Dziś rano sąsiadka podrzuciła mi gazetę, bo wie, że lubię sobie poczytać czy czasem po prostu użyć ich jako podkładki. Jak wzięłam ją do rąk i przeczytałam skrawek, poczułam gulę w gardle. Zaczęłam drżeć, a łzy odebrały mi możliwość widzenia. Siedzę teraz kompletnie załamana, chciałabym się komuś wygadać, ale nie mam komu, jest mi tak bardzo źle.
W moim miasteczku zdarzył się ten sam przypadek, co lata temu ze mną (ja miałam wielkie szczęście, bo mnie uratowała moja mama, wymusiła na lekarzach cesarskie cięcie). Dziewczynka zaplątała się w pępowinę, dusiła się. Jej matka czuła, że coś jest nie tak, ale nie była pewna, w końcu to pierwsze dziecko. Jednak mimo wszystko kazano jej urodzić to dziecko naturalnie. Dziewczynka „żyje”. Nie widzi, nie rusza się, nie krzyczy, nie płacze. Ma niewydolność mózgu. Ale żyje.
To, co się stało, wstrząsnęło mną tak mocno, że nie jestem w stanie teraz myśleć o czymkolwiek innym. Tylko o niej. Nie znam jej, nie znam jej matki, ale okrutnie boli mnie świadomość, co jej matka może czuć, i świadomość tego, co ta maleńka utraciła. Okropnie boli mnie serce.
Kiedy zrobię kupę i się wytrę, to zawsze wkładam listek papieru toaletowego między pośladki, aby przypadkiem nie ubrudzić majtek. Czuję się wtedy lepiej.
Od kilku lat moje samopoczucie jest coraz gorsze, ostatnio bardzo się pogorszyło. Jako że nie jestem pełnoletnia, to sama do lekarza NFZ pójść nie mogę, ale prywatnie to co innego. Uzbierałam pieniądze na pierwszą wizytę (moi rodzice nie mogą o tym wiedzieć, zniszczyliby mi życie jeszcze bardziej) i poszłam, powiedziałam, co mnie boli, co się ze mną dzieje. Dowiedziałam się, że muszę brać leki i uczęszczać na terapię, bo bez tego nie wyjdę na prostą. No i na tym się to wszystko kończy.
Leżę teraz w łóżku i się zastanawiam, po co ja tam w ogóle poszłam. Przecież mnie nie stać na tę terapię, nie mam od kogo wziąć pieniędzy, do pracy nikt mnie nie chce, bo szukałam w wielu miejscach.
Wiem, że będę musiała wytrzymać do momentu, w którym się wyprowadzę i będę zdana sama na siebie, być może wtedy łatwiej mi będzie odłożyć pieniądze na terapię dla siebie. Ale nie teraz. Czuję się źle z tym, że poszłam do tego lekarza, on teraz oczekuje ode mnie wiadomości z terminem wizyty u psychiatry po receptę na leki.
A mnie na to nie stać.
Próbowałam się powiesić, wybrałam jeden z najbardziej odludnych fragmentów mojego miasteczka i w momencie kiedy już miałam to zrobić, drogą przejeżdżał na rowerze wikary.
Ja rozumiem, że postąpił szlachetnie, że od razu rzucił się do ratowania mnie, ale kurła, już nawet nie można się w spokoju zabić...
Zawsze po skończonej m@sturbacji jak najszybciej wyłączam film p0rno, który oglądam podczas, bo obrzydza mnie to, co ludzie na nim robią.
Historia ta wydarzyła się w liceum. Byłam z chłopakiem już od 2 lat. Niestety moja mama nigdy nie zgadzała się na to, żeby nocował on u mnie w domu. Jednak pewnego wieczoru, kiedy mama poszła na noc do pracy, postanowiliśmy, że ukryjemy przed nią fakt wspólnego nocowania. Kiedy mama wyszła do pracy, mój chłopak przyszedł do mnie, z założeniem, że wyjdzie o godzinie 7, kiedy moja mama kończy pracę. Mimo planu doskonałego postanowiłam jednak zachować pewne środki ostrożności i przed zaśnięciem schowałam jego buty i kurtkę do schowka na pościel w łóżku. Mimo tego, iż wiedziałam, że mama nie wróci do domu do godziny 7, coś nie dawało mi spokoju, po paru godzinach udało mi się jednak zasnąć.
Godzina 6 rano, a ja słyszę dźwięk klucza przekręcanego w zamku od drzwi frontowych! To ona! Jak się później okazało, szefowa zwolniła ją wcześniej do domu ze względu na zbyt dużą liczbę nadgodzin. Słysząc dźwięk otwieranych drzwi, szybko obudziłam swojego chłopaka, który w popłochu wskoczył do szafy, nie domykając jej jednak do końca. Leżałam w łóżku bez ruchu, licząc na to, że to tylko zły sen... to jednak nie był koniec atrakcji. Szybko zorientowałam się, że na oparciu od krzesła stojącego przy biurku w moim pokoju wisi jego kurtka! Modliłam się, żeby mama jak najszybciej poszła spać zmęczona po nocnym dyżurze i żeby nie weszła do pokoju jak każdego ranka w celu skorzystania z komputera. Na szczęście do pokoju nie wchodziła, ale spać też nie poszła! Mój chłopak siedział w szafie trzy godziny, zanim wymyśliłam jakiś plan. Nie mógł się w tym czasie ruszać, ponieważ z każdym jego ruchem szafa skrzypiała coraz bardziej. Na szczęście wpadłam na pomysł napisania do kolegi i poprosiłam go, aby przyszedł „pożyczyć ode mnie zeszyty”. Mama siedziała zamknięta w pokoju, więc gdy tylko kolega zadzwonił do drzwi, wyskoczyłam z łóżka jak poparzona, wzięłam z półki przypadkowe zeszyty i poleciałam otworzyć mu drzwi. W międzyczasie dałam też sygnał swojemu chłopakowi, żeby jak najszybciej wyszedł z szafy i biegł prosto w stronę wyjścia. Było mi go cholernie szkoda, patrząc na niego, nie do końca ubranego, wybiegającego zimnym rankiem z domu do samochodu. Na szczęście mama się nie zorientowała.
Obiecałam sobie, że opowiem jej tę historię na naszym ślubie. Niestety już nie jesteśmy razem z tym chłopakiem, więc nie będzie okazji.
Mam 47 lat, męża i dorosłego syna. Ostatnio w pracy mieliśmy zorganizowane ognisko integracyjne. Było nas naprawdę sporo. Oczywiście jak to na takich spotkaniach były drinki, tańce, zabawa. Do domów rozwoziły nas wynajęte dwa busy. Nie wszyscy zabrali się w pierwszych dwóch kursach, a że jeden kurs trwał dosyć długo, to za trzecim razem chcieli już jechać wszyscy, którzy zostali. Miejsc w busach było mniej niż osób, więc siadaliśmy po dwoje na siedzeniu albo komuś na kolanach. Ja usiadłam na kolanach chłopaka pracującego u nas od 3 lat, tak po prostu wyszło. W czasie jazdy trzymał mnie w pasie. Początkowo siedziałam tak na skraju jego kolan, ale z czasem on mnie trochę przyciągnął bliżej, trochę sam się przesuwał, trochę ja się przysunęłam i w końcu siedziałam bardzo blisko. W końcu siedziałam tak, że poczułam coś twardego... Najpierw byłam trochę zakłopotana, ale po chwili zmieniło się to w lekkie podniecenie i taką jakby dumę, że tak podziałałam na chłopaka młodszego ode mnie o kilkanaście lat.
Uwielbiam czytać Anonimowe Wyznania. Nieziemsko satysfakcjonuje mnie fakt, iż spora część Anonimowych robi rzeczy lub ma pomysły głupsze niż ja. :)
Otóż moja przypadłość to nadawanie imion dużym palcom u stóp (dziś prawy to Kazimierz, a lewy Wiesław) i przeprowadzanie między nimi spontanicznej rozmowy, na tematy wszelkie. Czytam na głos Anonimowe, a potem Wiesiek i Kazik to komentują.
Czasami maluję na paznokciu oczy i uśmiech oraz nakładam kapelusz zrobiony z gazety, żeby (palce) wyglądały bardziej ludzko.
Dziwne i głupie.
Ale nie umiem przestać.
Będąc dzieckiem i nastolatką, tworzyłam foldery w komputerze, a następnie zapisywałam w nich zdjęcia ubrań. W kolejnych folderach tworzyłam całe outfity. Z czasem zapisywałam zdjęcia aut, domów, a nawet akcesoriów dziecięcych (tego wstydziłam się najbardziej). Tak tworzyłam wyimaginowane, idealne życie. Każdy folder miał swoją nazwę, np. „do pracy”; „na dyskotekę”, a w przypadku akcesoriów do dekoracji „sypialnia”, „łazienka” itd. Miałam nawet folder ze zdjęciami mężczyzn i do każdej koncepcji dobierałem pasującego.
Zawsze w moim domu dochodziło do faworyzowania sióstr (mam dwie siostry), ja byłam jak Kopciuszek... Gdy tylko coś chciałam, było to za drogie, brzydkie, niepotrzebne mi, lecz gdy siostry zachciały buty za 500 zł para, to rodzice od razu im to kupowali. Jedyną osobą, która mnie rozumiała, była moja ciocia. Rodzice byli z nią pokłóceni, więc musiałam do niej chodzić w tajemnicy. Ciocia zawsze, gdy przyszłam, dawała mi jakieś pieniądze.
Podczas gdy moja siostra skończyła już klasę maturalną i miała wakacje, a ja jeszcze chodziłam do szkoły, stwierdziłam, że za pieniądze, które udało mi się oszczędzić, sama kupię sobie laptopa, o którym marzyłam od dłuższego czasu. Gdy już go kupiłam i przyszłam z nim do domu, moja mama mi go zabrała i stwierdziła, że to będzie idealny laptop dla siostry na studia...
Dodaj anonimowe wyznanie