#dP0oW

Jestem zwykłym facetem w szczęśliwym związku. Na co dzień prowadzę firmę, planujemy z żoną dzieci - człowiek przeciętny, jakich wielu.

Ostatnio miałem sen, w którym jeden z moich ulubionych kreskówkowych bohaterów uprawia seks... ze mną!

To było coś nowego. W dodatku obudziłem się "w gotowości", żony akurat nie było w domu, więc wziąłem sprawy w swoje ręce. I co najbardziej mnie martwi - bardzo mi się spodobało pociągnięcie w moich wyobrażeniach tego wątku ze snu.

Od tego czasu zauważyłem, że nawet podczas seksu z żoną moje myśli czasem wracają do bohatera kreskówki.

Nigdy nie miałem żadnych homoseksualnych zapędów i nie mam pojęcia co o tym myśleć. Nikomu nie powiedziałem, a bardzo potrzebuję się komuś wygadać. Stąd to anonimowe jak cholera wyznanie.

#G4oc4

Jestem z moim chłopakiem ponad dwa lata, w planach zaręczyny i absolutnie gardzę zdradą. A jednak mam potrzebę napisania wyznania.

Mieszkamy razem, jesteśmy dopasowani pod każdym względem, we wszystkim się zgadzamy i okazuje mi dużo miłości. Cud, miód, orzeszki. Wielu naszych znajomych powiedziało nam, że zazdrości nam związku. To w czym jest problem?

W najlepszym przyjacielu chłopaka, Tomku (imię zmienione). Tomka poznałam przez chłopaka, zakolegowałam się z nim rok temu i raz na jakiś czas spotykamy się we trójkę.

Niedawno musiałam zająć się domem rodziców, a chłopak wtedy nie mógł jechać ze mną, więc skończyło się na tym, że sama nocowałam w prawie już obcym mi domu. Boję się nie tylko ciemności i samotności, ale też smutnych wspomnień, które ten dom mi przynosi. Nie mogłam zasnąć, chłopak nie odpowiadał, ale za to Tomek tak. Po zwykłej koleżeńskiej rozmowie poczułam się bezpiecznie i spokojnie zasnęłam. Po tej nocy moje uczucia do Tomka uległy zmianie. A co do jego uczuć do mnie, poza częstszym pisaniem, nic się nie zmieniło.

Na domiar tego, dzień po tym musiałam jechać na tygodniową delegację. Myślałam że oszaleję, przez prawie cały wolny czas pisałam z Tomkiem. Odtąd walczę ze sobą żeby nie myśleć o Tomku w inny sposób niż czysto koleżeński, nie pozwalam sobie rozwinąć głębszych uczuć do niego. Bardzo kocham mojego chłopaka, niczego mi w nim nie brakuje i absolutnie nie chcę go zdradzić. Nie rozumiem więc dlaczego mnie aż tak kusi Tomek?

Tomek na szczęście mieszka na drugim końcu kraju, więc rzadko się widujemy, ale dzisiaj mój chłopak zaprosił go do nas na kilka dni, razem z nocowaniem, ponieważ nie ma innych opcji noclegu. Data już ustalona i Tomek przyjeżdża za miesiąc, a ja mam nadzieję, że pokusy do tego czasu mi przejdą. A jak nie, to nie wiem jak to wytrzymam.

Fatalnie się z tym czuję, nie mam pojęcia skąd mi się te pokusy wzięły. Nie wiem jak długo uda mi się je zwalczać. Nie chcę niszczyć naszego związku ani zranić mojego chłopaka.

#DtdmO

Mówi się, że w gościach powinno się jeść to co się dostanie i nie wybrzydzać.

Ja nie lubię cholernie dużo rzeczy, ale kulturalnie żeby nie było gospodarzom przykro - zjadam najpierw te rzeczy, które są niedobre, aby na koniec móc delektować się najlepszym i móc zabić smak poprzednich składników.

Zawsze wtedy śmiało mówię, że danie było przepyszne :D

#gv00J

Opowiem wam o funkcjonowaniu szkół dla osób „ponadprzeciętnie” ambitnych.

Od połowy podstawówki zaczęła mi się marzyć medycyna. Wywodziło się to z faktu, że jako dziecko oglądałam dużo programów „medycznych” na kanałach typu TLC. Zawsze gdy ktoś ze znajomych rodziców czy rodziny pytał kim chcę być w przyszłości, dumnie odpowiadałam, że lekarzem. Lata mijały, dostałam się do dobrego gimnazjum, dalej utrzymywałam chęć bycia lekarzem, co właściwie obrałam za faktyczny cel. Przycisnęłam w ostatnim roku gimbazy, całkiem nieźle zdałam egzamin, oceny też były nie najgorsze. Kilkoma punktami ponad próg dostałam się na jeden z najlepszych biolchemów w województwie, do klasy, która była uznawana każdego roku za najwybitniejszą, same świadectwa z paskiem itp. Z nadzieją wkroczyłam w nowy etap życia.

Gdy dostałam plan lekcji, okazało się, że dostaliśmy największe kosy z biologii i chemii, rozsławione na całe moje miasto. Na początku szło dobrze. Jednak z każdym kolejnym działem było coraz ciężej. Wszyscy byliśmy przygotowani na ciężką pracę. Pierwszą klasę przeszliśmy niemal bez trudu, było kilka zagrożeń na cała klasę, ale to właściwie było nic. Jednak pod koniec roku kilka osób zaczęło deklarować, że chcą się przenieść, bo nie dają rady. Faktycznie, gdy zaczął się ten rok szkolny, ubyło nam 5 osób z klasy. Przepisały się na humana bądź wróciły na swoje wioski (szkoła słynie z tego, że więcej w niej jest uczniów spoza miasta).
Dodatkowo nauczyciel z jednego z przedmiotów rozszerzonych stwierdził, że z naszej klasy nic nie będzie i bez pożegnania ani wytłumaczenia oddał naszą klasę innej nauczycielce, która de facto z biolchemem nie pracowała nigdy za bardzo. (Pierwszy raz w historii szkoły wydarzyła się taka sytuacja).

Na obecną chwilę jest coraz... ciężej. Zaczął się wyścig szczurów. Normalną sytuacją jest to, że dostajemy same 1 i 2. Na porządku dziennym jest to, że osoby, które radzą sobie trochę gorzej słyszą, że jest dla nich miejsce na humanie. Po ostatnim sprawdzianie z chemii jedna dziewczyna wpadła w taką histerię, że musiała zostać zaprowadzona do psychologa.
Sama będąc kiedyś na imprezie wypiłam troszkę za dużo, co skutkowało „wylaniem żali”. Dostałam ataku paniki, przez 2 godziny znajomi próbowali mnie uspokoić, a ja w kółko powtarzałam, że nie rozumiem jednego zagadnienia.
Nauczyciele z przedmiotów podstawowych mają nas gdzieś, nie są w stanie zapanować nad klasą, a na sprawdzianach pojawiają się nagle rzeczy wyjęte z kosmosu, zadania rozszerzone. Obecnie obawiam się o moją maturę z podstaw.
Wiele osób, z którymi rozmawiam mówi, że chcą się przenieść, że nie dają rady. Gdybym miała wybrać jeszcze raz szkołę, zastanowiłabym się. Czasami lepiej jest wybrać gorszą szkołę, a zadbać o swoje zdrowie psychiczne.

#ak7XV

W mojej gówno-pracy w Maku ludzie potrafią wciąż mnie zaskakiwać. Ostatnio koleś wychodząc z kibla popatrzył na mnie (akurat szorowałem podłogę mopem) i powiedział "No... powodzenia tam", po czym wyszedł z lokalu. Kuuuuuur zapiał... To co zostawił po sobie w kiblu to była jakaś gównokalipsa, jakby walnął tam rozpryskowy sranat, jak seria z kałosznikowa. Gówno było wszędzie! Nawet na ścianach!

#lblMD

Mam problem z młodszą siostrą. Młoda ma chłopaka, który spełnia każde jej zachcianki. Nie raz słyszałam, jak on jej mówił, że nie musi nic robić, bo on jej zapewni wszystko co najlepsze, dlatego nie musi pracować ani zajmować się domem.
Skoro ma takie podejście do życia, to nic mi do tego. Na szczęście nie wpływa to na mnie, jedynie szkoda mi mojej siostry. Dlaczego?

Bo gdy tylko się pokłócą, to ona w sumie nie ma nic. On jej wygarnia, że bez niego nic nie znaczy, a ona po kilku dniach do niego wraca. Gdy on jest na imprezie rodzinnej, ona ciągle się wywyższa, udaje nie wiadomo kogo, już planuje jak będzie wyglądać ich dom. Zupełnie się zmieniła, to nie jest ta spoko dziewczyna, z którą się wychowywałam. Żadne argumenty do niej nie trafiają, jedynie włącza jej się tryb "siostra zazdrości" i obraża się na mnie.

A ja jedynie się martwię o to, że za 10 lat będą po ślubie, a on będzie się nad nią znęcać psychicznie.

#ntmY2

Mam skrajne poglądy, tak zostałam wychowana, moja rodzina i znajomi moich rodziców mają takie same, całe życie przebywałam w takim towarzystwie. Nie wyobrażam sobie ich zmieniać, bo utożsamiam się z tym, ale moi znajomi tego nie rozumieją. Uważają mnie za wariatkę, skoro mam takie a nie inne poglądy, uważają, że jestem gorszym człowiekiem, bo jak mogę nie akceptować czegoś, co akceptuje większość społeczeństwa i staje się w tych czasach normalne. Dla mnie to nie jest normalne, nie zmienię swoich przekonań, nikomu nie robię krzywdy, nie narzucam swoich poglądów. Czy to nie kpina, że osoby, które są za tak wielką tolerancją nie potrafią uszanować czyiś poglądów, tylko dlatego że różnią się od ich? Gdzie ta ich tolerancja?
Dodaj anonimowe wyznanie