#xl1wb
Miałam wtedy 18 lat. Pierwsza praca. Sklep, który wszyscy znacie. Żabka.
Płacono mi 7 zł za godzinę. Wynajmowałam pokój i musiałam dużo pracować, aby w ogóle mieć za co żyć. Często było tak, że pracowałam i po 200 h miesięcznie. Policzę Wam ile to pieniędzy: 1400 zł. Super, no nie? A czasem dostawałam mniej, bo szefowa, jak się coś przeterminowało, to odliczała nam z pensji, bo tego nie "wyłapaliśmy".
Ciężko było coś wyłapać, jak byłam sama na zmianie, musiałam oprócz obsługi kasy dokładać towar, robić jedzenie na wynos, sprawdzać codziennie terminy nabiału, wykładać towar, kontrolować warzywa i owoce, pakować ciasto, myć ekspres od kawy itd. Brakowało po ludzku czasu, aby przejrzeć chipsy, spożywkę czy napoje odnośnie terminów ważności. Miarka się przebrała, jak szefowa zamówiła za wiele chipsów i przeterminowały się na magazynie 3 kartony. My na sklepie nawet nie wiedzieliśmy jakie są terminy, a co dopiero na magazynie. 12 szt. (o ile dobrze pamiętam) po 5 zł x 3 kartony. 180 zł płatne na dwie osoby, no bo oczywiście szefowa, gdy już stała na zmianach, to w wolnym czasie przeglądała Facebooka.
Wtedy zrozumiałam, że ona mnie okrada. Zwolnić się nie mogłam, bo do wyboru miałam albo inną żabę, albo sprzątanie kibli, nic innego w okolicy nie było. A ja pomimo wrednej szefowej lubiłam kontakt z klientami.
Zaczęłam więc kraść, ale nie na potęgę, tylko z głową. Pomimo tego, że nie było kamer, wolałam nie przesadzać, aby się nie wydało.
Na normalne jedzenie było mnie stać z pensji. Nadal nosiłam do pracy kanapki, ale do tej kanapki codziennie sobie coś wzięłam z półki. Jednego dnia jakiś napój, którego bym normalnie nie kupiła, bo za drogi. Innego dnia jakieś orzeszki czy paluszki. A kolejnego dnia wafelek czy cukierki. Czasem po drugiej zmianie brałam sobie jakieś piwko do domu, a raz wyniosłam nawet butelkę wina.
Jakoś po 3 miesiącach mojej codziennej kradzieży nadeszła inwentaryzacja od Żabki. Tego, ile moja szefowa miała pod kreską nie powiem- usatysfakcjonowało mnie. Wiem, że dużą część ukradli klienci, ale część zwinęłam ja.
Szefowa zainwestowała w kamery. Dalej kradłam, bo wiedziałam czego nie sięga kamera, ale przystopowałam. Po paru miesiącach znalazłam inną pracę i się przeniosłam do nowo otwartego sklepu.
Chyba jestem złym człowiekiem, ale nie mam żadnych wyrzutów sumienia, ba, uważam, że to, że odtrącała mi i tak z marnej pensji za swoje błędy jest wystarczającym powodem, aby nie być fair wobec niej, skoro ona nie była wobec mnie.
Kiedyś pracowałem przy inwentaryzacji hurtowni, niezgodności sięgały 16 tys! pozycji (nie nie ukradziono aż tyle towaru, większość była źle zaewidencjonowana), niemniej jednak straty były liczone w dziesiątkach tys. I hit odnośnie przeterminowanego towaru - ponad 3 lata!
Pracuję w hurtowni farmaceutycznej na magazynie. Ostatnio mieliśmy inwentaryzację. Licząc tylko 3 regały (moje stanowisko pracy) co prawie każdy lek był w nadwyżce o 1 sztukę, ale na większość jednak wychodziły braki towaru po 10 sztuk, po 15... A jeden lek leżał sobie dwa lata przeterminowany.
W sklepie, w którym kiedyś pracowałam, zmieniał się właściciel i robiliśmy inwentaryzacje na zamknięcie. Po odsunięciu regałów znaleźliśmy kilka zpuek chińskich po jeszcze poprzednim właścicielu... Były przeterminowane jakieś 6-7 lat.
Pracowałam kiedyś w sklepie typu Żabka. Byłyśmy zawsze w trójkę na zmianie. Jedna osoba na kasie, jedna na dziale mięsnym i jedna wykładał towar. Przy dużym ruchu, ta co była na sklepie siadala na drugą kase. Przy inwentaryzacji zawsze wychodziły jakieś braki i przeterminowane towary. W tym przypadku była to wina pracowników. Według mnie było nas wystarczająco na zmianie i można było wszystko ogarnąć. W ciągu dnia było dużo czasu na to by zrobić to co trzeba. Jednak często było tak, że osoba, która wykładał towar, była zbyt leniwa by posprawdzac termin przydatności. Ja zazwyczaj stałam na kasie bo to lubiłam. Gdy ruchu nie było, to pomagałam wykladajacej towar, która i tak wciąż narzekała, że ma dość.
Kto pracował u dziada ten zrozumie. Nie mówię, że pochwalam, ale rozumiem Twoje poczucie krzywdy.
Klasyczni użytkownicy anonimowych, płaczą, że nie ma prawdziwie anonimowych wyznań, jęczą, gdy po raz kolejny pojawia się wyznanie o trudnym dzieciństwie, gwałtach, pożyczkach, wrednych starych babkach czy o innym temacie, przeruchanym na tej stronie pierdyliard razy, a gdy już pojawia się coś sensownego, godnego uwagi i co najważniejsze ANONIMOWEGO( bo wątpię, że autorka się tym gdziekolwiek pochwaliła), to wylewają na piszącego wiadro pomyj i gówna i próbują resocjalizować...
Brak mi słów na was, serio.
Ech, nie potępiam cię. Szkoda, że nie miałaś na co zmienić tej pracy po pierwszym miesiącu...
Ja również pracowałam w sklepie i moja szefowa wymyśliła sobie taka zasadę że ze po rozliczeniu w kasie może być minimum 2 zł na plusie lub minusie . Jak miałam manko na kasie to nawet rozumiem że musiałam oddać. Ale raz się zdarzyło że po rozliczeniu w kasie miałam 100 złotych więcej niż powinnam (jakim cudem nie wiem nie oszukalam specjalnie a przecież jakbym komuś nie wydała stówki to by się chyba klient zorientował ) i potrąciła mi ta stówke z pensji. Czyli była 200 zł do przodu bo i nadwyżka w kasie i musiałam jej oddać z pensji.
dziwię się, że nie obcinała Wam z pensji za ukradzione rzeczy (że niby nie dopilnowaliście), skoro nawet za przeterminowane obcinała.
kto pracował w żabce zrozumie... łącze się w bólu. nam obcinal z pensji za kradzieże również. mi odciagnal od pensji 400zl bo ktoś ukradł "Pomysł na" sztuk dwie
dziwi mnie, ze skoro odpowiadalyscie finansowo za przeterminowane rzeczy, to nie obciazyla was za "braki"
Bardzo dobrze, nie masz co czuć się winna. Ona jako właściciel powinna trzymac nad wszystkim rekę i przedewszystkim terminy powinna tez pilnowac ona.
Dobrze robiłaś, trzeba tępić chamstwo. Szefowa sama sobie zaszkodziła swoim zachowaniem.
Zachowała się jak własna szefowa :) Też mi komplement...