Moja córka ma swoją najlepsza przyjaciółkę Izę. Dziewczyny mają po 13 lat.
Ostatnio były u nas w domu, siedziały sobie w salonie i oglądały jakieś romansidło. W pewnym momencie zaczęła lecieć scena seksu, więc mówię do nich, że teraz skupiają oczy na mnie, bo na te sceny jeszcze nie pora. Na to Iza mówi, że ona lubi popatrzeć na takie sceny, bo wtedy może zaimponować tacie na treningu.
Myślałam, że źle ją zrozumiałam, więc poprosiłam, żeby wyjaśniła o co chodzi.
Iza powiedziała, że tata ją trenuje, żeby kiedyś, jak już będzie dorosła, była zawodowcem. Spytałam "ale zawodowcem w czym?". "W uprawianiu miłości, proszę pani".
Zadzwoniłam po matkę Izy. Opowiedziałam o wszystkim.
Jak się okazało, ojciec Izy regularnie uprawiał z nią seks o stałej porze, jak każdy "trening". Dodatkowo wmawiał jej, że to normalne i że każdy tata tak trenuje ze swoją córką, ale nie może nikomu mówić, żeby nikt nie ukradł ich technik.
Pani na lekcji języka polskiego dała nam za zadanie opisać ze szczegółami krótką historię o wskazanym przez nią przedmiocie.
Pani odpaliła zapałkę. Według niej powinniśmy z użyciem cech postaci (w tym przypadku zapałki) opisać jej krótkie, jak i ciekawe życie.
Wszystko poszłoby po pani myśli, gdyby nie mucha, która wpadła w płomień zapałki i zaczęła się palić. Mucha latała i paliła się po całej sali, aż w końcu całkiem się spaliła i znikła.
Wszyscy opisali śmierć muchy. Nauczycielka stwierdziła, że źle wykonaliśmy zadanie (co było nie do końca prawdą, bo opisaliśmy także przeżycia, jakie panowały u zapałki widzącej palącą się muchę).
W końcu pani stwierdziła, że nie wstawi nam za to oceny.
Zanim pójdę do łóżka, muszę się dokładnie umyć. Oprócz normalnej higieny okolic intymnych myję odbyt również w środku. Robię prysznicem lewatywę (ciśnienie wtłacza wodę), potem płynem myję się w środku i znów wypłukuję.
Nie chcę, żeby intymne chwile z żoną zepsuł jakiś zapach.
Jestem naturalną blondynką. Znajomi czasem cisnęli sobie bekę z blondynek, że głupie i puste. Nie były to jakoś bardzo obraźliwe żarty, mnie nawet też bawiły.
Ostatnio przefarbowałam się na ciemny brąz. Myślałam, że skoro zmieniłam kolor włosów, to żarty im się skończą. Myliłam się.
Teraz mówią o mnie "sztuczna inteligencja".
Moja kobieta ostatnio podczas naszej rozmowy stwierdziła, że jej były chłopak był w porządku. Poza tym, że bił, zdradzał ją wielokrotnie oraz kradł jej pieniądze, to był w porządku.
Zamurowało mnie... Nie odpowiedziałem nic.
Tak się tylko zastanawiam, czy ten popularny ostatnio cały hejt na Podlasie (nie jestem z Podlasia jak coś) nie jest przypadkiem wymyślony przez ludzi z Sosnowca, aby odwrócić od nich uwagę...
O tym, jak kradłam w sklepie, w którym pracowałam.
Miałam wtedy 18 lat. Pierwsza praca. Sklep, który wszyscy znacie. Żabka.
Płacono mi 7 zł za godzinę. Wynajmowałam pokój i musiałam dużo pracować, aby w ogóle mieć za co żyć. Często było tak, że pracowałam i po 200 h miesięcznie. Policzę Wam ile to pieniędzy: 1400 zł. Super, no nie? A czasem dostawałam mniej, bo szefowa, jak się coś przeterminowało, to odliczała nam z pensji, bo tego nie "wyłapaliśmy".
Ciężko było coś wyłapać, jak byłam sama na zmianie, musiałam oprócz obsługi kasy dokładać towar, robić jedzenie na wynos, sprawdzać codziennie terminy nabiału, wykładać towar, kontrolować warzywa i owoce, pakować ciasto, myć ekspres od kawy itd. Brakowało po ludzku czasu, aby przejrzeć chipsy, spożywkę czy napoje odnośnie terminów ważności. Miarka się przebrała, jak szefowa zamówiła za wiele chipsów i przeterminowały się na magazynie 3 kartony. My na sklepie nawet nie wiedzieliśmy jakie są terminy, a co dopiero na magazynie. 12 szt. (o ile dobrze pamiętam) po 5 zł x 3 kartony. 180 zł płatne na dwie osoby, no bo oczywiście szefowa, gdy już stała na zmianach, to w wolnym czasie przeglądała Facebooka.
Wtedy zrozumiałam, że ona mnie okrada. Zwolnić się nie mogłam, bo do wyboru miałam albo inną żabę, albo sprzątanie kibli, nic innego w okolicy nie było. A ja pomimo wrednej szefowej lubiłam kontakt z klientami.
Zaczęłam więc kraść, ale nie na potęgę, tylko z głową. Pomimo tego, że nie było kamer, wolałam nie przesadzać, aby się nie wydało.
Na normalne jedzenie było mnie stać z pensji. Nadal nosiłam do pracy kanapki, ale do tej kanapki codziennie sobie coś wzięłam z półki. Jednego dnia jakiś napój, którego bym normalnie nie kupiła, bo za drogi. Innego dnia jakieś orzeszki czy paluszki. A kolejnego dnia wafelek czy cukierki. Czasem po drugiej zmianie brałam sobie jakieś piwko do domu, a raz wyniosłam nawet butelkę wina.
Jakoś po 3 miesiącach mojej codziennej kradzieży nadeszła inwentaryzacja od Żabki. Tego, ile moja szefowa miała pod kreską nie powiem- usatysfakcjonowało mnie. Wiem, że dużą część ukradli klienci, ale część zwinęłam ja.
Szefowa zainwestowała w kamery. Dalej kradłam, bo wiedziałam czego nie sięga kamera, ale przystopowałam. Po paru miesiącach znalazłam inną pracę i się przeniosłam do nowo otwartego sklepu.
Chyba jestem złym człowiekiem, ale nie mam żadnych wyrzutów sumienia, ba, uważam, że to, że odtrącała mi i tak z marnej pensji za swoje błędy jest wystarczającym powodem, aby nie być fair wobec niej, skoro ona nie była wobec mnie.
Anonimowe odkryłam całkiem niedawno, przeglądając raz na jakiś czas poczekalnię, jestem przerażona ilością wyznań oszukujących osób „aseksualnych”.
Bardzo żałuję, że nie trafiłam tu wcześniej, bo moja historia jest prawie kalką.
Przyjaciółka od lat, od zawsze sama i wielce dumna z tego, że jest „asem”. Taki typ człowieka, że zanim dowiesz się, jak ma na imię, to niczym student prawa - musi powiedzieć, że jest aseksualna i jakie to nie jest super. Przyjaźniłyśmy się prawie 20 lat. W międzyczasie ja wyszłam za mąż, kupiliśmy mieszkanko w większym mieście. Obie byłyśmy z mniejszej miejscowości. Przyjaciółka poprosiła mnie o pomoc, chciała znaleźć pracę i wyrwać się z dziury bez perspektyw. No w zasadzie czemu nie, w końcu przyjaciółka, a pokój wolny, bo dzieci (całe szczęście) jeszcze się nie dorobiliśmy - pozwoliłam jej u nas zamieszkać na jakiś czas, aż znajdzie pracę i odłoży coś na wynajęcie mieszkania. Co się stało, pewnie się domyślacie. Pomijam fakt, że pomieszkiwanie chwilę zamieniło się w pół roku - mieszkało nam się razem dobrze, dokładała się do rachunków. Przy czym mojemu mężowi postanowiła płacić w naturze. Pierwsza wymówka? „Chciała spróbować!”. Potem nagle między nimi wielka miłość, a ja, ta zła i nieempatyczna, jak mogę się złościć i nie życzyć im szczęścia.
Z mieszkaniem milion problemów, nikt z nas nie miał się gdzie wynieść, więc mieszkaliśmy razem jeszcze jakiś czas - istny koszmar.
Ale przecież aseksualna, to nic nie grozi...
Do 16 roku życia bylem pewien, że żurawina to mięso z żurawia.
O tym, jak mama zniszczyła mi dzieciństwo.
Moja mama jest bardzo nerwową i wybuchową osobą. Z braćmi bardzo się jej baliśmy, bo za najdrobniejsze przewinienia wyzywała nas i szarpała nami jak wariatka. Tata pracował w delegacjach i nie był na co dzień z nami. Był jej przeciwieństwem. Spokojny i łagodny człowiek.
Mama kupowała nam najtańsze słodycze i robiła to bardzo rzadko. Jako około 7-letnie dziecko ukradłam jej z portfela 5 zł i kupiłam sobie dużą paczkę chipsów. Mama nakryła nas z braćmi jak je jemy i strasznie się zdenerwowała. Wyzywała mnie od złodziei, niewdzięcznych gnojów itp. Za karę klęczałam na grochu do samego wieczoru. Jakoś niedługo po tym wpadłam na głupi pomysł zabrania ze sklepu wafelka, takiego za 40 groszy, najzwyklejszego. Zostałam przyłapana, strasznie się popłakałam, przepraszałam, błagałam, żeby nic nie mówiono mojej mamie, obiecywałam, że nigdy więcej tego nie zrobię. W tym sklepie pracowała koleżanka mojej mamy. Kupiła mi tego wafelka i obiecała nie mówić nic o tym mojej mamie, a ja jej obiecałam, że nigdy więcej tego nie zrobię.
Ja słowa dotrzymałam, nigdy więcej nie ukradłam niczego, nikomu. Ale koleżanka mojej mamy powiedziała jej o tym. Była straszna awantura, dostałam okropne lanie pasem. A gdy tata wrócił z delegacji, mama o wszystkim mu powiedziała, a za karę słodycze, które nam przywiózł, zostały podzielone tylko między moich braci (dawali mi po kryjomu). Tata przyszedł do mnie wieczorem z czekoladą i wytłumaczył mi, dlaczego nie wolno tak postępować. Długo rozmawialiśmy i obiecałam mu, że nigdy więcej tak nie zrobię.
A moja mama... postanowiła zawiadomić dyrektor mojej szkoły i moją wychowawczynię, która później przy całej klasie nazwała mnie złodziejką. Wszyscy koledzy i koleżanki się ode mnie odwrócili. Gdy coś ginęło, zawsze byłam podejrzaną. Pamiętam te przeszukiwania, gdy musiałam się rozbierać do majtek i w gabinecie dyrektorki udowadniać, że to nie ja. I tak nikt mi nigdy nie wierzył. Do końca szkoły wyzywano mnie od złodziei, nikt nie chciał się ze mną bawić, poniżano mnie i dokuczano. To było piekło. Piekło, które zafundowała mi moja mama. O cholerne 5,40 zł.
Dodaj anonimowe wyznanie