#V3IK9
Nie jestem pewien, czy nastąpiło to stopniowo, czy po prostu zostało wywołane którymś z kolei metaforycznym butem w twarz, który mi owo życie zaserwowało, ale od jakiegoś czasu czuję bardzo mocno, że moje życie nie ma sensu i najchętniej bym je zakończył...
Nie zamierzam sobie nic zrobić, nie ze względu na jakieś przekonania religijne czy coś, tylko ze względu na moją rodzinę.
Póki co lecę siłą rozpędu, pracuję więcej, próbuję sobie wrzucić na głowę ile się tylko da, żeby o tym nie myśleć, ale ten "zew otchłani" robi się coraz silniejszy. Nie raz łapałem się na tym podczas jazdy samochodem. Zastanawiałem się, co by się stało, gdybym nagle poszedł na czołówkę z ciężarówką. I nie powstrzymuje mnie przed tym chęć do życia, tylko po prostu nie mógłbym zafundować temu drugiemu człowiekowi traumy, albo zrobić krzywdy...
Więc tak sobie bez sensu i celu egzystuję. Nikomu się do tego nie przyznałem. Wszyscy myślą, że wiodę w miarę fajne życie, ale najchętniej bym się po prostu wylogował i zniknął...
#anTbC
Pewnego razu, po remoncie na balkonie, usiadłam w spodenkach na podłodze i patrząc na tę moją skórę na nogach (były w najgorszym stanie), myślę "o ty k***o!". Zdesperowana wzięłam papier ścierny i zdarłam wszystko ma sucho, krew się lała, ale jaka ulga! Za dwa dni moje nogi były już zagojone, a ja do dziś używam papieru ściernego zamiast gąbki.
#5EIMm
Kiedy suczka urodziła musiałam te biedne pieski wrzucać do wiaderka z wodą. Ręce mi się trzęsły, płakałam. Potem musiałam przełożyć je do papierowej torebki. Jaki był szok kiedy po 2 godzinach te pieski ożyły.
Piszczały a ja płakałam. Wiecie co kazała mi matka? Groziła że jak tego nie zrobię to "mnie zniszczy". Przygnieść cegłówką te piszczące szczeniaczki w wiaderku z wodą. Mam 39 lat i ta trauma do dzisiaj mnie niszczy od środka.
#hkGoo
Byłem w związku ze wspaniałą dziewczyną. Przed zdecydowaniem się na bycie parą, byliśmy przyjaciółmi przez rok czasu. Znaliśmy się naprawdę dobrze, kiedy zrobiliśmy krok do przodu. Niestety nie wiem jak to się stało, wtedy zacząłem się zmieniać.
Byłem zazdrosny. Od początkowego "zabijania wzrokiem" innych chłopaków, po zabranianie jej spotkania się i rozmawiania z jakąkolwiek inną osobą. Czułem się jak piąte koło u wozu niemal cały czas.
Byłem nachalny. Od delikatnego dotykania jej, po obmacywanie publiczne i rozbieranie jej na każdym jednym spotkaniu (w domu jej rodziny lub mojej rodziny). Uważałem, że seks jest zespoleniem związku - i przy okazji "czymś" przyjemnym.
Byłem egoistyczny. Czas miała spędzać ze mną i tylko ze mną, inaczej byłem na nią wściekły. Niemal cały czas czułem się odtrącony, samotny i smutny.
I wiele innych "byłem", przez które ona czuła się jak moja własność, bała się mi sprzeciwiać i przyznawać do jakichś czynności, np. spotkania ze znajomą - bowiem moja złość, kłótnie, obwinianie jej było dla niej dewastujące.
Byłem ślepy i jedyne co widziałem, to własny ból. Ciągle czułem się odtrącony, skrzywdzony, jak ofiara, byłem samotny, nic mnie poza nią nie interesowało. Byłem stracony i zafascynowany jej osobą - tylko jej osobą. Liczyła się jedynie ona.
Wiele razy próbowała przemówić mi do rozsądku. Wiele razy mnie okłamywała, próbowała uciekać ode mnie, unikać mnie. Później zaczęła mnie zablokowywać gdzie się da, chowała się - a kiedy się ze mną zetknęła, od razu zwiewała.
A potem dostałem list, że nie chce mnie znać. Nie napisała dlaczego, a ja wpadłem w jakąś depresję. Na rok zamknąłem się w domu i nie wychodziłem poza koniecznością. Byłem wrakiem człowieka, ofiarą losu, najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie.
Rodzice zaciągnęli mnie "siłą" na terapię. Postawili mi ultimatum, że z domu mnie wywalą, bo im nierób nie jest na barkach potrzebny. Poszedłem. Minął kolejny rok. Wiele zrozumiałem, zobaczyłem w końcu - kto był zły w tamtym związku. Zobaczyłem jak wygląda moje życie. Nauczyłem się inaczej funkcjonować.
Obecnie trzymam się zasad, zero spotykania się z kimkolwiek poza sprawami dot. pracy, do której zacząłem w końcu chodzić. Nie chcę nikogo znowu zniszczyć, bo "zranieniem" nazwać tego nie można. Boję się powtórki. I prędzej, mówię serio, się zabiję, niż znów wprowadzę kogokolwiek do swojego życia.
#5UBq8
Zawsze mnie cieszyło, gdy miałem do czynienia z ciekawymi ludźmi z innych krajów, zwłaszcza pochodzącymi z Afryki czy Azji. Zakumplowałem się z jedną dziewczyną z Kongo i kiedyś wylądowałem na zmianie z całą jej paczką (efekt: ja + 5 czarnoskórych, którzy tłumaczyli mi dlaczego gdy jest się w buszu nie wolno spojrzeć gepardowi w oczy albo palić ogniska, gdy w pobliżu są nosorożce), z czego podśmiewali się moi polscy przyjaciele ("znajdź element, który nie pasuje do tego obrazka").
Na hali był też Chińczyk w średnim wieku, sympatyczny, miły i uczynny. Do każdego zagadał i wszyscy zdawali się go lubić. Któregoś razu wylądowałem z nim przy obsłudze jednej z maszyn i bardzo się ucieszyłem myśląc, że mam szansę na ciekawą rozmowę, która sprawi, że czas będzie mi szybciej płynął.
Rozpoczęło się jak u Hitchcocka, od mocnego uderzenia: Chińczyk nie był wcale Chińczykiem, tylko Arabem należącym do niewielkiej mniejszości etnicznej w Afganistanie zwanej Hazara. Zanim dowiedział się o mnie czegoś więcej poza imieniem, wiekiem, narodowością i stażem w Anglii, zapytał, czy mam żonę i dzieci. Odparłem z niepewnym uśmiechem, że nie - zaczął więc drążyć dlaczego - bo mam chłopaka i kota. Uznałem, że ktoś kto należy do grupy etnicznej, która przeżyła tyle upodlenia i szykan nie będzie mieć raczej nic przeciwko mojej orientacji - i tu nastąpiło drugie mocne uderzenie, bo koleżka zaczął dość mocno mnie zarywać:
- Choć do mnie, ja tu mieszkam niedaleko, nie pożałujesz...
- Nie, dziękuję, mam chłopaka w Polsce.
- No to co, o niczym się nie dowie, choć do mnie, będziesz zadowolony!
- Ale ja go kocham, nie mógłbym go zdradzić.
-To nic, to zostanie między nami. Pamiętaj, co się wydarzyło w Vegas, zostaje w Vegas!
- Niee, jednak nie.
- Mieszkam tu niedaleko za zakrętem, zrobię ci dobrze!
...i tak w kółko jak katarynka, która nie rozumie słowa nie. Byłem absolutnie zmrożony, zwłaszcza że nie mogłem opuścić maszyny i szykowało się jeszcze przynajmniej 4 h tego koszmarku.
Gościu był uparty i nachalny, ja nigdy nie miałem takiej sytuacji i zacząłem rozumieć jak się czuje kobieta, gdy jest obiektem niechcianych, natarczywych awansów obleśnego typa. Było to naprawdę ohydne uczucie, dużo gorsze niż się spodziewałem.
Wybawienie przyszło szybko, bo po jakichś 30 minutach szefowa kazała mi iść zrobić coś innego. Na przerwie spotkałem się ze swoją najlepsza przyjaciółką, mówiąc jej: Janet, nie uwierzysz co się stało... Chińczyk mnie molestował!
Na co ona: O Boże, ciebie też?!
#nprYh
Kiedy miałem już parę lat, rodzice stwierdzili, że mogą mnie w końcu wysłać do przedszkola. Wszystko pozałatwiane, tata mnie odstawia. Sadza mnie przy stoliczku, ja niepewny rozglądam się dookoła po nieznanym pomieszczeniu i rówieśnikach. Patrzy mi w oczy i mówi:
- Siedź tu i czekaj na mamę.
I poszedł.
No i siedziałem i czekałem na mamę.
Przez osiem kolejnych godzin.
#RNOxo
Jak widać, obudziłem się. Dostałem jedynie w łeb od matki, którą niemiłosiernie zdenerwował fakt, że nasza kuchenka elektryczna działa tak długo, a ja śpię w kuchni jak idiota.
#Mwj7Z
Odkąd pamiętam nie mam z mamą dobrej relacji. Kiedy chcę z nią o czymś porozmawiać, opowiedzieć, poradzić, pochwalić się, nie słyszę nic...
Opowiadam o szkole - cisza.
Opowiadam o pracy - cisza.
Opowiadam, co mi się przytrafiło - cisza.
Niby mnie słucha, ale za każdym razem jest zajęta bardziej telefonem, telewizorem, gazetą...
Jest mi zwyczajnie przykro, kiedy widzę jak moi bracia wracają z pracy, a mama tylko czeka kiedy zrobić im herbatę, kanapeczki i z nimi porozmawiać.