Mam problem. Moja mama, super babka załamała się po tym jak straciła bliska jej osobę, do tego wyszedł na jaw romans ojca. No kumulacja wszystkiego złego co mogło ją spotkać. Przestała jeść, pić, chodzić do pracy, tylko leży w łóżku, jak nie uda się jej przypilnować to pije i płacze mówiąc ze chce odejść z tego świata.
Wzięłam ją do psychiatry prywatnie, po lekach od niego było tylko gorzej. Wezwane kilka razy pogotowie nie może nic zrobić, bo przy nich mówi, że wszystko jest okej, do szpitala nie chce iść, zawiozłam ja na oddział psychiatryczny (tylko dzięki pomocy ratowników medycznych, którzy wsadzili mi ją do auta), nie przyjęli jej. Nigdzie nie chcą jej przyjąć, bo nie ma miejsc, chyba że przywiezie ją pogotowie, pogotowie jej nie weźmie, bo nie mają podstaw.
To istny koszmar patrzeć jak najbliższa ci osoba stacza się na dno. Walczę o nią jak mogę, ale nic nie pomaga. Piszę, bo potrzebuje pomocy, co robić dalej... zaczyna mi brakować sił.
Jakiś czas temu było tu wyznanie dziewczyny, która żaliła się na swoich "postępowych" znajomych i ich brak akceptacji jej konserwatywnych poglądów. I o ile wśród moich znajomych, dorosłych już ludzi, faktycznie przeważają liberalne poglądy, to tamto wyznanie skłoniło mnie do napisania o zjawisku, które zauważyłam niestety u rówieśników mojej siostry(początek liceum).
Na wstępie od razu zaznaczę, że nie utożsamiam konserwatyzmu z nacjonalizmem, po prostu ludzie, o których piszę sami określają siebie jako konserwatywnych, mimo zachowań prezentujących momentami niemal neonazizm.
Dla kolegów i koleżanek mojej siostry nie ma nic zabawniejszego niż żarty o Żydach, Holokauście czy memy z Hitlerem. Nieraz słyszałam też od niej o zażartych dyskusjach, na temat tego, że Hitler nie był wcale taki zły, a ludzie żyjący w jego czasach sami byli sobie winni, bo w końcu ktoś na niego głosował. No i oczywiście koronny argument, zwłaszcza wśród chłopaków- Wujek Adi (nie żartuję, tak o nim mówią) to by tych wszystkich pedałów i przebierańców wybił gazem! A lesby do zabawy żołnierzom! (Przepraszam, ale to dosłowne cytaty).
Na lekcjach historii potrafią wykłócać się z nauczycielami o takie sformułowania jak "zbrodniarz wojenny", a na biologii próbują przekonać nauczycielkę do wyższości rasy białej nad innymi. Kiedy w szkole pojawiło się dwóch chłopców z Ukrainy, dzień w dzień byli witani okrzykami: Polska dla Polaków! Często też prześladowcy, bo oprócz okrzyków potrafili też np. zabierać i niszczyć im rzeczy, wygłaszali publicznie stwierdzenia wręcz gloryfikujące Andersa Breivika. Bo przecież imigranci to zło!
Prowodyrem był chłopak, który szczyci się noszeniem sygnetu z krzyżem celtyckim. Podobno ten ze swastyką skonfiskowała mu polonistka.
Sytuacja uspokoiła się po wielu interwencjach rodziców i zahaczeniu o kuratorium.
I tak słucham historii mojej siostry, która wszystko to uznaje za takie tam niewinne żarty, podobnie zresztą jak moi rodzice i nie mogę uwierzyć, że to bagatelizują. Kto wie, może za kilka lat te dzieciaki wcale z tego nie wyrosną i będą hailować na ulicach próbując wpoić innym swoją, "jedyną słuszną" ideologię.
Potrafię pierdzieć przez pół minuty. Nikomu się do tego nie przyznam, od tego mam anonimowych...
Mam alergię na chyba wszystkie metale. Jakichkolwiek sztućców bym nie używał, puchną mi wargi - dobrze, że chociaż wstrząsem anafilaktycznym się to nigdy nie skończyło. Muszę jeść plastikowymi - zabieram komplet na wszystkie wesela itp. Do bani, serio.
Przed chwilą zadzwonił do mnie mój były mąż.
Facet, z którym rozwiodłam się tydzień temu płakał w słuchawkę mówiąc, że nie może beze mnie żyć, że mnie kocha i żebym wróciła do niego.
Kiedy przerwałam mu jego rzewny wywód przypominając, że to on mnie zostawił, a nie ja jego, trochę się uspokoił i w odruchu szczerości wyznał mi, że… nie umie gotować sobie obiadów.
Jak ukrócić teściową, która zabiera naszej córce tatę? Krótki opis: pierwszy zmarł jej mąż, to wzięła do siebie starszego syna (alkoholik, jemu to było na rękę). Zabrała mu samodzielność, on często musiał chodzić do lekarzy i nieraz mówił: sam pójdę, ale ona NIE, ja też muszę tam być. Teraz zmarł. Nic dziwnego, jak mu pozwalała pić, miał dietę na wątrobę, a ta mu woziła do szpitala "śledziki na raz". Teraz się bierze za drugiego syna, mojego męża.
Nie potrafi sama żyć, nie ma znajomych, swojego życia. Wykańcza wszystkich powoli, niby chodzi o pomoc, a tak naprawdę o to, by ten mój mąż żył teraz jej życiem. Ma gdzieś, że siedmioletnia córka potrzebuje taty, wymyśla problemy i choroby, które cudownie mijają, jak się goście zapowiedzą. Teściowe są śmieszne w kawałach, ale naprawdę spotkać taką to porażka. I nie da rady, mąż niby rozumie rozmowy, ale siedzi w tym chętnie, o wiele chętniej niż w naszym mieszkaniu, tam zawsze pozmywa, śmieci wyniesie, bo to mamusia i trzeba pomóc.
Jest na każde zawołanie, a my się musimy z córką z szanownym panem tatusiem i małżonkiem umawiać na każdy spacer. Tu nie robi nic. Córka już nawet nie tęskni do taty, to mnie też boli, bo jak mamusia nie przeszkadza, to jest świetnym ojcem. Ja się bez ojca wychowywałam i wiem, jak to boli.
Jestem zdecydowana odejść, mam środki, mam wizję przyszłości i boję się tylko jednego: walki o córkę, proszę o kontakt osoby, które to przeszły.
Mój przyjaciel, Adam, jest wielkim fanem narciarstwa. Cała szafa kombinezonów, kaski, gogle... Maniak.
Lata temu, w czerwcu, zrobił imprezę urodzinową w swoim mieszkaniu. Ściany? Śnieżnobiałe. Drinki? Wóda z lodem. Zabawy? Symulator stoku na konsoli. Gości cały salon. Krzesła, parapety, kanapy, wszędzie ludzie. Procenty leją się strumieniami, a tu jeszcze pełne pół lodówki. Wszyscy wiemy co się dzieje, gdy na sali nie ma ludzi trzeźwych.
Adam poszedł rozpakowywać prezenty. Jak się można spodziewać, nikt mu piłki do kosza nie kupił. Za namową jakiegoś typa zaczął wszystko mierzyć. Kask, rękawiczki, kijki, gogle, skarpety. Nawet kombinezon włożył własny. Śmiechy, chichy. Nim się obejrzeliśmy, nasz gospodarz już miał na sobie narty. Ktoś krzyknął, żeby szedł na stok. Cały tłum pijanych towarzyszy stwierdził, że to świetny pomysł. Tak rozpętało się piekło...
W stolicy, w środku lata, ciężko o śnieg. Tym bardziej jakąś górkę. Toteż jakiś Pomysłowy Dobromir wydumał schody. Mieszkanie na 4 piętrze. Miodzio. Koło północy. Adam wszedł na szczyt. Kominiara na twarz. Gogle. Gotowy? Ruszył. Urwał, że aż skarpety zawiało. Chłopak miał talent. Wywalił się w połowie. Podnieśli go. Bokiem się nie wejdzie, bo za wąsko, więc zjeżdżał niżej. Jego kamienica należała do tych "komunistycznych". Schody skręcały w połowie piętra w drugą stronę i tak ciągle.
W amoku nasz wielki sportowiec nie spostrzegł sąsiadki zamykającej drzwi mieszkania. Nie udało mu się zatrzymać. Kobieta młoda, z psem, najwyraźniej chciała wyjść z nim na spacer. Głośny hałas. Krzyk. Plątanina kończyn. Szczekanie kundla. Jęki bólu. Wszyscy trochę wytrzeźwieliśmy w ułamku sekundy. Rozplątaliśmy ich. Adam w kasku, pełnej ochronie, co najwyżej zatoczył się trochę z emocji. Z kobietą było gorzej. Na jakiś wstrząs mózgu się nie zapowiadało, ale noga była wygięta pod dziwnym kątem. Posłaliśmy Adama, żeby się przebrał. Ktoś zadzwonił na pogotowie, ktoś poszedł po lód, ktoś wziął psa. Część ludzi rozeszła się po domach.
Przyjeżdża ambulans. Ratownicy w pełnej gotowości. Pakują sąsiadkę na nosze. Wychodzimy na dwór. Tam już na spokojnie (jeśli da się być spokojnym w takiej sytuacji.) pytają się jej, co zaszło. Nieco zmaltretowana sąsiadka zaczęła ''Wychodziłam właśnie z Tobim na spacer, gdy ten narciarz nadjechał"... Popatrzyli się na nią z lekkim zmieszaniem i pokiwali głowami. Na szczęście zdążyłem wytłumaczyć całą sytuację, zanim zamknęli ją w zakładzie zamkniętym ;)
Dużo osób nie dowierza, jak kobieta może trwać w związku z toksycznym mężczyzną. Byłam w takim prawie związku i powiem Wam, że to nie takie łatwe zerwać kontakt. Pomimo wszystkiego, co ta osoba zrobiła, przywiązujesz się do niej, bo była, kiedy innych zabrakło. Była twoim przyjacielem, nawet jeśli mieszał cię z błotem. Bo były momenty, kiedy przecież świat u jego boku był cudowny.
Kurczowo trzymałam się tych ulotnych chwil, trwałam przy nim właśnie dla nich. Jak Mały Książę swojego Lisa, on oswoił mnie, tak bardzo, że sama myśl o rozłące była bolesna. Wiele razy obarczał mnie swoimi problemami, twierdził, że istnieją z mojej winy, wiele razy kłóciliśmy się, gdy wracał po pijaku. Obrażał mnie, mówił, że jestem dla niego wszystkim, ale nikim w oczach innych, że tylko z nim zaznam szczęścia. "Kto by chciał się z tobą umówić? Spójrz na siebie, w swoje oczy i powiedz, co widzisz. Ja widzę wystraszoną dziewczynkę. Ale nie martw się, zaopiekuję się tobą, moje neko".
Był taki inteligentny, interesował się historią, pisał wiersze. Imponował mi, lecz niszczył mnie, bił słowami, bo tylko tym mógł z racji, że poznaliśmy się przez internet.
Rozmawiałam z nim dzień w dzień, czasami do późna w nocy, czułam się ważna, ale z drugiej strony wiedziałam, że tak dalej być nie może. Mężczyzna ten chwiał się w nastrojach, raz był kochany, mądry i wspierający, takiego go lubiłam, a zaraz zmieniał się w okrutną bestię wytykającą mi wszystkie moje wady, pijaka, który nie pamiętał swoich słów na następny dzień.
W końcu dokonałam jednak wyboru, bo chociaż byłam silna psychicznie, starałam nie zwracać uwagi na jego przykre słowa, odizolować się zupełnie od złego, wyczekując dobra, zauważyłam, że po czasie trudność sprawiała mi rozmowa z kimkolwiek innym. Tak bardzo chciałam mu pomóc, tak mocno się na nim skupiłam, tak jak tego chciał, że zatraciłam w sobie zdolność widzenia innych.
Musiałam to zakończyć. Chociaż groził i przepraszał, postanowiłam już więcej do niego nie napisać. I było to cholernie bolesne, miesiącami myślałam, czy nie popełniłam błędu, czy nie straciłam czegoś ważnego. "Może napiszę? Przecież tak ładnie mnie przeprosił". Nigdy jednak tego nie zrobiłam i raczej nigdy już tego nie zrobię. Jest bez niego lepiej.
Drodzy Anonimowi, cóż jednak z tego, skoro pamięć nie przemija?
Farbuję włosy od 14 roku życia na bardzo jasny blond. Mój naturalny kolor jest ciemny. Po kilku latach mam włosy tak zniszczone mocnym rozjaśnianiem, że ostatnio postanowiłam użyć ciemnej farby i po prostu pozwolić odrosnąć naturalnym. Tak zrobiłam rano, a wieczorem byłam umówiona z chłopakiem, z którym jestem od 3 lat. Umówiliśmy się na przystanku, widziałam z daleka, że idzie. Stanął może 1,5 metra ode mnie i zaczął do mnie dzwonić za ile będę. Nie poznał mnie.
Oto jak kolor włosów zmienia cały wizerunek człowieka :D
Podobają mi się tylko mężczyźni po 70.
Kurtyna.
Dodaj anonimowe wyznanie