#FufAE

Jakieś 10 lat temu, jeszcze w podstawówce, dopadł mnie łupież. Niby nic takiego, każdemu może się zdarzyć, ale jest jedno ALE. Moje dwie koleżanki również miały łupież i co tydzień na godzinie wychowawczej, kiedy pani dawała nam chwilę dla siebie, robiłyśmy zawody, która więcej wyskrobie na ławkę... Ta, która wygrała, cały tydzień szczyciła się mianem "królowej śniegu".

Eliza, nigdy nie zapomnę Ci, że dwa razy z rzędu wygrałaś!

#lQOKy

Jestem logopedą i w swoim gabinecie coraz częściej przyjmuję kilkuletnie dzieci, z którymi nie sposób się porozumieć, tj. albo mówią bardzo niewyraźnie (nie chodzi mi o "tradycyjne" dziecięce wady wymowy typu seplenienie, niewymawianie głosek, jąkanie, tylko o sytuację, w której "mowa" przypomina w sumie język obcy), albo mówią tylko pojedyncze słowa, choć biernie znają ich więcej. Coraz częściej takie "okazy" podsyłają mi panie, które przez kilka godzin muszą się nimi zajmować, bo maluchom zaktualizował się obowiązek szkolny.

Za każdym razem, kiedy w trakcie diagnozowania w wywiadzie słyszę od rodziców, że nie czytają i nie opowiadają bajek dziecku, nie rozmawiają z nim (bo o nic nie pyta i i tak za małe jest na rozmowy - autentyk), a jego stanem się nie martwili, bo przecież każdy rozwija się we własnym tempie, a ono przecież tak dobrze radzi sobie z telefonem, który jest jego ulubioną zabawką, mam ochotę uderzyć rodziców czymś ciężkim. Najchętniej tak, by ich mózgi zostały na moim biurku.

#LaTfZ

Mój kudłaty pies geniusz usiadł dupą na palącej się świeczce. Zaczął nagle biegać po całym mieszkaniu, ja za nim, dupa mu się pali, smród niesamowity, ten ucieka, ja go gonię... złapałem go dopiero jak się w kącie poskładał do srania ze stresu. Teraz w całej chacie śmierdzi palonymi włosami, psu muszę wycinać stopiony wosk z dupska, a w dodatku mam do sprzątnięcia i wyprania zapaskudzoną wykładzinę. Aarrrgghh...

#A3F2y

Lubię moją rodzinę i lubię też moich znajomych, więc chciałem, żeby się wszyscy poznali. Na swoją osiemnastkę zaprosiłem więc wszystkich.

Jak się znajomi dowiedzieli, że będzie rodzina, to nie przyszli. Rodzina stwierdziła, że nie będzie mi przeszkadzać w imprezowaniu ze znajomymi. No i siedzę teraz na swojej osiemnastce sam w wynajętej za wakacyjną wypłatę knajpie...

#fCpoB

Byłam z moim chłopakiem już parę miesięcy. Mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami, ale nie było okazji, aby ich ze sobą poznać. Nadszedł ten dzień, poznali się przypadkowo. To chyba było najgorsze zapoznanie w dziejach historii...

Rodziców tego dnia nie miało być cały wieczór w domu. Pojechali na urodziny ciotki, której praktycznie nie znałam. Postanowiłam wykorzystać okazję i zaprosiłam Macieja do siebie. Maciej lubi mnie denerwować. Najczęściej to robi rzucając się na mnie niespodziewanie i łaskocząc mnie. Nienawidzę łaskotek, mam je wszędzie i irytuje mnie to.

Byliśmy przed drzwiami mojego domu. Sięgałam po klucze, kiedy nagle Maciek rzucił się na mnie i mnie łaskotał. Przewróciłam się na ziemię. On mi przytrzymywał ręce. Wyrywałam się i szarpałam. Krzyczałam, żeby mnie zostawił.

Nagle widzę jak mój ojciec bije Maćka, a matka stoi obok i rzuca się na mnie z płaczem. Ojciec do tego stopnia go pobił, że Maciek trafił do szpitala. Miał złamany nos i nadgarstek. Dlaczego to zrobił? Otóż tortury łaskotek nie wyglądały z boku zbyt ciekawie. Moi rodzice wrócili wcześniej i myśleli, że jakiś koleś próbuje mnie zgwałcić.


Wyobraźcie sobie ten szok w oczach moich rodziców, kiedy oznajmiłam, że to mój chłopak. Ojciec przepraszał Maćka wiele razy i odwiedzał go nawet w szpitalu. To było bardzo okropne nieporozumienie.


PS Moi rodzice polubili się z Maćkiem. Mój ojciec go traktuje obecnie jak własnego syna.

#a63WG

Temat na topie. Wybory samorządowe.

Jako wzorowy obywatel wybrałam się na wybory. Już jak zaznaczałam krzyżyki, coś mi "śmierdziało". Po przyjściu do domu pytam reszty domowników, czemu tak szybko ludzie wypełniali te kartki?! Mi to zajęło tyle czasu, że przez budynek, w którym się odbywały wybory przewinęło się chyba z 10 osób...

Wydawało mi się, że jestem rozgarnięta na tyle, aby nie pytać ile krzyżyków mogę zrobić. Tak. Postawiłam przy każdym kandydacie z każdej listy krzyżyk. Czyli zamiast 3 postawiłam około 20...

Czuję taki wstyd, że aż muszę ten żal wylać tutaj.

#hW1BM

Mam 24 lata, a mój facet jest 12 lat starszy. To dobry, kochany mężczyzna, dobry ojciec, generalnie nie ma na co narzekać. Poza jednym małym mankamentem.

Mój mężczyzna obraża się niczym stereotypowa baba. Autentycznie strzela fochy. Nie dalej jak trzy dni temu obraził się Bóg jeden wie na co i moje prośby o rozmowę nic nie dały.

Do dzieci w ogóle nie podszedł, wszystko musiałam robić sama jak nigdy, moje obiady nagle stały się niejadalne, płacz syna go nie ruszał, no cyrk. W końcu napisałam do niego SMS. Poważnie. Z braku pomysłu na rozmowę, napisałam wiadomość, mimo że ledwo co wyszedł z domu.

Dowiedziałam się o co się obraził.
Wychowałam się z samymi chłopakami i jak żyję, to pierwszy osobnik męski, który obraził się, bo jego zdaniem za dużo robię w domu i ZABIERAM MU OBOWIĄZKI.

#fO5RJ

Pewne wyznanie przypomniało mi moje dzieciństwo, nie jest to jednak aż tak drastyczna historia.


Jak byłam mała, podobno uciekałam mamie i przebiegałam przez ulicę. W końcu mama znalazła na drodze rozjechanego kota, zaprowadziła mnie tam i kazała mu się dokładnie przyjrzeć, bo sama niedługo skończę tak samo. Czy podziałało? Podziałało, i to aż za bardzo.


Miałam wtedy jakieś 3 lata, samego kota ani przebiegania przez ulicę nie pamiętam, wiem o tym, bo mama mi się żaliła, jakim okropnym dzieckiem byłam, i była z siebie dumna, że znalazła na mnie tak skuteczny sposób. Pamiętam za to, że jak miałam jakieś 4-5 lat, panicznie bałam się ulic, nawet takich osiedlowych, gdzie samochody nie jeździły prawie wcale, a jak już jechały, to tak wolno, że nie było szans na potrącenie. Pamiętam jak ryczałam, gdy mama chciała przejść na drugą stronę ulicy. Pamiętam, jak zawsze przez spory kawałek czasu zastawiałam się, czy mogę bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy, żeby iść na plac zabaw (to były te czasy, gdy dzieci łaziły same, a plac zabaw był widoczny z mojego domu). Przecież nigdzie na osiedlu nie było pasów.



Ja przez te ulice przebiegałam, zawsze. Nawet jak szłam z mamą, to w końcu puszczałam jej rękę i biegłam na drugą stronę, bo im dłużej znajdowałam się na ulicy, tym większe prawdopodobieństwo, że mnie ktoś przejedzie. Kiedyś jakimś gimnazjalistkom musiało się zrobić mnie szkoda, bo przez kilka minut wmawiały mi, że na ulicy są pasy, tylko że się starły, ale spokojnie mogę przejść. Tym jednym razem pomogło, ale potem znowu się bałam. Przeszło mi dopiero w podstawówce, bo na autobus chodziłam z innymi dziećmi w tłumie i tak jakoś poczułam się bezpieczna.
Dodaj anonimowe wyznanie