#xaX5L
Moja mama jest bardzo nerwową i wybuchową osobą. Z braćmi bardzo się jej baliśmy, bo za najdrobniejsze przewinienia wyzywała nas i szarpała nami jak wariatka. Tata pracował w delegacjach i nie był na co dzień z nami. Był jej przeciwieństwem. Spokojny i łagodny człowiek.
Mama kupowała nam najtańsze słodycze i robiła to bardzo rzadko. Jako około 7-letnie dziecko ukradłam jej z portfela 5 zł i kupiłam sobie dużą paczkę chipsów. Mama nakryła nas z braćmi jak je jemy i strasznie się zdenerwowała. Wyzywała mnie od złodziei, niewdzięcznych gnojów itp. Za karę klęczałam na grochu do samego wieczoru. Jakoś niedługo po tym wpadłam na głupi pomysł zabrania ze sklepu wafelka, takiego za 40 groszy, najzwyklejszego. Zostałam przyłapana, strasznie się popłakałam, przepraszałam, błagałam, żeby nic nie mówiono mojej mamie, obiecywałam, że nigdy więcej tego nie zrobię. W tym sklepie pracowała koleżanka mojej mamy. Kupiła mi tego wafelka i obiecała nie mówić nic o tym mojej mamie, a ja jej obiecałam, że nigdy więcej tego nie zrobię.
Ja słowa dotrzymałam, nigdy więcej nie ukradłam niczego, nikomu. Ale koleżanka mojej mamy powiedziała jej o tym. Była straszna awantura, dostałam okropne lanie pasem. A gdy tata wrócił z delegacji, mama o wszystkim mu powiedziała, a za karę słodycze, które nam przywiózł, zostały podzielone tylko między moich braci (dawali mi po kryjomu). Tata przyszedł do mnie wieczorem z czekoladą i wytłumaczył mi, dlaczego nie wolno tak postępować. Długo rozmawialiśmy i obiecałam mu, że nigdy więcej tak nie zrobię.
A moja mama... postanowiła zawiadomić dyrektor mojej szkoły i moją wychowawczynię, która później przy całej klasie nazwała mnie złodziejką. Wszyscy koledzy i koleżanki się ode mnie odwrócili. Gdy coś ginęło, zawsze byłam podejrzaną. Pamiętam te przeszukiwania, gdy musiałam się rozbierać do majtek i w gabinecie dyrektorki udowadniać, że to nie ja. I tak nikt mi nigdy nie wierzył. Do końca szkoły wyzywano mnie od złodziei, nikt nie chciał się ze mną bawić, poniżano mnie i dokuczano. To było piekło. Piekło, które zafundowała mi moja mama. O cholerne 5,40 zł.
Czy ja dobrze rozumiem? Twoja mama zadzwoniła do dyrektora i wychowawczyni i w pewnym sensie kazała jej nazwać cię złodziejką przy całej klasie? Trochę pojebane... *
*zakładając, że te wyznanie jest prawdziwe
Kiedyś moja przyjaciółka poopowiadała mi o swojej matce. Włos się jeżył... Jedną z kar dawanych przez jej matkę było niepuszczenie dziecka do szkoły. Tak zwyczajnie, za karę, bo np. nie sprzątnęło pokoju. Wydzwanianie i informowanie wychowawczyni o niegrzecznym zachowaniu też było normą. O przemocy fizycznej i psychicznej dziewczyna mogłaby książkę napisać. Matka zafundowała jej takie przeżycia, że aż ciężko w to uwierzyć komuś postronnemu, zwyczajnie ciężko sobie wyobrazić, że w na pozór normalnej rodzinie mogły dziać się takie rzeczy.
Julson, robale po prostu nie potrafią wychowywać swoich dzieci.
Ja w to nie wierzę po wzmiance o rozbieraniu do majtek w gabinecie dyrektora.
Właśnie o to chodzi, że to tylko 'pozór'. Rodzinka prezentuje się jako ta porządna, a w domu to tylko członkowie wiedzą co się dzieje. Jak później dziecko opowiada co się tak naprawdę dzieje to nikt nie uwierzy, bo to przecież "tacy porządni ludzie".
Ważne by sprawdzić czy dziecko mówi prawdę czy kłamie, bo dzieli lubią zmyślać, ale też lepiej nie bagatelizować problemów.
Jebnięta matka, jebnięta jej koleżanka, jebnięta dyrektorka, jebnięta wychowawczyni. Wszyscy jebnięci, zamiast odpierdalać szopki to twoja matka powinna tak jak tata z tobą po prostu porozmawiać, no ale jak ona mogła to zrobić jak jebnięta jest.
A co złego zrobiła koleżanka matki? Przecież raczej nie wiedziała, jak jej znajoma ukarze córkę
Anda, prosiła ją dziewczynka a ta jej obiecała i oszukała ją
Przyłapała małoletnią dziewczynkę na kradzieży, co miała zrobić, ukryć to przed jej matką?
Anda, tak, ja bym tak zrobiła zwłaszcza że to tylko wafelek i to tylko dziecko a poza tym okazało skruchę i prosiło aby nic nie mówić, porozmawiałabym z nia i wytłumaczyła że tak nie wolno robić że potem inni ludzie muszą za to płacić i może im wtedy zabraknąć na życie.
No to bardzo źle byś zrobiła. To rodzice decydują o metodach wychowawczych jakie stosują wobec swoich dzieci. Ty nie masz prawa decydować o tym, czy i jak dziecko ma zostać ukarane. Oczywiście, w tej sytuacji matka autorki była niezrównoważona, ale jej koleżanka zapewne o tym nie wiedziała. Ja byłabym naprawdę wściekła, gdybym dowiedziała się, że moje dziecko np. coś ukradło, a ja o tym nie wiem, bo OBCY człowiek wszedł w moje kompetencje i uznał, że mojemu dziecku wystarczy rozmowa.
@Kurkuma, myślę, że jednak wolał/a byś wiedzieć, że twoje dziecko kradnie by móc jakoś temu w przyszłości zaradzić, ale to prawda, paskudnie oszukała siedmiolatkę
Czy osoby minusujące mogą mi wytłumaczyć o co im chodzi? Naprawdę uważacie, że macie prawo decydować o tym, czy i w jaki sposób zdyscyplinować cudze dziecko, a do tego ukrywać jego bardzo naganne, a wręcz wskazujące na możliwość demoralizacji zachowania (kradzież)? Oczywiście, nie twierdzę że autorka była zdemoralizowanym dzieckiem, ale to, że była zdolna do kradzieży, do tego nie z głodu, ale dla słodkości jest BARDZO alarmujące. Rzeczywiście, matka autorki zachowała się bardzo źle, ale kobieta, która przyłapała ją na kradzieży zachowała się w jedyny właściwy sposób informując jej rodziców.
Wielu tu minusuje dla zasady, także się nie przejmuj.
A najlepszy tatuś, który zamiast się z żoną rozprawić, to uciekał w delegacje ;_;
A co miał robic? Pozwolić by go wywalono z pracy? Nie wiemy czy jego kasa nie była jedynym źródłem ich utrzymania. I opowiesc znamy tylko z perspektywy autorki - może facet gadał z żoną, kłócił się o metody wychowania ale dzieci nic o tym nie wiedziały. Niemniej jednak taką matkę to bym za kudły po zwirze przyciągnęła.
A jak wykarmic 4-osobowa rodzine ? Mial rzucic prace z dnia na dzien i pilnowac zony ? Moze wcale nie widzial jak postepuje wobec dzieci
Wątpię, że nie wiedział. Oczywiście nie wiadomo jak było w tym przypadku, ale ojciec mojej znajomej pracował za grosze w mieście 200 km dalej bo nie mógł wytrzymać z żoną. Dzieciaki męczyły się z matką w tygodniu, a w soboty ojciec udawał idealnego tatusia.
Nie wszyscy są ojcami twojej znajomej.
nie rozumiem, po co piszesz z wieliej litery Nam, Nas? moze jeszcze Ja?
od matki am nadzieje sie odcielas, postawy pracownikow szkoly nie zrozumiem
Matka kretynka...
A ojciec cokolwiek wie o tym? Dlaczego nic nie zrobił? Utrzymujesz z nią kontakt?
Zgłoś do sądu o odebranie praw rodzicielskich bo coś czuje że ona będzie chciała alimenty
ja pytam gdzie byl ojciec? on tez zniszczyl ci dziecinstwo- swoja biernoscia
Pomijając już kwestię matki wariatki to czemu ty uważasz, że niedostawanie słodyczy to usprawiedliwienie dla kradzieży? Bo z tego wyznania wynika, że jedynie bałaś się kary, samą kradzież uważałaś za coś normalnego.
No, faktycznie. Powinna szczerze żałować tego, że jako 7(!) letnie dziecko podebrało 5zł ja paczkę chipsów.
Albo dla czytelności wyznania konieczny był akapit z oceną moralną tego.
Jeśli do kogoś powinna obwiniać, to nie siebie, że jako małe dziecko zabrała 5, dosłownie 5 złotych na słodycze, a matkę, że do tego dopuściła.
Kradzież jest zła, niezależnie od tego czy kradniesz 5 czy 5000zł. Oczywiście, nie twierdzę że autorka powinna nie spać po nocach z powodu tego, co zrobiła w wieku 7 lat, ale powinna zdawać sobie sprawę że postąpiła bardzo źle. (oczywiście nie usprawiedliwiam jej matki)
@Anda No i co z tego, że byłaby tego świadoma czy nie? Dziecko uciskane w jakikolwiek sposób zawsze zareaguje odwrotnością tego, co rodzic chce uzyskać, ewentualnie będzie wycofane. Więc jak zabraniała im słodyczy, to normalne jest że dziecko chce je zdobyć (tym bardziej, że to trwało latami).
Wiemy, że matka nie rozmawiała normalnie ze swoimi dziećmi tylko je uciskała, więc to oczywiste że dziecko posunie się prędzej czy później do kradzieży czy innego złego czynu.
Więc takie twoje tłumaczenie, że powinno wiedzieć że kradzież jest zła nie skutkuje zawsze tym, że dziecko tego nigdy nie zrobi.
Przecież nie twierdzę że autorka powinna to wiedzieć WTEDY. Ale TERAZ, po latach, powinna zdawać sobie sprawę z tego, że to co zrobiła było paskudne.
Podstawowym błędem zaburzonych rodziców jest fakt, że uznają dziecko za dorosłego człowieka, który już wie co jest dobre, co złe, co wolno, czego nie i dlaczego. Od tego jesteś ty, dorosły, żeby nauczyć i wytłumaczyć jak się postępuje w życiu. Dziecko ma prawo jeszcze nie zdawać sobie sprawy z niektórych rzeczy, ma prawo popełniać błędy, bo nie jest dojrzała osoba.
Jeśli mimo tłumaczenia i rozmowy takie zachowanie się powtórzy to dopiero można mówić o jakiejś karze. Bo jak karzesz dziecko bez uprzedzenia, to w końcu nic ci nie będzie mówić, do niczego się nie przyzna, bo się będzie bało, że mu zrobisz jazdę.
Skąd ja to znam ... moja się znęcała nade mna psychicznie od małego. Dzięki czemu mam depresje i nerwice.