#dQPqC
Praca ciężka, płaca głodowa. Przynajmniej dla mnie taka była. Po opłaceniu należności za pokój, czesne i telefon bywały miesiące, że nie zostawało mi na życie nic. Jadłam jeden posiłek dziennie i to tylko, jak miałam zmianę w pracy. Jak nie pracowałam, zdarzało się, że cały dzień nie jadłam. Nie miałam nawet na buty i kurtkę zimową. Podkradałam pieniądze z kasetki w pracy, by mieć na chleb, na margarynę, na cokolwiek. Na imprezach firmowych piłam tylko jak były zasponsorowane przez pracodawcę.
Na jednej takiej imprezie, zorganizowanej w zwykłym klubie, upiłam się dość mocno. Zapewne przez to, że znowu piłam na pusty żołądek. Kiedy miałam już dość, postanowiłam opuścić lokal, ale moją uwagę przykuł stos kurtek (chyba to był listopad, dość zimny), wiszących sobie na kanapie. A wśród nich była perła, kurtka tak piękna, że aż mnie zamroczyło. Taka ciepła i taka, której nigdy bym nie kupiła, bo chyba bym musiała nie jeść kolejny miesiąc. Upadłam wtedy moralnie na samo dno i ją ukradłam. W domu odkryłam, że w kieszeni jest 100 zł. Rozpłakałam się, dzięki tym pieniądzom żyłam, dzięki kurtce nie marzłam w zimie. A dzięki kradzieży czuję wstyd.
Chociaż od tamtego zdarzenia minęło 15 lat, dalej mam wyrzuty sumienia. O całej tej sytuacji nie wie nikt. Nikt nawet nie wie, w jakiej sytuacji byłam na studiach. O tym głodzie, skrajnym ubóstwie. Jednak wolałam to niż wracać do domu, gdzie na 2 pokojach mieszkałam z rodzicami i trójką braci. Przeszłabym przez to piekło jeszcze raz, gdybym musiała, z tą różnicą, że chyba bym nie poszła na tę imprezę.
Jeśli prawdziwe, to mocne. Nie pochwalam kradzieży, ale wyznanie mi się podoba.
Chcę zwrócić uwagę, że autorka ma wyrzuty sumienia z powodu ukradzionej kurtki, ale o pieniądzach z kasetki nic nie wspomina. Już wcześniej kradła.
Tzw sumienie szerokie lub faryzejskie. Coś co w jej oczach jest małym występkiem, na małą skale, przestaje być czymś złym w ogóle. Dużo ludzi tak ma
Kwestia jest taka, że takie karetki są przypisane do osoby, a wszelkie niezgodności uzupełnia właściciel kasetki. Brała z niej, a pracodawca potrącił jej to z wypłaty. Można powiedzieć że brała sobie zaliczki xD
to czemu nie mając pieniędzy, fajnej pracy ani wsparcia rodziców poszłaś na studia zaoczne, do tego daleko od domu? Na dziennych są stypendia socjalne, tanie akademiki. A jak już bardzo chciałaś iść na zaoczne i to koniecznie gdzieś daleko od domu, to nie mogłaś np. z rok przerwy sobie zrobić, popracować w tym czasie czy choćby wyjechać za granicę, zarobić dużo pieniędzy, a potem wrócić, zacząć studia i wtedy już na spokojnie dorabiać sobie na bieżące wydatki, mając kasę na studia i mieszkanie już uzbieraną? wiele osób tak robi. Serio nie pomyślałaś o tym, tylko od razu wyrywałaś się na głęboką wodę, nie mając pojęcia nawet o tym, ile kosztuje życie w dużym mieście?
Na niektorych kierunkach nie ma opcji zeby studiowac dziennie i pracowac. Ja np. Od 4 lat mam zajecia codziennie od ok.8-10 do ok.19-21. I jestem na studiach (cało)dziennych. Przy takim planie mozesz sobie co canajjwyzej pozwolic na prace w weekendy, a pracujac tylko w weekend nie ma opcji zeby sie z tego samemu utrzymac.
@ProstowOczy przeciez tak samo na zaocznych mozesz mieszkać w akademiku za tą samą opłatę co i Ci ja dziennych. A co do zagranicy to może jezyka nie znała? A jak nie znasz języka to się za granicę nie ma co wybierać. Chyba że na zbiory. Ale wtedy nie zarobiła by tak jak mówisz kupę pieniędzy
@AnnieS są prace weekndowe, hostessy na marketach (które swoją dobrze zarabiają), korków mozna udzielać, zdalnie pracować, opcji jest dużo. A jak z kasą krucho to i stypendium sie trafi socjalne. A jak wyniki sa spoko to i naukowe. Wiem że to na potrzeby i gardło studenta to nic, ale znam ludzi co przeżywali za taką kasę.
Matik987 na zbiorach można nieźle zarobić.
@ototo wszystko zależy czym dla kogo jest "sporo".
@AnnieS ja miałam 2 dzienne (i niełatwe) kierunki, a mimo to dorabiałam sobie na zlecenia w weekendy. Chcieć to móc. I dla jasności - na 1 kierunku niemożliwe jest, żeby codziennie mieć zajęcia od 8-20. Zwłaszcza na studiach magisterskich (4 roku). Ja na 2 kierunkach na 4 roku miałam 2 dni tak mocno zawalone, 2 średnio, a jeden do 12. Poza tym studentów dziennych wspierają rodzice, nie oszukujmy się. A jak tego nie robią, bo ich nie stać, to są jeszcze stypendia socjalne. I naukowe.
@Matik987 żeby wyjechać pracować za granicę (fizycznie), to wcale nie trzeba znać języka. Znam osoby, które grupami jeździły do ośrodków takich zorganizowanych przez kogoś z Polski, gdzie po prostu pracowali, a dookoła byli sami Polacy tam pracujący.
A propos tych zajęć na studiach od 8 do 20, to jest możliwe, tak jakby.
Ja w poniedziałki mam od 11.40 do 20.30
A w środy od 8 mam lektorat, 4 godziny okienka, i od 13.30 dalej, aż do 20.30, a do domu nie mam jak wrócić, bo pociąg jedzie 1,20h w jedną stronę, to nawet nie opłaca się wracać. Więc kwitnę od 8.00 do 20.30 na uczleni.
@ProstowOczy tak zgodza sie, nie trzeba języka ale tylko w pracach za najniższe stawki, zbiory albo zamiatanie. I na zbiorach też sie da sporo zarobić ale na akordzie. Czyli sie musisz ozapierniczać. Co kto lubi. Niemniej jednak lepiej język znać. Całkowicie inaczej pravodawca patrzy, zaraz się inna stawka znajdzie...
Nie ma tu się z czym zgadzać, na studiach magisterskich zawsze jest mniej zajęć niż na 1 stopniu. Nieraz problemem mogą być okienka, ale podczas nich można np. wykonywać zlecenia zdalne. Nie uwierzę w to, że ktoś ma zajęcia codziennie od 8-20 i to studiując tylko 1 kierunek, nawet na 1 roku tyle nie miałam.
"4 godziny okienka" - no właśnie, a to znacząco zmienia postać rzeczy. Przez 4 h okienka można spokojnie wykonywać jakieś zlecenie. Owszem, praca na pełen etat jest niemożliwa, ale dorywcza, zdalna - jak najbardziej.
@Matik987 wiadomo, że lepiej znać język, ale piszę tylko, że za granicą nawet bez tego dałoby się pracować, jakby ktoś bardzo potrzebował zarobić, a nie znał języka (a ciężko mi uwierzyć, że autorka po liceum i zdanej maturze nie znała choć podstaw np. angielskiego)
Geniuszu, ciekawi mnie ile masz lat? 13? 16? Uważasz, że świat w jakim przyszło ci żyć był taki zawsze? 15 lat temu nie byliśmy jeszcze w Unii Europejskiej, więc nie mogłeś podjąć legalnej pracy za granicą. 14 lat temu swoje rynki pracy otworzyły dla nas UK, Irlandia i Cypr (o ile dobrze pamiętam).
Dlatego kupiłam sobie ładną kurtkę, ale jak gdzieś w niej idę to nie zostawiam jej we wspólnym stosie, jeśli nie mogę ciągle mieć jej na oku. Bo pokazujesz, że nikomu ufać nie można, nawet ludziom których widujesz codziennie. A w jakiej sytuacji zostawiłaś właścicielkę kurtki? Bez kurtki, bez pieniędzy w środku zimy, prawdopodobnie daleko od domu.
Usprawiedliwiasz swoją kradzież tragiczną sytuacją, ale nie zmienia to faktu, że w chłodne zaje..ś komuś kurtkę tylko dlatego, że była ładna.
Możliwości było kilka, ale Ty sama zdecydowałaś, że wolisz mieć telefon niż jeść. Mogłaś odłożyć o rok studia, trochę oszczędzić i dopiero potem rozpocząć naukę, a nie żyć kosztem innych osób.
Zastanawia mnie jedno. Sama pracuje w znanej sieci fast foodow, gdy mam jakiekolwiek braki w kasie Po podłączeniu targów, to muszę opłacić to z własnej kieszeni.
Więc tutaj było ewidentne okrążenie ludzi, niewydajac jej całej reszty, bo inaczej autorka nie wyplacilaby się z "firmowych długów"...
Ale margaryna musi być :v Ja w ogóle niczym nie smaruję chleba, by zaoszczędzić. I ta polska mentalność, że jak za darmo, to trzeba się koniecznie napić. Nigdy tego nie zrozumiem.
No tak, bo najtansza margaryna to daktycznie szczyt luksusu... Pomijajac juz fakt, ze to olej, a jak olej to i kalorie, wiec i czlowiek bardziej syty, a uczucie glodu zabite na dluzej.
A co innego miala pic, jak na firmowych imprezach "w cenie" byly glownie alkohole i jakies inne napoje 0%? O talerz zupy zamiast piwa miala szefa poprosic?
Sama napisała, że upiła się "dość mocno". Ja piję 2 max 3 drinki i nigdy się nie upiłam w 3 dupy. Co do margaryny, to uczucie głodu zabijałam pijąc dużo herbaty.
Aż się przykro robi czytając to
Współczuję sytuacji w jakiej żyłaś, ale nie usprawiedliwia ona kradzieży. W ogóle kradzież jest, moim zdaniem, jedną z najobrzydliwrzych rzeczy na świecie.
Gorszą niż gwałt, pedofiia, zabójstwo?
Anda nigdzie tego nie napisała ;) jedną z najobrzydliwszych, a nie najobrzydliwszą.
Ale pisząc, że jest to sytuacją "jedną z najobrzydliwszych" brzmi to tak gdyby nie było czymś gorszym niż to wymienione przeze mnie.
@Ayahuasca oczywiście że są obrzydliwsze rzeczy, między innymi te które wymieniłeś/łaś, ale jest ich moim zdaniem niewiele.
Skąd możesz wiedzieć, komu i co zapewniają rodzice? A co do skruchy, myślisz że przez nią osobie która straciła kurtkę było mniej zimno? Była mniej wściekła lub smutna gdy musiała kupić nową? A może nie było jej stać na kupienie po raz drugi czegoś z tej samej półki i musiała zadowolić się czymś gorszym jakościowo, podczas gdy autorce było ciepło za JEJ pieniądze? Bardzo dobrze że autorka ma wyrzuty sumienia, bo powinna. Z której strony nie spojrzeć współczucie należy się przede wszystkim ofierze kradzieży, nie złodziejce
założyłam konto tylko po to żeby dać strzałkę w górę, zrobiło na mnie wrażenie
To witamy :)