#fO5RJ

Pewne wyznanie przypomniało mi moje dzieciństwo, nie jest to jednak aż tak drastyczna historia.


Jak byłam mała, podobno uciekałam mamie i przebiegałam przez ulicę. W końcu mama znalazła na drodze rozjechanego kota, zaprowadziła mnie tam i kazała mu się dokładnie przyjrzeć, bo sama niedługo skończę tak samo. Czy podziałało? Podziałało, i to aż za bardzo.


Miałam wtedy jakieś 3 lata, samego kota ani przebiegania przez ulicę nie pamiętam, wiem o tym, bo mama mi się żaliła, jakim okropnym dzieckiem byłam, i była z siebie dumna, że znalazła na mnie tak skuteczny sposób. Pamiętam za to, że jak miałam jakieś 4-5 lat, panicznie bałam się ulic, nawet takich osiedlowych, gdzie samochody nie jeździły prawie wcale, a jak już jechały, to tak wolno, że nie było szans na potrącenie. Pamiętam jak ryczałam, gdy mama chciała przejść na drugą stronę ulicy. Pamiętam, jak zawsze przez spory kawałek czasu zastawiałam się, czy mogę bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy, żeby iść na plac zabaw (to były te czasy, gdy dzieci łaziły same, a plac zabaw był widoczny z mojego domu). Przecież nigdzie na osiedlu nie było pasów.



Ja przez te ulice przebiegałam, zawsze. Nawet jak szłam z mamą, to w końcu puszczałam jej rękę i biegłam na drugą stronę, bo im dłużej znajdowałam się na ulicy, tym większe prawdopodobieństwo, że mnie ktoś przejedzie. Kiedyś jakimś gimnazjalistkom musiało się zrobić mnie szkoda, bo przez kilka minut wmawiały mi, że na ulicy są pasy, tylko że się starły, ale spokojnie mogę przejść. Tym jednym razem pomogło, ale potem znowu się bałam. Przeszło mi dopiero w podstawówce, bo na autobus chodziłam z innymi dziećmi w tłumie i tak jakoś poczułam się bezpieczna.
JestJeszczeSzansa Odpowiedz

Cóż, może gdyby mama ci wytłumaczyła, że można przejść bezpiecznie przez ulicę, tylko trzeba zrobić to i tamto, pewnie wyglądałoby to inaczej

Kotkot

A kto powiedział, że wcale nie tłumaczyła? W wyznaniu nawet gimnazjalistki jej coś tłumaczyły a jak autorka sama mówi: raz pomógło a potem znowu sie bałam.
Matka zachowała się okropnie ale nie zawsze jest tak, że dziecku wytłumaczysz a ono to zrozumie jak dorosły i zacznie stosować. Nie możemy zakładać, że tego nie robiła wcale tylko zaraz bez tłumaczeń poszla szukać zdechłego kota

PaniPlacebo Odpowiedz

Nie rozumiem dlaczego nastraszanie dzieci jest tak popularną metodą wychowawczą

tramwajowe

I potem dzieci boją się policjantów, bo były straszone.

KoszmarekOpalek

Jak będziesz rodzicem to zobaczysz, że często straszenie (ale sensowne, tak jak w wyznwniu, a nie w typie: "przyjdzie pan i cie zabierze") daje najlepsze skutki a nawet jedyne.
Może gdyby nie to nastraszenie autorka skończyłaby jak ten kot, ignorując słowa matki?

tramwajowe

@KoszmarekOpalek Jestem rodzicem i się nie zgadzam.

Dispater

To super szybko działa. Jest kretynskie, ale działa. Mój chrześniak jest małym wcieleniem jakiegoś Boruty czy innego Belzebuba, złoty chłopak, ale jednocześnie bardzo uparty. I nie chodzi o brak wychowania, bo naprawdę cała rodzinka bardzo się stara i kilkukrotnie tłumaczymy mu poszczególne kwestie, staramy się nie krzyczeć, podchodzić jak do małej rozumnej istoty, a nie zwierzątka. Mimo to najlepiej na mlodego działa, jak prababcia mowi mu, że zabierze go jakiś Pan, albo odda go do sklepu, gdzie sprzedają niegrzecznych chłopców. Oczywiście prababcie strofujemy, że tak się nie robi, ale dzieciak się jej słucha.

Baaba

Straszenie ogólnie jest świetną metodą trzymania ludzi.w ryzach. Tylko dziecko jeszcze nie wie ze nic się nie stanie jak rodzic doliczy w koncu do tych trzech.

jsuyu66545

straszenie? Nie! To tylko pokazanie skutków działania. Można i 100 razy dziecku tłumaczyć, ale i tak ono swoje zrobi, bo skutków nie widziało nigdy. Metoda bolesna, ale bardzo skuteczna. Osobiście gdybym miała dziecko które się nie słucha w takim trudnym przypadku i niebezpiecznym, też bym tak zrobiła.

FunkyMalpka

Bo kaszojady często nie rozumieją tłumaczenia, jeżeli ktoś im nie pokaże skutków takiego zachowania. Jak byłam mała i nie chciałam się słuchać to rodzice często mówili "bo przyjdzie wiedźma i cię zabierze". Nie, nigdy nie miałam żadnego urazu. Po prostu mówiłam, że nie chce żeby mnie ktoś zabrał i byłam grzeczna. Terapia szokowa często działa na dzieci najlepiej. Oczywiście mama autorki mogła to lepiej rozegrać i powiedzieć coś w stylu "zobacz, kotek nie słuchał swojej mamy i stało mu się kuku", ale wydaje mi się, że ma tamten moment po prostu nie miała pomysłu.

anakonda257

@KoszmarekOpalek - No, a potem dzieci mają koszmary, moczenia nocne, bo rodzic okazał się totalnym idiotą... I o tym co dziecko przeżywa przez twoją głupotę możesz się NIGDY nie dowiedzieć. Straszenie jest skuteczną metodą, ale stosują ją "rodzice", którzy nie umieją poradzić sobie z dzieckiem.

TrebaczKleptoman Odpowiedz

Jak miałem jakieś 5 lat to chcąc się pokazać jaki jestem dorosły, poszedłem dużo szybciej od rodziców i przeszedłem na drugą stronę drogi nie rozglądając się w dwie strony. W efekcie kierowca malucha musiał na mnie zatrąbić żeby nie musiał hamować.
Terapia szokowa by mój tatuś?
Wywleczenie mnie z łóżka w środku nocy dwa dni z rzędu i pokazywanie zdjęć zwłok jego siostry która zginęła potrącona przez samochód.
Do 15 roku życia ZAWSZE przebiegałem przez drogę

RemindMe Odpowiedz

Nigdy nie zrozumiem, dlaczego niektórym wydaje się, że nastraszanie i brutalne zachowanie jest super metodą wychowawczą. Tak samo nie zrozumiem, jak małe dziecko na widok rozjechanego zwierzęcia miałoby się nagle oduczyć danych zachowań, bo ja jedynie nabawiłabym się traumy.

Buszujacywzbozu Odpowiedz

To sobie mama poradziła...

Selim Odpowiedz

Ale podziałało? Podziałało! Przynajmniej miał kto napisać wyznanie. Jako placek na asfalcie nie miałabyś na to szans. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że "to były czasy gdy dzieciaki same łaziły"

Arushat

Prawda, zespół stresu pourazowego to bardzo skuteczna metoda wychowawcza. Sam ją stosuję. Dzisiaj byłem z moimi dziećmi w kostnicy, by pokazać jak wyglàdają ludzie, którzy zginęli w pożarze. Mam nadzieję, że to uświadomi mojemu 5. letniemu synowi i 6. letniej córce, że ogień bywa niebezpieczny.

Selim

Cytując wyznanie: "Jak byłam mała, podobno uciekałam mamie i przebiegałam przez ulicę."

Cóż, raczej jak z każdym dzieckiem odbyła się rozmowa dlaczego przez ulicę się nie przechodzi i dlaczego tylko na pasach. A skoro dziecko nie słuchało i uciekało to co matka miała zrobić? Zamknąć w domu na amen czy prowadzać na smyczy?

A co gdyby nagle cos co mama powiedziała dziecku by się nie spodobało? Bezmyślnie zaczęłoby uciekać. A gdyby wtedy potrąciło je auto?

Jeśli normalne metody na dziecko nie działają to czasem trzeba użyć tych drastycznych żeby je uchronić od złego.

kitsunemi

"Jeśli normalne metody na dziecko nie działają to czasem trzeba użyć tych drastycznych żeby je uchronić od złego."

Nie. Wtedy zaciskasz zęby i jak przystało na odpowiedzialnego dorosłego - szukasz nowych normalnych metod.

Selim

Kitsunemi, będziesz miała dzieci, bedziesz sie bała o ich zdrowie i życie to zrozumiesz.

czarnykot Odpowiedz

GimnazjalistkĄ. Proszę.

Dodaj anonimowe wyznanie