Gdy byłem dzieciakiem już nastoletnim, pewnego dnia jakieś ciężkie wydarzenie skłoniło mnie do popełnienia samobójstwa. Bojąc się bólu, po prostu odkręciłem gaz w kuchence i usiadłem zaraz obok, a potem zasnąłem. Byłem pewien, że już się nie obudzę.
Jak widać, obudziłem się. Dostałem jedynie w łeb od matki, którą niemiłosiernie zdenerwował fakt, że nasza kuchenka elektryczna działa tak długo, a ja śpię w kuchni jak idiota.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dobrze że nie próbowałaś zatruć się w garażu spalinami odpalonego samochodu elektrycznego.
Albo zamarznąć przy otwartej lodówce.
Ewentualnie rzucić się z dywanu na podłogę.
Od dziecka ciężej wymagać odpowiedzialności, ale jeśli miałeś z 16 lat, to już, niezależnie od Twojego dramatu, to co chciałeś zrobić innym, było straszne.
Miałam trochę styczności z osobami z problemami. Nie rozpuszczonymi dzieciakami, które odwalały szopki dla atencji, (taki przypadek obserwowałam z raz, z daleka, przez wspólnych znajomych), sama miałam depresję i nerwice tak głębokie, że psycholog odmówił mi terapii jeśli nie zacznę brać leków psychotropowych.
I powiem Wam jedno:
Nawet tak zła decyzja, jak samobójstwo, to jeszcze nie niepoczytalność.
I czym innym jest skrzywdzenie kogoś przez zaniedbanie (nie próbowanie żyć dłużej dla niego), a czym innym aktywne wyrządzenie komuś krzywdy przez wybór metody samobójstwa.
Takie osoby często mają zaburzony obraz tego, czy ktoś będzie za nimi tęsknić itd, ale nie są niepoczytalne i wiedzą, że skrzywdzą maszynistę, że kierowca będzie miał problemy, że wybuch gazu może zabić wiele osób.
derp:
Tak.
Ale i z nich wiele jednak myślało o tym wiele razy wcześniej, gdy była to jeszcze odległa perspektywa.
I nie postanowiło wtedy "Nie, ta metoda skrzywdzi innych".
O samobójstwie strasznie często się marzy, większość osób ma całe miesiące/lata na przemyślenie sposobów, nawet, jeśli ostateczna decyzja jest impulsywna.
Siedzę w samochodzie i zacieszam do kierownicy na której leży telefon. Miny przechodniów bezcenne