieckiem też nazwiesz „wypaleniem”? Mam wrażenie, że idea miłości po grób na dobre i na złe ulega „wypaleniu”. A co z honorem, trwaniem przy sobie według złożonej przysięgi? Lepiej wziąć nogi za pas, kiedy pojawiają się pierwsze przedzkody i tłumaczyć to wypaleniem?
To by działało, gdyby pierwsza osoba, z którą zaczynamy się spotykać, zawsze okazywala się miłością życia. Jeśli okaże się, że jednak to nie to, to powinniśmy tkwić w związku z kimś, kogo nie kochamy w imię szeroko pojętej odpowiedzialności? Nie mówię tylko o chorobach, ale ogólnie o związkach. Uważam, że lepiej się rozstać i dac sobie i partnerowi szansę na znalezienie miłości. Niepełnosprawność lub choroba partnera mogą wiele zweryfikować.
Po pierwsze, jak już napisałam w poprzednim komentarzu - życie zweryfikuje, która miłość jest prawdziwa.
Po drugie, jeśli uczucia się wypalą to tak, nazwę to wypaleniem. Jednak będę mówić przede wszystkim o nie udźwignięciu ciężaru.
Odnoszę wrażenie, że już wyobrażasz mnie sobie jako osobę, która kopnie każdego w dupę po zderzeniu z rzeczywistością :) Nikt tu nie mówi o uciekaniu przy pierwszych problemach. Trzeba w miarę swoich możliwości pracować nad związkiem, ale też pamiętać, że nie ma sensu reanimować martwego.
Dużo osób hejtuje takie zachowanie jak chłopaka w tym wyznaniu. A zastanówmy się kto Z NAS byłby w stanie się tak POŚWIĘCIĆ i być przy chorej ukochanej/ukochanym..
Ja ;) masa osób mi mówi, że gdy się zakocham to brakuje mi zdrowego egoizmu i takie poświęcenie się było by w moim "stylu".
Jednak chłopaka nie hejtuję za to, że ten egoizm ma. Skoro by nie dał rady to szkoda by się wykańczał psychicznie. Nie byłoby to też korzystne dla autorki - mieć faceta, który jest psychicznym wrakiem i tylko dodaje zmartwień zamiast pomóc. Coraz gorzej czuliby się oboje. Przez chorobę i przez siebie.
siebie wzajemnie* miało być na końcu
Nie będę ani chłopaka usprawiedliwiać, ani oczerniać. Jeżeli nie był to mąż czy narzeczony taka prawda, że nic nie przysięgał. Ciężar choroby to naprawdę jest trudny temat. Możliwe, że kiedy mówił, że będzie przy Autorce nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Może było tak, że żył nadzieją, że to jakaś łagodna zmiana, operacja i po krzyku, że będzie trochę dłuższa "grypa". Faktycznie jego uczucie może nie było na tyle silne, on był za słaby na to albo faktycznie za wygodny na długą i wyczerpującą walkę razem z Autorką. Nie pozostaje nic innego jak życzyć siły i odwagi aby stawić czoła temu paskudnemu choróbsku. Trzymaj się Autorko i walcz!
Tak naprawdę nie brali z sobą ślubu kościelnego i on jej nie przysięgał, że nie opuści jej aż do śmierci (czyli w domyśle: będzie z nią również i w chorobie). Może faktycznie też widział swoją dziewczynę łysą, bezsilną, płaczącą i bolało go to, że sam nie może nic zrobić.
Zgadzam się z tym, że miał prawo nie unieść ciężaru, ale mimo to boli i jest okropnie.
A ja z kolei nie zgadzam się z komentarzem stającym w obronie tego „biednego chłopaka, niezdolnego do uniesienia tak wielkiego ciężaru, jakim jest cierpienie ukochanej osoby”. Tworzenie związku jest deklaracją bycia z kimś na dobre i na złe. Czy autor/autorka wspomnianego komentarza tak samo usprawiedliwia kogoś, kto odchodzi od rodziny z powodu ciężkiej choroby dziecka? Jak dla mnie ten CHŁOPIEC nie dorósł do uczucia, jakim jest miłość, bo oprócz motylków w brzuchu niesie ona ze sobą odpowiedzialność za drugą osobę. Wszystkim obrońcom z całego serca nie życzę takiego zawodu, jakiego doznała Autorka ze strony tego dzieciaka. A Autorce życzę zdrowia i ogromu siły.
Mój też mówił, że nie zostawi mnie nigdy, a potrafi przyjść z dnia na dzień i kopnąć mnie w dupę ot tak.
Dojrzałe, doprawdy. Może lepiej, że z Tobą zerwał, przynajmniej wiesz, że był kretynem i niewarto marnować czasu na niego.
Dużo dużo zdrowia!!!
Pozdrawiam
Dojrzał do związków jak nic. Jak ktoś kogo kocha to się go wspiera, a nie " nie mogę patrzeć jak cierpisz". To głupia wymówka. Dziewczyna potrzebowała wsparcia, a on ją po prostu zostawił. Ludzie ponyślunku trochę, a nie go bronicie.
Gówniarz😤