#Fsw7w
Nie potrafi sama żyć, nie ma znajomych, swojego życia. Wykańcza wszystkich powoli, niby chodzi o pomoc, a tak naprawdę o to, by ten mój mąż żył teraz jej życiem. Ma gdzieś, że siedmioletnia córka potrzebuje taty, wymyśla problemy i choroby, które cudownie mijają, jak się goście zapowiedzą. Teściowe są śmieszne w kawałach, ale naprawdę spotkać taką to porażka. I nie da rady, mąż niby rozumie rozmowy, ale siedzi w tym chętnie, o wiele chętniej niż w naszym mieszkaniu, tam zawsze pozmywa, śmieci wyniesie, bo to mamusia i trzeba pomóc.
Jest na każde zawołanie, a my się musimy z córką z szanownym panem tatusiem i małżonkiem umawiać na każdy spacer. Tu nie robi nic. Córka już nawet nie tęskni do taty, to mnie też boli, bo jak mamusia nie przeszkadza, to jest świetnym ojcem. Ja się bez ojca wychowywałam i wiem, jak to boli.
Jestem zdecydowana odejść, mam środki, mam wizję przyszłości i boję się tylko jednego: walki o córkę, proszę o kontakt osoby, które to przeszły.
Miałam taką teściową. W pewnej chwili postanowiła, że bez uprzedzenia z nami zamieszka. Mówię serio! Mieszkamy w różnych krajach, a ona przyjechała i po paru dniach ustawiła sobie twierdzę w moim mieszkaniu. Zrobiłam awanture, że to koniec i wypad do wieczora. Dwa dni babsko koczowało na mojej kanapie, zanim uświadomiła sobie, że nie wróce do mieszkania, ani mój mąż. Od roku nie mamy kontaktu i jest nam lepiej.
W życiu nie zrozumiem, co takim ludziom we łbach siedzi...
Absolutnie nie bronię takich osób, ale to zapewne samotność...co tez w jakiś sposób jest smutne.
Ty się nie zastanawiaj jak ukrócić teściową, tylko jak z męża faceta zrobić. Problem jest taki, że masz mamisynka w domu.
Syn to z definicji mężczyzna, więc maminsynek siłą rzeczy też. Także polecasz robienie mężczyzny z mężczyzny. Jeszcze nikt płci nie zmienił od bycia kiepskim partnerem.
@zxzxzx Ale ty wiesz, że dwa słowa w połączeniu mogą znaczyć coś innego?
A ty wiesz, że w tym przypadku nie znaczą? Maminsynek oznacza jakiegoś (mającego jakieś cechy) mężczyznę. Nie jakąś kobietę, tylko jakiegoś mężczyznę. Nikt nie mówi o kobiecie maminsynek.
zxzxzx, ty naprawdę nie rozumiesz czy tak tylko gadasz?
asienaebaam
Właściwie to problem polega na tym, że ona właśnie go w domu prawie nie ma. ;)
zxzxc bo dziewczynka to "coreczka tatusia" i podobnie jak maminsynekl oznacza to zbyt duze, patologiczne przywiazanie do rodzica zawlaszczajacego dorosle zycie dziecka
Powinnaś postawić mu ultimatum, albo ty i córka, albo rozwód i mamusia.
Wyślij teściową do sanatorium jak taka chora może pozna tam jakegoś gościa i zejdzie ci z męża
Dobry pomysł, tym bardziej ,że: "ma środki"
Dlaczego zakładasz walkę o córkę? Sąd z całą pewnością powierzy Ci opiekę, a kontaktów z ojcem nie zamierzasz chyba utrudniać, bo po co. Nie piszesz czy powiedziałaś mu o swoich zamiarach, jeśli nie to zrób to, po jego reakcji zorientujesz się z czym będziesz miała do czynienia, a twoim planom to nie zaszkodzi. Walki możesz się spodziewać, jeżeli zażądasz rozwodu z orzeczeniem o winie. Ludzka natura już taka jest, że jak ktoś obarcza cię winą to się bronisz, tym bardziej, że prawdopodobnie Twój mąż żadnej swojej winy nie widzi. Żeby ułatwić sprawę pomyślałabym o rozwodzie bez orzekania o winie, ale co do tego musi być zgoda obydwu stron. Rozwód to dość stresująca sytuacja, więc życzę Ci siły. Moim zdaniem podjęłaś słuszną decyzję.
Dlaczego bez orzekania o winie?
Właśnie niech on będzie winny. Co ona zawiniła, że facet wolo lizać tyłek mamusi niż zająć się rodziną.
Bez orzekania o winie po to, żeby zaoszczędzić sobie stresu. Autorka chce się rozwieść, bo ma dość takiego życia, a nie po to żeby dopiec mężowi.
Wyjedzie wszyscy za granicę. Z dala od matki.
Pod byle jakim pretekstem, lepsza praca, język dla dziecka czy cokolwiek.
Mieszkanie czy dom zawsze możecie podnająć.
Córce super to zrobi, pozna nowe obyczaje, rok w innej szkole jej nie zabije.
A on będzie widział mamusie tylko na święta, ona będzie musiała nauczyć sobie sama radzić, wy wrócicie zarobieni, same plusy.
Z pracą to też nie jest teraz tak, że trzeba się kurczowo trzymać jednego pracodawcy, a wręcz dziwnie patrzą, jak siedzisz kilkanaście lat u jednego, bo się nie rozwijasz.
A to zależy.
On do niej nie latał od początku, tylko jak została sama. Może to wynika z wpojonego poczucia obowiązku.
A jak zobaczy, że matka sobie świetnie daje radę bez niego i wcale nie umarła, to może trochę przystopować.
A jak nie, to trudno, bynajmniej uważam, że warto jeszcze zawalczyć i po prostu go odciąć na trochę, a najłatwiej to zrobić odległością.
Dwa nastroje. DOKLADNIE! nawet milion kilometrow nie wyleczy maminsynka bo maminsynek maminsynkiem zostanie na zawsze!
Też obawiam się, że nic to nie zmieni. Mój tato to też taki maminsynek... Niby żyliśmy pod jednym dachem, a nie raz widywałam go tylko w weekendy na kilka godzin (jak nie praca to do swojej mamy leciał, bo zawsze trzeba było coś pomóc). Nie będę się rozwodzić nad tym jakim był ojcem, bo tu rozchodzi się o to jakim był/jest synem.
Codziennie do babci jeździł przygotować i podać jej leki, zrobić śniadanie, zawieźć obiad, zrobić kolację, posprzątać, nakarmić... A we własnym domu palcem nie kiwnął. Warto dodać, że babcia, do dnia śmierci, była całkowicie samodzielna (poza podawaniem jednego leku, bo w zastrzykach).
Mama nie raz mu wspominała "u swojej mamusi to każdy okruszek zbierasz, a tutaj zostawiasz po sobie chlew", ale zaczęło działać dopiero po śmierci babci i przejściu żałoby (ofc. mama wstrzymała się z wypominaniem gdy tato był w żałobie).
Podsumowując mój długi wywód: maminsynek zostanie maminsynkiem zawsze.
Zamieszkajcie razem, wszyscy beda wtedy w jednym miejscu :))))
Ja się wychowywałam z ojcem i też wiem, jak to boli, wolałabym bez.
Ja też bez ojca, za to z ojczymem:) Kalejdoskop przeżyć.
Wychowanie bez ojca boli? Chyba tylko, gdy się go straciło. Nie mam taty od urodzenia i nigdy nie czułam się z tego powodu gorsza.
Co ma niskie poczucie wartości do negatywnych emocji?