Jako mała dziewczynka myślałam, że wszystkie dzieci na całym świecie rodzą się z umiejętnością mówienia po polsku, a dopiero potem uczą się swojego ojczystego języka.
Pamiętam swoje rozczarowanie i zdziwienie, gdy dowiedziałam się od mamy, że jestem w błędzie.
Dzisiaj, kiedy wracałam z pięcioma znajomymi ze szkoły, postanowiłam zawiązać buta opierając nogę na słupku. Przede mną było jeszcze pół godziny czekania na pociąg, pół godziny jazdy oraz droga z dworca do domu.
Buta zawiązałam, tylko na tyłku pękły mi spodnie...
Pewnego razu w szkole (podstawówka, klasa 4) był Dzień Ojca. Przede mną i przed moją dobrą koleżanką szedł ksiądz, który nas uczył religii. Więc co mój głupi móżdżek wymyślił? "Skoro jest Dzień Ojca, a do księdza mówiliśmy "proszę ojca", to wypadałoby mu też złożyć życzenia".
Złożyłyśmy.
Jego miny nigdy nie zapomnę :D
Zacznę od tego, że mam czworo rodzeństwa (ze mną pięcioro).
Od zawsze pomagaliśmy mamie. Pewnego razu gdy z nią siedziałam, ona powiedziała, że zazdrości swojej młodszej siostrze, bo tamta nie ma dzieci, męża i całe życie ma fajne, a my jej w niczym nie pomagamy i jedyne co jej przynieśliśmy, to chorą tarczycę i problemy z macicą.
W życiu nie było mi tak smutno, jak po jej słowach.
Wyjechałam na studia daleko od domu. Z racji tego, że moich rodziców nie było stać na opłacenie mojej edukacji, w wakacje ciężko pracowałam by mieć na czesne i na jakieś dwa miesiące życia, zanim znajdę pracę. Jako młodziutka dziewczyna, mająca doświadczenie jedynie w gastronomii, w dodatku zdobytej tylko w sezonie letnim, nie miałam szans na pracę "marzeń", więc skończyłam w popularnej sieci fast foodów.
Praca ciężka, płaca głodowa. Przynajmniej dla mnie taka była. Po opłaceniu należności za pokój, czesne i telefon bywały miesiące, że nie zostawało mi na życie nic. Jadłam jeden posiłek dziennie i to tylko, jak miałam zmianę w pracy. Jak nie pracowałam, zdarzało się, że cały dzień nie jadłam. Nie miałam nawet na buty i kurtkę zimową. Podkradałam pieniądze z kasetki w pracy, by mieć na chleb, na margarynę, na cokolwiek. Na imprezach firmowych piłam tylko jak były zasponsorowane przez pracodawcę.
Na jednej takiej imprezie, zorganizowanej w zwykłym klubie, upiłam się dość mocno. Zapewne przez to, że znowu piłam na pusty żołądek. Kiedy miałam już dość, postanowiłam opuścić lokal, ale moją uwagę przykuł stos kurtek (chyba to był listopad, dość zimny), wiszących sobie na kanapie. A wśród nich była perła, kurtka tak piękna, że aż mnie zamroczyło. Taka ciepła i taka, której nigdy bym nie kupiła, bo chyba bym musiała nie jeść kolejny miesiąc. Upadłam wtedy moralnie na samo dno i ją ukradłam. W domu odkryłam, że w kieszeni jest 100 zł. Rozpłakałam się, dzięki tym pieniądzom żyłam, dzięki kurtce nie marzłam w zimie. A dzięki kradzieży czuję wstyd.
Chociaż od tamtego zdarzenia minęło 15 lat, dalej mam wyrzuty sumienia. O całej tej sytuacji nie wie nikt. Nikt nawet nie wie, w jakiej sytuacji byłam na studiach. O tym głodzie, skrajnym ubóstwie. Jednak wolałam to niż wracać do domu, gdzie na 2 pokojach mieszkałam z rodzicami i trójką braci. Przeszłabym przez to piekło jeszcze raz, gdybym musiała, z tą różnicą, że chyba bym nie poszła na tę imprezę.
Mój tata jest dla nas dobrym ojcem. Ale do dziś pamiętam, jak nas zostawił z mamą, gdy go potrzebowaliśmy, gdy w domu były problemy, wujek alkoholik robił awantury. Pamiętam, jak mama za nim płakała, ja jej mówiłem, że wszystko będzie w porządku, nie do końca rozumiejąc co się dzieje, babcia umierała na raka, wujek przychodził pijany, roczny brat wymagał opieki, a ojca wtedy nie było. Bratem często ja się zajmowałem, żeby mama mogła sobie poradzić. Ojciec wolał zabawiać się z „ciocią”.
Powrócił, powiedział, że zrozumiał błędy, mama wybaczyła.
Nigdy o tym z nimi nie rozmawiałem, chyba myślą, że zapomniałem. Ja jednak dobrze to pamiętam, 9-latek to już rozumne dziecko. Wszystko się ułożyło, tata mieszka z nami, ale mimo że minęło 7 lat, dalej nie mogę do końca mu tego wybaczyć. Cieszę się bardzo, że przynajmniej młody ma lepsze dzieciństwo, spokojne, bez ciągłych awantur i policji spisującej wujka.
Od dziesięciu lat jestem mężatką. Od początku wiedziałam, że mąż jest aseksualny. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ seks nie jest dla mnie najważniejszy. Zdecydowanie bardziej liczyły się moje uczucia do męża.
Dzieci oboje nie chcieliśmy mieć, więc wyszło, że nigdy nie uprawialiśmy seksu.
Wierzyłam, że mnie kocha. Do pewnego momentu...
Pewnego dnia w pracy źle się poczułam i musiałam wcześniej wracać do domu. Mąż pracuje zdalnie, dlatego przez te kilka godzin cały dom miał dla siebie. Nie uprzedziłam go, że przyjdę wcześniej.
Przekręcam klucz, otwieram drzwi... Długo nie wyprę z pamięci tego widoku.
Na stole w kuchni mój małżonek w najlepsze zabawiał się ze swoim kolegą.
Zaczęłam krzyczeć, byłam czerwona ze złości. Kazałam mu się wynosić.
Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek zaufam jakiemuś mężczyźnie. To, co zrobił mi mój mąż, nie mieści mi się w głowie. Przez dekadę mnie oszukiwał, na boku sypiając z facetami.
Już składam pozew...
Dziś zostałem zlinczowany za zaparkowanie na miejscu dla osób niepełnosprawnych, na parkingu obok szpitala.
Wykręcili mi koła i ponaklejali pełno karnych k*utasów i kartkę z napisem, którego nawet tu nie przytoczę. Nie wspominając o wielkim ch*ju wyrytym najprawdopodobniej jakimś gwoździem na masce.
Kilka osób z okien krzyczało mi, że bardzo mi tak dobrze i może następnym razem nie będę się pakował tam gdzie mi nie wolno.
A teraz druga strona tej historii.
Moja dziewczyna jest w zagrożonej ciąży, na dodatek bliźniaczej. Dzisiejszego popołudnia nagle zemdlała i zaczęła silnie krwawić. Kiedy zadzwoniłem po karetkę, czas oczekiwania wyznaczyli mi od pół do półtorej godziny. Samochodem zajęło mi to niecałe dziesięć.
Pod szpitalem nie było wolnych miejsc, więc zaparkowałem na miejscu dla niepełnosprawnych i na rękach zaniosłem przelewający mi się przez ręce sens mojego życia do budynku. Całe szczęście szybko się nią zajęli i razem z dziećmi jest już bezpieczna, ale prawdopodobnie resztę ciąży będzie musiała spędzić w szpitalu.
Po ośmiu godzinach w końcu przekonała mnie, abym od niej odszedł i poprosiła, abym przywiózł jej jakieś ubrania i kosmetyki.
Dopiero wtedy przypomniałem sobie gdzie zaparkowałem, ale nie obeszło mnie to specjalnie. Bezpieczeństwo i dobro mojej rodziny było i zawsze będzie dla mnie ważniejsze niż cokolwiek innego.
Kiedy zszedłem na parking i zobaczyłem to wszystko (to był nowy samochód, zakupiony specjalnie dla naszej wygody, abyśmy po tym, jak dzieci się urodzą, nie musieli kisić się w małym tico), to dopadły mnie niemal drgawki. Myślałem, że zemdleję.
Do domu dojechałem taksówką, zebrałem się i wróciłem. Po tym, jak doniosłem ukochanej jej rzeczy, udałem się do głowy szpitala i wyjaśniłem sytuację.
Całe szczęście zostałem zrozumiany i sprawa toczy się teraz na policji.
Nie będę głosił żadnych apeli, po prostu ciężko mi z tym wszystkim, nie pojmuję jak można zrobić komuś coś takiego.
Mój ojciec zachorował, kiedy miałam 19 lat. Zaczynał też tracić wzrok. Udało mi się skończyć studia na licencjacie i podjęłam decyzję, że trzeba go ratować. Wyjechałam w świat.
Rodzice nie byli zamożni, ojciec pracował najpierw w kopalni, a potem w fabryce, mama jest nauczycielką.
Choroba była w 99% uleczalna, ale terapia bardzo droga. Chciałam pomóc.
Znalazłam pracę w fabryce. Brałam każdy weekend i święto na nadgodziny. Pracowałam na 4 zmiany, a po roku ściągnęłam do siebie moją siostrę. Prawie wszystkie pieniądze wysyłałyśmy do domu na leczenie ojca. Przyniosło efekty. Dzisiaj jest całkowicie zdrowy, zoperował również zaćmę i teraz świetnie widzi.
No i właśnie. Skończyły się problemy, zaczęły się telefony. "A kiedy wrócicie do Polski, a trzeba by z rodzicami pobyć, czas o rodzinie pomyśleć, kto to widział tyle czasu tam siedzieć, czas wrócić i zabrać się za uczciwą ciężką pracę (WTF?)".
Obie przelewałyśmy po 300 euro z każdej wypłaty rodzicom. Żeby mieli lepiej. Łatwiej.
Najgorsze były awantury, kiedy w Polsce wypadało jakieś państwowe/kościelne święto, a u nas nie. Bo kto to widział, żeby w Matki Boskiej XYZ pracować!
Przyszło Boże Narodzenie. Siedzimy przy stole, ojciec trochę za dużo wypił, mama też. Oczywiście zaczęli nas zasypywać standardowymi pytaniami. Siostra próbowała grzecznie wytłumaczyć, że teraz kiedy on jest zdrowy, chcemy trochę zarobić dla siebie, żeby mieć na mieszkanie i dobry start.
Ojciec poczerwieniał jak wiśnia i jak nie ryknie, że się nam we łbach poprzewracało od pieniędzy i że on nie chce mieć nic wspólnego z takimi osobami jak my, które tak rodziców traktują i olewają własną rodzinę.
W tym momencie wtrąciła się matka, że jesteśmy zepsute, tylko pieniądze nam w głowie, że karierę robimy, a kiedy o dzieciach pomyślimy, ona w naszym wieku nas do żłobka odprowadzała (urodziła mając 20 lat, ja miałam 24).
Siostra nie wytrzymała. Wstała i powiedziała bardzo spokojnie. "Czy dobrze widzisz, tato? A jak twoje dolegliwości? Znikły, prawda? A ty, mamo? Czy kiedy tata już nie wstawał z łóżka, czy wzięłaś choćby jedną nadgodzinę w pracy? Dlaczego w wakacje siedziałaś wygodnie w domu zamiast dorabiać, by ratować męża?".
Przy stole zapadła cisza. Siostra wyszła z pokoju, a chwilę później obie stałyśmy na przystanku, z walizkami w rękach.
Minął rok. Od wujka dowiedziałam się, że matka opowiada po rodzinie, że kiedy ojciec był chory, my uciekłyśmy, żeby przy nim nie pomagać i po fundacjach chodziła.
Cóż, skoro tak chce....
Cała rodzina dostała listy z pełną dokumentacją (rachunki, zdjęcia, wyciągi z kont) KTO opłacił jego leczenie.
Mimo wszystko nie żałuję.
Od pół roku usiłuję wkraść się w łaski mojej koleżanki z pracy. To piękna dziewczyna w moim wieku, która swoją urodą sprawia, że za każdym razem, gdy ją widzę, moje serce bije szybciej. Można powiedzieć, że w końcu udało mi się - zaufała mi, dużo rozmawiamy, dzielimy się swoimi sekretami, a także dość intymnymi przemyśleniami.
Wczoraj podczas przerwy na obiad, kiedy siedzieliśmy w stołówce, przysunęła się do mnie i powiedziała, że ma wielki dylemat. Bardzo się zdziwiłem, gdy okazało się, o co chodzi. Otóż, obiekt moich westchnień sypia z facetem ponad dwukrotnie od niej starszym.
Dylemat polega na tym, że ona robi to tylko dlatego, że gość ma dużo pieniędzy. Jeszcze bardziej zdziwiłem się, gdy na jaw wyszło, że owym mężczyzną jest nasz szef. Cóż, nie lubię się chwalić, ale firma, w której pracujemy należy do mojego ojca...
Dodaj anonimowe wyznanie