#kppkN
Kurczowo trzymałam się tych ulotnych chwil, trwałam przy nim właśnie dla nich. Jak Mały Książę swojego Lisa, on oswoił mnie, tak bardzo, że sama myśl o rozłące była bolesna. Wiele razy obarczał mnie swoimi problemami, twierdził, że istnieją z mojej winy, wiele razy kłóciliśmy się, gdy wracał po pijaku. Obrażał mnie, mówił, że jestem dla niego wszystkim, ale nikim w oczach innych, że tylko z nim zaznam szczęścia. "Kto by chciał się z tobą umówić? Spójrz na siebie, w swoje oczy i powiedz, co widzisz. Ja widzę wystraszoną dziewczynkę. Ale nie martw się, zaopiekuję się tobą, moje neko".
Był taki inteligentny, interesował się historią, pisał wiersze. Imponował mi, lecz niszczył mnie, bił słowami, bo tylko tym mógł z racji, że poznaliśmy się przez internet.
Rozmawiałam z nim dzień w dzień, czasami do późna w nocy, czułam się ważna, ale z drugiej strony wiedziałam, że tak dalej być nie może. Mężczyzna ten chwiał się w nastrojach, raz był kochany, mądry i wspierający, takiego go lubiłam, a zaraz zmieniał się w okrutną bestię wytykającą mi wszystkie moje wady, pijaka, który nie pamiętał swoich słów na następny dzień.
W końcu dokonałam jednak wyboru, bo chociaż byłam silna psychicznie, starałam nie zwracać uwagi na jego przykre słowa, odizolować się zupełnie od złego, wyczekując dobra, zauważyłam, że po czasie trudność sprawiała mi rozmowa z kimkolwiek innym. Tak bardzo chciałam mu pomóc, tak mocno się na nim skupiłam, tak jak tego chciał, że zatraciłam w sobie zdolność widzenia innych.
Musiałam to zakończyć. Chociaż groził i przepraszał, postanowiłam już więcej do niego nie napisać. I było to cholernie bolesne, miesiącami myślałam, czy nie popełniłam błędu, czy nie straciłam czegoś ważnego. "Może napiszę? Przecież tak ładnie mnie przeprosił". Nigdy jednak tego nie zrobiłam i raczej nigdy już tego nie zrobię. Jest bez niego lepiej.
Drodzy Anonimowi, cóż jednak z tego, skoro pamięć nie przemija?
Miałaś szczęście, że to relacja internetowa, nie trzeba było dużo żeby zakończyć. W realu to znacznie trudniejsze.
"Nikt inny by cię nie chciał. Nikt inny się z tobą nie umówi. Nikt inny by z tobą nie wytrzymał. Nigdy nikogo innego nie znajdziesz." To są stałe i jakże oklepane teksty nieudaczników, którzy nie potrafią inaczej zatrzymać przy sobie kobiety, jak tylko niszcząc jej poczucie własnej wartości. Zresztą niektóre kobiety też tak robią. Tacy ludzie niszczą innego człowieka, bo sami mają pełno kompleksów, z którymi sobie nie radzą. Od takich trzeba się trzymać z daleka. A pamieć też przemija. Tak jak wszystko. Tylko widocznie w Twoim przypadku minęło jeszcze za mało czasu.
A wystarczyło wyłączyć komputer.
To również nie jest takie proste. Ja także tkwilam w toksyczne relacji przez Internet. Facet jednego dnia był super kochany, A drugiego miał zrywy i wyzywal mnie od najgorszych. Dopiero jak odkryłam, że wysyła mi nie swoje zdjęcia i ciągle oszukuje mnie z miejscem swojego zamieszkania, to potrafiłam z tego wyjść
To jeszcze nic. Jak mojemu byłemu przyśniło się, że go zdradziłam to najzwyczajniej w świecie zabrał mi telefon, przesłuchanie i zostałam przez niego podbita. Jak to powiedział tak na zapas jakbym miała jeszcze jakieś głupie pomysły.
Quuuuurwa, gdzie Wy zescie takie wynalazki dorwaly? To tak absurdalne, ze az smieszne. Ale damskich bokserow to nienawidze.
Niestety, ale kobiety same na to pozwalają. Przymykają oczy na czerwone flagi, ignorują komentarze I uwagi znajomych, nie stawiają jasnych granic. Po części kwestia wychowania I doświadczeń, łatwiej zmanipulować osoby zakompleksione I uległe. Wraz ze wzrostem samooceny, samoświadomości I szacunku do samego siebie przyjmujemy postawę: nie podoba się, to wypad.
To brzmi jakbym czytała o moim byłym - nawet jeśli to tylko podobna a nie ta sama osoba, to radzę trzymać się z daleka od tego faceta. Im szybciej całkiem zerwiesz kontakt, tym lepiej dla Ciebie i szybciej minie ;)
Zabrzmiało jakbym czytała historię o moim byłym. Nawet jeśli to przypadkowa zbieżność, to nie wracaj do niego, nie warto
O lol, mi by się po prostu przestało chcieć z kimś takim gadać i znajomość sama by się rozmyła... Raczej wolę słuchać zachwytów na swój temat niż jak facet mnie miesza z błotem, bitch pls
Przeszłam przez identyczną sytuację, tkwiłam w niej prawie 3 lata - poznałam go, kiedy miałam 12 lat, on miał 16. Byliśmy zwykłymi znajomymi, ale zaczęliśmy coraz bardziej się do siebie zbliżać... Przynajmniej tak myślałam. Po prostu chciał wykorzystać osobę młodszą i mniej doświadczoną od niego. Koleś był chory psychicznie, wyładowywał na mnie swoje frustracje. Wmawiał mi odpowiedzialność za jego problemy, szantażował mnie... Niestety głównie na tle seksualnym. Trzymaj się, jest nas więcej.
Skoro nie chciał się spotkać to może wcale nie był tym za kogo się podawał.. jeśli by kochał i był tym za kogo się podawał z pewnością by przyjechał :)
"Wystarczyło wyłączyć komputer", co za znieczulica. Po drugiej strony ekranu również siedzi żywa osoba, do której można się mocno przywiązać.