#4TmlR

Mój przyjaciel, Adam, jest wielkim fanem narciarstwa. Cała szafa kombinezonów, kaski, gogle... Maniak.

Lata temu, w czerwcu, zrobił imprezę urodzinową w swoim mieszkaniu. Ściany? Śnieżnobiałe. Drinki? Wóda z lodem. Zabawy? Symulator stoku na konsoli. Gości cały salon. Krzesła, parapety, kanapy, wszędzie ludzie. Procenty leją się strumieniami, a tu jeszcze pełne pół lodówki. Wszyscy wiemy co się dzieje, gdy na sali nie ma ludzi trzeźwych.

Adam poszedł rozpakowywać prezenty. Jak się można spodziewać, nikt mu piłki do kosza nie kupił. Za namową jakiegoś typa zaczął wszystko mierzyć. Kask, rękawiczki, kijki, gogle, skarpety. Nawet kombinezon włożył własny. Śmiechy, chichy. Nim się obejrzeliśmy, nasz gospodarz już miał na sobie narty. Ktoś krzyknął, żeby szedł na stok. Cały tłum pijanych towarzyszy stwierdził, że to świetny pomysł. Tak rozpętało się piekło...

W stolicy, w środku lata, ciężko o śnieg. Tym bardziej jakąś górkę. Toteż jakiś Pomysłowy Dobromir wydumał schody. Mieszkanie na 4 piętrze. Miodzio. Koło północy. Adam wszedł na szczyt. Kominiara na twarz. Gogle. Gotowy? Ruszył. Urwał, że aż skarpety zawiało. Chłopak miał talent. Wywalił się w połowie. Podnieśli go. Bokiem się nie wejdzie, bo za wąsko, więc zjeżdżał niżej. Jego kamienica należała do tych "komunistycznych". Schody skręcały w połowie piętra w drugą stronę i tak ciągle.

W amoku nasz wielki sportowiec nie spostrzegł sąsiadki zamykającej drzwi mieszkania. Nie udało mu się zatrzymać. Kobieta młoda, z psem, najwyraźniej chciała wyjść z nim na spacer. Głośny hałas. Krzyk. Plątanina kończyn. Szczekanie kundla. Jęki bólu. Wszyscy trochę wytrzeźwieliśmy w ułamku sekundy. Rozplątaliśmy ich. Adam w kasku, pełnej ochronie, co najwyżej zatoczył się trochę z emocji. Z kobietą było gorzej. Na jakiś wstrząs mózgu się nie zapowiadało, ale noga była wygięta pod dziwnym kątem. Posłaliśmy Adama, żeby się przebrał. Ktoś zadzwonił na pogotowie, ktoś poszedł po lód, ktoś wziął psa. Część ludzi rozeszła się po domach.

Przyjeżdża ambulans. Ratownicy w pełnej gotowości. Pakują sąsiadkę na nosze. Wychodzimy na dwór. Tam już na spokojnie (jeśli da się być spokojnym w takiej sytuacji.) pytają się jej, co zaszło. Nieco zmaltretowana sąsiadka zaczęła ''Wychodziłam właśnie z Tobim na spacer, gdy ten narciarz nadjechał"... Popatrzyli się na nią z lekkim zmieszaniem i pokiwali głowami. Na szczęście zdążyłem wytłumaczyć całą sytuację, zanim zamknęli ją w zakładzie zamkniętym  ;)
Qzin Odpowiedz

Mało że wyznanie było, to jest stary Urban legend z przerobionym zakończeniem.

azja

Haha To samo miałam pisać

Jaktoja

Właśnie, a w stolicy jest jeden stok narciarski na Szczęśliwicach. Działa w lato, jeździ się wtedy na mokrym igielicie.

zxzxzx

Na pewno jak się jest nawalonym w środku nocy, to pierwsze co przychodzi na myśl, to wsiąść w tramwaj, żeby dojechać do jakiejś górki, kiedy "zupełnie dobra górka" jest tuż za drzwiami.

karolyfel Odpowiedz

Dobra ta oklepana historia, taka nie za świeża...

KryzysTworczy Odpowiedz

"Mój kumpel jest fanatykiem narciarstwa..."

kapelusz Odpowiedz

Anegdotka, oryginalnie to była impreza w akademiku i pani że stróżówki, jak się okazało przy odwiedzinach przeniesiona "do czubków", bo uparcie twierdziła że narciarz ją potrącił.

Kucypon Odpowiedz

Niezły pomysł, żeby pijani ludzie robili krzywdę niewinnym, przypadkowym osobom. Powinno się pić z umiarem, a jak się nie umie, to nie pić wcale dla bezpieczeństwa swojego i innych.

budyn4 Odpowiedz

Mój stary jest fanatykiem wędkarstwa

Ikazc

Opowiedz coś o tym, jakie przygody mają wędkarze?

aceofspades Odpowiedz

Już pomijając prawdziwość tego wyznania, zastanawia mnie, co ma wspólnego biel ścian z narciarstwem. Bo sama ściany mam śnieżnobiałe, a na nartach "jeździłam" raz w życiu, ale mi rzepka wyskoczyła.

Inetta

Przypomina śnieg

seba199020 Odpowiedz

Ale się uśmiałem

Natural Odpowiedz

Ja również posiadam "śnieżnobiałe" ściany, a jedyne co łączy mnie z narciarstwem, to sytuacja której byłam świadkiem. Miałam wtedy tak z 6 lat i oglądałam jak mój starszy brat popyla na swoich "ślicznych" nartach w diabły, po pagórku i zamiast wzbić się w powietrze niczym Adam Małysz, ląduje na twarzy.

Dodaj anonimowe wyznanie